Poczułam stres w całym ciele. Przestałam oddychać. Nie mrugałam, a gałki oczne poruszały mi się z boku na bok. Ręka utknęła gdzieś ponad stołem, a szczęka osunęła się nieznacznie w dół. Po chwili zrozumiałam, co się stało. Usłyszałam przez drzwi głos mojego męża. Rozmawiał przez telefon z naszą starszą córką i użył zwrotu: "Po kolei, starsza córko. Powiedz mi dokładnie, co się stało".
No tak. "Stało się" w połączeniu z "córką" sprawia, że Ziemia zatrzymuje się na orbicie, słońce przygasa, księżyc odwraca się drugą stroną, a biegun przesuwa się na Saharę. Tego się chyba nigdy nie traci. Bycia mamą. Bycia tatą.
Okazało się, że "stało się" oznaczało uszkodzoną drukarkę.
Jakaż to radość dla matki: uszkodzona drukarka!
o rany - takiego, to nic, tylko zbesztać niewybrednym słowem...
OdpowiedzUsuńTo moja nadwrażliwość. Nadsłyszalność w sprawach dzieci.
Usuńwspółczuję.
OdpowiedzUsuńA przecież jest już dorosła, ma swój dom, swoje życie, swoją pracę...
UsuńRaju, mam to samo...
OdpowiedzUsuń