Z chłopakiem starszej córki Kalina porozumiewa się po angielsku. On uczy się polskiego, Kalina zaś uczy się niderlandzkiego, więc zdarza im się napisać do siebie coś w języku ojczystym współrozmówcy.
- Palce unuk i uronk - napisał niedawno do Kaliny.
Kalina uwielbia, gdy obcokrajowcy mówią po polsku. Odgadywanie sensu ich wypowiedzi wymaga cudownej gimnastyki intelektualnej.
A mój obcokrajowiec nie rozumie, dlaczego Polacy go nie rozumieją.
OdpowiedzUsuńHahaha! Mój też nie rozumie!
UsuńW niektorych jezykach te palce unuk maja swoja oddzielna nazwe i palce uronk tez swoja nazwe. Jeszcze troche i bedziemy wladali wspolnym jezykiem. Proponuje nazwe - jezyk unuk. W ramach tego projektu pisze juz bez dodatkowych znaczkow. I nie tylko ja.
OdpowiedzUsuńPalce unuk stały się początkiem mojej konwersacji o palcach. On nie może zrozumieć, jak to możliwe, że po polsku palce uronk i palce unuk nazywają się tak samo. :-)
UsuńPodwójne chapeau bas dla Kaliny - pierwsze za znajomość angielskiego, drugie - za chęć nauki niderlandzkiego. To jeden z tych języków, które NIGDY do mnie nie przemawiały.
OdpowiedzUsuńCzasami uczę moje małe Irlandki polskich słówek (a one mnie irlandzkich), przeważnie turlamy się przy tym ze śmiechu :))
Niderlandzki jest, zaiste, pogańskim językiem, przykrym dla ucha ;-)
UsuńTo jest piękne :)
OdpowiedzUsuńpolska ortografia w wydaniu niderlandzkim ;-)
UsuńWspaniała :)
Usuńhehe... znam to :D
OdpowiedzUsuńLubię też, gdy on pisze "chickorki". To naturalnie sikorki ;-)
Usuń