Kalina ma osobowość interwencyjną, co zawsze zawstydzało jej córki.
Nie ma takiej możliwości, żeby Kalina przeszła obok starszej osoby, siedzącej gdzieś na murku i wyglądającej na zagubioną. Nie ma też szansy, żeby Kalina nie zareagowała, gdy ktoś się przewrócił, coś komuś upadło, albo coś komuś spadło na głowę. Kalina jest również osobą, która dopina obcym kobietom guziki w sukienkach na plecach i mówi o wystających metkach.
Kalina pisze to, bo bardzo często znajomi Kaliny, którzy nigdy nie reagują w takich sytuacjach, mają w zanadrzu złośliwe komentarze typu "masz parcie na szkło", "nasza sanitariuszka", "przecież nic by się nie stało".
Ciekawe jest to, że gdy Kalina rzuca się na pomoc takim właśnie cynikom, ratując ich przed przykrą sytuacją, potem gdzieś w zaułku, po ciemku, żeby nikt nie widział, Kalina przyjmuje od nich podziękowania. Przeważnie Kalina odchodzi z takich zaułków z poczuciem zdemolowania psychicznego. Bo najczęściej cynicy, którzy dziękują Kalinie za pomoc mówią: "ja też ci kiedyś pomogę". Zupełnie tak, jakby pomaganie było transakcją. Dwustronną.
Córka Kaliny niedawno zaczęła wymiotować na ulicy. Bardzo intensywne wymioty, ledwo stała na nogach. Próbowaliśmy opanować sytuację, trzymaliśmy ją w pionie, szukaliśmy worków, żeby nie brudziła chodnika. Przechodnie mijali nas, odwracając wzrok. I nagle podszedł młody mężczyzna. Zatrzymał się. Wyjął z plecaka puszkę coli i wręczył ją nam ze słowami "it helps". Podziękowaliśmy. Cola naprawdę pomaga w takich sytuacjach. Małymi łyczkami córka Kaliny wypiła całą puszkę, cukier z coli postawił ją na nogi, kofeina zrobiła swoje. Wróciliśmy do domu.
Proszę Pana, dziękuję panu w imieniu wszystkich córek. Niech Pan nigdy się nie waha. Z colą czy bez.
Siostro! Ja tez sie wszedzie wtracam i nawet wlasny slubny usiluje mnie hamowac, zebym sie obcym ludziom nie "narzucala". Ja jeszcze, jesli tylko moge, zwracam uwage kierowcom, ze ktores swiatelko im nie dziala. No bo nie kazdy ma w aucie kontrolke.
OdpowiedzUsuńTeż mówię o światłach 😆
Usuńteż mam ten gen ale nie aż tak silny bo generalnie na tym co opisałaś polega moja praca. Jedna ciągła interwencja w każdym temacie. Ale ostatnio szłyśmy z kumpelą przez miasto i przed nami studentka której torebka podniosła sukienkę tak wysoko, że już było widać sporo powyżej klinów z rajtek. Wszyscy ją mijali jakieś tam heheszki zapuszczali i szli dalej. My podeszłyśmy i powiedziałyśmy jej że jeszcze kilka kroków i będzie świecić majtami na ulicy. Dziewczyna podziękowała zaraz poprawiła kieckę i poszła. A aktualnie od parunastu tygodni mam wrażenie, że jestem ukraińską informacją. Co wsiądę do autobusu albo gdzieś czekam na przystanku zawsze ktoś gdzieś jedzie i czegoś szuka. Więc nie ma dnia żebym nie objaśniała nie podprowadzała albo nie tłumaczyła czegoś Ukrainkom bo w autobusach niektórzy udają, że nie widzą i nie słyszą.
OdpowiedzUsuńOch, Ukraińcy to osobny temat. Też im pomagam.
Usuń)))))) to jeszcze dodam, że Naczelnik jest po wszelkich kursach medycznych ...to sama rozumiesz, że nie ma opcji, żebyśmy nie reagowali i reagowali i reagowali )) ale to piękne jest i to jest najlepsza tradycja. Na pohybel cynikom i cwaniakom.
OdpowiedzUsuńNa pohybel!
UsuńI tak trzymać, bo tak trzeba, bo to jest wyrazem wielkiej empatii...poza tym, ja nie patrzę w takich chwilach kto, gdzie i dlaczego ja- człowiek, czy zwierzę- potrzebują, jak mogę pomóc, to pomagam.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że te torsje to jednorazowe i nie jest to nic poważnego u Twojej córki.
Minęło. Oby na zawsze.
Usuńmimo ookropnych okoliczności, wzruszające... Cały czas powtarzam, że jesteś moją ulubioną humanistką, wiadomo...
OdpowiedzUsuń