Nauczycielka z naszej szkoły zachorowała na covid. Uczy w klasach 1-3. Po kilku dniach choroby odebrała telefon od jednej z matek. A z telefonu wylał się hejt i oburzenie, bo córka tejże matki ma nałożoną kwarantannę z winy nauczycielki. I co teraz? Kto się będzie dzieckiem zajmował, skoro matka musi iść do pracy? I jeśli kwarantanna dziecka jest z winy nauczycielki, to niech teraz nauczycielka zorganizuje dziecku opiekę. Najlepiej w szkolnej świetlicy.
Usłyszałam tę opowieść i poczułam, jak przedwczorajsza kalafiorowa podchodzi mi do gardła.
- Gdzie pracuje ta matka? - spytałam bezmyślnie. Bo to i tak nie ma znaczenia.
- W Biedronce - odpowiedziała nauczycielka.
- To żart? - upewniłam się.
- Nie.
Przeczytali Państwo opowieść pod tytułem "Polakiem być to wstyd".
Nie wiem, co napisac. A jak pani biedronkowa zlapie covida od klienta? I jej dziecko przywlecze zaraze do szkoly?
OdpowiedzUsuńMyślę, że to działa tylko w jedną stronę. Tzn myślenie działa w jedną stronę. Epicentrum wszechświata to ta pani. Inni się nie liczą, a nawet nie istnieją.
UsuńPrzykro. Szkoda mi nawet tej pani biedronkowej.
OdpowiedzUsuńMnie nie szkoda. W dzisiejszych czasach mieć pretensje do kogoś chorego to poniżej wszelkich norm...
Usuńmoże niech zadzwoni do ministranta pani z biedry z pretensjami...
OdpowiedzUsuńAlbo do nietoperzy z Wuhan...
Usuńalbo do antyszczepionkowców )))))
UsuńHumanizm, to bardzo trudne, być.
OdpowiedzUsuń