Czytam "Kronikę ptaka nakręcacza".
Czuję się, jakbym obrazy Salvadora Dali jadła w postaci liter. Ugotowane na parze. Przyprawione odrobiną japońskich komiksów.
Przeczytałam najpierw sporo recenzji o "Kronice..." i żałuję. Czytam obciążona opinią innych ludzi. Recenzje w przykry sposób omówiły wydarzenia, o których jeszcze nie czytałam, więc mam poczucie, jakbym otwierała prezent, który sama zapakowałam.To nie będzie moja ukochana książka, już to czuję.
To będzie książka, o której trudno mi będzie zapomnieć, już to czuję.
Trochę jak "Kobieta z wydm" Abe Kobo. Niby nic, ale mam specjalną półkę w duszy, na której ktoś cały czas przesypuje piasek.
Myślę, że po przeczytaniu "Kroniki..." w mojej duszy pojawi się inna półka, tylko nie wiem, czy będzie na niej studnia, czy raczej sprężyna. A może miejsce dla kota...?

Bylam tu, czytalam, ale nie moge sie wypowiadac.
OdpowiedzUsuńPoczekaj, aż skończę :-)
Usuńpolecasz? mam depresje...
OdpowiedzUsuńNie jest to pozycja antydepresyjna. Zdecydowanie nie... 😊
Usuńczytałem Dzienniki geniusza Salwadora Dali. Za pierwszym razem byłem zachwycony. Kiedy sięgnąłem ponownie - ledwie zdołałem doczytać. i więcej już nie chcę.
OdpowiedzUsuńwidać czas minął. a Tobie być może jeszcze nie nastał.
Ciekawa obserwacja... 🤔
Usuńdyskusja ponoć ma polegać na wymianie poglądów różniących się od siebie. gdyby były jednoimienne, dyskusje można byłoby sprowadzić do mhm... po czym masowo wymarłyby komary, muszki owocówki, procenty na rachunkach bankowych i piegi na twarzy Pippi Langstump. albo i więcej.
Usuń