Gdy pracowałam w korporacji, żyłam w bezustannym stresie. Chodziłam spać i budziłam się w poczuciu, że nie zdążę. Wisiała nade mną wizja utraty pracy, ponieważ firma motywowała pracowników legendarnym już "na twoje miejsce czeka dwudziestu lepszych niż ty". Wykonywałam dziesiątki absurdalnych raportów, służących niczemu - w korporacji nie dyskutuje się z poleceniami, a szef na każdym szczeblu musi się wykazać, więc każdy z nich wymyśla nowe, bezsensowne polecenia. Pracownicy siedzą po nocach.
Większość zatrudnionych w firmie osób to były młode matki. Należało im pokazać, że praca wymaga poświęceń. Obowiązkowe, wyjazdowe, tygodniowe szkolenia rozpoczynające się 1 września, były normą. Koleżanki płakały przy telefonie, słuchając, jak ich dzieci radziły sobie pierwszego dnia szkoły czy przedszkola. One w tym czasie, w jakimś ośrodku konferencyjnym na Mazurach, szkoliły się z zasad komunikacji interpersonalnej.
Każdy z nas inaczej przeżywał stresy, inaczej radził sobie z bezustannym napięciem. Ja zaczęłam chorować - miałam objawy reumatologiczne. To była odpowiedź mojego ciała na ciągły stan najwyższego napięcia, w którym żyłam.
Odeszłam z korporacji i nie chciałabym nigdy wracać. Zdobyłam tam mnóstwo wiedzy, kilku dobrych znajomych i jedną przyjaciółkę. Nauczyłam się występować publicznie, zasypiać na nudnych wykładach i jeździć samochodem w najgorszych warunkach pogodowych. Nauczyłam się też rozpoznawać psychopatów i socjopatów, donosicieli, nałogowych oszustów i alkoholików.
A piszę to dlatego, że od jakiegoś czasu mam poczucie pracy w identycznym stresie, jak wówczas. Oczywiście nie grozi mi natychmiastowe zwolnienie, nie słyszę, że dwadzieścia innych osób stoi przy płocie szkoły i czeka na moje miejsce, nie pracuję z psychopatami i dręczycielami, ale stres, poczucie "niezdążenia", napięcie, zagrożenie są podobne.
Kolejne klasy zostały skierowane na kwarantannę. Dzieci zarażają się jedno od drugiego. W sąsiednim domu dziecka pogrom. Chorują zaszczepieni nauczyciele, ich bliscy są w szpitalach.
Nazywanie tego czwartą, ósmą, dziesiątą falą zaczyna mnie wkurzać. Bo dla kolejnych osób z rodzin moich znajomych to była ostatnia fala. Dzisiaj jest pogrzeb jednej z nich.
Samo slowo KORPORACJA ma wyjatkowo negatywny wydzwiek, na szczescie nigdy nie musialam miec z czyms podobnym do czynienia.
OdpowiedzUsuńCzasem mam ochote poddac sie tej fali, bez wzgledu na jej numer, i dac jej poniesc ku ostatecznemu, coraz mniej chce mi sie na tym swiecie zyc, bo on ma dla mnie coraz mniej do zaoferowania, wzamian za moje dla niego poswiecenie.
Włączył mi ostrzegawczy czujnik. Za daleko jesteś, żebym Cię wyściskała albo walnęła patelnią w łeb. To nieco utrudnia sytuację...
UsuńJestem tez za daleko od siebie.
UsuńZwrot "większość zatrudnionych w firmie osób to były młode matki" po prostu tłumaczy zjawisko. Pracowałam w szkole i pomimo tego, że nie było pandemii atmosfera potrafiła być podobna do tej jaką opisujesz, pojawiły się też groźby, że na tym miejscu może być kto inny. Bo jest w kobietach to okokonianie się, to "zbuduję dom jak najbliżej pracy, żeby nie mieć pola manewru", to "zacznę konkurować z koleżanką, choćby w robieniu gazetki ściennej". Wcześniej czy później pojawi się stres konkurencji, nawet urojonej. Mnie też się zdarzyło usłyszeć, że "na moje miejsce ...". Raz. Odpowiedziałam "lubię tu pracować, ale trudno ...". Rozmowa się nie powtórzyła, pan rozmówca wiedział że ja tak poważnie.
OdpowiedzUsuńNie czuję konkurencji w pracy. Być może dlatego, że mój przedmiot jest bezkonkurencyjny i wszyscy go omijają szerokim łukiem 😉. A na serio: nie zgadzam się. Uważam, że atmosfera wśród kobiet może być wspaniała. To nie pracownik tworzy atmosferę korporacyjności, tylko szef.
UsuńKalino bardzo mi przykro...rozumiem porównanie, choć szkoła to zdecydowanie nie korpo albo ja jestem tylko na pół etatu )) u nas tez ciężko, połowy dzieci z klas nie ma, rodzice dostają szału, ze dziecko na kwarantannie czwarty raz...a matematyki nie uczy matematyk kolejny tydzień... To jest zwykłe narażanie ludzi na zachorowanie, na śmierć przez zjebane ministerstwo, rząd bo przecież lepiej, żeby dziecko przechorowało niz siedziało na online dwa miesiące,kiedy szczyt, fala ... przestałam już myśleć o pandemii, bo jak wiesz, ból całego ciała, stawów, szczęki wystarczająco mną poniewiera. Wyłączam się. ..a Ty siedź na tym zwolnieniu ile się da. Przytulam.
OdpowiedzUsuńNie siedzę na zwolnieniu. Chodzę do pracy...
Usuńno to idź, właśnie o tym mówię. nie ryzykuj.
UsuńCzy jesteś pewna, że nie masz tam psychopatów i alkoholików? Szkoła to taka sama korporacja jak te, które opisujesz. W momencie kiedy pojawił się zwrot: usługi dydaktyczne, czy jakoś tak, szkoła przestała być szkołą.
OdpowiedzUsuńZawsze starałam się pocieszać, wspierać nauczycieli. Teraz im współczuję i doradziłabym zwiewać z tego zawodu. Tobie ogromnie współczuję, Tym bardziej, że żadne osiągnięcia dydaktyczne i wychowawcze, w obecnych czasach, nie wynagrodzą Ci stresu. Już nie, albo tylko chwilowo.
Kompletnie nie rozumiem tej "polityki covidowej" w szkołach. Tu absurd goni absurd i absurdem ten absurd pogania.
i jeszcze bym dodała:nadchodzi czas szkoły partyjnej ...
Usuńfale sa dobre dla surferów. kawałek deski i można śmigać wierzchem.
OdpowiedzUsuńMyślę, że covid wiele w nas zmienił. A korporacje korporacjom nie są równe. zdecydowanie nie.
OdpowiedzUsuń