W niezwykłych momentach czuję, jak bardzo blisko byłam z mamą.
Na przykład po południu, gdy jestem bardzo zmęczona i mam ochotę położyć się na pół godziny. Myślę wtedy "nie warto przebierać się w piżamkę, bo przecież zaraz po drzemce pojadę do mamy".
Muszę zabrać się za porządki w mamy mieszkaniu. Już dawno powinnam opróźnić lodówkę. Muszę i powinnam. A wcale nie chcę.
skojarzyło mi się z amerykańskimi filmami, gdzie w domu rodziców nieżyjących dzieci ich pokoje są nietknięte przez wiele lat. takie muzeum, odkurzane z pietyzmem co tydzień i wciąż dziecinne zabawki, niedoczytana książka, czy leżące na fotelu ciuchy, których już nikt nigdy nie założy.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, tak to pokazują. Może tak jest, gdy traci się osobę, z którą się mieszkało...
Usuńjedni się nie mogą rozstać, inni wręcz odwrotnie ...
OdpowiedzUsuńPostawiłam sobie za cel: nie ciągnąć w przeciwnym kierunku, tylko iść obok mamy w tę samą stronę tak długo jak się da. I pomachać jej na pożegnanie. I pozwolić jej odejść. To dało mi siłę.
Usuń