Z lewej strony do poczekalni wszedł pan z panią. Pani trzymałą pana pod rękę. Była w moim wieku. Ładnie ubrana, w spódnicy i rajstopach, dziwnie luźnych na jej szczupłych nogach. Widać było, że porusza się z trudem. Wpatrywała się w podłogę, odnajdując w tym siłę, żeby utrzymywać pionową pozycję. Każdy krok miał dla niej wartość. Nie poruszała głową, rękoma, szyją, zupełnie jakby nie chciała marnować energii na zbędę ruchy. Pan mówił coś do niej, a ona tylko szła obok, nieobecna. Spineczka, która podtrzymywała lichutkie włosy, przesunęła się na tył głowy. Pan miał na sobie ładny, popielaty sweter i przyglądał się ludziom, wchodzącym do hallu.
Byli na spacerze, być może codziennym.
Okrążyli poczekalnię i wrócili do windy.
Szpital onkologiczny to miejsce, w którym energia krąży inaczej.
sobota, 26 stycznia 2019
piątek, 25 stycznia 2019
określeń
Jak się teraz poprawnie politycznie mówi na osoby o ciemnej skórze?
Jest tyle określeń. Co uznane jest za stosowne?
Jest tyle określeń. Co uznane jest za stosowne?
czwartek, 24 stycznia 2019
dom
Chciałabym mieć dom, stanowiący jedno, wielkie pomieszczenie. No, może zgodziłabym się na wydzielenie gdzieś z boczku łazienki, ale reszta - otwarta. Przestrzenie, przechodzące jedna w drugą, z każdego miejsca wspaniała perspektywa. Do tego wielkie okna. Z jednej strony część sypialniana, obok gabinetowa, pośrodku wielka sofa do leniuchowania, hamak, poduszki do siedzenia, gdy człowiek ma akurat ochotę siedzieć na podłodze. Drewniana podłoga. Albo betonowa. Tu jest jeszcze miejsce na decyzję. Okna bez firanek, żeby nie ograniczać widoku na morze, zwłaszcza wtedy, gdy będzie sztorm.
W jakimś miejscu wielki stół, na którym można rozłożyć papiery. I nie trzeba by ich sprzątać, żeby zjeść obiad.
W kuchni ogromna lodówka, z zapasem wszystkiego.
Taras. Na dachu wielki taras.
A przed domem trawnik, ale nie strzyżony, koszony i wyrównywany, tylko łąkowy, niedbały, swobodny.
I drzewa, a na nich ptaki. Ptaki na drzewach - to konieczność.
I jeszcze kępa liści, w których zagrzebuje się jeż z jeżową.
I pies. Kudłaty. A może nawet dwa?
I rower, żebym mogła szybko podjechać do sklepiku po kilogram moreli. Albo nie - morele będą rosły w moim sadzie. Do sklepiku po ser z dziurami. Ogromnymi dziurami.
W jakimś miejscu wielki stół, na którym można rozłożyć papiery. I nie trzeba by ich sprzątać, żeby zjeść obiad.
W kuchni ogromna lodówka, z zapasem wszystkiego.
Taras. Na dachu wielki taras.
A przed domem trawnik, ale nie strzyżony, koszony i wyrównywany, tylko łąkowy, niedbały, swobodny.
I drzewa, a na nich ptaki. Ptaki na drzewach - to konieczność.
I jeszcze kępa liści, w których zagrzebuje się jeż z jeżową.
I pies. Kudłaty. A może nawet dwa?
I rower, żebym mogła szybko podjechać do sklepiku po kilogram moreli. Albo nie - morele będą rosły w moim sadzie. Do sklepiku po ser z dziurami. Ogromnymi dziurami.
wtorek, 22 stycznia 2019
seniorów
Prowadziłam dzisiaj spotkanie dla seniorów.
Pierwszy raz słuchali mnie sami dorośli. Bardzo dorośli.
Nikogo nie musiałam prosić, żeby siedział do mnie przodem i nikt nie wykrzykiwał odpowiedzi na pytania.
W czasie przeznaczonym na zadawanie pytań nikt nie zapytał mnie gdzie jest toaleta i czy można już jeść. Nikt też nie spytał mnie ile mam lat, czy czuję się bogata, czy mam męża i czy śpię z nim pod jedną kołdrą.
Nie musiałam pilnować, żeby pan Adaś nie bił pana Grzesia i żeby pani Sabinka nie trzymała obłoconych kozaków na tapicerowanym krześle.
Gdy jedna z osób wyszła na moment z sali nie musiałam się martwić, że się zgubi, albo że zrobi sobie krzywdę.
Na samym początku spotkania któraś z pań przypomniała wszystkim, że warto wyłączyć telefony i, o dziwo!, wszyscy wyłączyli!
Nikt nie zgubił szalika, nikt nie włożył cudzej czapki i nie musieliśmy poszukiwać niczyjego tornistra, który jednak został w domu.
Po spotkaniu nikt nie wybiegł z sali, demolując przy tym połowę korytarza.
Nikt nie dłubał w nosie i nie zjadał efektów swoich prac wykopaliskowych.
Praca z dorosłymi to zupełnie inna bajka.
Zaczynam rozumieć, dlaczego tak popularny jest Uniwersytet Trzeciego Wieku.
Popularny wśród wykładowców ;-)
Pierwszy raz słuchali mnie sami dorośli. Bardzo dorośli.
Nikogo nie musiałam prosić, żeby siedział do mnie przodem i nikt nie wykrzykiwał odpowiedzi na pytania.
W czasie przeznaczonym na zadawanie pytań nikt nie zapytał mnie gdzie jest toaleta i czy można już jeść. Nikt też nie spytał mnie ile mam lat, czy czuję się bogata, czy mam męża i czy śpię z nim pod jedną kołdrą.
Nie musiałam pilnować, żeby pan Adaś nie bił pana Grzesia i żeby pani Sabinka nie trzymała obłoconych kozaków na tapicerowanym krześle.
Gdy jedna z osób wyszła na moment z sali nie musiałam się martwić, że się zgubi, albo że zrobi sobie krzywdę.
Na samym początku spotkania któraś z pań przypomniała wszystkim, że warto wyłączyć telefony i, o dziwo!, wszyscy wyłączyli!
Nikt nie zgubił szalika, nikt nie włożył cudzej czapki i nie musieliśmy poszukiwać niczyjego tornistra, który jednak został w domu.
Po spotkaniu nikt nie wybiegł z sali, demolując przy tym połowę korytarza.
Nikt nie dłubał w nosie i nie zjadał efektów swoich prac wykopaliskowych.
Praca z dorosłymi to zupełnie inna bajka.
Zaczynam rozumieć, dlaczego tak popularny jest Uniwersytet Trzeciego Wieku.
Popularny wśród wykładowców ;-)
niedziela, 20 stycznia 2019
podjeżdżającym
Jechałam samochodem z kierowcą-agresorem. Krzyczącym na wszystkich innych. Udowadniającym innym, że nie mają racji. Podjeżdżającym na odległość komara do innych samochodów. Wyprzedzającym samochody zwalniające przed światłąmi, żeby jeszcze zdążyć na ostatnich tchnieniach żółtego. Ruszającym z piskiem opon i hamującym tak, że można stracić jedynki.
To są kompleksy?
Mania wyższości?
Zaburzenia psychiczne?
Głupota?
To są kompleksy?
Mania wyższości?
Zaburzenia psychiczne?
Głupota?
wtorek, 15 stycznia 2019
geografia
Zameldowałam się w maleńkim hoteliku kilkanaście kilometrów od zachodniej granicy.
Spytano mnie, czy długo jechałam.
- Trzy godziny. Fatalna pogoda na podróż. Całą drogę lało i wiało.
- A skąd dokładnie pani jechała.
Podałam nazwę miasta.
- Gdzie to jest? - usłyszałam pytanie.
Zaniemówiłam. Stałam z rozdziawioną paszczą. Zupełnie nie wiedziałam, jak wytłumaczyć komuś, kto mieszka w tym samym kraju co ja, gdzie znajduje się jedno z największych miast w Polsce... Jednak geografia nie jest moją mocną stroną ;-)
Spytano mnie, czy długo jechałam.
- Trzy godziny. Fatalna pogoda na podróż. Całą drogę lało i wiało.
- A skąd dokładnie pani jechała.
Podałam nazwę miasta.
- Gdzie to jest? - usłyszałam pytanie.
Zaniemówiłam. Stałam z rozdziawioną paszczą. Zupełnie nie wiedziałam, jak wytłumaczyć komuś, kto mieszka w tym samym kraju co ja, gdzie znajduje się jedno z największych miast w Polsce... Jednak geografia nie jest moją mocną stroną ;-)
poniedziałek, 14 stycznia 2019
przedtem
Do domu daleko, śnieżyca za oknem, wichura, drogi nieprzejezdne.
Docierają do mnie strzępki tego, co się dzieje w kraju.
Czy to jest ten moment, po którym już nigdy nie będzie tak jak przedtem?
Czy może jest to chwila, która właśnie przywróci nas do pionu?
Docierają do mnie strzępki tego, co się dzieje w kraju.
Czy to jest ten moment, po którym już nigdy nie będzie tak jak przedtem?
Czy może jest to chwila, która właśnie przywróci nas do pionu?
niedziela, 13 stycznia 2019
dorosłym
Obserwuję skrajnie różne poglądy na wychowanie i edukację dzieci.
Z jednej strony codziennie zajęcia dodatkowe, korepetycje żeby wyprzedzić program szkolny, narty, tenis, żagle, balet, pianino i zajęcia z programowania. Wysoko ustawiona poprzeczka, nagrody za dobrą naukę. Klasyczne podejście do obowiązków domowych. Stosowanie systemu kar.
Z drugiej strony leśne szkoły, szkoły demokratyczne, nauczanie domowe, obniżanie wymagań, żadnych zajęć pozalekcyjnych. Brak ocen, wychowanie w bezstresowych warunkach, nauka wyłącznie poprzez zabawę. Liberalne podejście do niewypełniania obowiązków. Brak kar.
Z jednej strony codziennie zajęcia dodatkowe, korepetycje żeby wyprzedzić program szkolny, narty, tenis, żagle, balet, pianino i zajęcia z programowania. Wysoko ustawiona poprzeczka, nagrody za dobrą naukę. Klasyczne podejście do obowiązków domowych. Stosowanie systemu kar.
Z drugiej strony leśne szkoły, szkoły demokratyczne, nauczanie domowe, obniżanie wymagań, żadnych zajęć pozalekcyjnych. Brak ocen, wychowanie w bezstresowych warunkach, nauka wyłącznie poprzez zabawę. Liberalne podejście do niewypełniania obowiązków. Brak kar.
wtorek, 8 stycznia 2019
internetowym
- Kalinko, jak myślisz, z kim mogłabym pójść odebrać komputer?
- Jaki komputer, mamo?
- Wyobraź sobie, że wygrałam w konkursie komputer!
- W jakim konkursie, mamo?
- Internetowym.
- A dlaczego brałaś udział w konkursie internetowym?
- Bo napisali do mnie prośbę, żebym odpowiedziała na kilka pytań, a nagrodą będzie komputer. I wygrałam.
- Mamo, a co to jest za firma?
- Zadna firma, Kalinko. To jest internet.
- Ale kto organizował ten konkurs?
- No internet. Przecież ci mówię.
- Mamo, to jest jakieś straszne oszustwo. Czy podawałaś im swoje dane?
- Ależ skąd! Ja nie podaję żadnych danych.
- A skąd wiesz, że wygrałaś?
- Bo do mnie zadzwonili.
- Czyli podałaś im swój numer telefonu?
- Nie.
- To skąd go mieli?
- Widocznie jedno z pytań które mi przysłali, dotyczyło numeru telefonu.
- A jakie były inne pytania?
- Nie wiem. Czy ja zapamiętuję wszystkie pytania, na które odpowiadam w internecie?
- To odpowiadałaś jeszcze na inne takie pytania?
- Oczywiście. Zawsze odpowiadam, jak mi przysyłają.
Kalina rozłączyła się, zadzwoniła natychmiast do siostry Kaliny i przedstawiła jej sytuację: stan oceniła na alarmowy. Najprawdopodobniej mama za moment padnie ofiarą kolejnych wyłudzaczy kredytów - tym razem wcisną jej komputer. Być może zabawkowy. Siostra Kaliny już po chwili dzwoniła do mamy, żeby jej zakazać rozmawiania przez telefon z jakimikolwiek firmami czy internetami, oferującymi darmowe przedmioty.
- Halo, mamo. Tu siostra Kaliny.
- Co, już zadzwoniła do ciebie Kalina?
- Mamo, Kalina się bardzo zdenerwowała, że padniesz znowu ofiarą oszustów.
- A jacy to mogą być oszuści, skoro ja wygrałam od nich komputer?!
Jeszcze kilka takich akcji i obie córki mamy będą musiały dokonać żywota w jakimś odosobnionym ośrodku...
- Jaki komputer, mamo?
- Wyobraź sobie, że wygrałam w konkursie komputer!
- W jakim konkursie, mamo?
- Internetowym.
- A dlaczego brałaś udział w konkursie internetowym?
- Bo napisali do mnie prośbę, żebym odpowiedziała na kilka pytań, a nagrodą będzie komputer. I wygrałam.
- Mamo, a co to jest za firma?
- Zadna firma, Kalinko. To jest internet.
- Ale kto organizował ten konkurs?
- No internet. Przecież ci mówię.
- Mamo, to jest jakieś straszne oszustwo. Czy podawałaś im swoje dane?
- Ależ skąd! Ja nie podaję żadnych danych.
- A skąd wiesz, że wygrałaś?
- Bo do mnie zadzwonili.
- Czyli podałaś im swój numer telefonu?
- Nie.
- To skąd go mieli?
- Widocznie jedno z pytań które mi przysłali, dotyczyło numeru telefonu.
- A jakie były inne pytania?
- Nie wiem. Czy ja zapamiętuję wszystkie pytania, na które odpowiadam w internecie?
- To odpowiadałaś jeszcze na inne takie pytania?
- Oczywiście. Zawsze odpowiadam, jak mi przysyłają.
Kalina rozłączyła się, zadzwoniła natychmiast do siostry Kaliny i przedstawiła jej sytuację: stan oceniła na alarmowy. Najprawdopodobniej mama za moment padnie ofiarą kolejnych wyłudzaczy kredytów - tym razem wcisną jej komputer. Być może zabawkowy. Siostra Kaliny już po chwili dzwoniła do mamy, żeby jej zakazać rozmawiania przez telefon z jakimikolwiek firmami czy internetami, oferującymi darmowe przedmioty.
- Halo, mamo. Tu siostra Kaliny.
- Co, już zadzwoniła do ciebie Kalina?
- Mamo, Kalina się bardzo zdenerwowała, że padniesz znowu ofiarą oszustów.
- A jacy to mogą być oszuści, skoro ja wygrałam od nich komputer?!
Jeszcze kilka takich akcji i obie córki mamy będą musiały dokonać żywota w jakimś odosobnionym ośrodku...
kuchni
Nauczyłam się robić zupę miso.
Japonio - bądź mi siostrą!
Dlaczego w polskiej kuchni nie ma tak pysznych potraw, które da się przyrządzić w 3 minuty?!
Japonio - bądź mi siostrą!
Dlaczego w polskiej kuchni nie ma tak pysznych potraw, które da się przyrządzić w 3 minuty?!
poniedziałek, 7 stycznia 2019
uważam
- Uważam, że wojny nie są toczone przez ludzi, tylko przez organizacje. Przez państwa, rządy, monarchie, ale nigdy przez ludzi.
- Nieprawda.
- Kwestionujesz to, co ja uważam?
- Tak. Wojny nie są toczone przez organizacje, tylko przez ludzi.
- To teraz ja mogę powiedzieć ci "nieprawda". Ale ty nie możesz powiedzieć "nieprawda", gdy zaczynam wypowiedź od "uważam". Bo to co ja uważam jest zawsze prawdą, gdy ja to mówię. Choćby ta prawda trwała tylko minutę, bo zaraz zmienię zdanie.
- Czepiasz się.
- Nie. Szanowałabym twoje zdanie, gdybyś mi je przedstawiał. A tak, gdy nie przedstawiasz mi swojego zdania, tylko prawdy absolutne, mogę tego nie szanować. Bo prawdy absolutne nie istnieją. A twoje zdanie miałoby szansę zaistnieć. A nawet mogłabym się z nim zgodzić.
I tak uważam, że wojny prowadzone są przez cholerne organizacje, a ludzie tylko w nich cierpią...
- Nieprawda.
- Kwestionujesz to, co ja uważam?
- Tak. Wojny nie są toczone przez organizacje, tylko przez ludzi.
- To teraz ja mogę powiedzieć ci "nieprawda". Ale ty nie możesz powiedzieć "nieprawda", gdy zaczynam wypowiedź od "uważam". Bo to co ja uważam jest zawsze prawdą, gdy ja to mówię. Choćby ta prawda trwała tylko minutę, bo zaraz zmienię zdanie.
- Czepiasz się.
- Nie. Szanowałabym twoje zdanie, gdybyś mi je przedstawiał. A tak, gdy nie przedstawiasz mi swojego zdania, tylko prawdy absolutne, mogę tego nie szanować. Bo prawdy absolutne nie istnieją. A twoje zdanie miałoby szansę zaistnieć. A nawet mogłabym się z nim zgodzić.
I tak uważam, że wojny prowadzone są przez cholerne organizacje, a ludzie tylko w nich cierpią...
niedziela, 6 stycznia 2019
gorący
Kolejne maile:
1. Bardzo przepraszam, że tak w ostatniej chwili, ale czy zdążysz zredagować jeden artykuł do lutowego numeru?
2. Och, bardzo przepraszam, ale ten też zdążysz?
3. Może to już przesada, ale czy dasz radę trzy?
4. Jednak są aż cztery.
5. Będziesz miała czas na pięć?
6. Ten już chyba masz u siebie. Też na luty.
Podobno teraz jest gorący okres dla księgowych, którzy mają w pracy coś, co nazywa się zamknięciem roku.
Pozdrawiam zatem wszystkich księgowych i łączę się z nimi w poszukiwaniu ciszy i koncentracji. :-)
1. Bardzo przepraszam, że tak w ostatniej chwili, ale czy zdążysz zredagować jeden artykuł do lutowego numeru?
2. Och, bardzo przepraszam, ale ten też zdążysz?
3. Może to już przesada, ale czy dasz radę trzy?
4. Jednak są aż cztery.
5. Będziesz miała czas na pięć?
6. Ten już chyba masz u siebie. Też na luty.
Podobno teraz jest gorący okres dla księgowych, którzy mają w pracy coś, co nazywa się zamknięciem roku.
Pozdrawiam zatem wszystkich księgowych i łączę się z nimi w poszukiwaniu ciszy i koncentracji. :-)
pierwsze
Będę szyła kapę w stylu japońskich patchworków. Nie blue-indygo, tylko biało-białą.
I to jest moje pierwsze zobowiązanie noworoczne.
:-)
sobota, 5 stycznia 2019
bezpodstawnie
Czytam "Biegnącą z wilkami". Dojrzewałam do tej książki od lat. Przekładałam ją nieco bliżej łóżka, gdy zdawało mi się, że to już ten moment. A potem odkładałam na półkę, bez nadziei na przeczytanie. W końcu stało się - zaczęłam.
Mam pierwszy rozdział za sobą - czytałam go ponad dwa tygodnie, celebrując każdą stronę.
Czuję się tak, jakby ktoś wysypał ze mnie wszystko co walało się w środku i powolutku wkładał elementy na swoje miejsce. Pojedynczo. Z namaszczeniem.
Ciekawa jestem, jak będę się czuła po przeczytaniu całej książki.
Opowiedziałam mojej starszej córce historię z tej książki - o Sinobrodym. Spytałam ją, jak rozumie tę baśń. Nie miała wątpliwości: to jest opowieść o nieposłuszeństwie. Za nieposłuszeństwo jest się ukaranym.
Wyjaśniłam jej, jak widzi sens tej historii autorka książki. Wysłuchała w milczeniu.
Wzięła sobie do serca, że ma prawo pytać o powody zakazów. Jeśli ktoś ci mówi: nie dotykaj tego - masz prawo spytać, jaki jest tego powód. Bez agresji, bez niechęci. Z ciekawości. Z niepewności. A może nawet z nudy. Nikt nie może zakazywać ci niczego bezpodstawnie.
Wzięła sobie do serca, że nikt nie może nakazywać jej niczego bezpodstawnie. Ma prawo spytać, dlaczego ktoś każe jej coś zrobić. Ma prawo zrozumieć, jaki jest cel nakazu. I ma prawo go posłuchać, albo nie. Jest dorosłą kobietą i jej prawo do odmowy jest tak samo znaczące jak prawo kogoś innego do nakazywania jej.
Wieczorem siedzieliśmy przy stole. Jedliśmy zupę miso, której nie da się jeść bez siorbania, rozchlapywania i cmokania. Ktoś powiedział do mojej córki: "Weź sobie serwetkę i wytrzyj stół. Strasznie nachlapałaś".
Ona nie wzięła serwetki. Nie wytarła stołu. Powiedziała "To stół jest dla mnie, nie ja dla stołu. Nie przeszkadza mi, że jest zachlapany. Wytrę, gdy zjem do końca."
Wierzę w moc literatury. Wiem, że zmienia ludzi, zmienia historię, zmienia świat. Ale że aż tak szybko?!
Jestem dumna z córki! W cudowny sposób pokazała, że warto biec z wilkami... Sobie i mnie pokazała. I światu.
piątek, 4 stycznia 2019
politykę
U mamy byli goście. Aby i goście i mama mieli miły czas, zjawiła się u mamy Kalina, pełniąca rolę gosposi, kelnera, dostawcy ciasta, sprzątaczki, ochroniarza i tłumacza.
Rozmowa toczyła się swobodnie. Nieco o pogodzie, nieco o krajobrazie za oknem, nieco o tym, kto ostatnio chorował i na co. Standard.
Nagle temat nieco zboczył i otarł się o politykę. Kalina wyostrzyła słuch, aby zorientować się, czy wszyscy goście reprezentują tę samą opcję polityczną, czy nie. I czy należy natychmiast chwycić rozmowę w garść i zakręcić supeł, zmieniając temat znowu na tory "pogoda, krajobraz, choroby", czy można gości i mamę zostawić w spokoju.
Na szczęście wszyscy byli politycznie przeciwni temu samemu, więc Kalina odetchnęła z ulgą. Pomstowaniu na polityków pewnej partii nie było końca i Kalina mogła ze spokojem zmywać w kuchni filiżanki z chińskiej porcelany.
Po około półgodzinnych dywagacjach o tym, co należałoby zrobić z niektórymi politykami, gdzie wysłać posłów pewnej partii, kogo wsadzić w kolejną sondę wysłaną w kosmos, a kogo od razu przepuścić przez niszczarkę do dokumentów (taką z Lidla), mama Kaliny spytała gości:
- A wy jesteście zwolennikami PIS-u, czy przeciwnikami, bo nie wiem, czy można z Wami o polityce rozmawiać.
Kalina rzuciła filiżanki do zlewu.
- Mamoooo! - Jak rącza gazela jednym susem doskoczyła do salonu. - Wszyscy są przeciwni.
Mama spojrzała na Kalinę zaskoczona.
No bo skąd Kalina może wiedzieć, jakie są poglądy gości, skoro rozmowa dopiero się zaczęła?
Rozmowa toczyła się swobodnie. Nieco o pogodzie, nieco o krajobrazie za oknem, nieco o tym, kto ostatnio chorował i na co. Standard.
Nagle temat nieco zboczył i otarł się o politykę. Kalina wyostrzyła słuch, aby zorientować się, czy wszyscy goście reprezentują tę samą opcję polityczną, czy nie. I czy należy natychmiast chwycić rozmowę w garść i zakręcić supeł, zmieniając temat znowu na tory "pogoda, krajobraz, choroby", czy można gości i mamę zostawić w spokoju.
Na szczęście wszyscy byli politycznie przeciwni temu samemu, więc Kalina odetchnęła z ulgą. Pomstowaniu na polityków pewnej partii nie było końca i Kalina mogła ze spokojem zmywać w kuchni filiżanki z chińskiej porcelany.
Po około półgodzinnych dywagacjach o tym, co należałoby zrobić z niektórymi politykami, gdzie wysłać posłów pewnej partii, kogo wsadzić w kolejną sondę wysłaną w kosmos, a kogo od razu przepuścić przez niszczarkę do dokumentów (taką z Lidla), mama Kaliny spytała gości:
- A wy jesteście zwolennikami PIS-u, czy przeciwnikami, bo nie wiem, czy można z Wami o polityce rozmawiać.
Kalina rzuciła filiżanki do zlewu.
- Mamoooo! - Jak rącza gazela jednym susem doskoczyła do salonu. - Wszyscy są przeciwni.
Mama spojrzała na Kalinę zaskoczona.
No bo skąd Kalina może wiedzieć, jakie są poglądy gości, skoro rozmowa dopiero się zaczęła?
plaża
Chciałabym widzieć za oknem morze. Skaliste wybrzeże. Fale, z których odbijają się tysiące kropelek.
Gdzie jest najbliższa plaża pełna kamieni, patyczków, krabowych nóżek i wygładzonych szkiełek?
Pamiętam taką na wschód od Schleswigu, ale to strasznie daleko...
Gdzie jest najbliższa plaża pełna kamieni, patyczków, krabowych nóżek i wygładzonych szkiełek?
Pamiętam taką na wschód od Schleswigu, ale to strasznie daleko...
wtorek, 1 stycznia 2019
wolne
W ostatniej chwili zaprosili nas znajomi. Mieli spędzać sylwestra ze swoimi znajomymi i dołączyli nas do grupy. Na początku znaliśmy tylko dwie osoby. Pod koniec nikt dokładnie nie potrafił stwierdzić, od ilu dekad znamy się ze wszystkimi.
Cudowna atmosfera wyluzowanych, roztańczonych, dojrzałych ludzi.
Tańczyliśmy tak, jak tańczą dorośli - szaleńczo, beztrosko, bez zbędnego zwracania uwagi na to, kto jest czyją parą, kto jest kobietą, kto mężczyzną. Zaczarowani własnym ruchem zdejmowaliśmy buty, marynarki, krawaty.
Przegapiliśmy północ.
Cudowna atmosfera wyluzowanych, roztańczonych, dojrzałych ludzi.
Tańczyliśmy tak, jak tańczą dorośli - szaleńczo, beztrosko, bez zbędnego zwracania uwagi na to, kto jest czyją parą, kto jest kobietą, kto mężczyzną. Zaczarowani własnym ruchem zdejmowaliśmy buty, marynarki, krawaty.
Przegapiliśmy północ.
piękne
Przeczytałam "Purezento" Joanny Bator.
Piękne.
Japonia mnie fascynuje. Futony, zwijane na dzień. Buty, zdejmowane przy drzwiach. Posiłki, celebrowane, a jednak przygotowywane z lekkością. Wołanie o uwagę. Wtapianie się w tłum ekscentryków.
Piękne.
Japonia mnie fascynuje. Futony, zwijane na dzień. Buty, zdejmowane przy drzwiach. Posiłki, celebrowane, a jednak przygotowywane z lekkością. Wołanie o uwagę. Wtapianie się w tłum ekscentryków.
ból
Znam ją od lat.
Nigdy nie płacze z powodu fizycznego bólu. Znosi. Cierpi w ciszy.
Jeśli na jej policzkach są łzy, znaczy to, że rozpada się psychicznie. Ze się zgubiła i nie umie się pozbierać. Ze odczuwa wielki, nieistniejący ból psychiczny, obecny w każdym jej fragmencie, przede wszystkim w takich miejscach, których nie da się odnaleźć w podręcznikach anatomii.
Nigdy nie płacze z powodu fizycznego bólu. Znosi. Cierpi w ciszy.
Jeśli na jej policzkach są łzy, znaczy to, że rozpada się psychicznie. Ze się zgubiła i nie umie się pozbierać. Ze odczuwa wielki, nieistniejący ból psychiczny, obecny w każdym jej fragmencie, przede wszystkim w takich miejscach, których nie da się odnaleźć w podręcznikach anatomii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)