Cholera.
Pracuje w jednym z najlepszych liceów w mieście, ma okazję rozmawiać z dzieciakami, które na egzaminie ósmoklasisty otrzymały ponad 190 punktów na 200 możliwych.
Uczy młodzież, która dobrowolnie rozwiązuje kilkadziesiąt dodatkowych zadań z matmy tygodniowo, żeby ćwiczyć tempo pracy.
Uczy dziewczynki i chłopców, którzy pasjonują się fizyką.
A ona nie lubi?!
Dlaczego nie pracuje w miejscu, w którym nie ma kontaktu z ludźmi?
Wkurza mnie to.
może kiedyś lubiła a teraz jest wypalona
OdpowiedzUsuńTym bardziej powinna odejść z pracy.
UsuńNie jest to zbyt mądre.
OdpowiedzUsuńMój syn miał najwyższy wynik na egzaminie gimnazjalnym, nauczyciele go nie lubili, jak kończył szkołę jedna z nauczycielek powiedziała mi, że cieszy się, że nie musi już odpowiadać na jego pytania i że świadectwo, to ma średnie na takiego mądralę. Ja go nie cisnęłam, bo wiedziałam, że wyjeżdżamy z Polski. W Irlandii interesowali się tylko jego wynikiem na egzaminie, świadectwo dla odmiany ich nie interesowało. W tutejszej szkole szybko się odnalazł i nikt nie marudził, że zadaje zbyt wiele pytań i jest dociekliwy. Dzisiaj jest w świetnym miejscu życiowo, z fajnymi ludźmi i na wspomnienie szkoły w Polsce, mówi: to była katorga, bywać tam każdego dnia. Taka refleksja.
OdpowiedzUsuńto się popisałąm, wynikiem z egzaminu.
UsuńTo moze niech nie uczy a tylko stwarza dobre warunki do nauki. Wtedy mlodziez sie zajmie nauka i nie zauwazy, ze ktos jej nie lubi. Szczerosc jednak powinna miec swoje przyzwoite granice. A mlodziez lubi taka szczerosc?
OdpowiedzUsuń