Gdy tylko dostaję wiadomość o tym, że jakiś mój uczeń ma wszawicę, zaczynam się drapać.
Cierpię na wszawicę urojoną.
Mój biedny mąż musi mi przeglądać włosy, bo nie spocznę, dopóki się nie przekonam, że nie jestem altruistycznym żywicielem paskudów.
Odpowiadam na ewentualne pytanie:
nie, innych chorób to nie dotyczy :-)
Ojesu, glowa mnie swedzi!
OdpowiedzUsuńDawno temu, jeszcze w Polsce najstarsza przyniosla mi zwierzatka z przedszkola, a ze spalysmy razem, wiec szybko przeszly na mnie, a nawet jaja zlozyly, zanim sie zorientowalam. Dluga i zmudna byla walka, sasiadka mnie iskala, ja corke.
Brrr...
Usuńu mnie dotyczy świeżbowca bo i z tym niestety mam do czynienia. Swędzi urojeniowo tak samo :D
OdpowiedzUsuńTo już wyższa półka...
Usuńu nas raczej okej w te klocki, nie miałam od podstawówki...pomimo uczenia w szkole, kolonii, obozow, plenerów...ale gdy słyszę to też mnie swędzi :-)
OdpowiedzUsuńGdy opowiadam o tym na lekcjach, aż mam dreszcze...
Usuńjeśli problem będzie eskalował - warto rozważyć zmianę fryzury na na ekstremalne zero. w obliczu takiego rozwiązania ślizgać się będą wszelkie wszawe myśli, a żadna nie zakotwiczy na wysokości rozumu.
OdpowiedzUsuńSiostro...
OdpowiedzUsuń