Pobił cztery kobiety, zdemolował kilka stołów, krzeseł i usiłował zniszczyć drzwi. Ostatecznie próbowało go okiełznać sześć kobiet. Dały radę, ale wszystkie mocno to przechorowały.
To nie był lew w klatce, niedźwiedź brunatny, albo pijany bokser wagi ciężkiej. To był drobniutki, malutki pierwszoklasista o poważnych zaburzeniach psychicznych, z zagrożeniem niedostosowaniem społecznym, który uspokojony opowiadał, że dzisiaj gorzej sobie poradził, bo zwykle nie daje się tak szybko pokonać. Używa języka tak wulgarnego, że od razu nasuwa się pytanie, jak często musiał słuchać chamskich zwrotów, skoro stosuje je tak biegle, w dobrym kontekście i poprawnej formie gramatycznej.
I nie, nie obwiniam dziecka. Ono jest ofiarą okoliczności, w których wzrastało, rodziny, w której się rozwijało i walki o zaspokajanie swoich potrzeb od najmłodszych lat. Teraz jest odebrany z rodziny biologicznej. Późno. Chyba za późno. I tylko czy ktoś wie, co dalej...?
A ta akcja to nie reakcja na zmiany?
OdpowiedzUsuńMyślę, że tego nie da się wyjaśnić jednym czynnikiem.
UsuńBoszszszsz... przeciez z tego dziecka nic juz nie bedzie, powinno zostac razem ze swoimi zaburzeniami psychicznymi odizolowane od reszty dzieci, zeby im nie szkodzic i zanim kogos zabije.
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony - robimy wszystko, żeby pomóc temu dziecku rozwijać się w miarę jego możliwości.
Usuńu mnie to samo...ale chłopiec jest duży jak na swój wiek i bardzo agresywny i niebezpieczny, rodzice nie chcą go w klasie. i powiem ci, że nie zabrano go z tej patologii - jest tylko nadzór. Co robić? myślę, że podrzucić do kościoła albo kai godek na wychowanie.
OdpowiedzUsuńWszyscy czekają do pierwszego poważnego przestępstwa, prawda?
Usuńowszem, niestety...nauczycielka głupia, została pobita i nie zrobiła obdukcji.
Usuńciekawe ... nie znam się na dzieciach mam do czynienia bardziej z dorosłymi ale znam takie przypadki, że zaburzeni psychicznie w okresach nie leczenia rzucali mięchem na prawo i lewo i to było też związane z chorobą. Jak się leczyli byli uprzejmi i zupełnie innego używali języka. Wybitnym przypadkiem była jedna starsza Pani która takie układała wiązanki przekleństw i tego co nam zrobi jak nas dorwie, że nie byliśmy w stanie tego zacytować takie to były ciągi. Może dzieci mają tak samo ? możliwe, że dziecko zabrano ale rodzice będą się starali o jego powrót i być może wróci. Tego pojąć czasem nie mogę. I tego, że kilkanaście dzieci od roku czeka na zabranie ale nie ma miejsca w ośrodkach i rodzinach. Cóż oto Polska właśnie.
OdpowiedzUsuńW ośrodku w pobliżu naszej szkoły ciągle pojawiają się nowe dzieci, więc być może jest jakaś lista oczekujących... Nie wiem.
Usuńod lat do wszystkich ośrodków jest lista oczekujących. Do domów pomocy społecznej, na oddziały rehabilitacyjne, ale z dziećmi kiedyś u nas nie było problemów teraz są. Przerażające bo jest coraz większe zapotrzebowanie a miejsc nie przybywa nikt nowych domów nie buduje i miejsc nie dokłada.
UsuńSmutna histora jednego dziecka, a pewnie jest takich więcej...
OdpowiedzUsuń