Kalina, w ramach podnoszeniu się na duchu, przeprosiła maszynę do szycia i z granatowej bluzki zrobiła sobie sukienkę, doszywając dół w podobnym kolorze.
Sukienka udała się bardzo, a Kalina się cieszy, że ma nowy ciuch z niczego. I przypomniało się Kalinie, że zdecydowanie lubi coś wytwarzać i jest to najlepsze lekarstwo na kalinowy marazm marcowy.
szczęście pełne, że marzec ma się ku końcowi, więc może i marazm popłynie do morza, jak jakaś Marzanna?
OdpowiedzUsuńMoże do morza.
UsuńChciałabym już mieć za sobą wszystko, co złe w marcu..
pamiętam PRL kiedy wszystkie lub większość mam tak działały i szyły :) miałam masę takich sukienko bluzek albo sukienek przerobionych z mamy sukni :)
OdpowiedzUsuńJa też. Od czasów licealnych robiłam to sama 😁
Usuń