sobota, 10 lutego 2018

poza

Mój mąż spędzi poza domem najbliższy miesiąc.
Nie jest to dobrowolny pobyt.
Nie został tam skierowany wyrokiem żadnego sądu. Raczej jest to kaprys losu.
Dotarł tam wczoraj, na sygnale, przewieziony z innego miejsca, do którego również nikt nie idzie dobrowolnie.
Usiłuje jakoś oswoić przestrzeń i zaplanować sobie to, co mógłby tam robić. Możliwości są dość ograniczone. Jego ciało nie pozwala na zbyt wiele, a i parametry techniczne okolicy są dość skromne - bardzo słaby zasięg telefonu, bardzo słaby internet, telewizor w osobnym pomieszczeniu.
Nie może wychodzić z budynku. Schody są dla niego jednoznaczne z końcem świata.
Nie może wykonywać obszernych ruchów.
Ma osłabione ręce i zabandażowaną nogę.
Ma wielką ranę na klatce piersiowej i sporo mniejszych na brzuchu i szyi.
Schudł w ciągu kilku tygodni, tracąc mięśnie i dobry humor.
Boli go kręgosłup i dusza.
Ta ostatnia wyje po nocach, razem z duszami pozostałych pacjentów.

31 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Tak... Raczej nie wchodzę na blogu w autobiografię, ale wiem, że trudno mi ukryć mój nastrój, więc uznałam, że lepiej wyjaśnić. Od miesiąca walczymy.

      Usuń
    2. Musisz teraz dbac nie tylko o meza ale i o siebie.
      Pocieszeniem jest ze czas szybko leci, oby wszystko dobrze sie goilo, i szybko. Trzymajcie sie.

      Usuń
  2. Jeżu malusieńki! Ale wiemy oczywiście, że Go naprawią! Będzie dobrze, a to tylko taki niemiły przerywnik w życiu.
    Wygodne poduszki i audiobooki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wstawać. Nawet powinien, bo zakrzepy i te sprawy. Jednak nie ma takiej pozycji, w której po kilku minutach coś nie zaczęłoby go boleć.

      Usuń
    2. Cóż rzec. Musi przetrwać. I przetrwa, bo nie ma innego wyjścia. Rozumiem, że mieszkasz tam razem z nim? Trudny czas, ale wypracujecie sobie wszystkie rytuały - przewracanie na łóżku, dreptanie po korytarzu. Może rozejrzyj się za dobrym fizjoterapeutą - dobry fachowiec potrafi zdziałać cuda. Pokaże co robić, żeby to leżenie było znośniejsze. Bo leżeć też trzeba umieć, wiesz? Rozpytaj, poszukaj fachowca, bo Poznań to nie mój teren i nikogo tam nie znam z branży.

      Usuń
    3. Jest już pod opieką lekarzy i rehabilitantów. Na razie uczy się oddychać pełną piersią. Pozszywaną drutami.

      Usuń
    4. A Ty? Dajesz już radę odetchnąć pełną piersią? Bo jeśli Ci pielęgniarki mówiły żebyś zamiast warować w szpitalu szła do domu odpocząć i zebrać siły na potem, bo bedą Ci potrzebne - to prawdę mówiły. Bądź dobra dla siebie w ten trudny czas, to ważne. Przytulam.

      Usuń
    5. Psie, nie waruję przy łóżku godzinami, bo w domu mam jeszcze dwa szczęścia do utulenia... Jedno dorosłe, acz młode, a drugie bardzo niedorosłe...

      Usuń
    6. Ale siebie też utulasz, prawda?

      Usuń
  3. o kurcze ... muszą Go naprawić ! nie wiem co napisać i czego życzyć poza zdrowiem i szybkim powrotem do domu (co jest oczywiste) może tego, żeby sobie jednak jakoś czas umiał zorganizować bo miesiąc nudy w szpitalu ciągnie się jak pół roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już będzie drugi miesiąc jego choroby. Nie ostatni.

      Usuń
  4. Każdy kolejny dzień to mniejszy ból i większa chęć do powrotu w normalność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To huśtawka jest. Siu! i w górę. Siu! i w dół...

      Usuń
  5. Z dnia na dzień, będzie odzyskiwał siły i chęci do wszystkiego. A brak zasięgu... Może audiobooki są rozwiązaniem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, audiobooki już mu dowiozłam. Słuchawki bezprzewodowe, żeby mógł chodzić i słuchać...

      Usuń
    2. Będzie dobrze Kalino, musi. Ściskam ciepło

      Usuń
  6. Kalino, tak bardzo mi przykro:(((
    Nie wiem co napisac, ale z doswiadczenia (innego, ale rownie przykrego) wiem, ze zeby bylo lepiej to najpierw musi byc gorzej. Powoli, bardzo powoli ale kazdy dzien to kolejny niewielki kroczek do lepszego. Worek pozytywnych wibracji przesylam tak dla Meza jak i dla Ciebie :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star, szłaś taką drogą, to wiesz, że gdy boli, swędzi, cierpnie i ciśnie to nic do człowieka nie dociera. Tylko to, że chce się lepiej poczuć...

      Usuń
  7. Bardzo lubie tu zagladac,
    dlatego musze coskolwiek napisac,
    tak mi przykro,ze sie tak narobilo ,
    moze mezowi umililo by czas ogladanie komedii na jakims tablecie ?

    Promise me you'll look after yourself to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ostatnie najtrudniejsze...

      Usuń
    2. Wybacz, ze sie wtrace. Wiem, ze najtrudniejsze, ale staraj sie na ile mozesz to zrobic bo jak nie to potem Ty sie rozpadniesz jak moj Wspanialy. On tez nie mial czasu dla siebie przez 2.5 roku mojej choroby i przyplacil to wysokim cisnieniem. Dobrze, ze tylko tyle, a caly czas prosilam "nie zapominaj o sobie"... no ale nie sluchal i tlumaczyl, ze nie ma czasu i jemu nic nie jest. A potem jak wreszcie sila wykopalam do doktora to cisnienie mial pod sufitem.

      Usuń
    3. "Osoba towarzysząca" często zna sytuację lepiej niż sam chory. To jest ogromny ciężar.

      Usuń
    4. Wiem i tak dokladnie bylo w moim przypadku, ja mialam za zadanie tylko chorowac i wykonywac polecenia, caly ciezar wiedzy legl na Wspanialym. Wiemm o tym i rowniez wiem, ze sama ten ciezar na niego zwalilam, bo tak bylo latwiej:((

      Usuń
  8. Czasem trzeba napisać dość wyraźnie, o co chodzi, jak teraz, bo inaczej ktoś, powiedzmy czytelnik, może mieć ochotę sobie pożartować, a tu nie ma z czego, okazuje się. Wierzę, że skończy się dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Wyrwało mi ośridek żartów z mózgu. Masz rację. I zabijam wzrokiem tych, którzy żartują. Bazyliszek to moje drugie imię.

      Usuń
  9. Dużo siły dla Was i szybkiego powrotu do zdrowia dla Męża. Dobrych myśli wiele przesyłam.

    OdpowiedzUsuń
  10. To co mu zrobili, to najlepsze co mu się mogło przytrafić. Wierz mi. Ponad 10 lat temu moja chrzestna przeszła tę samą operację. Pamiętam jej stan. Ale wszystko jest dobrze, a cycki zostały równo pozszywane na tej samej wysokości ;-)

    Będzie dobrze. Pomodlę się za Niego i za Was.:-)*

    OdpowiedzUsuń
  11. Dłuższy czas przebywania tam, gdzie raczej nikt nie planuje najbliższych ferii powoduje, że zaczynasz sobie organizować czas, chody u pielęgniarek, zaczynasz bardziej dostrzegać własne JA. To czas dbania o siebie, organizowania u ślicznej pielęgniarki kawy Inki i ulubionej zupki. To czas docierania do zakamarków swojej duszy, swoich potrzeb, które wcześniej mogły być spychane na drugi plan. To czas refleksji, zadumy, czas dla siebie. Czas, który nie zawsze jest nam dany. Wyjdziecie z tego jeszcze bardziej silniejsi i zmotywowani. Tego z całego serca Wam życzę! Mooooooocno ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  12. no i napisałaś wprost i przeczytałam dopiero dziś, współczuję jemu i tobie i mocno wierzę, że będzie już tylko lepiej a najgorsze za Wami. Ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":