piątek, 16 lutego 2018

gruntownie

Muszę poćwiczyć komunikację. Gruntownie. Najpierw podstawy, potem kurs dla cośumiejących, na końcu zajęcia dla wybitnie zaawansowanych.
Muszę poćwiczyć, bo widzę skutki niedoborów. Otóż...

Dogadać się nie umiem. Z Losem nie umiem.

Przez ostatnie dni myślałam o tym, jak bardzo chciałabym, żeby mojemu mężowi skończył się pierwszy etap rekonwalescencji. Tak się stało. Ale nie sądziłam, że Los z okazji rozpoczęcia kolejnego etapu wręczy mi w nieoznakowanej kopercie nowe problemy związane z jego zdrowiem. Nie tak się umawialiśmy. Przynajmniej ja.

Od przedwczoraj marzyłam o lecie, wakacjach i cieple - dostałam prezent-niespodziankę w postaci wysokiej gorączki. No właściwie nie mam się do czego przyczepić - dostałam co chciałam. Ciepło jest. Nawet nieco za bardzo. Ale jednak czuję, jakby mi ktoś dał do zjedzenia końską kupę owiniętą w liść kalarepy, zamiast sushi.

Już widzę tego Losa, jak zaciera ręce i z szubrawym uśmieszkiem czeka na moje kolejne prośby. I wszystko przekręci. Niby spełnia, ale jednak na opak. Daje bukiet kwiatów, ale łodyżkami w górę. Niby pocałuje w policzek, ale przy okazji odgryzie kawał mięska.

wiadomości. onet.pl
Co z nim jest? Okres dojrzewania? Klimakterium? Kryzys weku średniego? Hemoroidy? Głód alkoholowy? Wrodzona wredzizna? Matka go nie przytulała? Pani w przedszkolu kazała mu zjeść talerz owsianki? A może go swędzi między łopatkami i nie może tam dosięgnąć żeby się podrapać?
No coś mu chyba dolega, c'nie?

PS. Może nie jest aż tak źle, ale miałam ochotę sobie pomarudzić... A gdy jestem chora, to pomarudzenie przynosi niezwykły efekt terapeutyczny  ;-)

PS. Wpisałam w google "los" i wyskoczył mi jako pierwszy obrazek który widać obok. No czyż to nie jest znamienne? ;-)

33 komentarze:

  1. zdrówka życzę w takim razie Tobie a mężowi prędkich i bezbolesnych przejść na kolejne etapy rekonwalescencji.

    W zasadzie mój był do tej pory w szpitalu dwa razy. Raz leżał tylko 4 dni na artroskopii kolana a raz leżał 2 tygodnie blisko po operacji przepukliny. Generalnie w szpitalu był jak całkiem obcy człowiek. Marudził, obrażał się, wrzeszczał no gbur nie z tej ziemi. Jak wrócił do domu od razu mu się polepszyło nastrojowo.

    Szpitale jednak ludzi dobijają otoczeniem, nudą, bólem i zrzędzeniem współtowarzyszy niedoli ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im człowiek zdrowszy, tym trudniej wytrzymać w szpitalu. :-)

      Usuń
    2. mój mąż zrzędził bo jak na przepuklinę leżał to nie dosyć, że toaletę mieli na korytarzu nie w pokoju to jeszcze była jedna na 2 pokoje a w pokojach po 4 pacjentów czyli na 8 osób wyobrażasz to sobie ??? i każdy powolny bo po operacji ... koszmar !!!

      Za to moją mamę (pielęgniarka) zawsze wypisują ze szpitala błyskawicznie. Kiedyś na kamienie nerkowe leżała i wyszła o wiele za wcześnie bo lekarze nie dali rady słuchać jej kazań. Stawiała diagnozy współ-pacjentkom, poprawiała jak źle wymawiały nazwy swoich chorób i badań, i oczywiście jadła połowę leków tylko bo co uważała, że nie potrzebne wciskała pod poduszkę.

      Usuń
  2. nikt nie obiecywał, że będzie łatwiej.
    a życie, to gra bez powtórzeń. podobno się uczymy, ale jacyś tacy niechlujni jesteśmy, że zdecydowana większość zbiera baty zamiast fruktów.
    los się maskuje - a czemu nie? nie każdy chce zostać tatusiem nieudacznika, albo matkować klęskom. o wiele łatwiej zwalić winę na "przyrodę" - podobno Nikita Chruszczow był mistrzem w tej dyscyplinie - pytanie nieodmiennie brzmi: "kto jest winny i dlaczego nie ja?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że jest taki gatunek ludzki, który zamiast naprawiać szkody, szuka winnego.
      Zamiast biec do kuchni po ścierkę, człowiek taki mówi: Ale kto tu postawił tę szklankę?
      Zamiast pomasować guza na łowie dziecka, mówi: Ile razy ci mówiłem, żebyś nie biegał.
      Zamiast wysłuchać przyjaciela, który rozstał się z narzeczoną, mówi: Ja ci mówiłem, że z tego nic nie będzie...
      Brr...

      Usuń
    2. zamiast jestem silny ,radosny ,zdrowy- obym nie chorowal. Zamiast mam nadmiar wlasnych pieniedzy- zeby mi kasy nie zabraklo. Zamiast jest ciepla, sloneczna pogoda -zeby nie padalo .Mowiac zeby nie padalo o co prosimy?O nie padanie , to moze nie padac ale moze lac jak z cebra i rzucac zabami do tego .Nawet jak komus ludzie zyczenia skladaja to najczesciej wymieniaja wszystkie nieszczescia dodajac" nie" na poczatku

      Usuń
    3. Słowo "nie" jest i złe i dobre zarazem 😊

      Usuń
  3. Marudź, jeżeli to przynosi ulgę, marudź ile wylezie. No i zdrowiej, koniecznie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję, że jeszcze jutro trochę pojęczę i będzie już całkiem dobrze ;-)

      Usuń
  4. Chorobsko przejdzie, wiosna przyjdzie, juz idzie!!! :) Trzym sie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W piątek widziałyśmy z córką 19 kluczy na niebie.
      Były to z całą pewnością klucze do drzwi.
      Do drzwi wejściowych dla wiosny, naturalnie

      Usuń
    2. Tfu, tfu. W czwartek widziałyśmy. Przecież dzisiaj jest piątek. Dzisiaj widziałam tylko klucz do rozpaczy ;-)

      Usuń
  5. Ojojojojojojojoj! Podobno ojojkane boli mniej - taka instrukcja była wieki temu u Diabła w buraczkach. No to jeszcze raz: ojojojojojojojoj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu lepiej. Gdybyś tak mogła jeszcze ze dwa razy...

      Usuń
    2. Żaden problem: ojojojojojoj! Ojojojojojoj!

      Usuń
    3. Psie, boję się tak na głos, żeby Cię podania ze wszystkich stron nie zasypały, ale pomogło!!

      Usuń
  6. No widzisz, jak podkurowalam męża i młodszego by się nadawał na wyjazd to rozłożyłam się ja, siostro w chorobie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skręciłaś w stronę bólu gardła, czy pojechałaś zgodnie z drogowskazem: katar i kichanie?

      Usuń
    2. Najpierw ostry zakręt, a potem według drogowskazow...Teraz leżę w łóżku i tylko ten rejon mam zamiar mieć w zasięgu najbliższych 2 dni.Zobaczymy co dalej.
      A jak Ciebie, da się poleżeć i wygrzac?

      Usuń
    3. Problem stało się dowożenie różnych przedmiotów do szpitala. Wnoszę po drzwi , na korytarz i uciekam. Mąż odbiera i tyle się widzieli 😉

      Usuń
    4. No tak, jak nie ma kto pomóc trzeba jeździć. Ale odpocznij też koniecznie!
      Ściskam pociągając nosem. :-))

      Usuń
    5. Jutro leżę. Przyrosnę do łóżka. Zapuszczę korzenie w prześcieradło. Taki plan 😉

      Usuń
  7. W ubiegłym roku miałam taką serię. Ledwo to ogarnęłam, pojęcia nie mam czemu tak. Lubię to sobie jednak tłumaczyć, że los mi pokazuje, że wcale nie jestem mięczak i że lisy to są jednak z porządnego materiału zrobione. Bardzo możliwe, że Kaliny też, tylko nie zdawałaś sobie sprawy. Tulam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ile szram na duszy i ciele wyniósł Lis z tych perturbacji?

      Usuń
    2. Trochę śladów jest. Poważniejszych problemów zdrowotnych niestety nie da się czasem rozwiązać jednorazowym działaniem, ALE nauczyłam się bardzo dużo o naszych schorzeniach. Wiem, jakie parametry trzeba monitorować, żeby nie jebnęło znienacka, opracowałam dla Wiewióra specjalną dietę (odkąd stosuje, ma coraz lepsze wyniki!). I zupełnie się nie wstydzę, że czasem mam siłę tylko usiąść i płakać. Ale potem wycieram nos, poprawiam koronę i zasuwam dalej. Wszystkiego nie przewidzę, przed wszystkim się nie obronię, co nie znaczy, że jestem bezradna. Po powrocie ze szpitala wytatuowałam sobie rumianek - mały, niepozorny kwiatuszek, a ma w sobie ogromną moc, o czym wie każdy, kto pił napar z rumianku. Ten kwiatek i każda blizna mówi mi: dajesz radę. Takie blizny, to ja mogę.

      Usuń
    3. Siedzę i płaczę. Nie nad Tobą. Nie nad sobą. Nad rumiankiem. Cudna historia! Chlip chlip

      Usuń
    4. A, że tak zapytam oszczędnie w treści: czy choroba Wiewióra może się zgubić gdzieś po drodze?

      Usuń
    5. Ej, nie płakaj, to miało być podtrzymujące na duchu. Choroba Wiewióra może wszystko, zniknąć też - czego jej życzymy, ale jesteśmy realistami. Jak się weźmie tę małpę na smycz, to można z nią dłuuugie lata we względnym spokoju żyć i to jest naszym celem.

      Usuń
    6. Z powyższego najważniejsze wydają się długie lata. Jeśli medycyna daje długie lata, trzeba brać i uciekać!

      Usuń
  8. Oczywiscie że on jest złośliwy, ten los. To nie jest tak że wbije jedną szpilkę i pójdzie, tylko robi z ofiary od razu jeża. Wredna bestia.
    Marudzenie pomaga wyrzucic z siebie "duchowy szlam" i potem łatwiej nam się znowu zmobilizować i napiąć mięśnie - wtedy szpilki wypadają, a los wali focha że mu sie zabawa zepsuła i ucieka do innej piaskownicy.
    Tak to widze :-)
    Więc marudź ile potrzebujesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżu! Już widzę tego jeża! Dzięki, Diable! Czuję jak napinam mięśnie żeby tymi igłami wystdzelić! Trach! Prztyk! Kich! Mach! I już cztery odpadły! ♥️

      Usuń
    2. I będzie jeszcze lepiej, zobaczysz! :*

      Usuń
  9. czasami się tak zwala WSZYSTKO na łeb ... jakby końca nie było.
    a los, bóg czy co tam to dziad złośliwy jest. wyjątkowo.
    Kalina jeszcze będzie dobrze ) lepiej i piękniej i jeszcze będziemy żyć.

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":