czwartek, 17 sierpnia 2017

kobiecie

myself
Zatrzymałam się przy płocie i czekałam. Niedaleko mnie stanęła grupa osób w pewnym wieku. Rozmawiali o jakiejś kobiecie. Zastanawiali się nad tym, jak jej się mieszka w obcym mieście. Padła nazwa miasta, w którym mieszkam. Po chwili omawiali sprawę męża tej kobiety i zaczęli posługiwać się ich imionami. Znam pewne małżeństwo o tych samych imionach i bawiło mnie, że tyle faktów się zgadza. Ale gdy padło pytanie, ile mają dzieci i ktoś powiedział, że troje, ale w zasadzie czworo, oniemiałam. To już nie mógł być zbieg okoliczności. Wtedy jedna z osób powiedziała:
- Ale nie wiem, czy to najmłodsze to chłopiec, czy dziewczynka. Bo najstarszy był chłopiec, potem urodziła się dziewczynka i chłopiec. A to ostatnie? Oni tacy wszyscy podobni do... (i tu padło nazwisko...).
Odwróciłam się do państwa i powiedziałam:
- To najmłodsze to chłopiec.

     Państwo mieli takie miny, jakby mi nie ufali. A ja przecież  wiem! No kto by nie wiedział, jakie dzieci ma najbliższa przyjaciółka?!

27 komentarzy:

  1. :)))) Swiat jest maly czasami, bardzo maly :)
    Kiedys pojechalam z kolezankami na pare dni do Zakopanego, jak jeszcze nie bylo tam tak tloczno, weszlysmy do jakiegos malutkiego sklepiku z pierdólkami - a tam nasza wychowawczyni z podstawówki oglada pamiatki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykre jest, gdy widzę kogoś znajomego, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć, skąd go znam. I przerzucam katalogi w głowie i szukam, szukam, a tu nic...

      Usuń
  2. Ja tak robię tylko jak ktoś rozkminia łacińska sentencję i mu nie wychodzi. Wtedy się zawsze wtrącę i powiem, jak jest :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka w czerwcu robiła projekt o łacińskich sentencjach w kościołach. Jak też się biedne namęczyłyśmy z tłumaczeniami...

      Usuń
    2. Gdyby jeszcze gdzieś, kiedyś, coś, wystarczy mail - polecam się!

      Usuń
    3. Może się zgodzi, żebym Ci wysłała prezentację. Pośmiejesz się, co nam wyszło (męczyłyśmy się we trzy: córka, jej przyjaciółka i ja).

      Usuń
  3. ech globalna wiocha...mówię Ci...wiocha...wszyscy wszystkich znają i sie natkną prędzej czy ...no wiocha no...oraz trzeba uważac, gdy sie komuś doopsko obrania ))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doopsko wywołało pewne skojarzenie:
      wczoraj napisałam smsa do mamy i zamiast "To super!", napisałam "To duper!". A ponieważ była to odpowiedź na informację, że wreszcie kurier odebrał przesyłkę, moja mama uznała, że było to właściwe określenie sytuacji "super" i kuriera "dupek" w jednym ;-)

      Usuń
  4. Ja nie rozumiem, jakie to ludzie teraz są....nie dość, ze podsłucha, to jeszcze się wtrąca!
    A jeśli już o ciekawości...to nie wiem dlaczego, ale obserwuję Twoją stronę jako Talamanca, właśnie zauważyłam swoje zdjęcie...i kompletnie tego nie rozumiem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No rzeczywiście obserwujesz jako Talamanca. A zdjęcie - bardzo w porządku :-)

      Usuń
    2. A, i jeszcze jedno: Jeśli już podsłucha, to naturalnie, że się wtrąci. Gdyby była grzeczna, to by nie podsłuchiwała. A tak, czego się można spodziewać!? ;-)

      Usuń
    3. Pomyślałam dokładnie to, co Wieprz.
      Oraz widziałam Talamancę już wcześniej, dziwiłam się, ale taktownie nie pytałam :)
      Matko, jestem tak dobrze ułożona jak owczarek niemiecki! Chyba chlapnę wody.

      Usuń
    4. Chyba chlapniesz wodą! 😉

      Usuń
  5. Bo to nigdy nie wiadomo kto kogo zna, albo w jakim jezyku gada:))
    Ja dawno temu jechalam z kolezanka (Polka) do pracy i musialysmy sie przesiasc na bardzo ruchliwej stacji metra. Ale jak czlowiek jezdzi tak dzien w dzien to po tych roznych schodach tez zapitala odruchowo z predkoscia swiatla. Tym razem trafil sie facet, ktory wchodzil na schody, w polowie schodzil z nich tylko po to zeby znow na nie sie gramolic. Powodowal tym swoim brakiem zdecydowania niezly kociol wiec sie wkurzylam i mowie do kolezanki "kreci sie taki jak gowno w wiatraku" a facet na to "no kreci sie, bo nie wie gdzie ma isc":))) Nie powiem wstyd mnie sie zrobilo i w ramach rekompensaty zapytalam w czym problem i wyjasnilam gdzie ma isc. Od tamtej pory jestem ostrozna i jak by co to na wszelki wypadek gryze sie w jezor:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracowałam lat temu wiele w knajpie na walijskiej wsi. W nie tak bardzo odległej wsi mieszkał jakiś Polak, który lata temu przeprowadził się na te tereny. Moi walijscy znajomi bardzo mnie namawiali, żebym do niego pojechała, bo musimy się znać, skoro oboje jesteśmy z Polski. Nie pojechałam, a teraz żałuję. Może to był zagubiony podczas II wojny wujek Stefan? Albo ten sąsiad spod dwójki, który kiedyś rodzicom wjechał rowerem w drzwi od piwnicy? Bo przecież niewykluczone, że byliśmy w jakiś sposób kosmicznie połączeni, skoro oboje wylądowaliśmy w miejscu, o którym świat zapomniał :-)

      Usuń
  6. Ja bym się tak na nich gapiła, że sami by mnie zapytali, jak miała na imię "siostra brata męża (taka daleka rodzina" - z komedii jakieś :P tak mi się przypomniało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, to jest mój odwieczny problem. Przyglądam się ludziom. Ciekawi mnie, jakie robią miny, jak trzymają widelec, którym palcem wystjkuja smsy. Więc patrzę. A sawuar wiwr mówi: nie wolno patrzeć. 😉😉

      Usuń
    2. Spoko, ja też się gapię, przecież potrzebuję tego do analiz, hehe, gapię się, słucham i notuję. Taka jestem, bo przecież nie mam pamięci, muszę zapisywać :P doskonale rozumiem

      Usuń
    3. Szczerze przyznam, ze tez uwielbiam sie gapic. Tak z przytajki oczywiscie, dyskretnie.

      Usuń
    4. Paddy twierdzi, że ja nie potrafię dyskretnie, od razu wyglądam jak reporterka polsatu.

      Usuń
    5. Och, cudowny Paddy, że patrzy wtedy na Ciebie! ;-)

      Usuń
    6. Diable, pamiętasz Szpiega z Krainy Deszczowców? O takiej dyskrecji myślisz? ;-)

      Usuń
    7. I ma ubaw po pachy, później analizuje i śmieje się jeszcze raz, ale relaks, śmieję się z nim. Dzieje się.

      Usuń
  7. bo ludzie wciąż nie wiedzą, że świat jest mały i nie należy publicznie o kimś rozmawiać używając nazwisk :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Zwłaszcza tych rzadkich 😉

    OdpowiedzUsuń
  9. O mnie rozmawiały dwie zupelnie mi nieznane istoty,przy mnie{siedziałam na ławeczce tuż obok}.Wiedza wzięta z kosmosu,opisywana wyjatkowo obrazowo.Podeszłam do onych i spytałam,czy nie potrzebują korekty wieści ze żrodła,przedstawiłam się.Trzeba było zobaczyć wyraz ich twarzy....tego nawet opisac się nie da,a potem idiotyczne tłumaczenia i przeprosiny...żenada Martyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że te historie nie miały nic wspólnego z życzliwością...

      To jest dowód na to, że scenariusze pisane przez życie bywają bardzo tandetne ;-)

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":