![]() |
| blasty.pl |
- Czy jest hipotetycznie możliwe, że ktoś zaparkuje tak, że jakiś dowcipniś da radę podnieść pachołka za samochodem? I kierowca rano, wyjeżdżając z parkingu, zabierze zderzakiem pachołka ze sobą?
- Nie jest to możliwe.
- To się zgadzam.
- A masz już jakieś przykre doświadczenie z pachołkiem?
- Nie mam. A wolałabym jednak nie być tym pierwszym kierowcą, który rozwali wszystkie osiedlowe pachołki swoim samochodem.

rozumiem Cię...bo co z tego, ze nikomu się nie przydarzyło nigdy...wcześniej...no co z tego...
OdpowiedzUsuńczasami bycie pierwszym bywa wbrew woli naszej oraz uciążliwe)))))))))
a ja marzę o takim pachołku przed teatrem...
Mam wrażenie, że od urodzenia przecieram szlaki wszelkim absurdalnym zdarzeniom... 😉
Usuńkiedyś moja super inteligentna koleżanka wyjeżdżając z parkingu była pewna, że zagrzebała się w zaspie - piłowała i dożynała biedne autko aż w końcu ochroniarz stukając w okno pokazał jej na migi - usiłowała przestawić - świeżo zacementowany pachołek właśnie. Cóż - zdarza się
OdpowiedzUsuńMusi być fajną babką, skoro nie dała siē zniechęcić byle pachołkowi 😉
UsuńJest świetna, ale zmiażdżyła blachy swojego auteczka o gęstości mniejszej niż puszka z kukurydzy. A opowiadała mi to kiedy to leżałam w szpitalu przecięta pół liżąc świeże rany i śmiejąc się narażałam się wszystkim lekarzom wokół...
UsuńNajważniejsze to rozśmieszyć kogoś, kto cierpi poruszając czymkolwiek... Wtedy okazuje się, że w śmiechu biorą udział WSZYSTKIE części ciała :-)
UsuńNo to ja bym była pierwsza, wszystko co niemożliwe przytrafia się właśnie mnie.
OdpowiedzUsuńPolemizowałabym... A zatrzasnęłaś się kiedyś w kabinie bankomatu? Mów mi "mistrzu"!
UsuńJest nas dwie. To nie była kabina, a taki korytarz przed wejściem do banku, żeby wyjść należało przeciągnąć kartę po specjalnym czytniku i to za cholerę nie reagowało na moją kartę, a była noc, a ja sama. Wybawił mnie ochroniarz, pewnie miał niezły ubaw. Nigdy więcej nie korzystałam z takich uprzywilejowanych bankomatów. Starałam się wypłaca pieniądze w dzień i na widoku ludzi. Straszne fobie mam w głowie.
UsuńZatrzasnęłam się na kempingowym kiblu - latrynie na polu namiotowym. Skobelek z drugiej strony sam spadł i mnie zamknął...i co ?? Kto jest mistrzem ?
UsuńMagarithes - zatrzaśnięcie w dzień nie zmienia sytuacji! Wszyscy przechodnie sądzą, że jakiś wariat macha do nich zza szyby! Zaczęłam w myślach szukać, kto z moich znajomych może być w pobliżu i "przeciągnąć" drzwi od zewnątrz. I wtedy postanowiłam włączyć światło. A to był przycisk awaryjnego otwierania drzwi... :-)
UsuńJaga - wysuwasz się na prowadzenie. Jeśli to było w nocy, masz szansę na remis z Margarithes ;-)
Dlatego kochane moje, mam fobie w zamykanych małych publicznych miejscach. Dlatego nigdy nie weszłam do pięknej publicznej toalety we Francji, gdzie należało wybić specjalny cyfrowy kod do kabiny i żeby z niej wyjść należało zrobić to samo, bo jak znam siebie, kombinacja cyfr zatrzasnęłaby mnie tam na amen, nie lubię korzystać z publicznych toalet, a na lotnisku to mam już autentyczny stres toaletowy, a w samolotach, to już w ogóle, jeszcze jak się człowiek naogląda katastroficznych filmów... mam zbyt dużą wyobraźnię, serio.
UsuńJaciekręce, Margarithes... Ty, pierwszy podróżnik z Zielonej Wyspy, walczysz podczas każdej podróży? Współczuję... Współczuję, bo mam swoje fobie i wiem, jak się z nimi człowiek namęczy...
Usuńma się wpisane szaleństwo w kod genetyczny...
Usuń* Kalina - to był wieczór - wszyscy raczyli się piwkiem w pobliskiej knajpie, uratowało mnie przed zabiciem latrynianym smrodem że facet nie poszedł sikać w krzaki tylko latryn szukał a że knajpiane były w dramatycznym stanie poszedł kawałek dalej - ufffff, ale obciach.
UsuńJaga, brrr... Koszmar...
UsuńPacholek na kluczyk? A jak przejechac po takim polozonym pacholku? przeciez on tez nie znika pod ziemia tylko lezy a wiec plaski raczej tez nie jest? No i czy ten kluczyk sprawia, ze zamknietego pacholka nie da sie przeniesc? On go przycementowuje tymczasowo?
OdpowiedzUsuńJa chyba tego zupelnie nie ogarniam, ale jednak sie ciesze, ze nie mam takich pacholkow.
U nas owszem sa miejsca parkingowe na osiedlach przeznaczone tylko dla mieszkancow osiedla, ale nie ma zadnych pulapek w postaci pacholkow, ot kazde miejsce ma numer odpowiedni numerowi mieszkania i kazdy wie, ze to jest miejsce przynalezne do danego mieszkania/mieszkanca. Jest dodatkowo kilka miejsc nienumerowanych dla gosci i to zalatwia sprawe.
Ja wiem, ze na 100% zgubilabym kluczyk, albo nie umiala przejechac nad lezacym pacholkiem:))) Strasznie to skomplikowane.
To jest metalowy, kładziony, płaski pachołek. Da się nad nim bez problemu przejechać. Naturalnie gdy leży... 😉
UsuńChyba zakotwiczylam i nawet wiem o co chodzi:) Przylecialam z samego rana, bo mi sie ten pacholek snil i spac nie dawal. Serio, juz kombinowalam, ze to moze jakies ustrojstwo gumowe i kluczykiem sie to nadmuchuje i wydmuchuje.. A tu prosze wszystko jasne. Dzieki Kalino.
UsuńBycie pierwszym to marzenie każdego przedszkolaka!
OdpowiedzUsuńSwoją drogą ciekawa nazwa dla słupka, taka bardziej średniowieczna.
A może to jest regionalizm? 😉
UsuńJeśli to się da zepsuć, to bym zepsuła. W pelni rozumiem podejście autorki.
OdpowiedzUsuńSoróbuję nie zaustnieć pachołkowo pierwszego dnia... 😉
UsuńBardzo roztropnie. Przez podjeciem takiej powaznej decyzji nalezy zebrac maksimum informacji. Inaczej to potem plucie sobie w brode (warto zapuscic) oraz podwozie do wymiany.
OdpowiedzUsuńObawiam się, że nawet mimo zebrania informacji bez plucia się nie obejdzie... ;-)
UsuńPewnego dnia w Serbii zajechaliśmy późnym wieczorem do miasta Nisz. Zaparkowaliśmy pod jakimś murkiem - tak nam się zdawało. Jako że jeździliśmy dostawczakiem przerobionym na kampera to od razu poszliśmy w tak zwaną kimę. Rano wstaję - godzina około 8. Patrzę, a nasz samochód z jednej strony zastawiony murem, z dwóch stron pachołkami, a z trzeciej strony... rzędem toalet typu toi toi. Żałuj, że nie widziałaś nas, gdy przepychaliśmy te "toi toie" z sercem w gardle (obawa, że się przewrócą i wszystko się wyleje). A ciężkie to było cholerstwo.
OdpowiedzUsuń