wtorek, 28 marca 2017

pachołka

blasty.pl
- Kalino, na osiedlowych miejscach parkingowych będą montowane kładzione pachołki. Gdy zechcesz zaparkować na wspólnym miejscu, będziesz musiała pachołka otworzyć kluczykiem i położyć go na asfalcie, a następnie zaparkować nad leżącym. Po wyjeździe z parkingu trzeba będzie pachołka podnieść, żeby nikt obcy nie parkował na tych miejscach.
- Czy jest hipotetycznie możliwe, że ktoś zaparkuje tak, że jakiś dowcipniś da radę podnieść pachołka za samochodem? I kierowca rano, wyjeżdżając z parkingu, zabierze zderzakiem pachołka ze sobą?
- Nie jest to możliwe.
- To się zgadzam.
- A masz już jakieś przykre doświadczenie z pachołkiem?
- Nie mam. A wolałabym jednak nie być tym pierwszym kierowcą, który rozwali wszystkie osiedlowe pachołki swoim samochodem.

26 komentarzy:

  1. rozumiem Cię...bo co z tego, ze nikomu się nie przydarzyło nigdy...wcześniej...no co z tego...
    czasami bycie pierwszym bywa wbrew woli naszej oraz uciążliwe)))))))))
    a ja marzę o takim pachołku przed teatrem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że od urodzenia przecieram szlaki wszelkim absurdalnym zdarzeniom... 😉

      Usuń
  2. kiedyś moja super inteligentna koleżanka wyjeżdżając z parkingu była pewna, że zagrzebała się w zaspie - piłowała i dożynała biedne autko aż w końcu ochroniarz stukając w okno pokazał jej na migi - usiłowała przestawić - świeżo zacementowany pachołek właśnie. Cóż - zdarza się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musi być fajną babką, skoro nie dała siē zniechęcić byle pachołkowi 😉

      Usuń
    2. Jest świetna, ale zmiażdżyła blachy swojego auteczka o gęstości mniejszej niż puszka z kukurydzy. A opowiadała mi to kiedy to leżałam w szpitalu przecięta pół liżąc świeże rany i śmiejąc się narażałam się wszystkim lekarzom wokół...

      Usuń
    3. Najważniejsze to rozśmieszyć kogoś, kto cierpi poruszając czymkolwiek... Wtedy okazuje się, że w śmiechu biorą udział WSZYSTKIE części ciała :-)

      Usuń
  3. No to ja bym była pierwsza, wszystko co niemożliwe przytrafia się właśnie mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polemizowałabym... A zatrzasnęłaś się kiedyś w kabinie bankomatu? Mów mi "mistrzu"!

      Usuń
    2. Jest nas dwie. To nie była kabina, a taki korytarz przed wejściem do banku, żeby wyjść należało przeciągnąć kartę po specjalnym czytniku i to za cholerę nie reagowało na moją kartę, a była noc, a ja sama. Wybawił mnie ochroniarz, pewnie miał niezły ubaw. Nigdy więcej nie korzystałam z takich uprzywilejowanych bankomatów. Starałam się wypłaca pieniądze w dzień i na widoku ludzi. Straszne fobie mam w głowie.

      Usuń
    3. Zatrzasnęłam się na kempingowym kiblu - latrynie na polu namiotowym. Skobelek z drugiej strony sam spadł i mnie zamknął...i co ?? Kto jest mistrzem ?

      Usuń
    4. Magarithes - zatrzaśnięcie w dzień nie zmienia sytuacji! Wszyscy przechodnie sądzą, że jakiś wariat macha do nich zza szyby! Zaczęłam w myślach szukać, kto z moich znajomych może być w pobliżu i "przeciągnąć" drzwi od zewnątrz. I wtedy postanowiłam włączyć światło. A to był przycisk awaryjnego otwierania drzwi... :-)

      Jaga - wysuwasz się na prowadzenie. Jeśli to było w nocy, masz szansę na remis z Margarithes ;-)

      Usuń
    5. Dlatego kochane moje, mam fobie w zamykanych małych publicznych miejscach. Dlatego nigdy nie weszłam do pięknej publicznej toalety we Francji, gdzie należało wybić specjalny cyfrowy kod do kabiny i żeby z niej wyjść należało zrobić to samo, bo jak znam siebie, kombinacja cyfr zatrzasnęłaby mnie tam na amen, nie lubię korzystać z publicznych toalet, a na lotnisku to mam już autentyczny stres toaletowy, a w samolotach, to już w ogóle, jeszcze jak się człowiek naogląda katastroficznych filmów... mam zbyt dużą wyobraźnię, serio.

      Usuń
    6. Jaciekręce, Margarithes... Ty, pierwszy podróżnik z Zielonej Wyspy, walczysz podczas każdej podróży? Współczuję... Współczuję, bo mam swoje fobie i wiem, jak się z nimi człowiek namęczy...

      Usuń
    7. ma się wpisane szaleństwo w kod genetyczny...

      Usuń
    8. * Kalina - to był wieczór - wszyscy raczyli się piwkiem w pobliskiej knajpie, uratowało mnie przed zabiciem latrynianym smrodem że facet nie poszedł sikać w krzaki tylko latryn szukał a że knajpiane były w dramatycznym stanie poszedł kawałek dalej - ufffff, ale obciach.

      Usuń
    9. Jaga, brrr... Koszmar...

      Usuń
  4. Pacholek na kluczyk? A jak przejechac po takim polozonym pacholku? przeciez on tez nie znika pod ziemia tylko lezy a wiec plaski raczej tez nie jest? No i czy ten kluczyk sprawia, ze zamknietego pacholka nie da sie przeniesc? On go przycementowuje tymczasowo?
    Ja chyba tego zupelnie nie ogarniam, ale jednak sie ciesze, ze nie mam takich pacholkow.
    U nas owszem sa miejsca parkingowe na osiedlach przeznaczone tylko dla mieszkancow osiedla, ale nie ma zadnych pulapek w postaci pacholkow, ot kazde miejsce ma numer odpowiedni numerowi mieszkania i kazdy wie, ze to jest miejsce przynalezne do danego mieszkania/mieszkanca. Jest dodatkowo kilka miejsc nienumerowanych dla gosci i to zalatwia sprawe.
    Ja wiem, ze na 100% zgubilabym kluczyk, albo nie umiala przejechac nad lezacym pacholkiem:))) Strasznie to skomplikowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest metalowy, kładziony, płaski pachołek. Da się nad nim bez problemu przejechać. Naturalnie gdy leży... 😉

      Usuń
    2. Chyba zakotwiczylam i nawet wiem o co chodzi:) Przylecialam z samego rana, bo mi sie ten pacholek snil i spac nie dawal. Serio, juz kombinowalam, ze to moze jakies ustrojstwo gumowe i kluczykiem sie to nadmuchuje i wydmuchuje.. A tu prosze wszystko jasne. Dzieki Kalino.

      Usuń
  5. Bycie pierwszym to marzenie każdego przedszkolaka!
    Swoją drogą ciekawa nazwa dla słupka, taka bardziej średniowieczna.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli to się da zepsuć, to bym zepsuła. W pelni rozumiem podejście autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Soróbuję nie zaustnieć pachołkowo pierwszego dnia... 😉

      Usuń
  7. Bardzo roztropnie. Przez podjeciem takiej powaznej decyzji nalezy zebrac maksimum informacji. Inaczej to potem plucie sobie w brode (warto zapuscic) oraz podwozie do wymiany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że nawet mimo zebrania informacji bez plucia się nie obejdzie... ;-)

      Usuń
  8. Pewnego dnia w Serbii zajechaliśmy późnym wieczorem do miasta Nisz. Zaparkowaliśmy pod jakimś murkiem - tak nam się zdawało. Jako że jeździliśmy dostawczakiem przerobionym na kampera to od razu poszliśmy w tak zwaną kimę. Rano wstaję - godzina około 8. Patrzę, a nasz samochód z jednej strony zastawiony murem, z dwóch stron pachołkami, a z trzeciej strony... rzędem toalet typu toi toi. Żałuj, że nie widziałaś nas, gdy przepychaliśmy te "toi toie" z sercem w gardle (obawa, że się przewrócą i wszystko się wyleje). A ciężkie to było cholerstwo.

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":