poniedziałek, 23 stycznia 2017

wrotkami

- To były najgorsze święta na świecie. Marianna napisała na początku grudnia w liście do świętego Mikołaja, że chce dostać wrotki. Zatem nabyliśmy najbardziej wypasione, najpiękniejsze i najbezpieczniejsze rolki dla ośmiolatki, jakie były w bliższej i dalszej okolicy. Zacieraliśmy ze szczęścia ręce. Do tego kilka niespodziankowych drobiazgów i pełnia przedświątecznego szczęścia rodziców została osiągnięta.
olx.pl
W Wigilię podczas otwierania prezentów Marianna rzuciła się na ten największy jak niedźwiedź na pstrąga. Rozrywając papier zobaczyła pudło z rolkami, odrzuciła je i dalejże nurkować pod choinkę w poszukiwaniu innych prezentów. Gdy otworzyła już wszystkie, spojrzała na nas zaskoczona:
- A wrotki?
Wyjęliśmy z pudła drogie jak bentley rolki, omówiliśmy wszystkie najnowsze osiągnięcia techniki, gwarantujące komfort jazdy i bezpieczeństwo, nieomalże kosmiczną technologię kółek i hiperturbo oddychające membrany na cholewkach. Pokazaliśmy, że rozciągane są aż o 4 numery, więc będą służyły długo i skutecznie. Marianna patrzyła i słuchała z buzią wygiętą w podkówkę.
- A ja chciałam wrotki... - powiedziała.
Święta trwały niemiłosiernie długo. Co rano słyszeliśmy pytanie, czy już się skończyły i czy nareszcie jest otwarty kiosk z gazetami, biletami autobusowymi i krzyżówkami na naszym osiedlu. Pierwszego poświątecznego roboczego dnia wszyscy razem, z samego rana, pobiegliśmy do tego kiosku i nabyliśmy chińskie, plastikowe wrotki, przyczepiane paskami do butów. Różowe. Neonowe. Z plastikowymi tulejami, niedziałającym hamulcem, pasujące tylko na jeden rozmiar buta. Za 14,50.
W domu przyczepiliśmy je do adidasów i wtedy zaczął się dla nas szczęśliwy czas. Koleiny na parkiecie, wygrawerowane plastikowymi wrotkami na trasie kuchnia-sypialnia-balkon-łazienka świadczą o tym niezbicie.

15 komentarzy:

  1. Trochę gorzej dla sąsiadów piętro niżej, no chyba, że ich nie ma.

    Rodzicom zawsze się wydaje, że lepiej wiedzą, czego dziecku trzeba. Otóż nie zawsze.
    q.e.d.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pacholęctwo naszych dzieci trwa na szczęście na tyle długo, że jesteśmy w stanie pewnych aspektów bycia rodzicami nauczyć się metodą prób i błędów. Zwłaszcza błędów ;-)

      Usuń
  2. To sa jeszcze takie wrotki?! Takie jak na zdjeciu, naprawde?
    Mialam takie bedac mlodym diableciem :D Pomaranczowe byly.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, są! Wspaniałe, terkoczące, 100% plastiku. Nasza starsza córka otrzymała wrotki chyba właśnie po Mariannie. Co to była za radość!

      Usuń
    2. Az sie normalnie wzruszylam, serio :=}
      Takie wrotki, chlip chlip, i maly na nich Diabel po tym betonie na podwórku, szur szur, i po krzywych chodnikach...

      Usuń
    3. A po schodach na trzecie piętro Diabeł też w nich wchodził tak, że wszyscy sąsiedzi stawali na baczność? Bo Kalina schodziła. Z ukochaną sąsiadką z czwartego. Było słychać, że koleżnka idzie na dół we wrotkach, to miałam czas nałożyć swoje...

      Usuń
  3. praktyczne, mądre dzieko, a ślady muszą być. Jak dowód na wspomnienie tych chwil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślady w domu to jak kronika wypadków miłosnych ;-)

      Usuń
    2. I o czym byśmy pisały, gdyby nie te ślady :P

      Usuń
  4. hmmm zapadłam się w sobie, gdyż pomyślałam o moich wrotkach z dzieciństwa ...
    i nie skomentuje i nie pomogę, bo co tu można ..
    ale powiem, że bardzo podoba mi się wasz francuski ciągot w postaci imienia Marianna, piękne)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uprzejmie, acz z żalem, oświadczam, że opisana Marianna (wspaniała dziewczyna) jest córką naszych przyjaciół. Historia prawdziwa, kiosk i wrotki takoż...

      Usuń
  5. Fajnie mieć takie wrotki, ale zęby też fajnie mieć.
    Założenie tychże oznacza często utratę tamtychże.
    Trzeba szaleć póki w zanadrzu drugi komplet.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po pewnym czasie można również szaleć, gdy trzeci komplet chłodzi się w szklance... 😉

    OdpowiedzUsuń
  7. leżę !!! chciałabym zobaczyć Wasze miny jak płaciliście te 14,50 zł a młoda promieniała z radości ha ha ha

    BTW: ciekawe, że w tym wieku cieszy Cię karton po butach i wrotki śmierdzące chińszczyzną a za parę lat tylko Prada będzie godzien noszenia ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętam, że gdy byłam dzieckiem wydawało mi się, że konik na biegunach to jest coś tak nieosiągalnego w kwestii prezentowej, że tylko kogoś TAK BOGATEGO jak przedszkole stać na to, aby kupić jednego konia na wszystkie dzieci.

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":