W tym roku dzień Wszystkich Swiętych przypadał w większości kraju 1 listopada, a u nas 12 grudnia. Dopiero tego dnia udało nam się pojechać na groby do naszego rodzinnego miasta.
Pierwszy raz wybrałyśmy się tam z mamą i siostrą - zawsze odbywałam tę pielgrzymkę tylko z mamą.
Gdy moja rodzina wyprowadziła się z tego miasta miałam 7 lat, moja siostra 19, a mama 43. Każda z nas w związku z tym pamięta inne miejsca i inne sytuacje.
Ja znalazłam przychodnię dla zdrowych dzieci, do której chodziłam na szczepienia. Umiałam też pokazać lodziarnię i sklep, do którego kiedyś przed świętami rzucili pomarańcze i stałam tam z babcią w kolejce.
Moja siostra znała okoliczne podwórka, które nazywała "Tu mieszkała Kasia", "Tu mieszkała Halina", oraz "Tu nasz brat rozwalił sobie kolano na rowerze". Interesujące nazwy. Właściwie szkoda, że tak nie nazywa się niektórych miejsc.
Moja mama natomiast pamiętała, gdzie milicja wlepiła jej mandat za "niemanie świateł", chociaż była wtedy w tak zaawansowanej ciąży, że z trudem mogła wysiąść z samochodu. Podobno przechodnie wyzywali milicjantów, że meczą kobietę w stanie błogosławionym.
Trzy różne miasta. Zadna z nas nie zna tego, o którym opowiadają pozostałe.
Geograficzno-historyczna schizofrenia rodzinna.
Opowieść na książkę...
OdpowiedzUsuńNa książkę dla bardzo dorosłych...
UsuńCzekam zatem :)
UsuńSzukam w sobie. 😊
UsuńTo jest fascynujace, i jak jade do naszego miasta w Polsce z nasza córka, to tez mnie to niezmiennie zadziwia - jak to pamieta ona a jak ja.
OdpowiedzUsuńMargo ma racje, to jest dobry temat na ksiazke!
Porównywanie różnych "zapamiętań" jest miłe, gdy obie strony zdają sobie sprawę, że prawdy i tak nie odnajdą... ;-)
UsuńCzyli światy równoległe to nie wymysł autorów SF :)
OdpowiedzUsuńSF to przecież literatura faktu ;-)
UsuńTo jakby trzy pokolenia sie spotkaly :)
OdpowiedzUsuńMusze tez popytac corke, jak pamieta nasze miasto - obie wyemigrowalysmy, zostaly tylko wspomnienia.
Budynki w pamięci są o wiele wyższe niż w rzeczywistości... To samo ze schodami ;-)
UsuńO! To faktycznie ciekawe spostrzeżenie.
OdpowiedzUsuńWspominamy czasem ze znajomymi nasze studenckie imprezy. Na pewno były w tym samym miejscu, w tym samym czasie i w tym samym gronie. A z opowieści wynika, ze to były całkiem inne imprezy. Myślałam, ze to kwestia wchłoniętych procentów, a tu masz: historyczno-rozrywkowa schizofrenia towarzyska.;)
Każdy widzi innymi oczami ;-)
Usuńnie mam takich perypetii bo ja 30 lat mieszkałam w tym samym mieście i mimo przeprowadzek na inną dzielnicę nadal było blisko do poprzedniej więc jakby nie mam takich przeżyć :)
OdpowiedzUsuńInaczej patrzysz na geografię swojego dzieciństwa...
Usuń