niedziela, 26 czerwca 2016

wkurzyć

Pod moim oknem stoi kobieta. W ręku trzyma smycz. Drugi koniec smyczy wyraźnie jest przyczepiony do czegoś żywego - napina smycz i nie napina na zmianę.
koty.pl
Jestem zła. Wkurzają mnie ludzie, którzy na prywatny, ogrodzony teren wyprowadzają swoje pieski, pozostawiając ich kupy na widok publiczny. Wkurza mnie również, gdy zabierają te kupy ze sobą. W mojej głowie miejsce, na którym przez moment spoczywała psia kupa, jest brudne od kupy i tyle. Uwielbiam psy, marzę o tym, by znowu mieć jakiegoś, ale trawnik przed prywatnym domem stanowi dla mnie obszar zakazany dla defekacji.
Podchodzę do okna, żeby zobaczyć pieska, którego kupę będę prawdopodobnie oglądać niebawem (najczęściej w łazience, podczas szorowania butów mojej młodszej córki...). Odsuwam firankę i przyklejam nos do szyby. Przesuwam wzrok wzdłuż smyczy - od końca z panią aż po ten przeciwległy. Zatrzymuję oddech z wrażenia. Na drugim końcu smyczy stoi przecudnej urody kot. Patrzy prosto w moje oczy, delikatnie porusza ogonem i majestatycznie idzie dalej.
Koniec pieśni.
Nawet się porządnie wkurzyć nie można od rana...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Miejsce na "myśli nieuczesane":