Pod moim oknem stoi kobieta. W ręku trzyma smycz. Drugi koniec smyczy wyraźnie jest przyczepiony do czegoś żywego - napina smycz i nie napina na zmianę.
 |
| koty.pl |
Jestem zła. Wkurzają mnie ludzie, którzy na prywatny, ogrodzony teren wyprowadzają swoje pieski, pozostawiając ich kupy na widok publiczny. Wkurza mnie również, gdy zabierają te kupy ze sobą. W mojej głowie miejsce, na którym przez moment spoczywała psia kupa, jest brudne od kupy i tyle. Uwielbiam psy, marzę o tym, by znowu mieć jakiegoś, ale trawnik przed prywatnym domem stanowi dla mnie obszar zakazany dla defekacji.
Podchodzę do okna, żeby zobaczyć pieska, którego kupę będę prawdopodobnie oglądać niebawem (najczęściej w łazience, podczas szorowania butów mojej młodszej córki...). Odsuwam firankę i przyklejam nos do szyby. Przesuwam wzrok wzdłuż smyczy - od końca z panią aż po ten przeciwległy. Zatrzymuję oddech z wrażenia. Na drugim końcu smyczy stoi przecudnej urody kot. Patrzy prosto w moje oczy, delikatnie porusza ogonem i majestatycznie idzie dalej.
Koniec pieśni.
Nawet się porządnie wkurzyć nie można od rana...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Miejsce na "myśli nieuczesane":