- Znajoma opowiedziała mi taką historię:Pani zakłada konto w banku. Rozmawia z kierownikiem, przystojnym, eleganckim panem. Ustalili już podstawowe parametry konta, przechodzą do spraw natury technicznej.
- Czy ma pani ochotę na kartę ze zbliżeniem? - pyta pan głębokim barytonem.
Pani jest zaskoczona, ale w końcu żyje się raz. Zdaje sobie sprawę, że siedzą sami w gabinecie, szyby matowe, drzwi zamknięte. Rozsądek dyktuje jej zadanie jednego, kluczowego pytania:
- A co pan ma konkretnie na myśli?
To było pytanie ratujące życie. Padła po nim jakże zaskakująca odpowiedź...
hehe, oplułam się kawą. Idę się zbliżyć z wodą :) kisses
OdpowiedzUsuńCudowna ułomność języka polskiego! Kocham to!
Usuńno tak zadane pytanie może być bardzo mylące też bym wolała dopytać o co chodzi :D
OdpowiedzUsuńZdecydowanie należy dopytywać! ;-)
UsuńOkulary do dali, karta do bliży a myjnia bezdotykowa. Ech, ten XXI wiek!
OdpowiedzUsuńŚwietne! Postaram się zapamiętać.
UsuńChociaż to może być trudne, bo ja noszę też okulary do bliży.
Żeby mi tylko z tego nie wyszło: okulary dotykowe, kartę oddalić a do myjni na zbliżenia...
Jak przystojny, to co tu dopytywać!
OdpowiedzUsuńTaki pan może mieć naprawdę ciężką pracę... ;-)
UsuńTo ja się dopytam: jaka była odpowiedź pana? :-)
OdpowiedzUsuńO to nie dopytałam ;-)
Usuń