Kalina pojechała z mamą na leczniczy pedicure. Mama ma całkiem sporo lat, a przez wszystkie te lata jej stopy nosiły ją po świecie i są teraz dość sfatygowane.
Pani podolog zajęła się stopami nad wyraz troskliwie, nie zorientowała się jednak, że stopy są podłączone niebezpośrednio, ale jednak, do głowy mamy Kaliny, a w niej znajduje się punkt dowodzenia.
Gdy pani podolog mówiła mamie Kaliny, żeby nie ruszała nogami, bo rozpoczęła się praca z użyciem ostrych narzędzi, mama Kaliny natychmiast zaczynała poruszać całą dolną połową ciała. Gdy pani podolog prosiła, żeby mama Kaliny wyprostowała nogi, nogi zostawały natychmiast podkurczone, a gdy powiedziała, żeby mama Kaliny trzymała stopy w górze, bo nie mogą się zamoczyć... Wiadomo.
Na samym końcu mama Kaliny z uroczym uśmiechem powiedziała pani podolog, że poprzedniego dnia bardzo starannie wymoczyła sobie stopy w gorącej wodzie, bo chciała, żeby były ładniejsze. Pani podolog spojrzała na Kalinę, zupełnie jakby oczekiwała wyjaśnień, gdyż podczas poprzedniej wizyty pani wyraźnie zaznaczyła, żeby mama nie moczyła nóg przed kolejną wizytą u niej.
Mama Kaliny jest dobrem narodowym i Kalina uważa, że do jej, Kaliny, obowiązków należy dzielenie się tym dobrem z innymi. Na przykład z panią podolog, która dzięki mamie Kaliny doceni teraz każdego innego pacjenta.
Mama Kaliny była zachwycona wizytą, co właściwie jest najważniejsze.
sobota, 6 lipca 2019
przodkini
Kalinie zrobił się odcisk na stopie. Aby być dokładnym, należy napisać, że to palec stał się jego miejscem docelowym.
Babcia Kaliny miała identyczny odcisk na palcu, a ponieważ Kalina jest do babci podobna w niektórych obszarach, uznała odcisk za spadek po przodkini.
Jedni dziedziczą dworek w Osiatyczach, inni stadninę nad brzegiem Balatonu, a Kalina odziedziczyła odcisk.
Każdemu według zasług.
Babcia Kaliny miała identyczny odcisk na palcu, a ponieważ Kalina jest do babci podobna w niektórych obszarach, uznała odcisk za spadek po przodkini.
Jedni dziedziczą dworek w Osiatyczach, inni stadninę nad brzegiem Balatonu, a Kalina odziedziczyła odcisk.
Każdemu według zasług.
czwartek, 4 lipca 2019
porównać
Jakiś czas temu skończyłam pisać książkę, która przygotowywana jest teraz do wydania. Wczoraj dostałam tekst już po korekcie, przełamany, który powinnam przeczytać i zaakceptować - to tzw. korekta autorska.
Otwieram plik, zaczynam czytać i oczom nie wierzę. Moja opowieść zaczyna się wypadkiem samochodowym. Zupełnie o tym zapomniałam. Opisałam jak pewna rodzinka radzi sobie po wypadku samochodowym. Albo nie radzi.
Historia była inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, ale nie moimi. Znałam je tylko ze słyszenia. Teraz mam okazję porównać moje wyobrażenia z moimi przeżyciami.
Jestem czarownicą.
Otwieram plik, zaczynam czytać i oczom nie wierzę. Moja opowieść zaczyna się wypadkiem samochodowym. Zupełnie o tym zapomniałam. Opisałam jak pewna rodzinka radzi sobie po wypadku samochodowym. Albo nie radzi.
Historia była inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, ale nie moimi. Znałam je tylko ze słyszenia. Teraz mam okazję porównać moje wyobrażenia z moimi przeżyciami.
Jestem czarownicą.
środa, 3 lipca 2019
wspólną
Metodą sznurkowo-pętelkową przekonałam bluszcz, rosnący u sąsiada piętro niżej, żeby rósł również u mnie.
Zastanawiam się, czy można to uznać za kradzież. Oraz czy wypada, żebym zwróciła sąsiadowi uwagę, że powinien naszą już wspólną roślinę podlewać podczas upałów.
Zastanawiam się, czy można to uznać za kradzież. Oraz czy wypada, żebym zwróciła sąsiadowi uwagę, że powinien naszą już wspólną roślinę podlewać podczas upałów.
![]() |
| Och, sama widzę, że to nie jest drobne przywłaszczenie, tylko regularne przejęcie. Tego się już nawet ukryć nie da ;-) |
wtorek, 2 lipca 2019
huku
Kalina podróżowała samochodem niemiecką autostradą. Siedziała obok kierowcy. Miała na nosie okulary przeciwsłoneczne, w ręku telefon, jej fotel był lekko odchylony do tyłu. Chyba nie spała, ale pewności mieć nie można.
I nagle w Kalinę uderzyło coś, składające się z ogromnego huku. Jakby wielki ból wcisnął drzwi prosto na Kalinę. W jej głowę i tułów.
Kalina pamięta, że powiedziała mężowi i córkom, że jest ranna i nie może normalnie oddychać. Ze robi jej się słabo. Wszystko zniknęło i było tylko dziwnie mokro i ciepło. Potem Kalina usłyszała, jak włączyło się w samochodzie automatyczne powiadamianie służb ratunkowych o wypadkach. Przez chwilę znowu nie było nic, aż do momentu, gdy męski głos powiedział, że ktoś żyje. Kalina podejrzewała, że to o niej, ale nie mogła nic zrobić. Potem znowu nic się nie działo. A po jakimś czasie pojawił się nad Kaliną sufit samochodu i miły głos zapytał:
- Can I speak to you in English?
Kalina otworzyła oczy i zobaczyła zatroskaną twarz niemieckiej lekarki.
Po godzinie lekarka pogotowia przyszła pożegnać się z Kaliną. Kalina leżała już w szpitalu, rozmawiała z personelem, była przytomna, przestała się trząść, widziała swoje córki i mogła się upewnić, że są całe i zdrowe. Lekarka uścisnęła Kalinę i powiedziała coś, co brzmiało jak glik-flik, a było niewątpliwie po niemiecku.
- I do not understand - powiedziała już uśmiechnięta Kalina.
Lekarka odśmiechnęła się cudownym, życzliwym uśmiechem i powiedziała:
- I say: you are a great lucker.
Teraz też to wiem. Jestem w jednym kawałku. Moje ciało właściwie nie ucierpiało.
Tylko w głowie zacięła mi się płyta z obrazem wybuchających poduszek powietrznych, eksplodujących ładunków pirotechnicznych od kurtyny powietrznej, uderzenia w żebra od napinaczy pasów i huku. Strasznego huku. I bólu głowy. I walnięcia w żebra. I poczucia, że wszystko się kończy: powietrze, krew, samochód, głosy córek i dotyk męża, sprawdzającego czy oddycham.
Drugi samochód z ogromną siłą uderzył w drzwi, za którymi siedziałam, dlatego uruchomiły się wszystkie zabezpieczenia od strony pasażera. Odbił się od naszego samochodu, obrócił i uderzył w balustradę.
Tak to w ułamku sekundy zmieniają się plany podróży.
Tak to w ułamku sekundy zagnieżdża się w głowie wspomnienie. Obolałej głowie.
Tak to odzyskuje się w życiu właściwe priorytety.
I nagle w Kalinę uderzyło coś, składające się z ogromnego huku. Jakby wielki ból wcisnął drzwi prosto na Kalinę. W jej głowę i tułów.
Kalina pamięta, że powiedziała mężowi i córkom, że jest ranna i nie może normalnie oddychać. Ze robi jej się słabo. Wszystko zniknęło i było tylko dziwnie mokro i ciepło. Potem Kalina usłyszała, jak włączyło się w samochodzie automatyczne powiadamianie służb ratunkowych o wypadkach. Przez chwilę znowu nie było nic, aż do momentu, gdy męski głos powiedział, że ktoś żyje. Kalina podejrzewała, że to o niej, ale nie mogła nic zrobić. Potem znowu nic się nie działo. A po jakimś czasie pojawił się nad Kaliną sufit samochodu i miły głos zapytał:
- Can I speak to you in English?
Kalina otworzyła oczy i zobaczyła zatroskaną twarz niemieckiej lekarki.
Po godzinie lekarka pogotowia przyszła pożegnać się z Kaliną. Kalina leżała już w szpitalu, rozmawiała z personelem, była przytomna, przestała się trząść, widziała swoje córki i mogła się upewnić, że są całe i zdrowe. Lekarka uścisnęła Kalinę i powiedziała coś, co brzmiało jak glik-flik, a było niewątpliwie po niemiecku.
- I do not understand - powiedziała już uśmiechnięta Kalina.
Lekarka odśmiechnęła się cudownym, życzliwym uśmiechem i powiedziała:
- I say: you are a great lucker.
Teraz też to wiem. Jestem w jednym kawałku. Moje ciało właściwie nie ucierpiało.
Tylko w głowie zacięła mi się płyta z obrazem wybuchających poduszek powietrznych, eksplodujących ładunków pirotechnicznych od kurtyny powietrznej, uderzenia w żebra od napinaczy pasów i huku. Strasznego huku. I bólu głowy. I walnięcia w żebra. I poczucia, że wszystko się kończy: powietrze, krew, samochód, głosy córek i dotyk męża, sprawdzającego czy oddycham.
Drugi samochód z ogromną siłą uderzył w drzwi, za którymi siedziałam, dlatego uruchomiły się wszystkie zabezpieczenia od strony pasażera. Odbił się od naszego samochodu, obrócił i uderzył w balustradę.
Tak to w ułamku sekundy zmieniają się plany podróży.
Tak to w ułamku sekundy zagnieżdża się w głowie wspomnienie. Obolałej głowie.
Tak to odzyskuje się w życiu właściwe priorytety.
poniedziałek, 1 lipca 2019
ludzie
Czy ludzie mają poczucie, że w ich głowach jest porządek i spokój?
Pytam, bo nie wiem, czy moje marzenie o ładzie wewnętrznym jest możliwe do zrealizowania.
Pytam, bo nie wiem, czy moje marzenie o ładzie wewnętrznym jest możliwe do zrealizowania.
czwartek, 27 czerwca 2019
przesunąć
- Kalinko, podlej teraz ten trawnik - powiedziała mama, po czym weszła na sam środek wskazanego przez siebie miejsca.
- Mamo, mogłabyś się przesunąć, żebym mogła tu podlać?
Mama z lekkim fochem zeszła z trawniczka i Kalina podlała wskazany obszar.
- A teraz, Kalinko, ten fragment - powiedziała mama, po czym weszła na sam środek wybranego miejsca.
- Mamo, mogłabyś się przesunąć, żebym mogła podlewać?
Mama z lekkim fochem zeszła z trawniczka i Kalina podlała wskazany obszar.
Za czwartym razem mama nie wytrzymała. Spojrzała na Kalinę z ukosa.
- A dlaczego ty mi ciągle mówisz, że mam się przesunąć? - spytała trochę zdenerwowana. - Nie możesz po prostu podlewać tam, gdzie cię proszę?
Są sprawy, które obnażają niemoc werbalną Kaliny.
- Mamo, mogłabyś się przesunąć, żebym mogła tu podlać?
Mama z lekkim fochem zeszła z trawniczka i Kalina podlała wskazany obszar.
- A teraz, Kalinko, ten fragment - powiedziała mama, po czym weszła na sam środek wybranego miejsca.
- Mamo, mogłabyś się przesunąć, żebym mogła podlewać?
Mama z lekkim fochem zeszła z trawniczka i Kalina podlała wskazany obszar.
Za czwartym razem mama nie wytrzymała. Spojrzała na Kalinę z ukosa.
- A dlaczego ty mi ciągle mówisz, że mam się przesunąć? - spytała trochę zdenerwowana. - Nie możesz po prostu podlewać tam, gdzie cię proszę?
Są sprawy, które obnażają niemoc werbalną Kaliny.
niedziela, 23 czerwca 2019
opalisz
A babcia mówiła: nie siadaj latem na słońcu nawet na chwilkę, bo się opalisz zgodnie ze wzorem na bluzeczce! Mówiła!
I co?
I teraz Kalina ma plecy biało-sine, w naturalnym kolorze swojego ciała, ale za to w okolicy karku ma cudną beżową plamę w kształcie dekoltu od sukienki.
I co?
I teraz Kalina ma plecy biało-sine, w naturalnym kolorze swojego ciała, ale za to w okolicy karku ma cudną beżową plamę w kształcie dekoltu od sukienki.
sobota, 22 czerwca 2019
spadły
Wracałam z dwiema dziewczynkami (córką i jej przyjaciółką) z ogródka mamy z pełną miską czerwonych porzeczek. Podjechałam po drodze do sklepu. Było bardzo chłodno i przyjemnie. Dziewczynki nie chciały ze mną wysiadać, więc zostały w samochodzie. Sklepik malutki, kolejki żadnej, samochód zaparkowany kilka metrów od wejścia. W chwili, w której płaciłam za zakupy, pękło niebo i na ziemię runęły hektolitry wody. To nie były krople, tylko stały potok. Wodospad. Rzeka, spadająca z nieba na ziemię. Ulica zamieniła się w Kanał Sueski, chodnik w Amazonkę. Stałam przy drzwiach sklepu i patrzyłam na dziewczynki, siedzące w samochodzie. Zadzwoniłam do nich i spytałam, jak się czują. "Wszystko dobrze, mamo, tylko czy ty to widzisz?" Nie dało się nie widzieć.
Gdy oberwanie chmury stało się zwykłą ulewą, dobiegłam do samochodu i usiadłam za kierownicą. Powolutku ruszyłyśmy w stronę domu. Po kilku minutach wysiadłyśmy pod domem. Nie padało.
Już wiem, co się stało z wodami Morza Czerwonego, gdy się rozstąpiło. Spadły na nas. Z niejakim opóźnieniem.
Gdy oberwanie chmury stało się zwykłą ulewą, dobiegłam do samochodu i usiadłam za kierownicą. Powolutku ruszyłyśmy w stronę domu. Po kilku minutach wysiadłyśmy pod domem. Nie padało.
Już wiem, co się stało z wodami Morza Czerwonego, gdy się rozstąpiło. Spadły na nas. Z niejakim opóźnieniem.
piątek, 21 czerwca 2019
noclegów
Udało nam się.
Pojechałyśmy bez zarezerwowanych noclegów. Dojeżdżałyśmy do jakiegoś miejsca i dopiero tam szukałyśmy pokoju do spania.
Podróżowałyśmy poza sezonem turystycznym, więc może dlatego nie miałyśmy większych problemów ze znalezieniem pokoju. Przejechałyśmy 2300 km w trzy dni.
Jaką to daje wolność...
Jaką niezależność...
I jak szybko można się nauczyć, że najtańsze noclegi pojawiają się na bookingu po 17 ;-)
Pojechałyśmy bez zarezerwowanych noclegów. Dojeżdżałyśmy do jakiegoś miejsca i dopiero tam szukałyśmy pokoju do spania.
Podróżowałyśmy poza sezonem turystycznym, więc może dlatego nie miałyśmy większych problemów ze znalezieniem pokoju. Przejechałyśmy 2300 km w trzy dni.
Jaką to daje wolność...
Jaką niezależność...
I jak szybko można się nauczyć, że najtańsze noclegi pojawiają się na bookingu po 17 ;-)
wtorek, 18 czerwca 2019
słowo
Przepękać - jakie to dziwne słowo.
Powinno oznaczać coś negatywnego, przecież pochodzi od pękania...
A tymczasem oznacza ratunek w wielu sytuacjach.
Polski język spękany jest, ale nie pęka.
Powinno oznaczać coś negatywnego, przecież pochodzi od pękania...
A tymczasem oznacza ratunek w wielu sytuacjach.
Polski język spękany jest, ale nie pęka.
poniedziałek, 17 czerwca 2019
szatni
W teatrze kluczową sprawą jest włożyć numerek z szatni w takie miejsce, żeby go potem odnaleźć w czasie stania w kolejce po spektaklu.
Można powiedzieć, że w tej kwestii idzie mi beznadziejnie
Można też powiedzieć, że w tej kwestii mam spory obszar do poprawy.
Można powiedzieć, że w tej kwestii idzie mi beznadziejnie
Można też powiedzieć, że w tej kwestii mam spory obszar do poprawy.
niedziela, 16 czerwca 2019
trudu
Z trudem poruszam ręką i nogą, bo mi się nie chce.
Współczuję ośmiornicy. Jeśli jej się nie chce, poruszanie się musi sprawiać jej jeszcze więcej trudu.
Współczuję ośmiornicy. Jeśli jej się nie chce, poruszanie się musi sprawiać jej jeszcze więcej trudu.
zestawienia
Dopiero teraz zauważyłam, że program, którego używam do pracy, wykonuje różne zestawienia, np. statystyki wyrazów.
Właśnie skończyłam kolejną opowieść i z ciekawości sprawdziłam, którego słowa użyłam najczęściej.
Sądziłam, że będzie to imię jednej z głównych postaci. Nie miałam racji.
Albo jakiś czasownik, najczęściej używany w piśmie: patrzy, idzie, mówi , w którejś z form. Też nie.
A może jakieś słowo niezbędne typu: i, lub, który, to? Nic z tego.
Słowem, które użyłam najczęściej w całej opowieści, jest "się".
Rozbawiło mnie to.
Się.
Nie "kogoś", tylko "się".
Właśnie skończyłam kolejną opowieść i z ciekawości sprawdziłam, którego słowa użyłam najczęściej.
Sądziłam, że będzie to imię jednej z głównych postaci. Nie miałam racji.
Albo jakiś czasownik, najczęściej używany w piśmie: patrzy, idzie, mówi , w którejś z form. Też nie.
A może jakieś słowo niezbędne typu: i, lub, który, to? Nic z tego.
Słowem, które użyłam najczęściej w całej opowieści, jest "się".
Rozbawiło mnie to.
Się.
Nie "kogoś", tylko "się".
czytałam
Zaczęłam czytać "Sen nr 9" Davida Mitchella.
Jest tak jak lubię: jestem zaintrygowana.
Za każdym razem, gdy czuję, że zaczyna mi się wszystko sklejać, autor pokazuje mi figę z makiem.
Jest tak jak lubię: jestem zaintrygowana.
Za każdym razem, gdy czuję, że zaczyna mi się wszystko sklejać, autor pokazuje mi figę z makiem.
sobota, 15 czerwca 2019
powtarza
Historia się powtarza:
- dostaję na telefon powiadomienie o zagrożeniu burzą, sztormem, huraganem i tajfunem;
- zabezpieczam rośliny na balkonie;
- nic się nie dzieje;
- odbezpieczam rośliny na balkonie;
- dostaję na telefon powiadomienie, itd.
Niemal codziennie. Od kilku dni.
- dostaję na telefon powiadomienie o zagrożeniu burzą, sztormem, huraganem i tajfunem;
- zabezpieczam rośliny na balkonie;
- nic się nie dzieje;
- odbezpieczam rośliny na balkonie;
- dostaję na telefon powiadomienie, itd.
Niemal codziennie. Od kilku dni.
wybaczą
Państwo wybaczą,
ale do mojego bloga przykleił się spam w postaci uroczych komentarzy pod postami.
Usunęłam komentarze spod pierwszych kilku postów, ale nie chce mi się usuwać z reszty.
Proszę uprzejmie udawać, że ich nie ma.
Dziękuję.
K
ale do mojego bloga przykleił się spam w postaci uroczych komentarzy pod postami.
Usunęłam komentarze spod pierwszych kilku postów, ale nie chce mi się usuwać z reszty.
Proszę uprzejmie udawać, że ich nie ma.
Dziękuję.
K
roślinę
- Mamie pogorszyła się pamięć - powiedziała siostra Kaliny przez telefon.
- Też to zauważyłam - odpowiedziała zasmucona Kalina.
- Gdy jest u mnie w domu, wielokrotnie pyta o tę samą roślinę w doniczce. Mam w kuchni dużo roślin, a ona zawsze mówi o tej jednej.
- A co to za roślina?
- Bazylia.
- Wyrzuć. Mama całe życie uwielbiała ogrody i znała mnóstwo roślin. Za jej czasów nikt nie uprawiał bazylii, dlatego pyta.
- Ale cały czas?
- Tyle razy dawała ci do zrozumienia, że to jakiś chwast, a nie roślina doniczkowa, że powinnaś wreszcie zrozumieć.
- Też to zauważyłam - odpowiedziała zasmucona Kalina.
- Gdy jest u mnie w domu, wielokrotnie pyta o tę samą roślinę w doniczce. Mam w kuchni dużo roślin, a ona zawsze mówi o tej jednej.
- A co to za roślina?
- Bazylia.
- Wyrzuć. Mama całe życie uwielbiała ogrody i znała mnóstwo roślin. Za jej czasów nikt nie uprawiał bazylii, dlatego pyta.
- Ale cały czas?
- Tyle razy dawała ci do zrozumienia, że to jakiś chwast, a nie roślina doniczkowa, że powinnaś wreszcie zrozumieć.
naukowe
Pogorszył mi się węch i słuch.
Wiem, bo są na to dowody naukowe:
już drugi raz w tym tygodniu spaliłam kawę w kawiarce, a kawiarka bardzo hałasuje i wydziela cudny aromat, gdy skończy pracę. Nie da się nie słyszeć i nie poczuć. A jednak się da...
Wczoraj spaliłam też obiad, ale udało się go odratować, więc się nie liczy.
Do badań naukowych kwalifikuję tylko przypadki o maksymalnym natężeniu.
Wiem, bo są na to dowody naukowe:
już drugi raz w tym tygodniu spaliłam kawę w kawiarce, a kawiarka bardzo hałasuje i wydziela cudny aromat, gdy skończy pracę. Nie da się nie słyszeć i nie poczuć. A jednak się da...
Wczoraj spaliłam też obiad, ale udało się go odratować, więc się nie liczy.
Do badań naukowych kwalifikuję tylko przypadki o maksymalnym natężeniu.
piątek, 14 czerwca 2019
boku
![]() |
| Zdjęcie poglądowe ;-) |
Ciekawość?
Kwestie epidemiologiczne?
Strach?
Trudno odgadnąć, co mną kieruje.
Z kolei na innym balkonie młoda, atrakcyjna kobieta wylewa z garnka jakiś płyn do doniczki ze sporą rośliną. Chcę myśleć, że karmi ją zupą pomidorową, a nie, że nie ma konewki...
włosy
Kalina robi sobie dzisiaj maseczkę na włosy. Olej połączony z innym olejem.
Gdyby Kalina już nigdy nie napisała nic na blogu, oznaczać to będzie, że olejowej maseczki nie dało się jednak zmyć.
Gdyby Kalina już nigdy nie napisała nic na blogu, oznaczać to będzie, że olejowej maseczki nie dało się jednak zmyć.
niecielesnych
Dziś w nocy poczułam, że coś dotyka mojej ręki. W sekundzie, w której odzyskiwałam świadomość, usłyszałam cichy głos: "Kalina, ty mi pomożesz". Gdy otworzyłam oczy, nikogo przy mnie nie było. To był tylko niezwykle realny sen. Przyznaję, zrobił wrażenie. I nawet Kalina, ze swym sceptycznym podejściem do różnych nowinek, miała w tej nocy cień przemyśleń na temat bytów niecielesnych i ich kontaktów z ludźmi śpiącymi u Kaliny w sypialni.
Imieniem "Kalina" określają mnie wyłącznie blogowi znajomi, co zawęża nieco liczbę podejrzanych.
Jeśli to ty jesteś osobą, która obecnie potrzebuje mojej pomocy, to będę bardzo wdzięczna za wiadomość pod postem. Poprzednia próba komunikacji była efektowna, ale niestety nieefektywna.
Do mnie trzeba jasno i wyraźnie, z adresem, informacją o ewentualnych objazdach, z podaniem miejsc, gdzie są punkty niebezpieczne na autostradzie, najlepiej od razu z trasą wytyczoną w google maps.
Delikatne sugerowanie, insynuowanie, niesprecyzowane przebąkiwanie może nie odnieść w moim przypadku oczekiwanego skutku.
I jeszcze prośba na przyszłość: wolałabym kontakt w dzień. Takie nocne straszenie jest bardzo nieprzyjemne. Bardzo.
;-)
Imieniem "Kalina" określają mnie wyłącznie blogowi znajomi, co zawęża nieco liczbę podejrzanych.
Jeśli to ty jesteś osobą, która obecnie potrzebuje mojej pomocy, to będę bardzo wdzięczna za wiadomość pod postem. Poprzednia próba komunikacji była efektowna, ale niestety nieefektywna.
Do mnie trzeba jasno i wyraźnie, z adresem, informacją o ewentualnych objazdach, z podaniem miejsc, gdzie są punkty niebezpieczne na autostradzie, najlepiej od razu z trasą wytyczoną w google maps.
Delikatne sugerowanie, insynuowanie, niesprecyzowane przebąkiwanie może nie odnieść w moim przypadku oczekiwanego skutku.
I jeszcze prośba na przyszłość: wolałabym kontakt w dzień. Takie nocne straszenie jest bardzo nieprzyjemne. Bardzo.
;-)
środa, 12 czerwca 2019
cieniu
Znalazłam zastosowanie dla upałów: pranie kołder.
A dokładniej - ich suszenie.
Kołdra, Szanowni Państwo, schnie w obecnych warunkach termicznych, w zależności od pory dnia, godzinę do dwóch.
Inaczej mówiąc - gdy wyjmujesz z pralki kolejną kołdrę, poprzednia jest już sucha.
Dzisiaj zajmę się poduszkami.
Ciekawe, czy wyschną w mniej niż kwadrans.
Wczoraj było 36 stopni w cieniu. Dzisiaj ma być nieco cieplej.
I bardzo współczuję wszystkim osobom, które nie lubią upałów.
Wczoraj nawet ja byłam zmęczona temperaturą, a to się rzadko zdarza.
Kolega, który mieszka w Katarze, napisał, że u nich jest teraz 46 stopni w cieniu. Na zewnątrz budynków zamarło życie. Miasta są tak zorganizowane, że wjeżdża się samochodem do każdego budynku i wysiada się, bez oglądania nieba. Sklepy, biura, urzędy - wszystko ma wewnętrzne parkingi. Innymi słowy - od momentu, gdy rozpoczęło się katarskie lato, ludzie nie wychodzą na zewnątrz. Przeliczył, że w skrajnych wypadkach spędza poza budynkami 10 minut dziennie, bo połowę z tego zajmuje mu dojście do osiedlowego sklepiku, jeśli zdecyduje się na spacer, a nie na jazdę samochodem.
PS. Zimą w Katarze było naprawdę chłodno - zdarzały się dni, że temperatura spadała do 25 stopni. Plus 25...
A dokładniej - ich suszenie.
Kołdra, Szanowni Państwo, schnie w obecnych warunkach termicznych, w zależności od pory dnia, godzinę do dwóch.
Inaczej mówiąc - gdy wyjmujesz z pralki kolejną kołdrę, poprzednia jest już sucha.
Dzisiaj zajmę się poduszkami.
Ciekawe, czy wyschną w mniej niż kwadrans.
Wczoraj było 36 stopni w cieniu. Dzisiaj ma być nieco cieplej.
I bardzo współczuję wszystkim osobom, które nie lubią upałów.
Wczoraj nawet ja byłam zmęczona temperaturą, a to się rzadko zdarza.
Kolega, który mieszka w Katarze, napisał, że u nich jest teraz 46 stopni w cieniu. Na zewnątrz budynków zamarło życie. Miasta są tak zorganizowane, że wjeżdża się samochodem do każdego budynku i wysiada się, bez oglądania nieba. Sklepy, biura, urzędy - wszystko ma wewnętrzne parkingi. Innymi słowy - od momentu, gdy rozpoczęło się katarskie lato, ludzie nie wychodzą na zewnątrz. Przeliczył, że w skrajnych wypadkach spędza poza budynkami 10 minut dziennie, bo połowę z tego zajmuje mu dojście do osiedlowego sklepiku, jeśli zdecyduje się na spacer, a nie na jazdę samochodem.
PS. Zimą w Katarze było naprawdę chłodno - zdarzały się dni, że temperatura spadała do 25 stopni. Plus 25...
zdjęć
- Kalinko, zepsuł mi się telefon. Nie robi zdjęć - powiedziała mama Kaliny, zdenerwowana.
Kalina wzięła do rąk telefon mamy, już na pierwszym ekranie znalazła przycisk "zrób zdjęcie", użyła go w wiadomym celu, obejrzała sfotografowany właśnie tył ciężarówki, stojącej przed samochodem Kaliny na światłach, i podała telefon mamie, mówiąc:
- Zobacz, mamo. Robi zdjęcia.
Mama przyjrzała się zdjęciu z niedowierzaniem, porównując je z widocznym przed szybą tyłem ciężarówki. Fotografia odpowiadała rzeczywistości w sposób niewzbudzający wątpliwości.
- Chyba źle się wyraziłam - powiedziała mama. - Nie chodziło mi o to, że nie robi zdjęć, tylko o to, że ja nie umiem go obsługiwać.
I jak tu nie kochać?
Kalina wzięła do rąk telefon mamy, już na pierwszym ekranie znalazła przycisk "zrób zdjęcie", użyła go w wiadomym celu, obejrzała sfotografowany właśnie tył ciężarówki, stojącej przed samochodem Kaliny na światłach, i podała telefon mamie, mówiąc:
- Zobacz, mamo. Robi zdjęcia.
Mama przyjrzała się zdjęciu z niedowierzaniem, porównując je z widocznym przed szybą tyłem ciężarówki. Fotografia odpowiadała rzeczywistości w sposób niewzbudzający wątpliwości.
- Chyba źle się wyraziłam - powiedziała mama. - Nie chodziło mi o to, że nie robi zdjęć, tylko o to, że ja nie umiem go obsługiwać.
I jak tu nie kochać?
wtorek, 11 czerwca 2019
alergię
Kajtek ma alergię na jeden gatunek trawy.
Ten, który teraz pyli.
Pod wpływem pyłków tej trawy twarz Kajtka przyjmuje kształt zbliżony do koła, usta mu pęcznieją, a oczy z daleka wyglądają jak dwie nieobrane rzodkiewki.
Jeśli ktoś na świecie pisze pracę naukową z występowania tejże trawy, powinien zatrudnić Kajtka.
Wystarczy wozić go ze sobą w samochodzie i sprawdzać stan napuchnięcia. Prawdopodobnie istnieje wzór matematyczny, pozwalający przeliczyć grubość opuchlizny Kajtka na ilość osobników gatunku tej trawy na danym obszarze.
Kalina się troszkę śmieje z Kajtka, ale ma do tego pełne prawo, gdyż cierpliwie czeka aż zatrudnią ją do wykrywania kociej sierści.
Zastosowanie będzie miał podobny wzór matematyczny.
Ten, który teraz pyli.
Pod wpływem pyłków tej trawy twarz Kajtka przyjmuje kształt zbliżony do koła, usta mu pęcznieją, a oczy z daleka wyglądają jak dwie nieobrane rzodkiewki.
Jeśli ktoś na świecie pisze pracę naukową z występowania tejże trawy, powinien zatrudnić Kajtka.
Wystarczy wozić go ze sobą w samochodzie i sprawdzać stan napuchnięcia. Prawdopodobnie istnieje wzór matematyczny, pozwalający przeliczyć grubość opuchlizny Kajtka na ilość osobników gatunku tej trawy na danym obszarze.
Kalina się troszkę śmieje z Kajtka, ale ma do tego pełne prawo, gdyż cierpliwie czeka aż zatrudnią ją do wykrywania kociej sierści.
Zastosowanie będzie miał podobny wzór matematyczny.
poniedziałek, 10 czerwca 2019
otworzyły
Kalina weszła do publicznej toalety i zorientowała się, że jedyna kabina jest zajęta. Grzecznie stanęła w okolicach umywalki i spuściła wzrok. Przebywanie w tego typu przybytku nie stanowi powodu do radości, zwłaszcza dla Kaliny. Po chwili drzwi otworzyły się i weszła pięknie ubrana, atrakcyjna brunetka w nieokreślonym wieku. Stanęła obok Kaliny i również spuściła wzrok. Czekały już we dwie. Niby raźniej, ale jednak powodu do dumy nie miały.
Nagle drzwi wejściowe otworzyły się i ukazała się w nich niska, młoda, modnie ubrana kobieta. Spojrzała na Kalinę i jej towarzyszkę niedoli, przyjrzała się przez moment wnętrzu toaletowej poczekalni i wyszła, dość głośno zamykając za sobą drzwi. Minęło może 10 sekund i sytuacja się powtórzyła. Tym razem w drzwiach stanęła starsza, elegancka pani w okularach. Spojrzała w lewo na umywalkę, w prawo na Kalinę i brunetkę, i wyszła, głośno zamykając za sobą drzwi. Historia powtórzyła się jeszcze dwa razy.
Po czwartym otwarciu drzwi Kalina spojrzała głęboko w oczy ślicznej brunetce i powiedziała:
- Chyba musimy bardzo źle wyglądać, skoro wszyscy tu zaglądają, a gdy nas widzą, to wychodzą.
Zapadła sekunda ciszy. Może dwie. Po czym brunetka wybuchnęłą głośnym, serdecznym śmiechem. Takim hehehe i hihihi, a nawet hahaha.
Spojrzała na Kalinę z wdzięcznością, podeszła krok w jej stronę, chwyciła ją za ramię i powiedziała:
- Dziękuję pani. Miałam taki ciężki dzień, ale dzięki pani zrobiło mi się tak lekko na duszy.
W tym momencie otworzyły się drzwi toalety i Kalina weszła siku. Wychodząc, wymieniła w drzwiach spojrzenie z brunetką i więcej się nie widziały.
Tak to można komuś poprawić humor, mówiąc mu z pełnym pęcherzem, że źle wygląda.
Nagle drzwi wejściowe otworzyły się i ukazała się w nich niska, młoda, modnie ubrana kobieta. Spojrzała na Kalinę i jej towarzyszkę niedoli, przyjrzała się przez moment wnętrzu toaletowej poczekalni i wyszła, dość głośno zamykając za sobą drzwi. Minęło może 10 sekund i sytuacja się powtórzyła. Tym razem w drzwiach stanęła starsza, elegancka pani w okularach. Spojrzała w lewo na umywalkę, w prawo na Kalinę i brunetkę, i wyszła, głośno zamykając za sobą drzwi. Historia powtórzyła się jeszcze dwa razy.
Po czwartym otwarciu drzwi Kalina spojrzała głęboko w oczy ślicznej brunetce i powiedziała:
- Chyba musimy bardzo źle wyglądać, skoro wszyscy tu zaglądają, a gdy nas widzą, to wychodzą.
Zapadła sekunda ciszy. Może dwie. Po czym brunetka wybuchnęłą głośnym, serdecznym śmiechem. Takim hehehe i hihihi, a nawet hahaha.
Spojrzała na Kalinę z wdzięcznością, podeszła krok w jej stronę, chwyciła ją za ramię i powiedziała:
- Dziękuję pani. Miałam taki ciężki dzień, ale dzięki pani zrobiło mi się tak lekko na duszy.
W tym momencie otworzyły się drzwi toalety i Kalina weszła siku. Wychodząc, wymieniła w drzwiach spojrzenie z brunetką i więcej się nie widziały.
Tak to można komuś poprawić humor, mówiąc mu z pełnym pęcherzem, że źle wygląda.
piątek, 7 czerwca 2019
czasem
Zastanawiam się, w jakim narządzie mieszka motywacja.
Czasem w żołądku, gdy jest to motywacja do zajrzenia do lodówki.
Czasem w miednicy, gdy jest to motywacja do wstania w nocy z łóżka i pomaszerowania do łazienki.
Czasem w materacu, gdy jest to motywacja do popołudniowej drzemki.
Motywacja wewnętrzna i zewnętrzna.
Zawsze szukam tej wewnętrznej, a może trzeba czasem poszperać w komodzie, albo w jeszcze innej skrzyni...
Czasem w żołądku, gdy jest to motywacja do zajrzenia do lodówki.
Czasem w miednicy, gdy jest to motywacja do wstania w nocy z łóżka i pomaszerowania do łazienki.
Czasem w materacu, gdy jest to motywacja do popołudniowej drzemki.
Motywacja wewnętrzna i zewnętrzna.
Zawsze szukam tej wewnętrznej, a może trzeba czasem poszperać w komodzie, albo w jeszcze innej skrzyni...
śmiesznym
demonem
Nie widziałam go 30 lat.
Pamiętał, że miałam wtedy inną fryzurę.
Okazało się, że jestem demonem, który rozgrzebał w nim nie do końca zaleczone rany.
On radzi sobie z ranami, ja z byciem demonem.
Wzruszający spektakl z dwoma aktorami.
Pamiętał, że miałam wtedy inną fryzurę.
Okazało się, że jestem demonem, który rozgrzebał w nim nie do końca zaleczone rany.
On radzi sobie z ranami, ja z byciem demonem.
Wzruszający spektakl z dwoma aktorami.
dynię
Przekroiłam wczesną wiosną dynię i znalazłam w jej środku dziesiątki kiełkujących nasion. Wszystkie kiełki umieściłam w doniczce i się zaczęło.
Trzy z nich wykiełkowały. Rosną jak na drożdżach.
Hodowanie trzech dyń na balkonie uważam za wyzwanie.
Nie chcę ich wkopywać mamie do ogródka, bo mama ma dość problemów z roślinami, z którymi nie ma problemów.
Dynie kształtem przypominają słońce.
Hercules Poirot uprawiał dynie.
Ciasto dyniowe to niebo w gębie.
Dynie dojrzewają wtedy, gdy nie ma już warzyw z ogródka.
Muszę je pokochać, zanim zarosną cały mój balkon. Wtedy miłość będzie już mogła tylko dojrzewać, nie kiełkować.
Trzy z nich wykiełkowały. Rosną jak na drożdżach.
Hodowanie trzech dyń na balkonie uważam za wyzwanie.
Nie chcę ich wkopywać mamie do ogródka, bo mama ma dość problemów z roślinami, z którymi nie ma problemów.
Dynie kształtem przypominają słońce.
Hercules Poirot uprawiał dynie.
Ciasto dyniowe to niebo w gębie.
Dynie dojrzewają wtedy, gdy nie ma już warzyw z ogródka.
Muszę je pokochać, zanim zarosną cały mój balkon. Wtedy miłość będzie już mogła tylko dojrzewać, nie kiełkować.
środa, 5 czerwca 2019
zawodzie
- Szukam pracy. Pomożesz mi?
- Chętnie. W zawodzie?
- Tak. Wolałbym w zawodzie.
- To świetnie. Mój klient szuka właśnie pracownika o twojej profesji, ale praca jest w Nowej Zelandii.
- Zdalna?
- Nie. Stacjonarna.
- Yyy. Zaskoczyłaś mnie. Chyba właśnie zrozumiałem, że szukam pracy, ale jednak nie jestem dostatecznie zmotywowany. Ta Nowa Zelandia wydaje mi się nieznacznie zbyt odległa.
- Ok. Jedno jest pewne: gdy znajdę ci inną propozycję, na pewno będzie bliżej.
- Chętnie. W zawodzie?
- Tak. Wolałbym w zawodzie.
- To świetnie. Mój klient szuka właśnie pracownika o twojej profesji, ale praca jest w Nowej Zelandii.
- Zdalna?
- Nie. Stacjonarna.
- Yyy. Zaskoczyłaś mnie. Chyba właśnie zrozumiałem, że szukam pracy, ale jednak nie jestem dostatecznie zmotywowany. Ta Nowa Zelandia wydaje mi się nieznacznie zbyt odległa.
- Ok. Jedno jest pewne: gdy znajdę ci inną propozycję, na pewno będzie bliżej.
wtorek, 4 czerwca 2019
dyplom
Dowiedziałam się, że mogę się starać o status twórcy. Musiałabym wówczas opłacać sobie ZUS i inne rzeczy, ale miałabym z tego pewne przywileje (tylko że zapomniałam jakie konkretnie).
To by mi bardzo odpowiadało, bo nie mam żadnych przywilejów.
Przeczytałam odpowiedni przepis. Długi. Z paragrafami, punktami i podpunktami.
I dowiedziałam się, jakie kryteria muszę spełnić, żeby zostać oficjalnie twórcą.
Pierwsze kryterium mówi, że
twórca musi posiadać dyplom poświadczający, że posiada wykształcenie niezbędne do twórczości.
Rozumiem, że rzeźbiarz musi mieć dyplom akademii sztuk pięknych, wydział rzeźby.
Spiewaczka operowa musi mieć dyplom akademii muzycznej, wydział śpiewu.
Malarz murali musi mieć dyplom tynkarza albo osoby pracującej na wysokościach.
Tancerz hip-hop musi mieć dyplom gimnastyka albo kaskadera. Albo osoby polerującej podłogi.
Kabareciarz musi mieć dyplom fizjoterapeuty, bo zmusza ludzi do ćwiczeń przepony.
A Kalina?
To by mi bardzo odpowiadało, bo nie mam żadnych przywilejów.
Przeczytałam odpowiedni przepis. Długi. Z paragrafami, punktami i podpunktami.
I dowiedziałam się, jakie kryteria muszę spełnić, żeby zostać oficjalnie twórcą.
Pierwsze kryterium mówi, że
twórca musi posiadać dyplom poświadczający, że posiada wykształcenie niezbędne do twórczości.
Rozumiem, że rzeźbiarz musi mieć dyplom akademii sztuk pięknych, wydział rzeźby.
Spiewaczka operowa musi mieć dyplom akademii muzycznej, wydział śpiewu.
Malarz murali musi mieć dyplom tynkarza albo osoby pracującej na wysokościach.
Tancerz hip-hop musi mieć dyplom gimnastyka albo kaskadera. Albo osoby polerującej podłogi.
Kabareciarz musi mieć dyplom fizjoterapeuty, bo zmusza ludzi do ćwiczeń przepony.
A Kalina?
niedziela, 2 czerwca 2019
pozdrowić
- Mamo, spotkałam Kasię. Prosiła, żeby cię pozdrowić.
- Jaką Kasię?
- Tę, która mieszkała obok ciebie. Miała małego hałaśliwego jamnika, a jej tata zawsze parkował samochód pod naszym oknem...
- Nie pamiętam.
- … miała też małą siostrę, która kiedyś się zgubiła na ulicy i wszyscy jej szukaliśmy...
- Szukaliśmy?
- … a jej mama pożyczyła nam na jakąś imprezę krzesła.
- Nie pamiętam.
- Nie lubiłam jej. Właściwie to ci zazdroszczę, że jej nie pamiętasz.
- A ja ją lubiłam?
- Też nie.
- To bardzo miłe, że mnie pozdrawia, ale cieszę się, że jej nie pamiętam.
- Jaką Kasię?
- Tę, która mieszkała obok ciebie. Miała małego hałaśliwego jamnika, a jej tata zawsze parkował samochód pod naszym oknem...
- Nie pamiętam.
- … miała też małą siostrę, która kiedyś się zgubiła na ulicy i wszyscy jej szukaliśmy...
- Szukaliśmy?
- … a jej mama pożyczyła nam na jakąś imprezę krzesła.
- Nie pamiętam.
- Nie lubiłam jej. Właściwie to ci zazdroszczę, że jej nie pamiętasz.
- A ja ją lubiłam?
- Też nie.
- To bardzo miłe, że mnie pozdrawia, ale cieszę się, że jej nie pamiętam.
sobota, 1 czerwca 2019
siebie
Buddyści mówią: nie patrzysz sprawiedliwie na siebie.
Jesteś za blisko.
Jeśli wiesz, że jesteś beznadziejny, a inni ci mówią, że nie - uwierz im.
Oni mają rację.
Patrzą na ciebie z odległości.
Gdy patrzysz na obraz impresjonisty, trzymając nos przy płótnie, widzisz bezkształtne plamy koloru. Gdy odejdziesz daleko, bardzo daleko - widzisz nenufary.
Pozwól innym powiedzieć ci, co widzą z odległości.
I tylko jeszcze trzeba umieć wprowadzić to w życie.
Jesteś za blisko.
Jeśli wiesz, że jesteś beznadziejny, a inni ci mówią, że nie - uwierz im.
Oni mają rację.
Patrzą na ciebie z odległości.
Gdy patrzysz na obraz impresjonisty, trzymając nos przy płótnie, widzisz bezkształtne plamy koloru. Gdy odejdziesz daleko, bardzo daleko - widzisz nenufary.
Pozwól innym powiedzieć ci, co widzą z odległości.
I tylko jeszcze trzeba umieć wprowadzić to w życie.
środa, 29 maja 2019
kapeluszowi
Poznałam ją jesienią. Kobietę o zjawiskowej urodzie i nieprawdopodobnej charyzmie. Spotykałyśmy się zimą i wiosną. I latem. Pewnego upalnego dnia spotkałyśmy się na miejskiej plaży. Siedziałyśmy obok siebie na leżakach, ubrane w letnie sukienki. Miała na głowie słomkowy kapelusz z wielkim rondem.
- Często chodzę w kapeluszach - powiedziała, kładąc dłonie na rondzie.
- Zauważyłam. Wyglądasz intrygująco - powiedziałam, przyglądając się kapeluszowi i głowie, na której spoczywał.
- Sama rozumiesz. Muszę - szepnęła.
- Nie rozumiem.
- Słońce mi szkodzi. Mam bielactwo.
Wyciągnęła przed siebie dłonie i wówczas dostrzegłam na nich białe plamy, wyraźnie widoczne przy kontrastującej opaleniźnie.
- Nie zauważyłam wcześniej. Widocznie nie przyglądałam się twoim dłoniom.
Spojrzała na mnie z czarującym uśmiechem i zdjęła kapelusz. Na jej twarzy można było dostrzec wyraźnie odróżniające się jaśniejsze i ciemniejsze miejsca. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież widziałam ją dziesiątki razy. W budynkach i na zewnątrz. Siedziałam naprzeciwko niej i rozmawiałam z nią wielokrotnie. I nie zauważyłam bielactwa.
- Nie jesteś pierwszą osobą, która tak reaguje - powiedziała pobłażliwie. - Ludzie starają się być mili.
I jak tu wytłumaczyć tej pięknej kobiecie, że to bielactwo chowa się pod jej osobowością? Głęboko się chowa...
- Często chodzę w kapeluszach - powiedziała, kładąc dłonie na rondzie.
- Zauważyłam. Wyglądasz intrygująco - powiedziałam, przyglądając się kapeluszowi i głowie, na której spoczywał.
- Sama rozumiesz. Muszę - szepnęła.
- Nie rozumiem.
- Słońce mi szkodzi. Mam bielactwo.
Wyciągnęła przed siebie dłonie i wówczas dostrzegłam na nich białe plamy, wyraźnie widoczne przy kontrastującej opaleniźnie.
- Nie zauważyłam wcześniej. Widocznie nie przyglądałam się twoim dłoniom.
Spojrzała na mnie z czarującym uśmiechem i zdjęła kapelusz. Na jej twarzy można było dostrzec wyraźnie odróżniające się jaśniejsze i ciemniejsze miejsca. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież widziałam ją dziesiątki razy. W budynkach i na zewnątrz. Siedziałam naprzeciwko niej i rozmawiałam z nią wielokrotnie. I nie zauważyłam bielactwa.
- Nie jesteś pierwszą osobą, która tak reaguje - powiedziała pobłażliwie. - Ludzie starają się być mili.
I jak tu wytłumaczyć tej pięknej kobiecie, że to bielactwo chowa się pod jej osobowością? Głęboko się chowa...
wtorek, 21 maja 2019
ropuchy
- Mamo, czy wiesz, że muchomor po angielsku jest toadstool, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy stołek dla ropuchy?
I jak tu się nie uśmiechnąć?
I jak tu się nie uśmiechnąć?
gust
Pojechałam ze starszą córką na wycieczkę samochodową. Czasami tak robimy, nic w tym nowego. Wybieramy sobie jakieś miejsce i jedziemy. Po drodze oglądamy to, co da się obejrzeć, zwiedzamy to, do czego da się wejść i rozmawiamy.
Naturalnie najważniejsze jest rozmawianie, ale reszta stanowi miły dodatek.
Tym razem pojechałyśmy na północ od naszego miasta. Nie miałyśmy za dużo czasu, więc wybrałyśmy miasteczko położone 40 km od naszego domu. Poruszamy się podczas takich wyjazdów drogami ósmej kategorii odśnieżania, podziwiamy wsie, mieścinki, mosty i rzeczki, pasące się krowy, polujące na polach koty, łabędzie na jeziorkach i inne takie.
A powyższy wstęp był potrzebny do łagodnego przejścia do tematu zasadniczego:
kurczę blade, ile w naszej okolicy jest cudnych, starych dworów, pałacyków, domów, starych fabryk. To naturalnie poniemieckie budowle, jak sądzę opuszczone po raz pierwszy w 1918.
Cudownie byłoby mieć górę pieniędzy i kupić sobie kilka takich. Pięknie wyremontować i mieszkać w cichym, spokojnym miejscu, zapraszać krewnych i znajomych i podziwiać wspaniałe okolice, cudowne rzeczki, które jakimś cudem zawsze przepływają w pobliżu, gładkie tafle jezior, łagodne wzgórza i piękne lasy.
Bo niemieccy zaborcy, proszę państwa, mieli doskonały gust. I wybierali cudowne lokalizacje na swoje domy.
Naturalnie najważniejsze jest rozmawianie, ale reszta stanowi miły dodatek.
Tym razem pojechałyśmy na północ od naszego miasta. Nie miałyśmy za dużo czasu, więc wybrałyśmy miasteczko położone 40 km od naszego domu. Poruszamy się podczas takich wyjazdów drogami ósmej kategorii odśnieżania, podziwiamy wsie, mieścinki, mosty i rzeczki, pasące się krowy, polujące na polach koty, łabędzie na jeziorkach i inne takie.
A powyższy wstęp był potrzebny do łagodnego przejścia do tematu zasadniczego:
kurczę blade, ile w naszej okolicy jest cudnych, starych dworów, pałacyków, domów, starych fabryk. To naturalnie poniemieckie budowle, jak sądzę opuszczone po raz pierwszy w 1918.
Cudownie byłoby mieć górę pieniędzy i kupić sobie kilka takich. Pięknie wyremontować i mieszkać w cichym, spokojnym miejscu, zapraszać krewnych i znajomych i podziwiać wspaniałe okolice, cudowne rzeczki, które jakimś cudem zawsze przepływają w pobliżu, gładkie tafle jezior, łagodne wzgórza i piękne lasy.
Bo niemieccy zaborcy, proszę państwa, mieli doskonały gust. I wybierali cudowne lokalizacje na swoje domy.
poniedziałek, 20 maja 2019
opatrunkiem
- Siostro Kaliny, czy mogłabyś zadzwonić do mamy i przypomnieć jej, że w domu miała zdejmować opatrunek? Mama była dość zdekoncentrowana gdy wychodziła ze szpitala i nie słuchała, co lekarz do niej mówił.
- Już do niej dzwoniłam. Powiedziała, że nie wie, co zrobić z opatrunkiem.
- A, to wszystko w normie. Załatwisz to?
- Tak. Zadzwonię do niej. Poproszę, żeby zdjęła plaster podczas rozmowy ze mną i powiedziała mi, jak wygląda rana.
- Pomyśli, że masz sadystyczne zapędy i lubisz słuchać opowieści o ranach.
- Ciekawe, czy to zapamięta, czy też zapomni...
- Już do niej dzwoniłam. Powiedziała, że nie wie, co zrobić z opatrunkiem.
- A, to wszystko w normie. Załatwisz to?
- Tak. Zadzwonię do niej. Poproszę, żeby zdjęła plaster podczas rozmowy ze mną i powiedziała mi, jak wygląda rana.
- Pomyśli, że masz sadystyczne zapędy i lubisz słuchać opowieści o ranach.
- Ciekawe, czy to zapamięta, czy też zapomni...
depresji
Tylu znajomych mówi o depresji.
Mówią o niej "mam". Jakby mówili o wątrobie, nerce czy powiece.
Mają.
Utożsamiają się z nią.
Tracą granicę między sobą a depresją.
Stają się depresją.
Są nią.
Nie mówią o myślach samobójczych, ale widzę w ich oczach tę wielką, czarną dziurę, w którą chcieliby wskoczyć i zniknąć, gdyby tylko mogli stanąć obok siebie i podjąć jakąś decyzję.
Nie mogą.
Im więcej osób jest obok nich, tym są bardziej samotni.
"Odejdźcie ode mnie" chcieliby krzyczeć, chociaż strasznie potrzebują, żeby ktoś był przy nich. Z nimi. W nich.
Nie mogą krzyczeć.
Depresja odebrała im głos.
Ta, która jest nimi.
Ona odebrała im głos.
Oni odebrali sobie głos.
Mówią o niej "mam". Jakby mówili o wątrobie, nerce czy powiece.
Mają.
Utożsamiają się z nią.
Tracą granicę między sobą a depresją.
Stają się depresją.
Są nią.
Nie mówią o myślach samobójczych, ale widzę w ich oczach tę wielką, czarną dziurę, w którą chcieliby wskoczyć i zniknąć, gdyby tylko mogli stanąć obok siebie i podjąć jakąś decyzję.
Nie mogą.
Im więcej osób jest obok nich, tym są bardziej samotni.
"Odejdźcie ode mnie" chcieliby krzyczeć, chociaż strasznie potrzebują, żeby ktoś był przy nich. Z nimi. W nich.
Nie mogą krzyczeć.
Depresja odebrała im głos.
Ta, która jest nimi.
Ona odebrała im głos.
Oni odebrali sobie głos.
sumie
Jechałam półtorej godziny samochodem, pracowałam, potem jechałam kolejne półtorej godziny, znowu będę pracować, a po pracy wrócę do domu.
Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że droga powrotna będzie trwała trzy godziny.
No czy matematyka nie mogłaby być trochę uprzejmiejsza w niektórych kwestiach?
Czy półtora i półtora nie mogłoby dać w sumie dwa?
Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że droga powrotna będzie trwała trzy godziny.
No czy matematyka nie mogłaby być trochę uprzejmiejsza w niektórych kwestiach?
Czy półtora i półtora nie mogłoby dać w sumie dwa?
czwartek, 16 maja 2019
lubienie
Kalina ma w każdej komórce ciała gen odpowiedzialny za lubienie szparagów.
Gen ten jest bardzo długi, prosty, a jego aktywność niezmiernie zwiększa się w maju. Oj, niezmiernie.
Kalina mogłaby jeść szparagi codziennie. Mmmm. Mięciutkie, ugotowane, soczyste - no palce lizać.
Ale dwa tygodnie temu Kalina była u Ani i została przez Anię poczęstowana szparagami smażonymi na patelni.
Ożesz kurcze blade, jakie to pyszne!
Od tego dnia smażone szparagi stały się obowiązkowym pokarmem całej rodziny Kaliny. Spożywamy je na dwa sposoby: albo z imbirem, albo z koperkiem, ponieważ nie możemy się zdecydować, która wersja bardziej nam smakuje. I posypane sezamem. Białym.
Mam nadzieję, że sezon na szparagi będzie trwał w tym roku do grudnia.
Mmmm. Z sezamem. Białym.
Gen ten jest bardzo długi, prosty, a jego aktywność niezmiernie zwiększa się w maju. Oj, niezmiernie.
Kalina mogłaby jeść szparagi codziennie. Mmmm. Mięciutkie, ugotowane, soczyste - no palce lizać.
Ale dwa tygodnie temu Kalina była u Ani i została przez Anię poczęstowana szparagami smażonymi na patelni.
Ożesz kurcze blade, jakie to pyszne!
Od tego dnia smażone szparagi stały się obowiązkowym pokarmem całej rodziny Kaliny. Spożywamy je na dwa sposoby: albo z imbirem, albo z koperkiem, ponieważ nie możemy się zdecydować, która wersja bardziej nam smakuje. I posypane sezamem. Białym.
Mam nadzieję, że sezon na szparagi będzie trwał w tym roku do grudnia.
Mmmm. Z sezamem. Białym.
mózgu
Myślę o sposobie funkcjonowania mózgu mojej mamy.
To przedziwne, jak wspaniale sobie radzi z nieradzeniem.
To doskonałe urządzenie, mechanizm bliski ideału, który działając coraz gorzej, działa nadal perfekcyjnie.
Przypuszczam, że w mamy głowie siedzi neuronalna miniaturka mamy i sprawdza zakres posiadanych informacji. Gdy orientuje się, że w pamięci są spore braki, otwiera śluzę wyobraźni i natychmiast miesza strumień tego, co było, z tym, co mogło być. I powstaje jedna, spójna treść.
Mama, spytana, co robiła dziś rano, bez zająknięcia podaje przebieg swojego dnia, który jednak wcale nie musi mieć związku z rzeczywistością. Ale mama nie kłamie. Mówi w swoim odczuciu prawdę. Relacjonuje o której wstała, co zjadła na śniadanie, gdzie była. Te informacje są faktami, lub są tylko potencjalnymi faktami. Tego nie wiadomo. Jeśli nie są prawdziwe, są niezwykle prawdopodobne.
Mama nigdy nie mówi, że rano była w pracy, a na śniadanie zjadła omlet, bo to jest mało prawdopodobne. Tego nikt by nie kupił. Mamy mózg o tym wie, i zapytany, podaje takie wersje zdarzeń, które trzeba naprawdę solidnie sprawdzić, żeby się przekonać, czy miały miejsce w omawianym przedziale czasowym. Jednocześnie większość informacji jest prawdziwa, co zmniejsza czujność i myli rozmówcę.
Już, już przestaję być czujna, zapominam, że trzeba uważać, słucham tego, co mama mówi i nagle dowiaduję się, że mama pamięta, jak przy pewnej ulicy nie było kiedyś domów i drzew, tylko ogrody. A tymczasem widać na pierwszy rzut oka, że gdyby rzeczywiście widziała tę ulicę zanim ją zabudowano, musiałaby się urodzić mniej więcej w tym roku, co Piłsudski.
W ten sposób mama tworzy kreatywną historię.
Jak wielu innych, tylko ci inni nazywają to badaniami naukowymi.
To przedziwne, jak wspaniale sobie radzi z nieradzeniem.
To doskonałe urządzenie, mechanizm bliski ideału, który działając coraz gorzej, działa nadal perfekcyjnie.
Przypuszczam, że w mamy głowie siedzi neuronalna miniaturka mamy i sprawdza zakres posiadanych informacji. Gdy orientuje się, że w pamięci są spore braki, otwiera śluzę wyobraźni i natychmiast miesza strumień tego, co było, z tym, co mogło być. I powstaje jedna, spójna treść.
Mama, spytana, co robiła dziś rano, bez zająknięcia podaje przebieg swojego dnia, który jednak wcale nie musi mieć związku z rzeczywistością. Ale mama nie kłamie. Mówi w swoim odczuciu prawdę. Relacjonuje o której wstała, co zjadła na śniadanie, gdzie była. Te informacje są faktami, lub są tylko potencjalnymi faktami. Tego nie wiadomo. Jeśli nie są prawdziwe, są niezwykle prawdopodobne.
Mama nigdy nie mówi, że rano była w pracy, a na śniadanie zjadła omlet, bo to jest mało prawdopodobne. Tego nikt by nie kupił. Mamy mózg o tym wie, i zapytany, podaje takie wersje zdarzeń, które trzeba naprawdę solidnie sprawdzić, żeby się przekonać, czy miały miejsce w omawianym przedziale czasowym. Jednocześnie większość informacji jest prawdziwa, co zmniejsza czujność i myli rozmówcę.
Już, już przestaję być czujna, zapominam, że trzeba uważać, słucham tego, co mama mówi i nagle dowiaduję się, że mama pamięta, jak przy pewnej ulicy nie było kiedyś domów i drzew, tylko ogrody. A tymczasem widać na pierwszy rzut oka, że gdyby rzeczywiście widziała tę ulicę zanim ją zabudowano, musiałaby się urodzić mniej więcej w tym roku, co Piłsudski.
W ten sposób mama tworzy kreatywną historię.
Jak wielu innych, tylko ci inni nazywają to badaniami naukowymi.
środa, 15 maja 2019
rano
Ósma wieczorem:
- Mamo, o której godzinie będziesz wyjeżdżała?
- O siódmej rano.
- Obudź mnie, bo chcę się z tobą pożegnać.
Siódma rano:
- Córko, już wyjeżdżam. Chciałaś się ze mną pożegnać. To pa, kochanie.
- Tak, mamo. Wiem, wiem. Jeszcze tylko pięć minut...
Wielokrotne powtarzanie przynosi doskonałe efekty, jeśli chodzi o naukę pewnych zachowań ;-)
- Mamo, o której godzinie będziesz wyjeżdżała?
- O siódmej rano.
- Obudź mnie, bo chcę się z tobą pożegnać.
Siódma rano:
- Córko, już wyjeżdżam. Chciałaś się ze mną pożegnać. To pa, kochanie.
- Tak, mamo. Wiem, wiem. Jeszcze tylko pięć minut...
Wielokrotne powtarzanie przynosi doskonałe efekty, jeśli chodzi o naukę pewnych zachowań ;-)
poniedziałek, 13 maja 2019
śmierdziały
Kupił sobie dwa szczurki. A potem jeszcze dwa.
O ile pierwsze dwa szczurki śmierdziały jak stęchła piwnica ratuszowa, to cztery śmierdzą jak skandynawskie bunkry z czasów Wilhelma Zdobywcy. A nawet bardziej.
Szczurki są podobno niezwykle inteligentne, uczą się różnych sztuczek, tworzą zhierarchizowane stado, przekazują sobie informacje i mają setki innych zalet. I jedną, malutką, tyciusieńką wadę: nie sprzątają po sobie same klatki.
Dziwne...
O ile pierwsze dwa szczurki śmierdziały jak stęchła piwnica ratuszowa, to cztery śmierdzą jak skandynawskie bunkry z czasów Wilhelma Zdobywcy. A nawet bardziej.
Szczurki są podobno niezwykle inteligentne, uczą się różnych sztuczek, tworzą zhierarchizowane stado, przekazują sobie informacje i mają setki innych zalet. I jedną, malutką, tyciusieńką wadę: nie sprzątają po sobie same klatki.
Dziwne...
oddzielać
Warto oddzielać rozum od serca.
Gdy dziecko się spóźnia, rozum mówi: skoryguj. A serce mówi: uciesz się, że już jest.
Gdy byłam młodą mamą, miałam więcej rozumu.
Teraz mam więcej serca...
Gdy dziecko się spóźnia, rozum mówi: skoryguj. A serce mówi: uciesz się, że już jest.
Gdy byłam młodą mamą, miałam więcej rozumu.
Teraz mam więcej serca...
niedziela, 12 maja 2019
nocleg
Nie ma to, jak zarezerwować sobie nocleg w hotelu, znajdującym się 20 metrów od wyciągu narciarskiego. Wiosną. Gdy temperatura dochodzi do 20 stopni, trawa na stoku zielona i jędrna, a w całym wielkim ośrodku śpi jedna osoba. Ja.
I ochroniarz, ale on się nie liczy, bo strasznie trzaska drzwiami. A jako miłośniczka "Czarodziejskiej góry" mam negatywny stosunek do trzaskaczy.
I ochroniarz, ale on się nie liczy, bo strasznie trzaska drzwiami. A jako miłośniczka "Czarodziejskiej góry" mam negatywny stosunek do trzaskaczy.
czwartek, 9 maja 2019
pomóc
Moi drodzy blogowi znajomi:
Czy ktoś z Was mógłby pomóc znaleźć pokój dla studentki w holenderskiej Lejdzie?
Wiem, że cuda się zdarzają i może to Ty jesteś tą osobą, która właśnie w tej chwili przypomni sobie, że mogłaby zapytać swojego znajomego, który mieszka w Holandii, czy mógłby pomóc, a on mógłby...
Bardzo proszę... przypomnij sobie...
Studentka jest osobą spokojną, zrównoważoną i miłą, więc nie będzie kłopotliwą sublokatorką (wiem, bo mieszkam z nią od prawie 20 lat i nadal bardzo się lubimy). Studiuje teraz niderlandystykę, a od września rozpoczyna studia w Holandii. Szuka pokoju na dłuższy czas, ale teraz choćby na pół roku.
Chodzi o okolice Haga, Leiden oraz sąsiednie miasta, wsie i miasteczka.
Czy ktoś z Was mógłby pomóc znaleźć pokój dla studentki w holenderskiej Lejdzie?
Wiem, że cuda się zdarzają i może to Ty jesteś tą osobą, która właśnie w tej chwili przypomni sobie, że mogłaby zapytać swojego znajomego, który mieszka w Holandii, czy mógłby pomóc, a on mógłby...
Bardzo proszę... przypomnij sobie...
Studentka jest osobą spokojną, zrównoważoną i miłą, więc nie będzie kłopotliwą sublokatorką (wiem, bo mieszkam z nią od prawie 20 lat i nadal bardzo się lubimy). Studiuje teraz niderlandystykę, a od września rozpoczyna studia w Holandii. Szuka pokoju na dłuższy czas, ale teraz choćby na pół roku.
Chodzi o okolice Haga, Leiden oraz sąsiednie miasta, wsie i miasteczka.
oczekiwaniami
- Osoba, która organizowała to spotkanie, zaznaczyła, że potrzebuje pani dwóch rzeczy: rzutnika i mikrofonu. Czy pani potwierdza, pani Kalino?
- Tak. Naturalnie.
- Czyli wszystko się zgadza. Mamy tylko mały problem: nie działa mikrofon, a rzutnik chyba się psuje, bo co chwilę się włącza i wyłącza. Ale poza tym wszystko jest zgodnie z pani oczekiwaniami.
Na szczęście dwunastoletni Filip uruchomił mikrofon, a Kalina, metodą "naciskaj każdy przycisk i zobacz, co się stanie" uspokoiła rzutnik.
Spotkanie udane.
Jak mówi Ajahn Brahm: Nie spodziewaj się niczego. Nie będziesz zaskoczony. ;-)
- Tak. Naturalnie.
- Czyli wszystko się zgadza. Mamy tylko mały problem: nie działa mikrofon, a rzutnik chyba się psuje, bo co chwilę się włącza i wyłącza. Ale poza tym wszystko jest zgodnie z pani oczekiwaniami.
Na szczęście dwunastoletni Filip uruchomił mikrofon, a Kalina, metodą "naciskaj każdy przycisk i zobacz, co się stanie" uspokoiła rzutnik.
Spotkanie udane.
Jak mówi Ajahn Brahm: Nie spodziewaj się niczego. Nie będziesz zaskoczony. ;-)
poniedziałek, 29 kwietnia 2019
lepiej
Od kilku tygodni w domu mamy Kaliny toczy się mniej więcej ta sama rozmowa:
- Kalinko, chcesz doniczkę ze szczypiorkiem?
- Nie, mamo. Nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek.
- Ach, to szkoda.
Ostatnio rozmowa potoczyła się nieco inaczej:
- Kalinko, obcięłam szczypiorek z doniczki i naszykowałam dla ciebie do zamrożenia.
- Mamo, mam jeszcze ten zamrożony z zeszłego roku, który mi dałaś, i który codziennie wkładam sobie do jajecznicy. To była tak ogromna ilość, że nie zużyję jej w tym dziesięcioleciu.
- Ach, to szkoda.
Ale wczoraj rozmowa potoczyła się zgoła odmiennie:
Mama czekała na Kalinę pod swoim domem, ponieważ jechały na cmentarz, zadbać o grób taty i brata Kaliny. Mama stała, jak zawsze w takiej sytuacji, po niewłaściwej stronie ulicy, blokując podczas wsiadania ruch samochodowy. Nie szkodzi. Inni kierowcy mają szansę ćwiczyć wówczas zen. Za darmochę. Mama wsiadała z pewną trudnością, ponieważ trzymała w dłoni sporą siateczkę.
- Kalinko, przyniosłam ci doniczkę, z której niedawno obcięłam szczypiorek. Same cebulki. Możesz sobie hodować szczypiorek w kuchni.
- Mamo, nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek, a już taki co ma dopiero wyrosnąć z doniczki, nie uda się na pewno.
- To co, Kalinko, mam teraz wracać z tą doniczką do domu? To takie ciężkie, a ja się tak źle czuję.
No i co, Kalina? Nie lepiej było wziąć od razu?
- Kalinko, chcesz doniczkę ze szczypiorkiem?
- Nie, mamo. Nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek.
- Ach, to szkoda.
Ostatnio rozmowa potoczyła się nieco inaczej:
- Kalinko, obcięłam szczypiorek z doniczki i naszykowałam dla ciebie do zamrożenia.
- Mamo, mam jeszcze ten zamrożony z zeszłego roku, który mi dałaś, i który codziennie wkładam sobie do jajecznicy. To była tak ogromna ilość, że nie zużyję jej w tym dziesięcioleciu.
- Ach, to szkoda.
Ale wczoraj rozmowa potoczyła się zgoła odmiennie:
Mama czekała na Kalinę pod swoim domem, ponieważ jechały na cmentarz, zadbać o grób taty i brata Kaliny. Mama stała, jak zawsze w takiej sytuacji, po niewłaściwej stronie ulicy, blokując podczas wsiadania ruch samochodowy. Nie szkodzi. Inni kierowcy mają szansę ćwiczyć wówczas zen. Za darmochę. Mama wsiadała z pewną trudnością, ponieważ trzymała w dłoni sporą siateczkę.
- Kalinko, przyniosłam ci doniczkę, z której niedawno obcięłam szczypiorek. Same cebulki. Możesz sobie hodować szczypiorek w kuchni.
- Mamo, nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek, a już taki co ma dopiero wyrosnąć z doniczki, nie uda się na pewno.
- To co, Kalinko, mam teraz wracać z tą doniczką do domu? To takie ciężkie, a ja się tak źle czuję.
No i co, Kalina? Nie lepiej było wziąć od razu?
niedziela, 28 kwietnia 2019
lać
Zaczęło lać. Regularna, mokra ulewa.
Taka, że parasol nie daje rady.
Taka, że "gdzie schowaliśmy jesienią kalosze?" i "powieś kurtkę nad wanną, bo robi się pod nią kałuża".
Taka, że "motyla noga, jakie niskie ciśnienie" i "chcesz coś jeszcze ode mnie, bo idę spać".
Nadchodzące dni sponsoruje słowo "nieprzytomnie".
Taka, że parasol nie daje rady.
Taka, że "gdzie schowaliśmy jesienią kalosze?" i "powieś kurtkę nad wanną, bo robi się pod nią kałuża".
Taka, że "motyla noga, jakie niskie ciśnienie" i "chcesz coś jeszcze ode mnie, bo idę spać".
Nadchodzące dni sponsoruje słowo "nieprzytomnie".
sobota, 27 kwietnia 2019
specjalnej
Pojechaliśmy ze spektaklem do szkoły specjalnej. Nigdy w takiej nie byłam i pojechałam tam z ciekawością własnych odczuć.
Pierwsze, czego doświadczyliśmy wszyscy - aktorzy, dźwiękowiec, producentka, ja - to pozytywna energia. Dzieciaki w różnym wieku i o różnym stopniu niepełnosprawności były naprawdę zachwycone, że mają gości w szkole. Przyglądały nam się, śmiejąc się i od czasu do czasu kiwając do nas, zupełnie jakby chciały nam powiedzieć: Nadal się cieszę, że tu jesteś.
Po spektaklu podchodziły do nas, dziękując za radość, jaką im daliśmy.
W trakcie przedstawienia jedna z aktorek, grająca mamę, mówi do swojej córki:
- Swietnie! Brawo!
I co się stało?
Dzieci na widowni zareagowały brawami. Są nauczone, że gdy ktoś odniesie sukces, chcemy go za to pochwalić. Choćby brawami.
Wzruszające.
Jeden z chłopców siedział na podłodze, bo nie chciał usiąść na krześle. Po jakimś czasie coraz bardziej osuwał się, aż wreszcie leżał, patrząc na scenę z podłogi. Byłam osobą, która siedziała najbliżej niego. Nagle podeszła do niego nauczycielka. Przestraszyłam się, że będzie go na siłę ewakuować z sali, albo zmuszać, żeby sam wstał. A on nikomu przecież nie przeszkadzał. Oglądał przedstawienie.
Nauczycielka podeszła do niego i zawiązała mu sznurowadło w bucie, żeby się nie przewrócił, gdy już podejmie decyzję, że chce wstać. I odeszła bez słowa.
Myślałam o tym bardzo długo. Trudno być nauczycielem. Trudno wiedzieć. Od wychowawców, zwłaszcza w szkole specjalnej, oczekuję właśnie tego: żeby wiedzieli, kiedy wystarczy zawiązać sznurowadło i czekać, aż dziecko samo uzna, że czas wstać. W tym widzę ich niewiarygodny profesjonalizm.
I skoro decyzją jednego urzędnika można zmienić wszystko, to apeluję: zmieńmy nazwy szkół - ze "specjalnych" na "niezwykłe".
Pierwsze, czego doświadczyliśmy wszyscy - aktorzy, dźwiękowiec, producentka, ja - to pozytywna energia. Dzieciaki w różnym wieku i o różnym stopniu niepełnosprawności były naprawdę zachwycone, że mają gości w szkole. Przyglądały nam się, śmiejąc się i od czasu do czasu kiwając do nas, zupełnie jakby chciały nam powiedzieć: Nadal się cieszę, że tu jesteś.
Po spektaklu podchodziły do nas, dziękując za radość, jaką im daliśmy.
W trakcie przedstawienia jedna z aktorek, grająca mamę, mówi do swojej córki:
- Swietnie! Brawo!
I co się stało?
Dzieci na widowni zareagowały brawami. Są nauczone, że gdy ktoś odniesie sukces, chcemy go za to pochwalić. Choćby brawami.
Wzruszające.
Jeden z chłopców siedział na podłodze, bo nie chciał usiąść na krześle. Po jakimś czasie coraz bardziej osuwał się, aż wreszcie leżał, patrząc na scenę z podłogi. Byłam osobą, która siedziała najbliżej niego. Nagle podeszła do niego nauczycielka. Przestraszyłam się, że będzie go na siłę ewakuować z sali, albo zmuszać, żeby sam wstał. A on nikomu przecież nie przeszkadzał. Oglądał przedstawienie.
Nauczycielka podeszła do niego i zawiązała mu sznurowadło w bucie, żeby się nie przewrócił, gdy już podejmie decyzję, że chce wstać. I odeszła bez słowa.
Myślałam o tym bardzo długo. Trudno być nauczycielem. Trudno wiedzieć. Od wychowawców, zwłaszcza w szkole specjalnej, oczekuję właśnie tego: żeby wiedzieli, kiedy wystarczy zawiązać sznurowadło i czekać, aż dziecko samo uzna, że czas wstać. W tym widzę ich niewiarygodny profesjonalizm.
I skoro decyzją jednego urzędnika można zmienić wszystko, to apeluję: zmieńmy nazwy szkół - ze "specjalnych" na "niezwykłe".
piątek, 26 kwietnia 2019
papierkową
Zawaliłam się papierkową robotą.
Ja. Papierkową.
Nie umiem, nie lubię i nie chcę.
Obiecałam nadrobić w sobotę.
Trzymam kciuki, żeby odwołali sobotę.
Ja. Papierkową.
Nie umiem, nie lubię i nie chcę.
Obiecałam nadrobić w sobotę.
Trzymam kciuki, żeby odwołali sobotę.
środa, 24 kwietnia 2019
wtorek, 23 kwietnia 2019
racji
Większość nie ma racji.
Czy w sprawie sposobu znieczulenia przed wyrwaniem twojego zęba zgodziłbyś się na głosowanie przeprowadzone wśród sąsiadów? Nie, bo oni się na tym nie znają. Wybrałbyś eksperta. Jednego. Postąpiłbyś niedemokratycznie, bo sprawa wymaga wiedzy, mądrości i obustronnego zaufania, a nie kompromisu, który jest niczym.
Dlaczego zatem zgadzamy się, żeby nami i naszymi dziećmi rządzili ludzie, których wybieramy w drodze głosowania?
Bo nie ma lepszego systemu - pada zwykle odpowiedź.
W takim razie uczmy dzieci buntu, niezgody, bezkompromisowości.
Niech zmienią ten świat i odrzucą demokrację.
Bo większość nie ma racji. Większość się myli.
Rację mają eksperci. A oni nigdy nie stanowią większości.
Wracając do sposobu znieczulenia przed wyrwaniem zęba - rację mają eksperci, którzy stanowią ułamek promila społeczeństwa. Niewybierani w wyborach. Wysoko wyszkoleni. O tym trzeba pamiętać.
To eksperci mają rację. Nie my - większość.
Czy w sprawie sposobu znieczulenia przed wyrwaniem twojego zęba zgodziłbyś się na głosowanie przeprowadzone wśród sąsiadów? Nie, bo oni się na tym nie znają. Wybrałbyś eksperta. Jednego. Postąpiłbyś niedemokratycznie, bo sprawa wymaga wiedzy, mądrości i obustronnego zaufania, a nie kompromisu, który jest niczym.
Dlaczego zatem zgadzamy się, żeby nami i naszymi dziećmi rządzili ludzie, których wybieramy w drodze głosowania?
Bo nie ma lepszego systemu - pada zwykle odpowiedź.
W takim razie uczmy dzieci buntu, niezgody, bezkompromisowości.
Niech zmienią ten świat i odrzucą demokrację.
Bo większość nie ma racji. Większość się myli.
Rację mają eksperci. A oni nigdy nie stanowią większości.
Wracając do sposobu znieczulenia przed wyrwaniem zęba - rację mają eksperci, którzy stanowią ułamek promila społeczeństwa. Niewybierani w wyborach. Wysoko wyszkoleni. O tym trzeba pamiętać.
To eksperci mają rację. Nie my - większość.
czwartek, 18 kwietnia 2019
lepiej
Od kilku tygodni w domu mamy Kaliny toczy się mniej więcej ta sama rozmowa:
- Kalinko, chcesz doniczkę ze szczypiorkiem?
- Nie, mamo. Nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek.
- Ach, to szkoda.
Ostatnio rozmowa potoczyła się nieco inaczej:
- Kalinko, obcięłam szczypiorek z doniczki i naszykowałam dla ciebie do zamrożenia.
- Mamo, mam jeszcze ten zamrożony z zeszłego roku, który mi dałaś, i który codziennie wkładam sobie do jajecznicy. To była tak ogromna ilość, że nie zużyję jej w tym dziesięcioleciu.
- Ach, to szkoda.
Ale wczoraj rozmowa potoczyła się zgoła odmiennie:
Mama czekała na Kalinę pod swoim domem, ponieważ jechały na cmentarz, zadbać o grób taty i brata Kaliny. Mama stała, jak zawsze w takiej sytuacji, po niewłaściwej stronie ulicy, blokując podczas wsiadania ruch samochodowy. Nie szkodzi. Inni kierowcy mają szansę ćwiczyć wówczas zen. Za darmochę. Mama wsiadała z pewną trudnością, ponieważ trzymała w dłoni sporą siateczkę.
- Kalinko, przyniosłam ci doniczkę, z której niedawno obcięłam szczypiorek. Same cebulki. Możesz sobie hodować szczypiorek w kuchni.
- Mamo, nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek, a już taki co ma dopiero wyrosnąć z doniczki, nie uda się na pewno.
- To co, Kalinko, mam teraz wracać z tą doniczką do domu? To takie ciężkie, a ja się tak źle czuję.
No i co, Kalina? Nie lepiej było wziąć od razu?
- Kalinko, chcesz doniczkę ze szczypiorkiem?
- Nie, mamo. Nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek.
- Ach, to szkoda.
Ostatnio rozmowa potoczyła się nieco inaczej:
- Kalinko, obcięłam szczypiorek z doniczki i naszykowałam dla ciebie do zamrożenia.
- Mamo, mam jeszcze ten zamrożony z zeszłego roku, który mi dałaś, i który codziennie wkładam sobie do jajecznicy. To była tak ogromna ilość, że nie zużyję jej w tym dziesięcioleciu.
- Ach, to szkoda.
Ale wczoraj rozmowa potoczyła się zgoła odmiennie:
Mama czekała na Kalinę pod swoim domem, ponieważ jechały na cmentarz, zadbać o grób taty i brata Kaliny. Mama stała, jak zawsze w takiej sytuacji, po niewłaściwej stronie ulicy, blokując podczas wsiadania ruch samochodowy. Nie szkodzi. Inni kierowcy mają szansę ćwiczyć wówczas zen. Za darmochę. Mama wsiadała z pewną trudnością, ponieważ trzymała w dłoni sporą siateczkę.
- Kalinko, przyniosłam ci doniczkę, z której niedawno obcięłam szczypiorek. Same cebulki. Możesz sobie hodować szczypiorek w kuchni.
- Mamo, nigdy nie utrzymał się u mnie żaden szczypiorek, a już taki co ma dopiero wyrosnąć z doniczki, nie uda się na pewno.
- To co, Kalinko, mam teraz wracać z tą doniczką do domu? To takie ciężkie, a ja się tak źle czuję.
No i co, Kalina? Nie lepiej było wziąć od razu?
widzę
Starzeję się. Widzę to.
Moje ciało nie jest już ciałem młodej kobiety.
Moja twarz nie jest twarzą młodej kobiety.
Moje włosy nie są włosami młodej kobiety.
Moja dusza nie jest duszą młodej kobiety. Nadal jest duszą dziecka.
Moje ciało nie jest już ciałem młodej kobiety.
Moja twarz nie jest twarzą młodej kobiety.
Moje włosy nie są włosami młodej kobiety.
Moja dusza nie jest duszą młodej kobiety. Nadal jest duszą dziecka.
poniedziałek, 15 kwietnia 2019
płacze
Widzę, jak płacze.
Nie wiem, czego jej trzeba.
I czy czegoś.
Trwa w tym płaczu minuty, godziny, dni.
Ci, którzy ją znają, unikają. Nikt nie chce być zalanym cudzymi łzami, nawet jeśli są suche i gorące.
Ci, którzy jej nie znają, unikają. Nikt nie chce patrzeć na nieuśmiech.
Podobno mężczyźni w Polsce uśmiechają się 7 razy dziennie, a kobiety 30.
Ona będzie najszczęśliwszą osobą na starość. Zapas uśmiechów zbiera od lat.
Nie wiem, czego jej trzeba.
I czy czegoś.
Trwa w tym płaczu minuty, godziny, dni.
Ci, którzy ją znają, unikają. Nikt nie chce być zalanym cudzymi łzami, nawet jeśli są suche i gorące.
Ci, którzy jej nie znają, unikają. Nikt nie chce patrzeć na nieuśmiech.
Podobno mężczyźni w Polsce uśmiechają się 7 razy dziennie, a kobiety 30.
Ona będzie najszczęśliwszą osobą na starość. Zapas uśmiechów zbiera od lat.
niedziela, 14 kwietnia 2019
widać
Z Księżyca widać kilka obiektów na Ziemi.
Między innymi Mur Chiński i kopalnię odkrywkową w Bełchatowie.
Miałam okazję zobaczyć tę drugą.
Wiedziałam, że jest duża. Wiedziałam nawet, że jest ogromna, ale nie spodziewałam się, co dokładnie znaczy słowo "monstrualna", dopóki nie weszłam na taras widokowy nad kopalnią.
Monstrualna dziura w ziemi. Albo raczej: monstrualna dziura w Ziemi.
Kolosalna.
Od lewej do prawej strony, po horyzont. Głęboka tak bardzo, że z trudem można stwierdzić, czy jadące jej dnem pojazdy to wielkie ciężarówki, traktory, koparki czy dźwigi - wydają się tak małe.
Niezliczone transportery przesuwają węgiel w stronę elektrowni. Labirynty transporterów. Jak dziesiątki ścieżek, zbudowanych przez małego chłopca, bawiącego się samochodzikami.
Ziemia wywożona na okoliczne tereny utworzyła góry. Nie pagórki, nie wzniesienia, tylko góry.
Nie wiem, jak to nazwać...
Katastrofa ekologiczna - to i tak za słabe określenie.
Podobno są plany, aby tę dziurę zalać.
Najlepiej łzami.
Między innymi Mur Chiński i kopalnię odkrywkową w Bełchatowie.
Miałam okazję zobaczyć tę drugą.
Wiedziałam, że jest duża. Wiedziałam nawet, że jest ogromna, ale nie spodziewałam się, co dokładnie znaczy słowo "monstrualna", dopóki nie weszłam na taras widokowy nad kopalnią.
Monstrualna dziura w ziemi. Albo raczej: monstrualna dziura w Ziemi.
Kolosalna.
Od lewej do prawej strony, po horyzont. Głęboka tak bardzo, że z trudem można stwierdzić, czy jadące jej dnem pojazdy to wielkie ciężarówki, traktory, koparki czy dźwigi - wydają się tak małe.
Niezliczone transportery przesuwają węgiel w stronę elektrowni. Labirynty transporterów. Jak dziesiątki ścieżek, zbudowanych przez małego chłopca, bawiącego się samochodzikami.
Ziemia wywożona na okoliczne tereny utworzyła góry. Nie pagórki, nie wzniesienia, tylko góry.
Nie wiem, jak to nazwać...
Katastrofa ekologiczna - to i tak za słabe określenie.
Podobno są plany, aby tę dziurę zalać.
Najlepiej łzami.
piątek, 12 kwietnia 2019
kartkówka
Po ponad dwóch tygodniach młodsza córka Kaliny wraca do szkoły. Ilość zaległych sprawdzianów zalicza się już do liczb niewymiernych.
Kalina przejrzała informacje, co sprawdzano pisemnie w czasie choroby córki i zrobiła wstępną selekcję.
Z jednego przedmiotu była kartkówka, a w dzień, gdy córka Kaliny po raz pierwszy pójdzie do szkoły, z tego samego przedmiotu będzie sprawdzian. Zakres sprawdzianu obejmuje również to, co było na kartkówce.
Kalina napisała do nauczycielki informację, że jej córka zjawi się w szkole akurat na sprawdzian i czy można by w drodze wyjątku potraktować ją jak człowieka i zrozumieć.
Odpowiedź przyszła dość szybko.
Nie można by ani potraktować, ani zrozumieć.
Dziewczę musi pierwszego dnia pisać sprawdzian. Z materiału, którego uczyło się samo w domu, bo nie było na żadnej lekcji z tego działu. A ponieważ sprawdzian obejmuje materiał z kartkówki, córka Kaliny ma dwa tygodnie na nadrobienie również zaległej kartkówki, bo co z tego, że sprawdzian, skoro jednak kartkówka, i dlaczego córka Kaliny, skoro inne dzieci, i nie ma dyspensy, a jeśli dziecko choruje, to mu po łapach dać najlepiej, żadnej ulgi, nie, nie, nie.
Kalina przeczytała odpowiedź nauczycielki starannie. Ze zrozumieniem.
Ze zrozumieniem treści, bo zrozumienie bezduszności i małostkowości przychodzi Kalinie z trudem. I z życzeniami wszystkiego najlepszego dla nauczycielki, Kalina weszła do pokoju młodszej córki. Miały w planach przygotowanie się do sprawdzianu. Córka Kaliny leżała w pozycji odpoczywającego nosorożca na swoim łóżku, Kalina zarządziła, że dzisiaj zamiast działań na liczbach ujemnych są działania na osobach śpiących i córka Kliny ma natychmiast wejść pod kołdrę, bo jak zaśnie, to zmarznie.
Spi od godziny. Przykryta.
Kalina przejrzała informacje, co sprawdzano pisemnie w czasie choroby córki i zrobiła wstępną selekcję.
Z jednego przedmiotu była kartkówka, a w dzień, gdy córka Kaliny po raz pierwszy pójdzie do szkoły, z tego samego przedmiotu będzie sprawdzian. Zakres sprawdzianu obejmuje również to, co było na kartkówce.
Kalina napisała do nauczycielki informację, że jej córka zjawi się w szkole akurat na sprawdzian i czy można by w drodze wyjątku potraktować ją jak człowieka i zrozumieć.
Odpowiedź przyszła dość szybko.
Nie można by ani potraktować, ani zrozumieć.
Dziewczę musi pierwszego dnia pisać sprawdzian. Z materiału, którego uczyło się samo w domu, bo nie było na żadnej lekcji z tego działu. A ponieważ sprawdzian obejmuje materiał z kartkówki, córka Kaliny ma dwa tygodnie na nadrobienie również zaległej kartkówki, bo co z tego, że sprawdzian, skoro jednak kartkówka, i dlaczego córka Kaliny, skoro inne dzieci, i nie ma dyspensy, a jeśli dziecko choruje, to mu po łapach dać najlepiej, żadnej ulgi, nie, nie, nie.
Kalina przeczytała odpowiedź nauczycielki starannie. Ze zrozumieniem.
Ze zrozumieniem treści, bo zrozumienie bezduszności i małostkowości przychodzi Kalinie z trudem. I z życzeniami wszystkiego najlepszego dla nauczycielki, Kalina weszła do pokoju młodszej córki. Miały w planach przygotowanie się do sprawdzianu. Córka Kaliny leżała w pozycji odpoczywającego nosorożca na swoim łóżku, Kalina zarządziła, że dzisiaj zamiast działań na liczbach ujemnych są działania na osobach śpiących i córka Kliny ma natychmiast wejść pod kołdrę, bo jak zaśnie, to zmarznie.
Spi od godziny. Przykryta.
czwartek, 11 kwietnia 2019
artystycznym
Poznałam artystkę, zajmującą się tkactwem artystycznym. Magister sztuki. Specjalistka od kilimów i gobelinów. Hobbystycznie tka na krosnach cuda i wiesza je na ścianach swojego domu.
Och, jakże głupi jest naród, który nie wykorzystuje talentów swoich artystów, tylko każe im wykonywać zwykłe prace, żeby zarobili na chleb...
Och, jakże głupi jest naród, który nie wykorzystuje talentów swoich artystów, tylko każe im wykonywać zwykłe prace, żeby zarobili na chleb...
środa, 10 kwietnia 2019
odgłos
W pokoju w pensjonacie stoi grzejnik olejowy, który włącza się co jakiś czas. Wydaje przy tym śmieszny dźwięk.
Przysłuchuję się przez jakiś czas, żeby przypomnieć sobie, co przypomina mi ten odgłos i teraz już wiem: to pies, drapiący się tylną łapą za uchem.
Jakie to miłe!
Jakie urocze!
Za pierwszym razem uśmiecham się, gdy to słyszę.
Za dziesiątym przestaję się uśmiechać.
Po dwóch godzinach patrzę w stronę grzejnika bez życzliwości
O czwartej nad ranem myślę bardzo źle o wszystkich psich łapach.
O piątej do złego myślenia o łapach dochodzi złe myślenie o psich uszach.
O siódmej dzwoni budzik.
Wyłączam go tylną łapą. Uszy mam przykryte kołdrą.
Psia kość...
Przysłuchuję się przez jakiś czas, żeby przypomnieć sobie, co przypomina mi ten odgłos i teraz już wiem: to pies, drapiący się tylną łapą za uchem.
Jakie to miłe!
Jakie urocze!
Za pierwszym razem uśmiecham się, gdy to słyszę.
Za dziesiątym przestaję się uśmiechać.
Po dwóch godzinach patrzę w stronę grzejnika bez życzliwości
O czwartej nad ranem myślę bardzo źle o wszystkich psich łapach.
O piątej do złego myślenia o łapach dochodzi złe myślenie o psich uszach.
O siódmej dzwoni budzik.
Wyłączam go tylną łapą. Uszy mam przykryte kołdrą.
Psia kość...
poniedziałek, 8 kwietnia 2019
razem
Postanowili zamieszkać razem.
- Ciągle się teraz kłócimy - powiedziała po dwóch tygodniach.
Kalina spojrzała za siebie, na wszystkie lata, spędzone z mężem Kaliny.
- Ech - westchnęła tylko, żeby nie powiedzieć za dużo, ani za mało.
- Widzisz, ja też tak uważam - podchwyciła natychmiast mieszkająca od pół miesiąca z partnerem koleżanka. - Trzeba sobie wszystko wywalczyć. Każdą najdrobniejszą rzecz. Bo on nawet skarpetki źle wkłada do szuflady i ja mu mówię: inaczej rób, to będzie dobrze.
Kalina spróbowała powiedzieć, że jeśli każdy robi inaczej, to może się okazać, że każdy robi dobrze, ale próba okazała się nieudana.
Pozostało tylko drugie "Ech". Do pary. Bo w parze łatwiej.
- Ciągle się teraz kłócimy - powiedziała po dwóch tygodniach.
Kalina spojrzała za siebie, na wszystkie lata, spędzone z mężem Kaliny.
- Ech - westchnęła tylko, żeby nie powiedzieć za dużo, ani za mało.
- Widzisz, ja też tak uważam - podchwyciła natychmiast mieszkająca od pół miesiąca z partnerem koleżanka. - Trzeba sobie wszystko wywalczyć. Każdą najdrobniejszą rzecz. Bo on nawet skarpetki źle wkłada do szuflady i ja mu mówię: inaczej rób, to będzie dobrze.
Kalina spróbowała powiedzieć, że jeśli każdy robi inaczej, to może się okazać, że każdy robi dobrze, ale próba okazała się nieudana.
Pozostało tylko drugie "Ech". Do pary. Bo w parze łatwiej.
niedziela, 7 kwietnia 2019
objawieniach
Wpisałam swoje nazwisko do wyszukiwarki internetowej i wyszło mi:
książki o objawieniach.
Gdybym chciała napisać o tym książkę, napisałabym, jak to objawiło mi się kiedyś, że jak człowiek lubi coś robić, to powinien to robić, nawet jeśli wszyscy dookoła mu mówią, że nie powinien, nie trzeba, nie należy i "czy to daje jakieś pieniądze".
A w telefonie zapisałam sobie takie hasło:
"Wszyscy chcą twojego dobra.
Nie pozwól go sobie odebrać."
Być może za jakiś czas uznam tę informację za kolejne objawienie.
Będą już dwie książki. Niemal saga.
Internet nie kłamie.
książki o objawieniach.
Gdybym chciała napisać o tym książkę, napisałabym, jak to objawiło mi się kiedyś, że jak człowiek lubi coś robić, to powinien to robić, nawet jeśli wszyscy dookoła mu mówią, że nie powinien, nie trzeba, nie należy i "czy to daje jakieś pieniądze".
A w telefonie zapisałam sobie takie hasło:
"Wszyscy chcą twojego dobra.
Nie pozwól go sobie odebrać."
Być może za jakiś czas uznam tę informację za kolejne objawienie.
Będą już dwie książki. Niemal saga.
Internet nie kłamie.
środa, 3 kwietnia 2019
bąbelek
Młodsza córka oparzyła się dwa tygodnie temu. Klejem na gorąco. Zrobił się spory bąbelek. Dziś pokazała mi oparzone miejsce i zamarłam - wygląda strasznie! Pojechałam z nią do szpitala. Bałam się, że chirurg mnie wyśmieje, że z taką błahostką przyjechałyśmy, ale stało się odwrotnie.
Skierował Zuzię na cito do specjalistycznej poradni, w której zostanie podjęta decyzja, co zrobić dalej - oparzenie jest bardzo głębokie, ubytek skóry spory. Blizna będzie duża, na razie nie wiadomo, czy oparzony palec będzie się zginał bez przeszkód.
Bąbelek na placu, niech to szlag!
Skierował Zuzię na cito do specjalistycznej poradni, w której zostanie podjęta decyzja, co zrobić dalej - oparzenie jest bardzo głębokie, ubytek skóry spory. Blizna będzie duża, na razie nie wiadomo, czy oparzony palec będzie się zginał bez przeszkód.
Bąbelek na placu, niech to szlag!
poniedziałek, 1 kwietnia 2019
edukacyjnych
Młodsza córka wróciła z konkursu. Zachwycona. I to jej się podobało, i tamto. I wtedy świetnie się bawiła, i wtedy.
Otworzyłam e-dziennik szkolny i powiedziałam jej, że dostała same szóstki z ostatnich sprawdzianów. Wzruszyła ramionami.
To kolejny dowód na to, że moje córki nie odnajdują radości w przyczółkach edukacyjnych. Oceny mają w nosie. Nie interesuje ich wpływ sprawdzianu z przyrody na życie człowieka. Za to wykorzystanie maszynki do mielenia mięsa jako pozytywki w przedstawieniu teatralnym ma dla nich kluczowe znaczenie.
I chwała Bogu!
Otworzyłam e-dziennik szkolny i powiedziałam jej, że dostała same szóstki z ostatnich sprawdzianów. Wzruszyła ramionami.
To kolejny dowód na to, że moje córki nie odnajdują radości w przyczółkach edukacyjnych. Oceny mają w nosie. Nie interesuje ich wpływ sprawdzianu z przyrody na życie człowieka. Za to wykorzystanie maszynki do mielenia mięsa jako pozytywki w przedstawieniu teatralnym ma dla nich kluczowe znaczenie.
I chwała Bogu!
wyniknęła
- Synu mojego brata, czy mógłbyś przy okazji sprawdzić w swoim samochodzie, czy nie zamieszkała tam moja czarna rękawiczka? Gdy wysiadłam, zorientowałam się, że się zgubiła.
- Dobrze, ciociu. Tak zrobię.
Minęły dwa tygodnie.
- Cześć, ciociu. Wiesz, dziwna sytuacja wyniknęła z twoją rękawiczką. Otóż zadzwonił do mnie mój dziadek i od słowa do słowa opowiedział mi pewną dziwną sytuację. U niego w ogrodzie, obok altanki, leżała sobie czarna damska rękawiczka i nikt nie chce się do niej przyznać. Powiedziałem mu, że ty szukasz od dwóch tygodni czarnej rękawiczki z szarym wzorkiem i okazało się, że to ta sama. Czy ty to rozumiesz?
- Tak. Prawdopodobnie moja rękawiczka biegła za twoim samochodem i pomyliła się na skrzyżowaniu Krakowskiej i Leniwca, i skręciła w stronę domu twojego dziadka. Weszła przez furtkę i postanowiła schronić się w altance. Tam ją znaleziono.
- Tak, to bardzo prawdopodobne. Odbiorę ją od dziadka, ale na wszelki wypadek nie przedstawię mu twojej hipotezy. Wiesz, on cię bardzo lubi...
- Dobrze, ciociu. Tak zrobię.
Minęły dwa tygodnie.
- Cześć, ciociu. Wiesz, dziwna sytuacja wyniknęła z twoją rękawiczką. Otóż zadzwonił do mnie mój dziadek i od słowa do słowa opowiedział mi pewną dziwną sytuację. U niego w ogrodzie, obok altanki, leżała sobie czarna damska rękawiczka i nikt nie chce się do niej przyznać. Powiedziałem mu, że ty szukasz od dwóch tygodni czarnej rękawiczki z szarym wzorkiem i okazało się, że to ta sama. Czy ty to rozumiesz?
- Tak. Prawdopodobnie moja rękawiczka biegła za twoim samochodem i pomyliła się na skrzyżowaniu Krakowskiej i Leniwca, i skręciła w stronę domu twojego dziadka. Weszła przez furtkę i postanowiła schronić się w altance. Tam ją znaleziono.
- Tak, to bardzo prawdopodobne. Odbiorę ją od dziadka, ale na wszelki wypadek nie przedstawię mu twojej hipotezy. Wiesz, on cię bardzo lubi...
niedziela, 31 marca 2019
chleb
- Mamo, chcesz spróbować chleb, który upiekłam?
- Bardzo chętnie, Kalinko. Nie wiedziałam, że pieczesz sama chleb!
- Od jakiegoś czasu. Jest strasznie twardy i suchy, ale jak się jest bardzo miłym, to można mnie nawet za niego pochwalić, mamo.
Kalina ukroiła (z trudem) dwa kawałki, posmarowała masłem, nałożyła serek i podała mamie.
- Bardzo smaczny ten chleb, Kalinko. Tylko trochę twardy.
- No tak, mówiłam ci.
- A gdzie ty kupujesz taki twardy chleb, Kalinko?
- Bardzo chętnie, Kalinko. Nie wiedziałam, że pieczesz sama chleb!
- Od jakiegoś czasu. Jest strasznie twardy i suchy, ale jak się jest bardzo miłym, to można mnie nawet za niego pochwalić, mamo.
Kalina ukroiła (z trudem) dwa kawałki, posmarowała masłem, nałożyła serek i podała mamie.
- Bardzo smaczny ten chleb, Kalinko. Tylko trochę twardy.
- No tak, mówiłam ci.
- A gdzie ty kupujesz taki twardy chleb, Kalinko?
środa, 27 marca 2019
lektorowi
Studenci niderlandystyki mają zajęcia z osobą, która nie mówi ani po polsku, ani po angielsku. To rodowity Holender, który jakimś cudem nie uczył się w swoim życiu angielskiego, tylko jakichś innych języków. Połączenie studiujących na wydziale anglistyki studentów niderlandystyki z takim lektorem to wyzwanie zarówno dla studentów (uczą się języka niderlandzkiego dopiero od września), jak i dla lektora (gdy wyjaśnia zawiłości gramatyczne musi się nieźle nagimnastykować, żeby go ktokolwiek zrozumiał).
Wczoraj zajęcia zaczęły się jak zwykle - sprawdzaniem listy obecności.
Holender czytający polskie imiona i nazwiska - już samo to powoduje, że słońce wychodzi z ciekawości zza chmur. Studenci z trudem są w stanie rozpoznać, jakie nazwisko jest akurat wypowiadane - potwierdzają swoją obecność raczej intuicyjnie.
Nagle otwierają się drzwi i wchodzi Kamila. To tak zwana trudna sytuacja w życiu studentki, bo na forum całej grupy będzie musiała udzielić lektorowi niestandardowych wyjaśnień dlaczego się spóźniła w języku, który zaczyna rozumieć, ale o mówieniu w nim mowy jeszcze nie ma.
- Kto ty jesteś? - spytał po niderlandzku Holender, wpatrując się w przerażoną młodą kobietę.
Dotychczas zawsze prosił o usprawiedliwienie spóźnienia, więc zaskoczył tym Kamilę bardzo. Ale nie aż tak bardzo, jak się spodziewał, gdyż Kamila, w stresie, nie zorientowała się, że padło inne pytanie, niż przewidywała. I zrobiła coś, co może wydać się osobom postronnym zaskakujące, ale zapomniała przełączyć się na niderlandzki i odpowiedziała po polsku:
- Byłam w ksero.
Holender zaczął wpatrywać się w listę obecności bardzo uważnie. Przejechał palcem w górę i w dół listy, po czym powtórzył niepełnosprawną polszczyzną:
- Byłam w ksero? - Spojrzał na Kamilę marszcząc brwi. - Nie mam takiej osoby na liście.
Wczoraj zajęcia zaczęły się jak zwykle - sprawdzaniem listy obecności.
Holender czytający polskie imiona i nazwiska - już samo to powoduje, że słońce wychodzi z ciekawości zza chmur. Studenci z trudem są w stanie rozpoznać, jakie nazwisko jest akurat wypowiadane - potwierdzają swoją obecność raczej intuicyjnie.
Nagle otwierają się drzwi i wchodzi Kamila. To tak zwana trudna sytuacja w życiu studentki, bo na forum całej grupy będzie musiała udzielić lektorowi niestandardowych wyjaśnień dlaczego się spóźniła w języku, który zaczyna rozumieć, ale o mówieniu w nim mowy jeszcze nie ma.
- Kto ty jesteś? - spytał po niderlandzku Holender, wpatrując się w przerażoną młodą kobietę.
Dotychczas zawsze prosił o usprawiedliwienie spóźnienia, więc zaskoczył tym Kamilę bardzo. Ale nie aż tak bardzo, jak się spodziewał, gdyż Kamila, w stresie, nie zorientowała się, że padło inne pytanie, niż przewidywała. I zrobiła coś, co może wydać się osobom postronnym zaskakujące, ale zapomniała przełączyć się na niderlandzki i odpowiedziała po polsku:
- Byłam w ksero.
Holender zaczął wpatrywać się w listę obecności bardzo uważnie. Przejechał palcem w górę i w dół listy, po czym powtórzył niepełnosprawną polszczyzną:
- Byłam w ksero? - Spojrzał na Kamilę marszcząc brwi. - Nie mam takiej osoby na liście.
demony
Wiem, że każdy ma swoje demony i zawsze są one najgorsze.
I co to zmienia, skoro i tak sądzę, że moje są najgorszejsze na świecie...?
I co to zmienia, skoro i tak sądzę, że moje są najgorszejsze na świecie...?
niedziela, 24 marca 2019
innych
Należę do grupy na facebooku, która przeistacza się powolutku, acz skutecznie, w grupę pełną ataków, osobistych wycieczek, argumentów w rodzaju "to gratuluję poglądów" i innych, podobnych zachowań.
Tematyka grupy bardzo mnie interesuje, bo związana jest z mniejszą produkcją śmieci i troską o swoje otoczenie. Wydawało mi się, że osoby dbające o środowisko, myślące o zbalansowanym gospodarowaniu produktami w swoich domach, będą życzliwie nastawione do takich samych jak oni.
A jednak...
Nawet ci, którzy chcą ratować naturę, muszą walić po głowach innych, którzy chcą ratować naturę?
Już z definicji słowo "inny" oznacza, że to nie ja, ale znać definicję, a rozumieć, to dwie inne sprawy.
Naprawdę nie da się żyć inaczej?
Tematyka grupy bardzo mnie interesuje, bo związana jest z mniejszą produkcją śmieci i troską o swoje otoczenie. Wydawało mi się, że osoby dbające o środowisko, myślące o zbalansowanym gospodarowaniu produktami w swoich domach, będą życzliwie nastawione do takich samych jak oni.
A jednak...
Nawet ci, którzy chcą ratować naturę, muszą walić po głowach innych, którzy chcą ratować naturę?
Już z definicji słowo "inny" oznacza, że to nie ja, ale znać definicję, a rozumieć, to dwie inne sprawy.
Naprawdę nie da się żyć inaczej?
szansa
- Jeśli idziesz sobie rano do knajpy, bierzesz komputer, żeby popracować, to jaka jest szansa, że przy stoliku obok usiądzie matka z wrzeszczącym dzieckiem?
- To zależy od tego, czy zabrałaś ze sobą słuchawki. Jeśli ich nie masz, to 100%!
- To zależy od tego, czy zabrałaś ze sobą słuchawki. Jeśli ich nie masz, to 100%!
piątek, 22 marca 2019
babcią
Wypieram.Regularnie wypieram myślenie o tym, że dwa gołębie, które kilkadziesiąt razy dziennie przylatują na mój balkon, robią to nie tylko z podziwu dla naszych mebli balkonowych...
Aż boję się myśleć o tym, że będę babcią kilku pisklaczków.
Mąż! Gdzie jesteś?! Powiedz im, żeby nie przyzwyczajały się do skrzyneczki po piwie!!!
czwartek, 21 marca 2019
gadatliwe
Zabraniam głoszenia herezji, jakoby kobiety były gadatliwe.
Każdy, kto mówi takie bzdury, powinien spędzić dwie godziny z K.
On mówi bez przerwy. Dokleja dygresję do dygresji. Zakręca piruetem temat w inną stronę i znowu brnie naprzód jak czołg. Opowiada przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. O swoich żonach, dzieciach, matkach i babkach.
A ja muszę się z nim spotkać!!
Każdy, kto mówi takie bzdury, powinien spędzić dwie godziny z K.
On mówi bez przerwy. Dokleja dygresję do dygresji. Zakręca piruetem temat w inną stronę i znowu brnie naprzód jak czołg. Opowiada przeszłość, przyszłość i teraźniejszość. O swoich żonach, dzieciach, matkach i babkach.
A ja muszę się z nim spotkać!!
środa, 20 marca 2019
muzyka
- Musisz posłuchać tej muzyki! Musisz!
Posłuchałam i... posłuchałam.
Czasem warto posłuchać rozkazu. Muzyka idealna na dziś.
Tych, co mają dziś nastój podobny do mojego - tędy zapraszam: https://www.youtube.com/watch?v=m3lF2qEA2cw&list=PLd3udltX2Fih-fkvfbw0zENvao9bm8Awh
Posłuchałam i... posłuchałam.
Czasem warto posłuchać rozkazu. Muzyka idealna na dziś.
Tych, co mają dziś nastój podobny do mojego - tędy zapraszam: https://www.youtube.com/watch?v=m3lF2qEA2cw&list=PLd3udltX2Fih-fkvfbw0zENvao9bm8Awh
liście
Niedawno byłam na spotkaniu, na którym nie udało mi się poznać jednej z obecnych tam kobiet. A chciałam. Potem żałowałam.
W piątek będę na zupełnie innym spotkaniu. Przyglądam się liście zaproszonych osób. Wśród gości - ona!
Ha!
Los wie lepiej!
Los wiedział, że powinnyśmy się poznać.
Nie wiem, czy wykluje się większa znajomość, nawiąże mała rozmowa, pozostanie średnie wrażenie, czy urodzi nic z tego, ale poznamy się.
Tak ma być.
W piątek będę na zupełnie innym spotkaniu. Przyglądam się liście zaproszonych osób. Wśród gości - ona!
Ha!
Los wie lepiej!
Los wiedział, że powinnyśmy się poznać.
Nie wiem, czy wykluje się większa znajomość, nawiąże mała rozmowa, pozostanie średnie wrażenie, czy urodzi nic z tego, ale poznamy się.
Tak ma być.
wtorek, 19 marca 2019
pancerze
Halo, no gdzie są te pancerze? Te, które ludzie noszą na co dzień i dzięki nim mają w głębokim poważaniu, co inni mówią, robią i myślą.
Znam takich, co mają pancerze grube jak stąd dotąd. Nawet nie spojrzą na ratlerki, szczekające u ich stóp. Odgarniają ludzi jak grzywkę i idą przed siebie. I dobrze im. I cieszą się tym, co widzą, a nie martwią tym, co słyszą.
Ja nie mam żadnego pancerza. Można mnie palcem przedziurawić na wylot. Wystarczy spojrzeć krzywo, a ja już posiniaczona. Wystarczy powietrze głośniej wydychać, a ja już przybita. Wystarczy głośniej sercem zabić, a ja już zabita.
Znam takich, co mają pancerze grube jak stąd dotąd. Nawet nie spojrzą na ratlerki, szczekające u ich stóp. Odgarniają ludzi jak grzywkę i idą przed siebie. I dobrze im. I cieszą się tym, co widzą, a nie martwią tym, co słyszą.
Ja nie mam żadnego pancerza. Można mnie palcem przedziurawić na wylot. Wystarczy spojrzeć krzywo, a ja już posiniaczona. Wystarczy powietrze głośniej wydychać, a ja już przybita. Wystarczy głośniej sercem zabić, a ja już zabita.
poniedziałek, 18 marca 2019
chleb
Upiekłam chleb. Pyszny nie jest, ale własnemu chlebowi się w zęby nie zagląda.
Teraz cała rodzina nie może się doczekać, kiedy się skończy.
Nie wiedzą, że zrobiłam za dużo ciasta i mamy teraz w zamrażalniku jeszcze 5 takich samych bochenków.
Będziemy go jeść do Zielonych Swiątek, bo, słowo honoru, ciężko zjeść więcej niż jeden kawałek na raz.
Starsza córka powiedziała, że za słony. Miło z jej strony, że znalazła w nim tylko jedną wadę.
Teraz cała rodzina nie może się doczekać, kiedy się skończy.
Nie wiedzą, że zrobiłam za dużo ciasta i mamy teraz w zamrażalniku jeszcze 5 takich samych bochenków.
Będziemy go jeść do Zielonych Swiątek, bo, słowo honoru, ciężko zjeść więcej niż jeden kawałek na raz.
Starsza córka powiedziała, że za słony. Miło z jej strony, że znalazła w nim tylko jedną wadę.
wykazała
Kalina musiała jechać dzisiaj do urzędu skarbowego w sprawie.
Kalina w urzędzie skarbowym ma zawsze bardzo duże oczy i wywołuje litość u znawczyń formularzy. Tak było i dziś.
Jedyne pytanie, na które Kalina potrafiła odpowiedzieć z całą pewnością, dotyczyło tego, na jaką literkę zaczyna się nazwisko Kaliny, gdyż każda literka ma inną panią opiekunkę/sadystkę.
Kalina trafiła do pani odpowiedzialnej za inicjał Kaliny i się zaczęło jeszcze gorzej.
Bo czy Kalina chce złożyć KIT czy SRIP, i czy z numerem 007 czy 1410, i czy Kalina wykazała w ubiegłym roku, czy nie wykazała, i czy będzie odliczać, czy doliczać i jak. Oraz czy małżonek Kaliny przekroczył czy wręcz przeciwnie, a także z ilu źródeł pobiera i czy na zasadach ogólnych.
Kalina podejrzewa, że małżonek przekracza na zasadach ogólnych, oraz nie pobiera, chyba że sporadycznie, ale nie umiała się wysłowić i tylko stała z otwartymi oczami i uchyloną paszczą.
Kalina coraz bardziej zapadała się w podłogę, a pani sadystka zadawała pytania, mające na celu coraz lepsze rozpoznanie sytuacji skarbowej Kaliny, małżonka i dwóch córek (jedna musi już składać swój HIT i dzięki Ci Losie, że dzieci nie mogą pracować, bo gdyby jeszcze młodsza musiała coś składać, Kalina nie wyszłaby z urzędu nigdy!).
Pani urzędniczka skarbówkowa nie poradziła sobie z Kaliną. Tak zwany trudny klient.
Pomimo wielu pytań i wielu odpowiedzi, pani nie dała rady niczego się dowiedzieć.
Tak się ma sprawa z wiedzą Kaliny na temat rozliczeń podatkowych. Gdyby ktoś potrzebował konsultacji, to zachęcam. Nie pomogę, nie zaszkodzę, ale co się moje okolice oczodołów naćwiczą od wybałuszania gał, to moje i to za darmochę.
Kalina w urzędzie skarbowym ma zawsze bardzo duże oczy i wywołuje litość u znawczyń formularzy. Tak było i dziś.
Jedyne pytanie, na które Kalina potrafiła odpowiedzieć z całą pewnością, dotyczyło tego, na jaką literkę zaczyna się nazwisko Kaliny, gdyż każda literka ma inną panią opiekunkę/sadystkę.
Kalina trafiła do pani odpowiedzialnej za inicjał Kaliny i się zaczęło jeszcze gorzej.
Bo czy Kalina chce złożyć KIT czy SRIP, i czy z numerem 007 czy 1410, i czy Kalina wykazała w ubiegłym roku, czy nie wykazała, i czy będzie odliczać, czy doliczać i jak. Oraz czy małżonek Kaliny przekroczył czy wręcz przeciwnie, a także z ilu źródeł pobiera i czy na zasadach ogólnych.
Kalina podejrzewa, że małżonek przekracza na zasadach ogólnych, oraz nie pobiera, chyba że sporadycznie, ale nie umiała się wysłowić i tylko stała z otwartymi oczami i uchyloną paszczą.
Kalina coraz bardziej zapadała się w podłogę, a pani sadystka zadawała pytania, mające na celu coraz lepsze rozpoznanie sytuacji skarbowej Kaliny, małżonka i dwóch córek (jedna musi już składać swój HIT i dzięki Ci Losie, że dzieci nie mogą pracować, bo gdyby jeszcze młodsza musiała coś składać, Kalina nie wyszłaby z urzędu nigdy!).
Pani urzędniczka skarbówkowa nie poradziła sobie z Kaliną. Tak zwany trudny klient.
Pomimo wielu pytań i wielu odpowiedzi, pani nie dała rady niczego się dowiedzieć.
Tak się ma sprawa z wiedzą Kaliny na temat rozliczeń podatkowych. Gdyby ktoś potrzebował konsultacji, to zachęcam. Nie pomogę, nie zaszkodzę, ale co się moje okolice oczodołów naćwiczą od wybałuszania gał, to moje i to za darmochę.
smutki
Ona chyba lubi te swoje smutki.
Próbujemy jej pomóc, dając jej jakieś zajęcie.
Mówiła, że ma myśli samobójcze, ale ona ciągle coś mówi.
Dzwoni, żeby po nią przyjechać do szkoły, bo płacze w łazience.
Nie da się z nią rozmawiać, taka jest pokręcona.
Ciągle jest naburmuszona.
Jeśli pójdę z nią do psychiatry, to dostanie psychotropy. A to jest chyba najgorsze.
Ale co jej pomoże psycholog?
Inne dziewczynki w jej wieku są takie wesołe.
Chce gdzieś iść, ale jak ma wyjść z domu, to jej się odechciewa.
Z nikim się nie przyjaźni, bo nikogo nie lubi.
Och...
Jak zmusić rodziców, żeby natychmiast pakowali dziecko do samochodu i szukali ratunku u psychiatry...?
Próbujemy jej pomóc, dając jej jakieś zajęcie.
Mówiła, że ma myśli samobójcze, ale ona ciągle coś mówi.
Dzwoni, żeby po nią przyjechać do szkoły, bo płacze w łazience.
Nie da się z nią rozmawiać, taka jest pokręcona.
Ciągle jest naburmuszona.
Jeśli pójdę z nią do psychiatry, to dostanie psychotropy. A to jest chyba najgorsze.
Ale co jej pomoże psycholog?
Inne dziewczynki w jej wieku są takie wesołe.
Chce gdzieś iść, ale jak ma wyjść z domu, to jej się odechciewa.
Z nikim się nie przyjaźni, bo nikogo nie lubi.
Och...
Jak zmusić rodziców, żeby natychmiast pakowali dziecko do samochodu i szukali ratunku u psychiatry...?
czwartek, 14 marca 2019
może
Rozumiem, że zaśmiecamy swoje otoczenie.
Mam poczucie winy z tego powodu.
Obserwuję ruch zero waste i zastanawiam się, kiedy wszyscy zrozumiemy, że kupowanie marchewki do własnego szmacianego opakowania jest właściwe, a pakowanie kanapki do szkoły w woreczek jest błędem. Kupowanie wody w plastikowych butelkach krzywdzi nasze środowisko, a używanie jednorazowych rękawiczek zabija wodne zwierzęta.
Na razie nie chodzę do sklepu z własnym papierkiem do spakowania czterech plasterków żółtego sera, ale myślę, że tak będzie.
Może skupienie się na środowisku i przyrodzie odciągnie ludzi od klawiatury komputera i ekranu smartfona? I będzie lekarstwem na zagubione gdzieś po drodze więzi międzyludzkie?
I zamiast jeść wieczorem w samotności obiad na wynos z plastikowej tacki zaczniemy do siebie chodzić na pieczone ziemniaki z własnego ogródka...
Pieczone ziemniaki...
Z ogródka...
Mam poczucie winy z tego powodu.
Obserwuję ruch zero waste i zastanawiam się, kiedy wszyscy zrozumiemy, że kupowanie marchewki do własnego szmacianego opakowania jest właściwe, a pakowanie kanapki do szkoły w woreczek jest błędem. Kupowanie wody w plastikowych butelkach krzywdzi nasze środowisko, a używanie jednorazowych rękawiczek zabija wodne zwierzęta.
Na razie nie chodzę do sklepu z własnym papierkiem do spakowania czterech plasterków żółtego sera, ale myślę, że tak będzie.
Może skupienie się na środowisku i przyrodzie odciągnie ludzi od klawiatury komputera i ekranu smartfona? I będzie lekarstwem na zagubione gdzieś po drodze więzi międzyludzkie?
I zamiast jeść wieczorem w samotności obiad na wynos z plastikowej tacki zaczniemy do siebie chodzić na pieczone ziemniaki z własnego ogródka...
Pieczone ziemniaki...
Z ogródka...
środa, 13 marca 2019
drzwi
Kalina podjechała samochodem na pobocze i zdała sobie sprawę, że gdy zatrzyma samochód, mama nie wysiądzie.
- Mamo, zanim zaczniesz wysiadać, posłuchaj: odsunę samochód od krzaków, ty wysiądź i idź kilka kroków do przodu. Stań obok tego niebieskiego samochodu z przodu.
- Jakiego niebieskiego samochodu, Kalinko?
- No tego, co stoi przed nami.
- On Kalinko nie jest niebieski, tylko granatowy.
- Ok. Granatowy. Stań obok grantowego i nigdzie nie odchodź. Muszę zaparkować i wysiąść. I podejdę do Ciebie. Rozumiesz wszystko?
- Tak.
Kalina wysunęła się półgębkiem i połdupkiem na ulicę, robiąc mamie przestrzeń na otwarcie drzwi i wyjście z samochodu. Mama wysiadła, stanęła między krzakami a zamkniętymi drzwiami i czeka. W tej sytuacji tylko kierowca autobusu z serii o Harrym Potterze mógłby zrobić cokolwiek, nie przejeżdżając mamie po stopach. Mama, dla zachowania równowagi, oparła się dłonią o szybę, więc Kalina nie mogła uchylić okienka, żeby nakazać mamie odejście od samochodu. W końcu mama zorientowała się, że akcja zamarła i zapukała w szybę. Kalina uchyliła okno.
- Kalinko, wiesz, ja tak sobie teraz pomyślałam, że...
- Mamo, ja nie mogę tak stać. Mój samochód wystaje na ulicę. Podejdź do tego granatowego samochodu z przodu i czekaj tam na mnie. Zaraz do ciebie podejdę, tylko zaparkuję.
- A co ty się tak od razu denerwujesz? - spytała mama urażona. - Ja już zupełnie nie wiem, gdzie mam w końcu stanąć. Najpierw mówisz, że koło niebieskiego, teraz że koło granatowego. Ciągle coś zmieniasz i zmieniasz...
- Mamo, zanim zaczniesz wysiadać, posłuchaj: odsunę samochód od krzaków, ty wysiądź i idź kilka kroków do przodu. Stań obok tego niebieskiego samochodu z przodu.
- Jakiego niebieskiego samochodu, Kalinko?
- No tego, co stoi przed nami.
- On Kalinko nie jest niebieski, tylko granatowy.
- Ok. Granatowy. Stań obok grantowego i nigdzie nie odchodź. Muszę zaparkować i wysiąść. I podejdę do Ciebie. Rozumiesz wszystko?
- Tak.
Kalina wysunęła się półgębkiem i połdupkiem na ulicę, robiąc mamie przestrzeń na otwarcie drzwi i wyjście z samochodu. Mama wysiadła, stanęła między krzakami a zamkniętymi drzwiami i czeka. W tej sytuacji tylko kierowca autobusu z serii o Harrym Potterze mógłby zrobić cokolwiek, nie przejeżdżając mamie po stopach. Mama, dla zachowania równowagi, oparła się dłonią o szybę, więc Kalina nie mogła uchylić okienka, żeby nakazać mamie odejście od samochodu. W końcu mama zorientowała się, że akcja zamarła i zapukała w szybę. Kalina uchyliła okno.
- Kalinko, wiesz, ja tak sobie teraz pomyślałam, że...
- Mamo, ja nie mogę tak stać. Mój samochód wystaje na ulicę. Podejdź do tego granatowego samochodu z przodu i czekaj tam na mnie. Zaraz do ciebie podejdę, tylko zaparkuję.
- A co ty się tak od razu denerwujesz? - spytała mama urażona. - Ja już zupełnie nie wiem, gdzie mam w końcu stanąć. Najpierw mówisz, że koło niebieskiego, teraz że koło granatowego. Ciągle coś zmieniasz i zmieniasz...
obfite
Starsza córka miała niezmiernie obfite w naukę trzy tygodnie. Zdawała pięć egzaminów, wszystkie w obcym języku. Nie mogła się do nich przygotować wcześniej, bo zasada ich zdawania polega na tym, że wszyscy zdający dostają materiały do nauki w tym samym, wyznaczonym przez uczelnię, momencie. Uczelnia sprawdza nie tylko wiedzę, ale też umiejętność efektywnej pracy.
Córka podeszła do sprawy bardzo poważnie, zaangażowała się i z dnia na dzień stawała się coraz bledsza i bledsza.
Aż pewnego dnia powiedziała, że czuje, że wytrwa do ostatniego egzaminu, ale nie może zagwarantować, że utrzyma się przy zdrowiu zaraz po ich zakończeniu.
Wypada pogratulować znajomości własnego organizmu. Teraz leży w łóżku w tych samych rzeczach, w których była rano na zajęciach, spod kołdry wystaje tylko rozmazany pod okiem tusz i gorący oddech, a wstawanie do toalety wiąże się w jej wypadku z koniecznością zaplanowania poszczególnych czynności, bo, widzę to znad laptopa, zginanie kończyn przychodzi jej z trudem.
Jutro rano będę próbowała zarejestrować ją do lekarza, ale nie mam bladego pojęcia, jak ją do tego lekarza dotransportuję... Niby nic, ale samochód mam zaparkowany pod domem, a z taką gorączką pokonanie dystansu między łóżkiem a wycieraczką graniczy z cudem.
Córka podeszła do sprawy bardzo poważnie, zaangażowała się i z dnia na dzień stawała się coraz bledsza i bledsza.
Aż pewnego dnia powiedziała, że czuje, że wytrwa do ostatniego egzaminu, ale nie może zagwarantować, że utrzyma się przy zdrowiu zaraz po ich zakończeniu.
Wypada pogratulować znajomości własnego organizmu. Teraz leży w łóżku w tych samych rzeczach, w których była rano na zajęciach, spod kołdry wystaje tylko rozmazany pod okiem tusz i gorący oddech, a wstawanie do toalety wiąże się w jej wypadku z koniecznością zaplanowania poszczególnych czynności, bo, widzę to znad laptopa, zginanie kończyn przychodzi jej z trudem.
Jutro rano będę próbowała zarejestrować ją do lekarza, ale nie mam bladego pojęcia, jak ją do tego lekarza dotransportuję... Niby nic, ale samochód mam zaparkowany pod domem, a z taką gorączką pokonanie dystansu między łóżkiem a wycieraczką graniczy z cudem.
wtorek, 12 marca 2019
sitodruku
- Och nie, nie zdąży pani zrobić sitodruku! Wszyscy uczestnicy warsztatów pracują już cztery godziny, zajęcia kończą się za półtorej. Nie ma takiej możliwości.
- A w czym dokładnie tkwi problem? - spytała Kalina, która nie rozumie mnożenia problemów, gdy chodzi o przyjemności.
- Nie zdąży pani wyciąć szablonu przez półtorej godziny.
- Nie mogę tego zrobić przez półtorej godziny, bo muszę stąd wyjść za pół. I obiecuję pani, że za piętnaście minut będę miała gotowy szablon.
Pani rzadko ma do czynienia z Kalinami, więc od kiwania z dezaprobatą głową dostała prawdopodobnie odleżyn na czwartym kręgu szyjnym.
Kalina wzięła się do roboty. Wycięła szablon w dziesięć minut, ułożyła go na tkaninie i poprosiła o wykonanie odbitek.
Teraz córki Kaliny mają śliczne lniane torby z niepowtarzalnym wzorem, a pani ma naukę na przyszłość: jak ktoś się chce nauczyć sitodruku, to nie poradzisz!
- A w czym dokładnie tkwi problem? - spytała Kalina, która nie rozumie mnożenia problemów, gdy chodzi o przyjemności.
- Nie zdąży pani wyciąć szablonu przez półtorej godziny.
- Nie mogę tego zrobić przez półtorej godziny, bo muszę stąd wyjść za pół. I obiecuję pani, że za piętnaście minut będę miała gotowy szablon.
Pani rzadko ma do czynienia z Kalinami, więc od kiwania z dezaprobatą głową dostała prawdopodobnie odleżyn na czwartym kręgu szyjnym.
Kalina wzięła się do roboty. Wycięła szablon w dziesięć minut, ułożyła go na tkaninie i poprosiła o wykonanie odbitek.
Teraz córki Kaliny mają śliczne lniane torby z niepowtarzalnym wzorem, a pani ma naukę na przyszłość: jak ktoś się chce nauczyć sitodruku, to nie poradzisz!
zaległe
Pani Kalino zaczynał się sms, dając nadzieję na miłą zawartość.
Pani Kalino, czy mogłaby Pani podać nam swój pesel, bo nasz księgowy wystawia Pani PIT 11, a nie mamy Pani peselu? Jednocześnie bardzo Pani dziękujemy za cierpliwość. Pani zaległe wynagrodzenie prześlemy niezwłocznie.
Moje myśli krążą następującymi torami: czy w ramach rewanżu mogłabym wejść do piekarni, poprosić o dwa bochenki chleba i siedem bułek i wyjść bez płacenia? Bo tak właśnie postąpiono ze mną. Wykonałam pracę, tak samo jak piekarz wykonuje swoją. Muszę piekarzowi za chleb zapłacić od razu. Niezapłacenie byłoby kradzieżą. Za moją pracę można zwlekać z płatnością trzy miesiące. Niezapłacenie nie jest kradzieżą, tylko zaległością.
Nie muszę chyba dodawać, że mój pesel wpisany był na umowie. Może kawa się rozlała w tym miejscu i pesel jest nieczytelny? Albo spadła mortadela z kanapki? Z kanapki zrobionej na pysznym, świeżym chlebie z piekarni...
Pani Kalino, czy mogłaby Pani podać nam swój pesel, bo nasz księgowy wystawia Pani PIT 11, a nie mamy Pani peselu? Jednocześnie bardzo Pani dziękujemy za cierpliwość. Pani zaległe wynagrodzenie prześlemy niezwłocznie.
Moje myśli krążą następującymi torami: czy w ramach rewanżu mogłabym wejść do piekarni, poprosić o dwa bochenki chleba i siedem bułek i wyjść bez płacenia? Bo tak właśnie postąpiono ze mną. Wykonałam pracę, tak samo jak piekarz wykonuje swoją. Muszę piekarzowi za chleb zapłacić od razu. Niezapłacenie byłoby kradzieżą. Za moją pracę można zwlekać z płatnością trzy miesiące. Niezapłacenie nie jest kradzieżą, tylko zaległością.
Nie muszę chyba dodawać, że mój pesel wpisany był na umowie. Może kawa się rozlała w tym miejscu i pesel jest nieczytelny? Albo spadła mortadela z kanapki? Z kanapki zrobionej na pysznym, świeżym chlebie z piekarni...
poniedziałek, 11 marca 2019
pamiętał
W sobotę
podszedł do mnie tatuś dziecka, biorącego udział w konkursie i powiedział mi, że
chodził ze mną do liceum. Znał moje imię, pamiętał mnie bardzo dobrze, chyba
nawet lubił mnie w tamtych czasach, bo był bardzo wzruszony naszym spotkaniem.
Gdy zapytałam go, do którego liceum chodziliśmy razem, okazało się, że do dwójki. To było niesamowicie urocze, bo ja chodziłam do czwórki, ale czy to ma jakieś znaczenie?!
Najważniejsze, że sobie powspominaliśmy stare, dobre czasy.
Takie rzeczy tylko podczas konkursów, gdy sędziuje się w sprawach życia i śmierci młodych artystów.
Gdy zapytałam go, do którego liceum chodziliśmy razem, okazało się, że do dwójki. To było niesamowicie urocze, bo ja chodziłam do czwórki, ale czy to ma jakieś znaczenie?!
Najważniejsze, że sobie powspominaliśmy stare, dobre czasy.
Takie rzeczy tylko podczas konkursów, gdy sędziuje się w sprawach życia i śmierci młodych artystów.
niedziela, 10 marca 2019
jeśli
Do którego momentu jestem skrupulatna, a od którego upierdliwa?
Jeśli w zapowiedziach książki zmieniono imię głównego bohatera, to jest to już skandaliczne niedopatrzenie, czy tylko lekkie rozkojarzenie i chochlik drukarski...?
Jeśli w zapowiedziach książki zmieniono imię głównego bohatera, to jest to już skandaliczne niedopatrzenie, czy tylko lekkie rozkojarzenie i chochlik drukarski...?
sobota, 9 marca 2019
spanie
Wieloznaczność mnie zachwyca.
Na przykład określenie "spanie w szkole".
Pozornie oznacza ono spędzenie nocy w śpiworze w sali szkolnej i spanie w towarzystwie koleżanek i kolegów. W rzeczywistości "spanie w szkole" oznacza spędzenie nocy w towarzystwie koleżanek i kolegów bez spania.
Cudowna noc.
Dzieciaki to uwielbiają.
Rano wyglądają jak efekt skrzyżowania bakłażana z pancernikiem.
A wspominają miesiącami. :-)
Na przykład określenie "spanie w szkole".
Pozornie oznacza ono spędzenie nocy w śpiworze w sali szkolnej i spanie w towarzystwie koleżanek i kolegów. W rzeczywistości "spanie w szkole" oznacza spędzenie nocy w towarzystwie koleżanek i kolegów bez spania.
Cudowna noc.
Dzieciaki to uwielbiają.
Rano wyglądają jak efekt skrzyżowania bakłażana z pancernikiem.
A wspominają miesiącami. :-)
piątek, 8 marca 2019
możliwości
Zycie otwiera przed nami nowe możliwości, gdy jesteśmy na nie gotowi.
Dlatego mam nadzieję, że gdy sama nauczę się robić linoryty, znajdzie się prasa drukarska, na której będę mogła drukować.
Rzekłam.
Czy życie usłyszało?
sobota, 2 marca 2019
lobby
I czy to jest możliwe, że w erze płacenia telefonem, w erze robienia badań genetycznych rybkom akwariowym i wszczepiania kapuście genów odporności na malarię, nie można wymyślić farby do włosów, która powodowałaby, że włosy wyrastają z cebulki w oczekiwanym kolorze?!
Czuję tu spisek producentów farb do włosów. Lobby tubkowe i tyle!
;-)
Czuję tu spisek producentów farb do włosów. Lobby tubkowe i tyle!
;-)
kaw
Mają w domu nowoczesny ekspres do kawy, ale gościom zawsze nasypują odmierzoną łyżeczkę rozpuszczalnych granulek do filiżanki i zalewają wodą z czajnika bezprzewodowego. I to się nazywa "kawa".
Mąż Kaliny nie jest szczególnie wybredny i wypije taką kawę, jaką dostanie, jednak rozpuszczalna stanowi dla niego spore wyzwanie.
- Od czasu do czasu lubię do nich iść na kawę - powiedział dzisiaj. - Jej smak ustala mi poziom zero na mojej prywatnej skali smaczności kaw i potem już wszystkie inne mi smakują.
Och, życie....
Mąż Kaliny nie jest szczególnie wybredny i wypije taką kawę, jaką dostanie, jednak rozpuszczalna stanowi dla niego spore wyzwanie.
- Od czasu do czasu lubię do nich iść na kawę - powiedział dzisiaj. - Jej smak ustala mi poziom zero na mojej prywatnej skali smaczności kaw i potem już wszystkie inne mi smakują.
Och, życie....
piątek, 1 marca 2019
sprzed
Historia sprzed jakiegoś czasu, ale aktualna:
Załamana zwierzam się znajomej:
- Zmarł mój brat. Tyle spraw spadło na nas po jego śmierci. Jesteśmy przytłoczeni ilością biurokratycznych procedur...
- To jeszcze nic! - przerywa mi rozochocona znajoma. - Koleżanka mi opowiadała, że niedawno zmarł jej kolega. Nie zmarł w Polsce, tylko w Turcji. To jest dopiero katastrofa! Wyobrażasz sobie, jaki ta rodzina ma teraz koszmar do przejścia?! Przekazanie zwłok do Polski, zgody na transport trumny, tureckie sądy... A on tam jeszcze zostawił dom! Smierć twojego brata to pikuś! Pomyśl o tamtych! Oni będą miesiącami ciągani po tureckich prokuraturach, policjach, żandarmeriach i bankach. Gorzej nie można!
- Wiesz, tak się składa, że mój brat zmarł właśnie w Turcji. I to prawdopodobnie o mnie mówiłaś, jako o tej rodzinie, która będzie załatwiać wszystkie formalności w tureckich urzędach.
Wyraz twarzy znajomej - bezcenny.
Nie lubię "To jeszcze nic". Rywalizacja nie na medal.
Załamana zwierzam się znajomej:
- Zmarł mój brat. Tyle spraw spadło na nas po jego śmierci. Jesteśmy przytłoczeni ilością biurokratycznych procedur...
- To jeszcze nic! - przerywa mi rozochocona znajoma. - Koleżanka mi opowiadała, że niedawno zmarł jej kolega. Nie zmarł w Polsce, tylko w Turcji. To jest dopiero katastrofa! Wyobrażasz sobie, jaki ta rodzina ma teraz koszmar do przejścia?! Przekazanie zwłok do Polski, zgody na transport trumny, tureckie sądy... A on tam jeszcze zostawił dom! Smierć twojego brata to pikuś! Pomyśl o tamtych! Oni będą miesiącami ciągani po tureckich prokuraturach, policjach, żandarmeriach i bankach. Gorzej nie można!
- Wiesz, tak się składa, że mój brat zmarł właśnie w Turcji. I to prawdopodobnie o mnie mówiłaś, jako o tej rodzinie, która będzie załatwiać wszystkie formalności w tureckich urzędach.
Wyraz twarzy znajomej - bezcenny.
Nie lubię "To jeszcze nic". Rywalizacja nie na medal.
środa, 27 lutego 2019
osoby
Koleżanka optometrystka zaprezentowała test na astygmatyzm.
Zrobiłam sobie.
Zepsuty.
Nie działa, bo po uważnym przyjrzeniu się obrazkowi należało powiedzieć, które patyczki są innego koloru i innej grubości, a obrazek bardzo wyraźnie, już na pierwszy rzut oka, składał się z zupełnie różnych patyczków w dwóch bardzo różnych kolorach.
Przeczytałam instrukcję obsługi testu: osoby z astygmatyzmem widzą niektóre patyczki innego koloru.
Ale żeby aż tak???
Zrobiłam sobie.
Zepsuty.
Nie działa, bo po uważnym przyjrzeniu się obrazkowi należało powiedzieć, które patyczki są innego koloru i innej grubości, a obrazek bardzo wyraźnie, już na pierwszy rzut oka, składał się z zupełnie różnych patyczków w dwóch bardzo różnych kolorach.
Przeczytałam instrukcję obsługi testu: osoby z astygmatyzmem widzą niektóre patyczki innego koloru.
Ale żeby aż tak???
wtorek, 26 lutego 2019
założyć
Siostra Kaliny zorganizowała przyjęcie z okazji urodzin mamy. Na tę uroczystość Kalina wraz z mężem dowiozą mamę swoim środkiem transportu.
- Mamo, przyjedziemy po ciebie godzinę wcześniej, bo tyle jedzie się do siostry Kaliny. Impreza zaczyna się o 14, więc będziemy po ciebie o 13. Musisz się ładnie ubrać, bo to Twoja impreza.
- Oczywiście, Kalinko, nie musisz mi o tym mówić. A co mam założyć?
- Może tę śliczną sukienkę, którą ci niedawno kupiłam?
- O, tak! Będzie idealna. Chociaż ja się Kalinko zastanawiam, jak ty sądzisz: czy ja się muszę na tę imprezę ubrać jakoś ładniej, czy wystarczy jak założę moje wygodne spodnie i jakąś bluzę z polara, bo u twojej siostry zawsze jest dość chłodno...?
Kalina z mężem przyjadą po mamę dziesięć minut wcześniej niż się umówili. Kalina zamierza bez uprzedzenia wtargnąć do mamy domu i sprawdzić, czy mama ma na sobie wygodne spodnie i polara. Przez 10 minut uda się jeszcze przebrać mamę i sprawić wrażenie, że akcji nie było...
- Mamo, przyjedziemy po ciebie godzinę wcześniej, bo tyle jedzie się do siostry Kaliny. Impreza zaczyna się o 14, więc będziemy po ciebie o 13. Musisz się ładnie ubrać, bo to Twoja impreza.
- Oczywiście, Kalinko, nie musisz mi o tym mówić. A co mam założyć?
- Może tę śliczną sukienkę, którą ci niedawno kupiłam?
- O, tak! Będzie idealna. Chociaż ja się Kalinko zastanawiam, jak ty sądzisz: czy ja się muszę na tę imprezę ubrać jakoś ładniej, czy wystarczy jak założę moje wygodne spodnie i jakąś bluzę z polara, bo u twojej siostry zawsze jest dość chłodno...?
Kalina z mężem przyjadą po mamę dziesięć minut wcześniej niż się umówili. Kalina zamierza bez uprzedzenia wtargnąć do mamy domu i sprawdzić, czy mama ma na sobie wygodne spodnie i polara. Przez 10 minut uda się jeszcze przebrać mamę i sprawić wrażenie, że akcji nie było...
błędy
Współpracuję na stałe z dwoma fantastycznymi kobietami.
W ostatnim tygodniu jedna z nich zgubiła dwa zredagowane przeze mnie artykuły, a druga pomyliła tygodnie i w nocy z soboty na niedzielę przysłała mi rozpaczliwego maila z pytaniem, czy pamiętam, że w poniedziałek wyjeżdżam na cztery dni.
Naturalnie zredagowane artykuły były we właściwej skrzynce odbiorczej, a na cztery dni wyjeżdżam w poniedziałek za tydzień i mam już zarezerwowane noclegi.
Uwielbiam je obie, a po takich akcjach moje uczucia są jeszcze większe.
Bo czyż nie jest cudownie współpracować z osobami, które popełniają błędy, nie robią z tego tragedii, śmieją się z samych siebie i rozumieją, że ja też potrafię wszystko tak pomieszać że żaden Herkujeż, Zamordeusz ani Demokryt z Abwery nie potrafiłby tego rozciąć swoim mieczem?
W ostatnim tygodniu jedna z nich zgubiła dwa zredagowane przeze mnie artykuły, a druga pomyliła tygodnie i w nocy z soboty na niedzielę przysłała mi rozpaczliwego maila z pytaniem, czy pamiętam, że w poniedziałek wyjeżdżam na cztery dni.
Naturalnie zredagowane artykuły były we właściwej skrzynce odbiorczej, a na cztery dni wyjeżdżam w poniedziałek za tydzień i mam już zarezerwowane noclegi.
Uwielbiam je obie, a po takich akcjach moje uczucia są jeszcze większe.
Bo czyż nie jest cudownie współpracować z osobami, które popełniają błędy, nie robią z tego tragedii, śmieją się z samych siebie i rozumieją, że ja też potrafię wszystko tak pomieszać że żaden Herkujeż, Zamordeusz ani Demokryt z Abwery nie potrafiłby tego rozciąć swoim mieczem?
niedziela, 24 lutego 2019
przyjemnością
Kupiłam młodszej córce wymarzony instrument muzyczny i musiałam zarejestrować go na stornie producenta. Mnóstwo pytań, prześwietleń, sprawdzianów, testów, zapewnień i zgód...
No dobra, nie wiem dokładnie jak to się robi, bo mój mąż się tym zajął, ale ostatecznie dostałam od producenta instrumentu maila następującej treści:
Witaj Kalina Kwiatowa z przyjemnością,
informujemy że zakupiony przez ciebie instrument został zarejestrowany w naszej bazie danych.
Ciekawa jestem, czy mam to odczytać tak:
witają mnie tylko wtedy gdy jestem w pakiecie z przyjemnością,
czy
z przyjemnością mnie witają.
Jeśli oddzielili przyjemność od informowania, rozumiem, że zrezygnowali z tej opcji ;-)
No dobra, nie wiem dokładnie jak to się robi, bo mój mąż się tym zajął, ale ostatecznie dostałam od producenta instrumentu maila następującej treści:
Witaj Kalina Kwiatowa z przyjemnością,
informujemy że zakupiony przez ciebie instrument został zarejestrowany w naszej bazie danych.
Ciekawa jestem, czy mam to odczytać tak:
witają mnie tylko wtedy gdy jestem w pakiecie z przyjemnością,
czy
z przyjemnością mnie witają.
Jeśli oddzielili przyjemność od informowania, rozumiem, że zrezygnowali z tej opcji ;-)
pamięci
Będę sędzią w dziecięcym konkursie recytatorskim.
Ciekawe, czy uczestnicy zdają sobie sprawę, że jury przeżywa takie same stresy jak oni?
Bo jury najbardziej się denerwuje tym, że ktoś zapomni tekstu, a wybrany wiersz będzie na tyle nieznany, że nie da się go podpowiedzieć z pamięci. ;-)
Ciekawe, czy uczestnicy zdają sobie sprawę, że jury przeżywa takie same stresy jak oni?
Bo jury najbardziej się denerwuje tym, że ktoś zapomni tekstu, a wybrany wiersz będzie na tyle nieznany, że nie da się go podpowiedzieć z pamięci. ;-)
przewidujemy
Pralka postanowiła przejść do krainy wiecznych łowów - z tym zdążyłam się już pogodzić.
Niestety w ślad za nią poszła zmywarka. Musiały się bardzo przyjaźnić, skoro nie dały rady wytrzymać bez siebie nawet tygodnia.
Zegnajcie tabletki do zmywarki, witaj płynie do mycia naczyń!
I czy możesz sobie wyobrazić, jak czule spoglądam teraz na lodówkę?!
Mam nadzieję, że polubią się z nową pralką, bo nowej lodówki na razie nie przewidujemy...
Niestety w ślad za nią poszła zmywarka. Musiały się bardzo przyjaźnić, skoro nie dały rady wytrzymać bez siebie nawet tygodnia.
Zegnajcie tabletki do zmywarki, witaj płynie do mycia naczyń!
I czy możesz sobie wyobrazić, jak czule spoglądam teraz na lodówkę?!
Mam nadzieję, że polubią się z nową pralką, bo nowej lodówki na razie nie przewidujemy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


