sobota, 2 kwietnia 2016

nałożyłam

- Świetnie wyglądasz! Jaka wypoczęta!
- Daj spokój. Nie spałam całą noc. Po prostu rano nałożyłam na twarz puchatą warstwę makijażu, żeby przykryć to, co pod spodem.
- Tak? Czekaj, założę okulary... A, rzeczywiście, teraz widzę. Makijaż, a pod nim katastrofa...

piątek, 1 kwietnia 2016

remont

- Sąsiedzi rozpoczęli remont mieszkania. Coś szlifują. Podejrzewam, że budują arkę Noego i teraz polerują do niej deski, bo nie mam żadnego pomysłu, co innego można aż tak długo szlifować.
- Diamenty...?

środa, 30 marca 2016

kubki

- Dlaczego makaron rurki smakuje inaczej niż makaron kokardki, skoro jest zrobiony przez tego samego producenta z tych samych składników?
- Bo kształt ma znaczenie.
- Na kubki smakowe i tak trafia miazga makaronowa.
- Widocznie kubki smakowe patrzą przez lornetkę co wpada do paszczy i nastawiają odpowiednie urządzenie, wydające decyzję o smaku...

wtorek, 29 marca 2016

rywalizacji

- Zwykle trudno jest obudzić we mnie ducha rywalizacji. Gdy na mojej drodze staje jakiś konkurs i zachęcająco spogląda mi prosto w oczy, wstydliwie spuszczam wzrok i przechodzę na drugą stronę ulicy. Nie przeszkadza mi bycie zdyskwalifikowaną za brak zaangażowania. Tak bywa zwykle. Bo dziś obudził się we mnie duch walczącej bestii. W poczekalni się obudził. U pediatry. Siedziałam grzecznie z paskudnie chorą córką. Pokornie. W kolejce. Nadszedł moment, gdy byłyśmy już pierwsze (i jednocześnie ostatnie...) i nagle pojawiła się rodzinka z dwójką dzieci. Podskakujące, wesołe, gadające maluszki, które wyglądały tak, że nie miałam sumienia usiąść obok nich z moją naprawdę chorą córką. Szkoda ich zdrowia. Państwo rodzice dostali katarakty wybiórczej i zachowywali się tak, jakby mojej córki i mnie tam nie było. No nie zauważyli. Gdy otworzyły się drzwi do gabinetu i wyszła z niego poprzednia mała pacjentka z tatusiem, państwo niczym rącze gazele doskoczyli do drzwi i zaczęli kolanami i łokciami upychać swoje dzieci do środka. Moja córka musiała zwlec się z krzesełka, poskręcać stawy i ułożyć włókna mięśniowe, kaszląc przy tym jak silnik od trabanta. Ja w tym czasie jedną ręką usiłowałam utrzymać ją w kawałku, a drugą wiosłowałam w stronę drzwi. Państwo zauważyli ruch w okolicy, w której siedziałyśmy z córką, więc tym bardziej zagęścili wpychanie się do gabinetu.
- Przepuściłaś ich?
- Nie. Zahipnotyzowałam. Wzrokiem, słowem, gestem i myślą. Najbardziej chyba tonem głosu, bo gdy moja córka już dopełzała do gabinetu, szybciutko ewakuowali spod drzwi swoje dzieci.
- Bali się!
- Myślę, że przeraziło ich to, że jeśli tak kiepsko wygląda moja córka, to cóż może stać się z nimi i ich dziećmi, jeśli się wkurzę...
- A co z córką?
- Gdy wróciłyśmy do domu miała siłę tylko na to, żeby położyć się do łóżka i natychmiast zasnęła. To była najbardziej wyczerpująca podróż w jej życiu.

poniedziałek, 28 marca 2016

kawałek

- Masz ochotę na kawałek sernika?
- Nie, ale zjem. Nienawidzę tego sernika, ale zjem. Nie mogę już na niego patrzeć, ale zjem. Zaczynam podejrzewać, że ten sernik jest efektem działania obcych służb! Może być ten większy...