sobota, 13 kwietnia 2024

czas

 Natychmiast po zakończeniu rezonansu Kalina została poproszona na rozmowę do sąsiedniego gabinetu. 

- Są jakieś wątpliwości - powiedziała urocza pani techniczka.

- Nie może mi pani nic powiedzieć? - spytała uśmiechnięta Kalina

- Nie.

- Ja domyślam się, co się stało. Zapewne miałam niewielki udar w zeszłym tygodniu.

Techniczka spojrzała zaskoczona

- To nie jest udar, proszę pani.

    Bardzo miła, delikatna, starsza pani doktor opisała Kalinie sytuację. To nie jest udar. To jest diagnoza, której raczej nie da się słuchać na stojąco. Kalina usiadła.  Lekarka zaproponowała Kalinie szklankę wody i płakała razem z Kaliną. 

    Natychmiast ustalono termin dalszych badań. Na wtorek. Pracownia rezonansu sama skontaktuje się ze specjalistą po konieczne skierowania. Kalina nie musi nic robić. Kalina trafiła na dobrych ludzi. 

    Raczej na pewno operacja. To pierwszy etap. 

    Dobra lokalizacja - brzmi to trochę jakby Kalina kupowała teraz dom, a nie dodatkowych kilka lat. 

    Mąż zawiózł Kalinę natychmiast do lekarki rodzinnej. Była 17.52. Lekarka pracuje do 18.00. Miała czas. Miała serce. Przedstawiła plan działania. Na razie omijamy kartę pacjenta onkologicznego, próbujemy dostać się prywatnie do chirurga. Od razu wiemy do którego. Jest szpital w pobliżu, który zajmuje się takimi schorzeniami. Nie szukamy w innych miastach. Lepiej w pobliżu. Łatwiej dla rodziny. 

    Rozmowa ze starszą córką: "Mamo, mów wszystkim tylko to, że jesteś chora. Wybierz sobie jedną osobę, z którą będziesz rozmawiać i jej opowiadaj o szczegółach. Na pytania odpowiadaj, że chcesz chorować prywatnie. Informacja, na co jesteś chora, nie nadaje się dla publiczności. Ludzie cię zniszczą radami i litością. I wzrokiem, pytającym "to ty jeszcze żyjesz?". 

    Kalina odwołuje kolejne zaplanowane rzeczy. Każdy pyta. Kalina wie, że to pytania z troski, ale na nie nie da się odpowiadać. Nie teraz. Teraz jest czas na Kalinę. 


środa, 10 kwietnia 2024

atakiem

Postawiona w poniedziałek diagnoza dała mi poczucie ulgi. To tylko i aż migrena.
Pojutrze rezonans i konieczność wykluczenia innych tematów. Bez tego nie mogę brać leków przeciwmigrenowych.
Muszę też mieć uregulowane ciśnienie, bo leki przeciwmigrenowe mogą powodować skoki ciśnienia. 
Nie mam uregulowanego ciśnienia. Mam skoki już teraz.
Chcę zdążyć z ciśnieniem i rezonansem przed kolejnym atakiem migreny.
Nie dam rady znieść go bez leków. 

Neurolog, do którego zupełnie przypadkowo trafiłam, okazał się wyrozumiałym i cierpliwym człowiekiem.  
Dał mi rady, jak przetrwać kolejny napad.
Poinstruował mnie, co robić natychmiast po rozpoczęciu ataku: przyjąć leki w ciągu 15-30 minut. Leki zawsze muszę mieć przy sobie. Nie będzie czasu na szukanie apteki. 
I mam obserwować, jakie są pierwsze symptomy migreny. Muszę nauczyć się ją rozpoznawać. Żeby nie przeoczyć pierwszych 15 minut. 

I to wszystko brzmi jak przygotowanie do wojny. I trochę jest wojną. Wcześniej często bolała mnie głowa i uznawałam, że boli mnie bardzo. Teraz już wiem, co to jest "boli bardzo". Odchodziłam od zmysłów. Wiłam się na łóżku, szukając pozycji, w której choć na chwilę ból zelżeje. Nie piłam, nie jadłam, nie miałam ochoty mówić. 
Koszmarny ból. 

Jakiś czas temu koleżanka z pracy miała atak migreny. Poradziłam jej, żeby pojechała do domu, a ona siedziała na krześle w pokoju nauczycielskim i gapiła się na ścianę. Powiedziała, że woli sobie jeszcze posiedzieć. Teraz wiem - trzeba było zawieźć ją do domu. Nie pytać. Wsadzić w samochód i zamknąć w cichym pokoju.