Kalina nie ma fobii kleszczowej. Naturalnie nie celebruje każdego wbitego w skórę paskuda i nie cieszy się z jego apetytu, ale nie wpada w panikę.
Mąż Kaliny pełni rolę ekstraktora. W tym roku czynił swą powinność już kilka razy - Kalina wyraźnie ma w sobie to coś, co lubią kleszcze.
Za każdym razem rumień wokół kleszcza jest nieduży, znika po kilku dniach i życie toczy się dalej.
Ale wczoraj wieczorem Kalina przemyślała sprawę boreliozy - im więcej kleszczy w skórze, tym większa szansa na zarażenie. Jeśli jest mnóstwo osób, które nigdy nie żywiły kleszcza, oznacza to, ze zaniżają one statystyki zachorowań na boreliozę i to znacznie. Zatem pozostała część populacji musi pracować nad średnią zachorowalnością na poziomie 20 000 osób rocznie. Kalina zdaje sobie sprawę, że pracuje na tę statystykę sumiennie od wczesnej wiosny.
I nie wiadomo jak to się stało, że Kalina nagle i niespodziewanie przeczytała, jakie są objawy boreliozy. Ekhem...
Otóż - naturalnie Kalina ma je wszystkie, z wyjątkiem bólu jąder. :-)