Czytam "W poszukiwaniu straconego czasu".
To moje drugie podejście - pierwsze poczyniłam, gdy byłam na studiach. Zrezygnowałam wówczas po kilkunastu stronach.
Teraz zachwycam się każdą linijką.
Proust obserwuje świat przez lunetę, mikroskop i szkło powiększające.
Z bezwzględną łagodnością znajduje motywacje ludzkich działań.
Z delikatną bezwzględnością opisuje najczarniejsze zakamarki psychiki.
Do tego zachwyca się każdym detalem przyrody czy architektury.
Lubię spacerować z ludźmi, którzy patrzą na przyrodę i ją widzą.
Myślę, że spacery z Proustem byłyby cudowne, gdyby nie to, że był samotnikiem, introwertykiem o tendencjach depresyjnych i zaburzeniach społecznych. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie, jeśli opisał witraż w kościele w taki sposób, ze poczułam natychmiastową konieczność odnalezienia w internecie zdjęcia? I, co przypuszczałam, oryginał jest znacznie mniej interesujący niż jego opis...