sobota, 1 maja 2021

bałam

 Teściowa przyjęła wczoraj pierwszą dawkę szczepionki. Ja drugą, tylko że zupełnie innej szczepionki w zupełnie innym punkcie szczepień.

- Kalinko, jak się czujesz? - Głos teściowej był lekko drżący, gdy zadzwoniła dziś około południa.

- Dobrze. A mama?

- Też dobrze, ale cały czas z myślę o tobie. Aż bałam się dzwonić. Nie wiedziałam, czy będziesz w stanie odebrać telefon. Co za szczęście, że nie przechodzisz szczepienia tak jak poprzednio...

Rozłączyłyśmy się, uprzednio upewniwszy się, czy oprócz szczepień, wszystko w naszych domach przebiega idealnie.


I tylko dodam na koniec, że mam szczęście do kobiet. 

produkcja

Po pierwszej dawce szczepionki czułam się fatalnie i dziękowałam losowi, że jestem biologiem i rozumiem mechanizmy funkcjonowania układu odpornościowego. W innym wypadku chyba wezwałabym pogotowie, bo cytokiny zalały całe moje ciało, wyłaziły mi uszami i oczami, a przede wszystkim każdą komórką skóry.
Na drugą dawkę szłam przestraszona. 
Przygotowałam sobie wcześniej przy łóżku zapas leków przeciwbólowych i przeciwgorączkowych, trzy kubki z ulubioną herbatą (o smaku lichi), termometr, kilka zmian koszulek na przebranie. 
Zanim mój mąż i córka poszli spać ustaliliśmy, że co jakiś czas będą sprawdzali w nocy, czy nie utknęłam gdzieś w drodze do toalety (po pierwszej dawce doszłam w nocy do kuchni, ale już nie mogłam z niej wrócić i drzemałam przez jakiś czas z głową na zabytkowej maszynce do mielenia mięsa). 
Wieczorem długo czytałam w łóżku, żeby świadomie wejść w etap gorączki, dreszczy, pocenia się oraz bólu całocielnego i jak najwcześniej przyjąć leki. W końcu zasnęłam. 
Kilka razy budziłam się, sprawdzałam godzinę i poza bólem mięśni i stawów nie odczuwałam nic niepokojącego. Rano wstałam i własnonożnie doszłam do toalety.
Podsumowanie:
po drugiej dawce czuję się wspaniale, bolą mnie tylko mięśnie i stawy a życie jest piękne. Nie straszna mi produkcja przeciwciał :-)

lodówkę

W niezwykłych momentach czuję, jak bardzo blisko byłam z mamą. 

Na przykład po południu, gdy jestem bardzo zmęczona i mam ochotę położyć się na pół godziny. Myślę wtedy "nie warto przebierać się w piżamkę, bo przecież zaraz po drzemce pojadę do mamy". 

Muszę zabrać się za porządki w mamy mieszkaniu. Już dawno powinnam opróźnić lodówkę. Muszę i powinnam. A wcale nie chcę.


piątek, 30 kwietnia 2021

design

Uwielbiam PRL-owski design. Uważam, że polscy projektanci sztuki użytkowej byli geniuszami swoich czasów. Ich sofy, dzbanki, krzesła, regały to dzieła sztuki. 

Szczególnie fascynują mnie PRL-owskie lampy, a Apolinary Gałecki to król wśród projektantów. W dzisiejszych czasach byłby znanym na całym świecie mistrzem designu. Marzy mi się lampka jego projektu i od dłuższego czasu poszukiwałam jej na stronach ze starociami. Wreszcie znalazłam i oniemiałam. Kosztuje majątek. Gdy pokazałam ją mężowi i córkom - zaniemówili.

- Aż tak ci się podoba?

- I takie coś tyle kosztuje?

- Wygląda, jakby miała się zaraz spalić...

 ...usłyszałam natychmiast.

Ech, ach... Któż zrozumie miłość...


Poniżej ścieżka do lampki, zwanej "jamnik" lub "piesek":

https://www.google.com/search?q=apolinary+ga%C5%82ecki&tbm=isch&sxsrf=ALeKk00I-0zmIRw1fTuIgl62xLZ-ZOfTjQ:1619782578810&source=lnms&sa=X&ved=0ahUKEwiskOSp8KXwAhW2BhAIHTCZBiMQ_AUIDygB&biw=1536&bih=722&dpr=1.25#imgrc=SB-SfXIsdmDfLM


czwartek, 29 kwietnia 2021

terpentynę

 Czytam "Wojnę i terpentynę" Hertmansa. 

Okrucieństwo pierwszej wojny światowej opisane jest w tak piękny, wzruszający sposób, że trudno oderwać się od książki.


środa, 28 kwietnia 2021

przyzwyczajać

Minął miesiąc od śmierci mamy. Teraz widzę, jakie miałam szczęście, że mama odchodziła stopniowo.

Najpierw odeszła jej pamięć, potem zniknęła jej inteligencja, poczucie humoru, na końcu odeszła mama... Miałam czas, żeby przyzwyczajać się do tego, że w mamie było coraz mniej mamy. Że kontakt z nią był coraz mniejszy. 

Mogłam przyzwyczajać się, że muszę sobie radzić bez tego, co stanowiło jej części. Ktoś odcinał nożyczkami poszczególne fragmenty i sprawdzał, czy daję sobie radę. 

Było ciężko, ale dawałam radę. 

I teraz jest ciężko, bardzo ciężko, ale daję radę. Chociaż odruch łapania za telefon, żeby zadzwonić do niej i pochwalić się sukcesem córek, pozostał. Dzwonię wtedy do cioci, albo do nabytej siostry i proszę, żeby cieszyły się ze mną. 

Psuje się mój telefon i zadzwoniłam do przyjaciółki z telefonu mamy. Odebrała, ale nie odezwała się.

- Halo? Jesteś? - spytałam.

- Wyświetliłaś mi się jako mama Basia - powiedziała po dłuższej chwili moja przyjaciółka. 

- Masz numer mojej mamy? - zdziwiłam się.

- Pomieszkiwałam u niej, nie pamiętasz? Gdy nie miałam gdzie się podziać zimą, na pierwszym roku studiów. I potem wpadałam do niej, gdy jeździłam do księgowego. A ona dawała mi sadzonki do ogrodu. I zawsze nalewała tak mało herbaty do filiżanki....

Nie pamiętałam, ale zrozumiałam, że to była nasza wspólna mama. 


artykuły

 Kombinuję jak koń pod górkę, żeby tylko nie jechać po zakupy i nagle przypomniało mi się, że mogę zamówić artykuły spożywcze z dostawą do domu! O, cudowna nowoczesności!!

wtorek, 27 kwietnia 2021

zdaje

Jeśli człowiek zdaje sobie sprawę z tego, jak działa jego podświadomość, to wówczas uznaje się to już za świadomość, czy mimo wszystko jeszcze nie?

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

karę

 - Muszę dać mojemu synowi karę - powiedziała koleżanka Kaliny. - Jakie kary dajesz swojej córce?

Kalina zastygła w bezruchu.

- Nie daję jej kar. Jest na to za duża.

- Ale ja pytam o Twoją młodszą córkę - wyjaśniła koleżanka.

- Ja też mówię o młodszej. Nie daję swojej córce żadnych kar - zastanowiła się Kalina.

- To co robisz, jak źle się zachowuje?

- To samo, co ona robi, gdy ja się źle zachowuję. Patrzę i się dziwię.