sobota, 18 listopada 2017

lepiej

- Mamo, wiesz przecież ,że ja uwielbiam warzywa, ale sałaty nie lubię.
zszywka.pl
- Spróbuj, proszę, młodsza córko. Kawałek sałaty, na to ryż, potem chilli con carne i salsa. I jogurt grecki jako wisienka na to wszystko. Coś pysznego.
- No dobra, to mi tak zrób. Spróbuję.

I matka wzięła do ręki wielki kawał sałaty i ułamała z niego nieduży fragment i wtedy na liściu sałaty, tuż obok kciuka matki,
oczom wszystkich ukazała się wielka jak czopek glicerynowy, zielona, mięsista gąsienica, która w pośpiechu pożerała to, co jeszcze miała szanse zdążyć zjeść...

Młodsza córka pozostała przy wersji: ryż, chilli, salsa i jogurt. Bez sałaty...

Jak komuś na kamiennych tablicach wyryto: "ty nie będziesz jadał sałaty", to nie zmieniaj! No nie zmieniaj!

Dziecko wie lepiej!

czwartek, 16 listopada 2017

karmienia

Już wiem, co mi jest jesienią najbardziej potrzebne do szczęścia!
Żadne kosmetyczki, nowe ciuchy, masaże!
Tylko kulki!
wikipedia
Kulki do karmienia ptaków, które można nabyć w Lidlu za 2,99 zł. (W tym momencie oczekuję, że Lidl uzna to za lokowanie produktu i zasponsoruje mi karton tychże...)

Wydatek ten spowodował, że przed południem na mój balkon przylatują całe bandy rozwydrzonych modrych sikorek, całe pochody arystokratycznych bogatek, pojedyncze zawstydzone sójki i samotne aroganckie sroki.
Patrzenie na nie daje mi tyle szczęścia, że nawet nie chce mi się spać.

Pewną niesprawiedliwością jest to, że ptaki przylatują wyłącznie przed południem i nikt inny ich nie widzi. Tylko ja.
A może to właśnie jest sprawiedliwe...?
Tak.
Mam prywatną armię ptactwa balkonowego. Jeśli będą kręcić film "Pan Tadeusz osiemdziesiąt lat później", to zgłoszę się na casting do roli Zosi :-)

PS. Kulki mają dwie wady:
1. niewiarygodnie szybko znikają
2. okruszki z kulek i to, co z nich powstaje po przejściu przez przewód pokarmowy ptaków lądują
na tarasie sąsiadów z parteru.

Pierwszy problem jakoś przeżyję. Drugi jest problemem sąsiadów z parteru, a nie moim. Nie muszę w końcu rozwiązywać problemów wszystkich sąsiadów... ;-)

wtorek, 14 listopada 2017

serio

- Starsza córko, wróć proszę jutro prosto ze szkoły do domu, bo niedaleko Twoich rewirów będzie wiec jakichś radykałów, zamykają okoliczne ulice, spędzają tam wagony policjantów i może być niebezpiecznie -

- powiedziała Kalina i zamyśliła się...
Czy na tym polega demokracja?
Czy pozwalając każdemu na wszystko nie stajemy się więźniami własnej tolerancji?


I druga rzecz, która mnie dziś zmroziła:

Na autostradzie był wypadek. Korek sięgał horyzontu. Straż pożarna wjechała bramą awaryjną i odcinek 500 metrów do poszkodowanych pokonywała w 20 minut, bo kierowcy zostawili samochody w korku i poszli do przodu, oglądać zniszczone w wypadku auta. Wóz straży pożarnej nie mógł się przecisnąć między zaparkowanymi na pasach samochodami. Serio. W internecie krąży film. Smaczku dodaje fakt, że miało to miejsce w Polsce. I był to samochód Ochotniczej Straży Pożarnej.
Jak z kiepskiego dowcipu.

poniedziałek, 13 listopada 2017

ruszać

Postanowiłam się zacząć ruszać.

bodyrelax
Wybrałam aktywność stosowną dla mojego wieku (znaczny) i poziomu usportowienia (nieznaczny) i zdecydowałam się na bardzo energiczne spacery.

W zasadzie to jestem już super-hiper ekspertem od takiego maszerowania, bo zrobiłam to aż raz!

Jutro wielki dzień. Jeśli dam radę wyjść w tej sprawie z domu po raz drugi, będę wielka!

Oj, jak mocno sobie kibicuję i trzymam kciuki, żeby mi się chciało, chociaż aura nie sprzyja. Jak zawsze, zresztą ;-)

PS. Odpowiadam na ewentualne pytania, dotyczące zdjęcia: Nie ma mnie na zdjęciu obok, bo szłam szybciej i wyszłam z kadru z lewej strony dużo wcześniej...

wyciąć


Shit! Cholera! Jasna pogoda!

tumblr
No jakie tam jeszcze można określenia użyć, żeby nie mieć wyrzutów sumienia...

No dlaczego, ach dlaczego wczoraj, zdejmując moją ulubioną białą koszulę z suszarki uznałam, że powinnam wyciąć z niej metkę? No co mi ten kawałek papiero-tkaniny przeszkadzał, się pytam? No co?
I teraz nie mam metki, mam za to dziurę w koszuli w kształcie podłużnego przecięcia... Trochę kształtem przypomina Kanał Panamski, a trochę Rów Mariański...
Shit, cholera, jasna pogoda!

piątek, 10 listopada 2017

basen

Wieczorem
- Mamo, czy mogłabym jutro nie iść na basen?
youtube
- Proszę, żebyś poszła.

Następnego ranka
- Mamo, czy na pewno muszę iść dzisiaj na basen?
- Tak. Musisz.

W południe
- Halo, mamo? Wiesz, co się stało? Boli mnie gardło! Od drugiej lekcji! Poszłam do pani pielęgniarki i zapytałam, czy ona uważa, że z bolącym gardłem muszę jechać na basen. I wiesz, co ona powiedziała? Że nie!
- A gdzie teraz jesteś?
- W hallu szkoły.
- A gdzie jest twoja klasa?
- No pojechała na basen!

  

zorzę

Widziałam w telewizji film, pokazujący dzisiejszą zorzę polarną w Finlandii.
polartravel

Wyglądam przez okno i widzę biało-szare nic.

Ponieważ wierzę w sprawiedliwość na świecie, jestem nieomalże przekonana, że u nas w nocy też była dziś taka piękna zorza polarna, tylko przysłoniły ją chmury.


środa, 8 listopada 2017

kurczaka

Dziś przemiły chłopiec napisał, że jadł łutka kurczaka.
smaker.pl
Po głębokim przemyśleniu sprawy, dochodzę do wniosku, że nie ma żadnego logicznego uzasadnienia dla nazywania udek udkami, a nie łutkami.

Przecież tego się nawet wymówić nie da: udka.

Wariactwo z tą ortografią i tyle .
;-)

wtorek, 7 listopada 2017

jednonocny

Jestem w ogromnym pensjonacie nieomal na szczycie Ślęży. Nie, żebym się chciała chwalić. Nic z tych rzeczy. Chciałam tylko napisać, że pan z recepcji właśnie mnie poinformował, że będę w budynku sama aż do rana. A ponieważ rano wyjadę, zanim przyjdzie kolejny recepcjonista, mam zostawić klucze w skrzynce na listy.
I tu jest gwóźdź programu:
marekowczarz.pl
mam klucze od drzwi wejściowych i cały ogromny pensjonat do dyspozycji. Dookoła żywego ducha. Za oknem takie ciemności, jakich w rodzinnym mieście nie ma nawet podczas gigantycznej awarii prądu. Niebo pokryte jest grubymi na tysiące kilometrów chmurami, które opadły tak nisko, że jedna z nich zahaczyła mi się dzisiaj o okulary. Siąpi coś, co można nazwać kosmiczną mżawką, albo również nasyceniem powietrza wodą w 200%.
Ale do rzeczy: jeśli ktoś ma wolny wieczór i chciałby go spędzić w  prześlicznym pensjonacie na Ślęży, to zapraszam! Nie jestem tylko pewna, czy nie umrę ze strachu, gdy ktoś zapuka mi do okna (mam pokój na parterze). Nie będę chytra i wezmę od każdego połowę ceny za łóżko. W końcu trzeba wykazać się odrobiną uczciwości. No i jest to oferta dość last minute. Mam dostęp do kawy i herbaty. W sali obok jest kominek. Co prawda nieczynny, ale kto sobie ma poradzić z nieczynnym kominkiem, jeśli nie ja - jednonocny gospodarz pensjonatu!?
Jeśli ktoś się szykuje do przyjazdu, to proszę zabrać ze sobą bułki na śniadanie! I mleko do kawy, bo to, które jest tutaj, rano może już nie być mlekiem... No i musimy wyjechać przed ósmą rano, bo o dziewiątej mam spotkanie kilka miejscowości dalej.

Jeśli nikt się nie zdecyduje na przyjazd, rano napiszę kolejny tom "Sagi rodu Paliserów". Zacznę od tego, jak Glencora Paliser została przez pomyłkę na noc sama w wielkim pałacu i bała się wysunąć głowę spod kołdry, myśląc o tym, jakie niebezpieczeństwa czyhają na nią za każdym rogiem przepastnych korytarzy. To oczywiście, jeśli dożyję.

Jeśli przez najbliższe 3 lata nie napiszę nic na tym blogu, wiecie, gdzie mnie szukać. Masyw Ślęży. Parter. Okno od strony podjazdu. Z widokiem na wielkie, czarne nic.

PS. Ciekawe, czy będę umiała spać w takiej ciszy. Słychać tylko brak jakichkolwiek dźwięków. Może chociaż motocyklista przejedzie, albo karetka, żebym się poczuła jak w domu ;-)

PS. Ach, uczciwość nakazuje mi napisać, że mój samochód jest zaparkowany obok klatki z kozą. Może zaproszę ją na herbatę do kominkowego saloniku. Mam nadzieję, że skorzysta ;-)

niedziela, 5 listopada 2017

milimetrach

- Telefoniczne zgłoszenie szkody komunikacyjnej będzie trwało około 10 minut. Czy jest pani gotowa?
- Tak.
- Jakiego formatu jest uszkodzenie w pani samochodzie, określając formatami papieru, np: A4, B5, C3, A2?
- Żadnego. Uszkodzenie w moim samochodzie jest formatu zderzaka od ciężarówki.
123rf
- Rozumiem. Przejdźmy do kolejnego pytania: Jeśli nie może pani określić wielkości uszkodzenia formatami papieru, proszę podać średnicę uszkodzenia.
- Ono nie ma średnicy, bo jest podłużne. Bardzo podłużne. Od początku przednich drzwi do końca tylnych.
- Rozumiem. Zadaję kolejne pytanie: Jaka jest głębokość uszkodzenia, podając w milimetrach?
- Yyyy... Czy mogę przekazać słuchawkę mężowi? On się lepiej zna na milimetrach.
- Bardzo proszę.

- Dzień dobry panu. Proszę podać wysokość, na której doszło do uszkodzenia samochodu pani Kaliny.
- Wie pan, to było w Warszawie. Nie wiem, na jakiej wysokości. To jest chyba nizina. Musiałbym sprawdzić na mapie, jaka to wysokość.
- Rozumiem. Chodzi mi o wysokość uszkodzenia od dołu pojazdu, a nie o wysokość nad poziomem morza.. W milimetrach
- Licząc z kołami czy bez?
- Z kołami.
- To nie wiem.
- A licząc bez kół?
- Też nie wiem.
- Rozumiem. Czy może pan podać głębokość wgniecenia w milimetrach?
- Czy to ma jakieś znaczenie dla dalszego rozliczenia szkody?
- Nie. Informacje i tak zostaną zweryfikowane przez rzeczoznawcę i obecnie mają tylko charakter orientacyjny.
- O, to mogę podać wszystkie dane. Uszkodzenie ma format A3, średnicę 78 cm, głębokość wgniecenia wynosi 73 mm, a wgniecenie znajduje się na wysokości 585 mm od ziemi. Proszę chwileczkę poczekać.
na boku:
- Kalinko, chcesz mieć wgniecenia raczej wyżej czy raczej niżej?
- Raczej wyżej poproszę.

- Halo? Chciałbym zmienić z 585 mm na 592.
- Bardzo dziękuję za informację.

- No i widzisz, Kalinko? Tak się rozmawia przez telefon!

piątek, 3 listopada 2017

grzeją


- Dzień dobry, czy u państwa grzeją kaloryfery?
wyborcza.pl
- Nie.
- No właśnie! U nas też nie grzeją! Awaria wielka jakaś! Znowu pewnie pękła magistrala, czy jak to się nazywa. Skandal!
- Ale u nas nie grzeją, bo my nie włączamy jeszcze grzania. U nas jest ciepło.
- A, to przepraszam. Widocznie to nie magistrala, tylko nasz zawór. Ale i tak skandal!

czwartek, 2 listopada 2017

dosuszać

4gift.pl
Rok człowieka dzieli się na dwie pory: tę, w której schną ręczniki w łazience wisząc na wieszaczkach i tę, w której trzeba dosuszać ręczniki, żeby nie zostawiały na skórze wspomnienia stęchlizny...

Rok człowieka dzieli się na dwie pory: tę, w której chętnie pije się zimne napoje i tę, w której ma się ochotę podgrzewać nawet colę.

Rok człowieka dzieli się na dwie pory: tę, w której chodzi się w jednych klapkach od rana do wieczora i tę, w której co chwilę przebiera się buty.




środa, 1 listopada 2017

groby

- A jak tam Heniu? Żyje?

- .A potem dolewasz do tego pół szklanki bulionu.

obrazki.jeja
- Tak się cieszę, że wszystkie groby mamy tu pod nosem.

- Halo? No już jesteśmy. A wy?

- Proszę się przesunąć, bo samochód panią potrąci.

- No i gdzie parkujesz, debilu?

- Ustaw te cztery tu w rządku. Żeby było symetrycznie.

- A ci obok znowu zagrabili liście na naszą stronę.

- O, dzień dobry panie profesorze!

- Czy nie za duże te kwiaty kupiłam? W kwiaciarni wydawały się jakieś takie... mniejsze.

- No i znowu ciocia się nie dopasowała kolorem do naszych zniczy!

- No dalej. Już nie przedłużaj. Na Junikowie będą ale korki.



wtorek, 31 października 2017

bagażem

Myślę o relacjach matka-córka.

Słyszę, jak dorosłe kobiety skarżą się na swoje matki. Czują się źle traktowane. Idą przez życie z bagażem złych wspomnień ze swojego dzieciństwa.

deser.pl
- A moja matka to nigdy mnie nie pochwaliła, zawsze tylko "postaraj się bardziej!"
- A moja matka mnie nie lubiła. Wolała mojego brata.
- A moja matka miała depresję i musiałam jej robić herbatę.
- A moja kiedyś wyrzuciła słonika z plasteliny, którego specjalnie dla niej ulepiłam.
- O, o! Moja też! Tylko nie słonika, ale szopkę bożonarodzeniową, zrobioną z rolki po papierze toaletowym! Po Wielkanocy ją wyrzuciła, jakby nie mogła zostawić na przyszły rok!

Słucham i myślę.
Jak cholernie łatwo jest być piękną i młodą córką z fochami, złymi humorami, okresem dojrzewania i złamanym sercem; i jak cholernie trudno być mądrą, wyrozumiałą, zawsze łagodną, wypoczętą, mającą czas i ochotę na rozmowę matką. Rozliczaną z każdego przewinienia. Bez prawa do łagodnego wymiaru kary.

poniedziałek, 30 października 2017

nadeszła


jeja.pl
Skrobałam dzisiaj rano szybę w samochodzie. Oznacza to, że nadeszła wiekopomna chwila i przez najbliższe pół roku będę stękać i marudzić z powodu zimna.

Grubaśny sweter od Psa-w-Swetrze tkwi już w blokach startowych. Skarpety, przypominające swoim wyglądem kokon Obcego Siódmego Pasażera Nostromo, wydobyłam z głębin szuflady.

Byle do kwietnia...

piątek, 27 października 2017

wdzięczności

W pradawnych grobowcach kości ludzkie ułożone są prawidłowo, ale jednak każda osobno.
Tak właśnie się czuję.
tirstop.pl
Każdą kosteczkę mam osobno. Ale czuję je wszystkie. Począwszy od małego palca u prawej stopy, a skończywszy na pokrywce czaszki. Wszystkie kości skrzypią, stękają, poruszają się niechętnie i z pewnym spowolnieniem.
Najgorzej jest z palcami u rąk i nadgarstkami.
To podobno typowe. Zawsze po wypadku samochodowym bolą dłonie, które zaciskają się na kierownicy. Ktoś powiedział, że powinnam się cieszyć, że nie wyprostowałam w tamtym momencie łokci, bo one bolą najbardziej.
Dziękuję wam łokcie, że nie dokuczacie najbardziej.

Najbardziej boli mnie teraz ściśnięta dusza.
I jednocześnie czuję ogromny przypływ wdzięczności dla losu, że skoro umieścił mój samochód w tej samej czasoprzestrzeni, którą zajmowała akurat ciężarówka, to że zadbał, żeby w moim samochodzie nie było wtedy moich dzieci.

sobota, 21 października 2017

kina

Mąż zapytał, czy nie poszłabym z nim jako przyzwoitka do kina. Poszłam. Druga część "Łowcy androidów". W sytuacji, gdy idzie się do kina jako osoba towarzysząca, nie ma żadnego znaczenia, że nie widziało się pierwszej części. Krótkie wprowadzenie w temat nastąpiło w samochodzie, gdy dojeżdżaliśmy już do kina.
hilavitkutin.com
Że stworzono androidy, a Harrison Ford pracował jako myśliwy. I jeden android płci żeńskiej zmiękczył serce Harrisona. I pojawiła się miłość. I film jest kultowy i piękny.
Wzbogacona o cały niezbędny ogrom wiedzy o na temat tworzenia humanoidalnych istot usiadłam w kinie, zaopatrzona w worek śliwek (jesienią śliwki są jednym z moich podstawowych pokarmów) i migdały w czekoladzie z cynamonem (kto czytał poprzednie posty, ten wie, jak cierpię...).

Wytrzymałam wymagane biletem 3 godziny, chociaż było ciężko. Reklamy przed seansem trwały tak długo, że właściwie zanim się skończyły, moja potrzeba patrzenia na duży ekran była już zaspokojona.
Jeśli w teatrze zaczną odgrywać reklamy przed spektaklami, przestanę chodzić! Nawet z mężem! ;-)


czwartek, 19 października 2017

żywności

tekst zawiera lokowanie produktu!!!
Kupiłam w Tesco wielką pakę migdałów w mlecznej czekoladzie z cynamonem.
Nie lubię jeść migdałów, bo włażą mi w zęby.
I pomimo tego nielubienia wyżeram z paki garściami migdały w czekoladzie. Z cynamonem.
No nie daję rady.
Zaczynam podejrzewać, że mam wrodzoną skłonność do autodestrukcji, uzależnień i zachowań aspołecznych.
Wyniosłam tę paczkę do kuchni, żeby nie znajdowała się w zasięgu moich rąk. A po godzinie znowu leżała obok mnie na stole. No sama przylazła!
To jest dowód na spiskową teorię dziejów.
To jest argument dla tych, którzy twierdzą, że producenci żywności dodają do jedzenia mnóstwo różnych dziwnych substancji. Tak, tak! Dodają! Migdałów dodają! I czekolady z cynamonem!

A człowiek bezsilny jest wobec działań wielkich koncernów!
Ach, jaki bezsilny...

poniedziałek, 16 października 2017

załatwiła

- Mamo, kiedy pojedziemy do drogerii z ekologicznymi kosmetykami?
- Ty chcesz tam jechać!? Przecież ciebie nie interesują ekologiczne kosmetyki!
wdolnymslasku.pl
- Zgadza się. Ale w zeszłym tygodniu moja starsza siostra załatwiła z tobą, że pojechałyśmy do Tigera, a ja jej w zamian obiecałam, że załatwię jej niedługo ekologiczną drogerię. No i już tydzień mija, a nadal nie byłyśmy w drogerii!

PS. Dziecko, które ma rodzeństwo, przyszłością narodu...

wolę

art.-madam.pl
- O której do mnie przyjdziesz, Kalinko?
- Nie wiem jeszcze, mamo. Mam sporo pracy i jak się wkręcę w czytanie, to będę później. A jak się nie wkręcę, to przyjadę wcześniej.
- Jednak wolałabym wiedzieć, o której będziesz.
- No to umówmy się na 14. Nastawię sobie budzik, żeby nie zapomnieć. A dlaczego chcesz tak dokładnie wiedzieć? Wychodzisz gdzieś?
- Nie, nie. Będę cały dzień w domu. Tylko nawet jak nic nie robię, to wolę sobie to zaplanować.

niedziela, 15 października 2017

zaprzyjaźnionych

Słowo przyjaźń powinno mieć dwa rodzaje:
ta przyjaźń i ten przyjaźń.
Tej przyjaźni z tym przyjaźniem nie da się nawet postawić obok siebie. To zupełnie inne zjawisko pogodowe i społeczne.
Gdy obserwuję spotykających się ze sobą, zaprzyjaźnionych facetów, otwieram szeroko oczy ze zdumienia.
Prawdopodobnie mężczyźni, gdy widzą spotykające się ze sobą, zaprzyjaźnione kobiety, oceniają to podobnie.
Tylko zupełnie inaczej, naturalnie. Bo tu nic nie jest takie samo.

czwartek, 12 października 2017

fikcja

rysunki.me
Czy autor książki ma prawo świadomie wprowadzać czytelnika w błąd? Przekonywać go do swoich racji, wiedząc, że to kpina? Przedstawiać mu dowody naukowe na poparcie swoich teorii, powoływać się na publikacje, które istnieją tylko w jego głowie? Cytować nieistniejące prace naukowe?
Literatura to fikcja.
Ale czy aż tak?

środa, 11 października 2017

dolne

Podziwiam spryt Matki Natury.
Gdy zrozumiałam, dlaczego ubrała zebry w pasiaste piżamki, wpadłam w zachwyt.
Kiedy dowiedziałam się, że żyrafy, oprócz tego że często jako jedyne w okolicy mogą sobie pozwolić na śniadanko z górnej półki, to jeszcze przy tym mają możliwości przyłożyć wrednej sąsiadce, moje uznanie nie miało granic.
Kocham ośmiornice za to, że jako jedyne w świecie prymitywnych zwierząt mają zdolność omijania przeszkody. Mucha pół dnia będzie walić głową w szybę zamkniętego okna, żeby się dostać do upragnionej kupy. Ośmiornica natomiast spakuje walizki i przejdzie do innych pomieszczeń, żeby sprawdzić, czy tam nie znajdują się drzwi.
Mądrość, przemyślenie sprawy, spryt - taka jest Matka Natura.
Szczyt marzeń Berniego (ogonek.pl)
Prawie zawsze.
Jedyny wyjątek jaki znam, to nasz Bernard. Stuprocentowa świnka morska. Gryzoń w czystej postaci.
Bernard jest rzadkim przypadkiem błędu Przyrody.
Otóż Berniemu przestały rosnąć zęby. Dolne. W związku z tym stracił możliwość odcinania fragmentów obiadu. Skutek tego jest taki, że wielokrotnie w ciągu dnia muszę mu ucierać na tarce marchew i ogórki, muszę mu siekać natkę na krótkie fragmenty, żeby języczkiem wciągnął pyszności i przekazał znacznie oddalonym od usteczek zębom trzonowym do rozdrobnienia...
Wstaję półprzytomna w środku nocy (o szóstej) i natychmiast biegnę do kuchni, żeby utrzeć na tarce marchew, ogórka i buraka...
Zanim omówiliśmy z Bernim sprawę ucierania jedzonka, biedak schudł i stracił humor. Teraz znowu jest podobny do Leonida Breżniewa i piszczy jak stado zarzynanych prosiąt. Znaczy - wszystko w normie.

Po dłuższej chwili:
To jednak nie jest błąd tylko kolejny dowód na mądrość Natury. Dała takiego lekko uszkodzonego Berniego mnie. Pracuję w domu i mogę wielokrotnie w ciągu dnia trzeć na tarce warzywa.
A gdyby tak Berni dostał się w ręce minister edukacji? I ona podczas wizytowania szkół i wygłaszania przemów musiałaby robić przerwy na wyjęcie z torebki dużej tarki i buraka?
Bernard czułby się na pewno niekomfortowo!