środa, 16 sierpnia 2017

obecności

- Dzień dobry, Kalino. Tu wujek Zbardzodaleka. Niestety nie możemy z ciocią przyjechać na pogrzeb twojego taty. Ale bardzo chcielibyśmy. Mamy taką propozycję: podczas pogrzebu twojego taty pójdziemy z ciocią na najbliższy cmentarz i sprzątniemy jakiś zaniedbany grób. Czy odpowiada wam taka forma naszej obecności na pogrzebie?
- Naturalnie, wujku. Będzie mi bardzo miło, że będziecie z nami w tym czasie.
-To bardzo dobrze. Oczywiście kwiaty, znicz - wszystko będzie jak trzeba.

Tak było kilka lat temu. Do dziś jestem dumna, że mam takich roztropnych krewnych.

- Kalina, %&#$%@! No %#&@%#! Niech to %&#%@! Bardzo, bardzo cię przepraszam, ale pomyliłam dni i nie przyszłam wczoraj na pogrzeb twojego taty, tylko dzisiaj. Gdy zobaczyłam, że was nie ma, sprawdziłam datę. Czy wyrażasz zgodę, żebym kwiaty i znicz położyła na jakimś innym grobie?
- Naturalnie. Na jakimś starym, poproszę.
- Będzie stary. I jestem z tobą! Wszyscy byli wczoraj, ja jestem dzisiaj!
- Dziękuję. Ściskam.

Tak było kilka lat temu. Do dziś jestem dumna, że mam taką roztropną przyjaciółkę.


Jeśli kiedyś na grobie swoich bliskich znajdziecie świeże kwiaty i znicz, to pomyślcie, że gdzieś jakaś Kalina miała pogrzeb w rodzinie. Pewnie bardzo daleko. I może nie dziś...

wtorek, 15 sierpnia 2017

kotach

Byłyśmy z mamą w kinie na "Kedi".

- Kalinko, tak się zastanawiam... Ten film był o kotach, prawda? Ale gdyby tak powiedzieć coś więcej, to o czym on był?
- Tego się nie da, mamo, opowiedzieć.
- To wspaniale. Bo już się bałam, że tylko ja uważam, że się nie da.

niedziela, 13 sierpnia 2017

sraczkowych

Mama wyhodowała na balkonie pomidorki i szczypiorek. Codziennie na śniadanie robiła sobie kanapeczki z pomidorkami i szczypiorkiem.
Aż się pochorowała.
Zaczęło się tradycyjnie. Od lekkiej sraczki. Choroba się rozwijała, doszło do stanu, który wymusił na mamie podpisanie zgody na zamknięcie na oddziale chorób zakaźnych, bez możliwości odwiedzin aż do momentu wykluczenia cholery, dżumy, malarii, trądu i salmonellozy.

przepisy.net
Mama wykluczała Salmonellę od początku, mówiąc specjalistom chorób sraczkowych, że przyczyną dolegliwości są pomidorki. Pierwsze objawy choroby pojawiły się bowiem łącznie z pierwszymi pomidorkami. I w miarę przybywania pomidorków, objawy się powiększały. Określenie "skórka od pomidorka mi się przykleiła do żołądka" nie wzbudza entuzjazmu w lekarzach medycyny. Oj, nie wzbudza...
Wszystkie choroby w szpitalu wykluczono. Znaczy - mama zdrowa, tylko biegunkę ma nie wiadomo po co.
Podczas pobytu w jednoosobowej celi mama wyzdrowiała, nabrała sił i wróciła do domu.
Pomidorków jeść już nie chciała, szczypiorku też. Zabrałam się zatem za utylizację owych.
Podczas eksmisji przyjrzałam się pomidorkom starannie. I nic.
Postanowiłam wyeksmitować również szczypiorek. I cóż się okazało? W doniczce ze szczypiorkiem wyrosła jedna, maleńka kępka szczypiorku i obfita, dorodna i zielona kępa trawy. Mama jadła codziennie na śniadanko pomidorki ze świeżo ściętą, pokrojoną na drobno, zieloną trawką...

I ładnie to tak podejrzewać niewinną Salmonellę?!


czwartek, 10 sierpnia 2017

kosmetyków

Na lotnisku podeszła do mnie uśmiechnięta pani i w języku inglish spytała mnie, jakich kosmetyków używam do pielęgnacji okolic oczu.
W pierwszej chwili nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie są okolice oczu.
Pani zorientowała się, że nie warto zadawać mi bardziej szczegółowych pytań i zaproponowała mi na próbę cudowny krem do tychże okolic.
Zgodziłam się.
ilewazy.pl
Sądziłam, że dostanę maluteńkie opakowanie kremu, jednak to nie było to. Pani rozsmarowała mi pod prawym okiem różowawą paćkę, tłumacząc przy tym, że kanały limfatyczne, komórki nerwowe, mięśnie okalające gałkę oczną, a nawet inne sprawy powodują, że mam zmarszczki. Trochę mnie to ucieszyło, bo dowiedziałam się także, że wystarczy rzeczoną paćkę rozsmarowywać pod moimi oczami i zmarszczki znikną. Nie żebym od razu zamierzała ją kupować, ale miło mieć świadomość, że zmarszczki można usunąć bez użycia ostrych urządzeń. Dostałam w łapki lusterko, aby podziwiać efekt działania kremu.
Podziękowałam za wspólnie spędzony czas i nic nie kupiłam. Za to radośnie pobiegłam do czekającej pod bramką rodziny. Powiedziałam im, że gdy tylko zechcę, mogę zlikwidować zmarszczki na twarzy. Nakazałam też podziwiać efekt działania kremu. Wszyscy byli zachwyceni. Uznali, że istotnie, pod jednym okiem mam zdecydowanie mniej zmarszczek.
I tu kończy się sielanka, a zaczynają schody, gdyż albowiem dostałam zaparcia intelektualnego i spytałam:
- Pod którym?
Bez żadnego wahania cała trójka wskazała to drugie oko. To bez kremu.

środa, 9 sierpnia 2017

działającego

Słowo honoru, że pamiętam niektóre liczby. Na przykład pesele swojej rodziny (tak, tak! moje drugie imię to EuGeniusz!), własny NIP, czasami nawet piny do kart płatniczych. Jednak za żadne skarby świata nie mogę zapamiętać pinu, którym się odblokowuje telefon po jego wyłączeniu. Ten, którego można wstukać tylko trzy razy...
Gdy wyjeżdżam z domu na kilka dni, przeważnie dzwonię do domowników w momencie, gdy bateria w telefonie wskazuje kilka procent i błagam, żeby biegli jak rącze gazele do lodówki i z niej przeczytali i podali mi pin. Po czym zapisuję go na tym, co akurat mam pod ręką. Najczęściej jest to szyba w samochodzie, a piszę cyfry (przepraszam wrażliwych estetów za ohydę i wulgarność) oślinionym palcem... A potem odczytuję je, patrząc pod słońce... Wstyd mi za to bardzo i wiem, że nie zostanę miss Pomorza Śląskiego z tego powodu.


etuistudio.pl
Tym razem wyjechaliśmy na urlop we czworo i nie było nikogo, kto by do lodówki zdążył na czas. A mój telefon się wyłączył. Na samym początku wyjazdu.

To był wstęp. Teraz jest treść zasadnicza:

Jasna pogoda, jak cudownie jest wyjechać na wakacje i nie mieć działającego telefonu!!! Żadnych maili, żadnego przeglądania bzdurnych stron, żadnego poczucia, że natychmiast muszę coś zrobić, żadnego myślenia o karambolach na autostradzie, seryjnych mordercach, obłudnych politykach, plagach egipskich i gradobiciach! Nikt mi nie przypominał o zagrożeniu terroryzmem, konieczności brania kredytów oraz niebezpieczeństwie latania samolotem. Telefon zamieszkał na tydzień w sejfie i nie wyszedł z niego ani razu! Nie musiałam go ciągle szukać w torebce, nie musiałam się martwić, że go zostawiłam w samochodzie na widocznym miejscu, nie musiałam się martwić, że nie usłyszałam, jak ktoś dzwonił. Nic. Wielkie, cudowne, wakacyjne NIC!

No każdemu życzę!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

należytych

Siedzimy na plaży. Późny wieczór. Cisza, spokój.
Niedaleko nas rozsiadają się państwo z malutkim szczeniaczkiem, który jest tak słodki, że przyciąga nasz wzrok silniej niż falująca woda. Gapimy się na pieska, wydając dźwięki typu: Ach, och, uch. Państwo bawią się z pieskiem. Mają z tego kudłatą górę piszczącej radości.
Nagle pani wstaje, bierze pieska na ręce, podchodzi do nas i kładzie przy nas cudnego szczeniaczka. "Proszę, też możecie się nim nacieszyć".

Zostaliśmy wylizani, obskakani, obwąchani, pogryzieni szpileczkowymi ząbkami - wszystko w należytych proporcjach.

Czy życie nie jest cudowne?!

sobota, 29 lipca 2017

dokończenia

- Co teraz robisz?
fishki
- Próbuję się zmobilizować do dokończenia pracy.
- I co?
- Na razie próby nie są zakończone sukcesem. Ale to wynika z definicji próby. Gdyby każda próba kończyła się sukcesem, próbowanie straciłoby rację bytu...

czwartek, 27 lipca 2017

literaturę

       To cudownie, gdy dziecko kocha literaturę. Jeszcze cudowniej, gdy kocha tę samą literaturę co mamusia. Tak właśnie zdarzyło się w przypadku moich córek, które obie pokochały miłością szczerą Harrego Pottera.
rzeczone figurki
       Najpierw ze starszą córką przeczytałam, wysłuchałam, a następnie obejrzałam wszystkie części wszystkiego, co kiedykolwiek wyszło spod pióra J.K.Rowling. Audiobooki czytane przez Fronczewskiego i Zborowskiego wryły mi się w mózg szeroką koleiną i właściwie już nawet bez płyt mogłam w samochodzie odtwarzać poszczególne rozdziały...
       Kilka lat przerwy pozwoliło nieco zapomnieć niektóre fragmenty, ale jakiś czas temu znowu wróciliśmy do Hogwartu, tym razem dzięki młodszej córce. Książki, audiobooki i filmy, dodatki, kolorowanki, opracowania, no dosłownie wszystko, co wspomina Harrego Pottera choćby w ostatnim rozdziale, jest nam bliskie.
       Teraz młodsza córka robi własnoręcznie grę, opartą na zasadach "Monopoly", której akcja toczy się w świecie Harrego Pottera. Plansza już jest, wszystkie banknoty, karty do losowania - cud-miód. Brakowało tylko figurek. I oto wczoraj powstały. Najpiękniejsze figurki Harrego i jego kumpli.
Wyrazy zachwytu można wpisywać w komentarze. Proszę się nie powstrzymywać przed komplementowaniem. Wszystko przekażę 11-letniej córce, która tylko przez czyste zaniedbanie ze strony Ministerstwa Magii nie dostała w tym roku listu, informującego o przyjęciu do Hogwartu.
No ale czego można się spodziewać po ministerstwach w dzisiejszych czasach...?

PS. Na prośbę córki przekazuję dwa pytania:
1. Która figurka przedstawia którego bohatera?
2. Która figurka najbardziej się podoba?

środa, 26 lipca 2017

gumkami

martyna-mylife.bloog.pl
Czas akcji: okres, gdy popularne były małe gumki, z których dziewczynki robiły biżuterię.
Miejsce akcji: Kuchnia
Osoby: Mama, mieszająca zupę w garnku; Kasia - mistrzyni robienia z gumek biżuterii.

- Mamo, ty wiesz, że w mojej szkole jedna dziewczynka zrobiła z gumek loda? Pomożesz mi zrobić loda z gumek?
- Podejdź do laptopa i sama sobie znajdź, jak to się robi. Wpisz w google "jak zrobić loda". Albo najlepiej od razu wpisz to samo na youtubie. Tam będą na pewno filmy instruktażowe.

Mija kilka sekund. Kasia powolutku wstukuje paluszkiem długi tekst w laptopa.
Nagle pojawia się Archanioł Gabriel z błyszczącym mieczem. Przelatuje ponad głową Kasi, zerkając, czy laptop dostatecznie zamula.
Rzuca ułamek myślenia na korę mózgową mamy.

-Nie! Nie! Nie wpisuj tego w youtuba! Ja ci sama to wszystko po obiedzie wyszukam! - w ostatniej chwili krzyknęła mama, zatrzaskując laptopa przed oczami zadziwionej Kasi. 

I tak to Archanioł Gabriel oszczędził Kasi przyspieszonego kursu pracy z gumkami...

wtorek, 25 lipca 2017

zaskakuje

Pada.

tvn24
Lipiec jest miesiącem o największej średniej ilości opadów w roku, co wiem od lat, ale i tak zawsze mnie to zaskakuje.
Zupełnie tak samo jak z czytaniem do rana. Wiem, że gdy to zrobię, będę następnego dnia nieprzytomna.
Wiem, ale i tak zawsze mnie to zaskakuje...

środa, 19 lipca 2017

darmo

kresy24.pl
- Mamo, czy teraz już wiesz, że padłaś ofiarą oszustów? Nigdy, przenigdy nie podpisuj żadnych dokumentów beze mnie albo bez Kaliny. A szczególnie kredytów. Nigdy! Tym razem udało się wszystko odkręcić, ale niewiele brakowało, a płaciłabyś ten ogromny kredyt aż do końca życia. A towary, które ci wcisnęli, nie były warte tych pieniędzy.
- Ja wiem, siostro Kaliny, ale ja się tak ucieszyłam, że gdy kupię te garnki, to dostanę tyle rzeczy za darmo...
- Nic nie jest za darmo. Zapłaciłabyś za to mnóstwo, mnóstwo pieniędzy.
- Ale to miało być dla ciebie, i dla Kaliny...
- Mamo, nie rób tego więcej. To są oszuści. Oni działają na granicy prawa. Oszukują setki takich ludzi jak ty, manipulując nimi na tych okropnych prezentacjach. Nie chodź na nie więcej, dobrze?
- Tak, tak, siostro Kaliny... Tak, tak... A zauważyłaś, jak ta szałwia pięknie teraz kwitnie?

niedziela, 16 lipca 2017

toalet

aliexpres
Spędzam kilka dni w dużym mieście. Bardzo dużym, sądząc po tłumach na ulicach.
Ponieważ jest to wyjazd typu "mama i dwie córki", naszym podstawowym zajęciem jest poszukiwanie toalet.
Nie chcę tu snuć rozważań na temat: jak to możliwe, że trzem kobietom chce się siusiu bezustannie, bo to jest problem dla filozofa.
Chcę się pochylić nad bezmyślnością władz miasta, które przyjmując w swoje granice tysiące turystów, nie zapewniają im tego, o czym każda mama i każda córka marzą, spacerując po parkach, skwerach, wąskich uliczkach i bulwarach. Łazienki.

Dla miłośników paradoksów: w Łazienkach Królewskich jest łazienka, ale żeton do niej można uzyskać tylko u kelnera pobliskiej kawiarni... Bez kawy siusiu jest nielegalne!?

piątek, 14 lipca 2017

wolności

calando (mój jest ładniejszy!)
- Kupiłam sobie kombinezon do spania. Granatowy. W białe serduszka. Zapinany na guziki. Stałam się szczęśliwym człowiekiem. Łażenie po domu w obwisłym, porozciąganym kombinezonie w serduszka stało się dla mnie synonimem wolności ducha i ciała.
- Zawsze się śmiałaś z takich kombinezonów! Mówiłaś nawet, że są okropne!
- I nadal tak uważam! Są okropne! Ale kto powiedział, że wolność musi przyjść do człowieka w garniturze?!

niedziela, 9 lipca 2017

intuicję

- Halo, mamo! Co porabiasz?
- Jestem ubrana wyjściowo i siedzę na krześle.
- A dlaczego?
depositphotos
- Bo Małgosia ma po mnie przyjechać, ale nie pamiętam, czy to dzisiaj, czy jutro, więc na wszelki wypadek przygotowałam się już dzisiaj. Jeśli nie przyjedzie do 17.30 to się rozbiorę i jutro się znowu przygotuję.

-Halo, Małgosiu! Czy jedziesz po mamę dzisiaj, czy jutro?
- Dzisiaj. Będę u niej za godzinę.
- A czy mogłabyś tak zupełnie przypadkowo zadzwonić do niej i jej powiedzieć, że jedziesz? Bo jej się pokiełbasiło kiedy do Was jedzie, siedzi biedna i czeka, a nie wie, czy się doczeka.
- Już dzwonię!

- Halo, Kalinko! Tu mama! Wiesz, że wszystko się wyjaśniło? Właśnie zadzwoniła Małgosia, że już po mnie jedzie i będzie za godzinkę. Zupełnie jakby wiedziała, że ja nie jestem pewna, czy to dziś! Ona to ma intuicję!

niedziela, 2 lipca 2017

namaszczeniem

- Kupiłam piękne, białe pelargonie na balkon. Z namaszczeniem przesadziłam je do skrzyneczek. Wieczorem, przy mężowskiej pomocy, umieściłam

rd.com
skrzynki z pelargoniami na balustradach. Kojący serce widok cieszył mnie aż do późnej nocy.
Gdy poszłam spać, rozpętała się wichura. Wraz z hektolitrami wody, spadającej na mój balkon z każdej strony, wiatr dokonał dzieła zniszczenia.
O poranku sterczące ze skrzynek resztki tego, co jeszcze poprzedniego dnia było pięknymi pelargoniami, nie zachwycały.

Puenta:
Bardzo was przepraszam, zeszłoroczne, w połowie uschnięte trawki. Ślicznie wyglądacie w skrzyneczkach. I przede wszystkim - nic wam nie może już zaszkodzić... Nawet ja...

czwartek, 22 czerwca 2017

przypaleń



- Wszyscy jesteśmy cząstką przyrody. Oddychamy tym samym powietrzem. Elektrony krążą między nami, przenosząc z jednej osoby na drugą ładunek elektryczny. Wydaje nam się, że życie mieści się w obszarze wyznaczonym przez nasze ciało. Tymczasem wszystko się miesza. Materia i energia przemierza odległości i raz jest częścią mnie, raz częścią sąsiada.

agdmaniak.pl
- Coś się stało?

- Przypaliłam ziemniaki. Smród wypełnił całą kuchnię, przedpokój i każdy najmniejszy zakamarek mojego mieszkania. Po kwadransie śmierdział już cały budynek, a po kolejnych minutach bawiące się w piaskownicy niedaleko moich okien dzieci powiedziały, że chyba ktoś robi ognisko. A przecież nie było jakiegoś szczególnego wiatru. Czyli w normalnych warunkach powietrze z mojej kuchni też radośnie wędruje po wszystkich mieszkaniach, schodach, skwerkach i piwnicach. I niesie ze sobą moją energię. Fizyki nie da się oszukać…

- W twoim przypadku fizyka przypaleń rzeczywiście jest nieugięta…

czwartek, 15 czerwca 2017

ząb

memy.pl
- Natalka spała u Tosi - koleżanki z podwórka. Wieczorem, gdy leżała już w łóżku, poczuła, że ruszający się od dawna ząb nagle nabrał chęci do emigracji. Poruszyła języczkiem, poruszyła paluszkiem i ząbek bezboleśnie wypadł.
Nikomu nic nie mówiąc wsunęła ząbek pod poduszkę.
Rano zaaferowana podniosła poduszkę i znalazła tam swój stomatologiczny skarb.

Po południu wróciła do swojego domu i rozmawiała z mamą. Opowiedziała przygodę i wyciągnęła słuszne wnioski:
- Ty wiesz, mamo, że u Tosi nie działa zębowa wróżka?!

piątek, 9 czerwca 2017

patologiczną

Trzecia w nocy. Godzina postrzelonych matek. Obudziłam się przerażona, że zapomniałam napisać usprawiedliwienie nieobecności córki w szkole, a przecież zbliża się koniec roku szkolnego. Myślę, że gdy wychowawczyni zauważy w mailu, o której godzinie zajmuję się takimi sprawami, pomyśli, że jesteśmy rodziną patologiczną...

piątek, 2 czerwca 2017

zarezerwowałam

Zarezerwowałam na bookingu nocleg. Dwa dni. Cena 200 zł. Przyjadę w środku nocy, więc hotel musi być w centrum, żebym się nie bała po ciemku wysiadać z walizką z samochodu.
Przychodzi potwierdzenie. Wszystko się zgadza. Albo raczej należałoby napisać: wszystko napisane normalną czcionką się zgadza. Przychodzi następny mail z fakturą. Cena 350 zł.
Jak stałam, tak usiadłam. Czuję się okradziona. Telefon w dłoń i dalejże dzwonić do złodzieja-hotelarza.
survival strefa.pl
I tu niespodzianka: złodziejem okazuje się booking. Jego niskie ceny wynikają z tego, że część kosztów noclegu nie jest podawana jako cena, tylko jako podpunkt pod podpunktem i nazywa się to: obsługa hotelowa.
Czyli 200 zł kosztuje nocleg, a 150 - obsługa hotelowa.
Shit!
150 zł dostanie recepcjonista?!
I tu kolejna niespodzianka: hotel należy do tzw. hoteli bezobsługowych, czyli dostaje się kod do domofonu, kod do skrzynki w której będzie klucz i nie zobaczę tam żywego człowieka. Ja?! Ja dostaję jakieś numery mailem?! I mam wejść na ich podstawie w nocy do pokoju w hotelu?! A jak się coś zatnie?! Nie zadziała?! Wyłączą prąd?!
W ten oto sposób muszę zabrać ze sobą wodę w butelce i śpiwór, bo nie wykluczam opcji spędzenia pierwszej nocy na parkingu pod hotelem. O ile tam będzie jakiś parking.
I to wszystko za jedyne 200 zł, które tak naprawdę wynosi 350...

kolejce

- Minęła data przydatności jej paszportu, a musi wyjechać za dwa tygodnie. W podskokach podążyłyśmy wyrobić jej dowód osobisty, ponieważ za kilka dni będzie miała 18. urodziny i może uda się zdążyć przed wyjazdem. Z dowodem w końcu też wyjedzie. Okazuje się, że nie ma żadnej gwarancji, na kiedy dowód zostanie zrobiony. Prawdopodobnie, ale może jednak, chociaż zdarza się, ale zwykle...
IEMKatowice
W takim razie w nieco mniejszych podskokach pojechaliśmy już w trójkę (wnioskować o paszport dla osoby która jeszcze tydzień jest dzieckiem muszą oboje rodzice) do biura paszportowego w sąsiednim mieście, bo tam mniejsze kolejki. Prosimy o przyspieszenie procedury. Owszem, można to zrobić, ale do mniejszego miasta paszporty jadą z większego miasta i trwa to tydzień. Plus tydzień na wykonanie paszportu - nie zdążymy. Lepiej jechać do dużego miasta, odstać swoje w kolejce i modlić się do świętego Paszportusa, żeby zdążył wydrukować co trzeba.
W dużym mieście kolejka do biura paszportowego przypomina stare, dobre czasy. Żeby w poczekalni nie spędzić całego dnia, należy ustawić się w kolejce bardzo skoro świt.
Zgłosiłam się na ochotnika. Następnego dnia o 6:30 stawiłam się głodna i niewyspana pod biurem. Nie byłam pierwsza, oj nie... Rodzina mimo korków dojechała na czas i wszystko wyglądało naprawdę budująco. Biuro otwarto o 8.15 i udało nam się dość szybko załatwić sprawę. Jednak nie było to proste, gdyż: aby odebrać paszport będzie musiała okazać się dowodem osobistym. W końcu będzie wtedy już pełnoletnia. A dowodu przecież nie ma, bo dopiero na niego czeka.
Sprawa otarła się o Panią Inspektor oraz Kierownika do Spraw Szczególnie Pokręconych. W końcu - jest nadzieja. Jeśli Dyrektor czegoś-tam się zgodzi i nic się nie przedłuży, paszport będzie na czas. I odbierze go bez dokumentu tożsamości...
Wnioski mam dwa: wyjechać raz a dobrze. Albo nie wyjeżdżać wcale ;-)

wtorek, 30 maja 2017

przyspieszony

Wchodzę do przejścia podziemnego. Sama. Samiuteńka. Nie żeby od razu ciemna noc, burza i inne utensylia, ale i tak nie lubię takich miejsc. Idę szybkim krokiem w słomianych butkach, więc jest cicho. Słychać tylko wielkie nic.
I nagle za moimi plecami odbija się echem przyspieszony krok jakiegoś zwierzęcia. Liczne łapy na schodach i złowrogie sapanie.
FotoZ.pl
Boję się gwałtownie odwrócić, żeby to, co uważam za ogromnego psa, nie uznało mnie za agresora. Idę i powolutku zerkam za siebie. Tętno odbija się od słomianej podeszwy i wraca, silnym uderzeniem waląc w bębenki uszne. Boję się.
Udaje mi się spojrzeć za siebie. Dyszę już tak samo jak ten zwierz. Wreszcie dostrzegam napastnika.
Malutki, stareńki piesek, ledwo powłóczący nogami z ogromnym trudem, sapiąc i stękając z bólu i zmęczenia schodzi po schodach, ciągnąc na smyczy swojego pana - jeszcze starszego i jeszcze bardziej schorowanego.

Gdy byłam mała zbudowano to jedyne przejście podziemne w okolicy, a babcia mówiła mi, że takie miejsca są niebezpieczne. Ciekawe, jak długo jeszcze będę to nosić po schodach w dół i po schodach w górę...