poniedziałek, 18 lutego 2019

ustawione

O ileż łatwiej uwierzyć w krytykę, niż w pochwały...

A może to tylko ja mam pokrętła źle ustawione w głowie…?

niedziela, 17 lutego 2019

każdego

Podobno Biblia ma w sobie tak uniwersalną zawartość, że zawsze losowo wybrane z niej zdanie okazuje się nieść treści adekwatne do każdej sytuacji każdego człowieka o każdej porze życia.
Sprawdziłam.
Moje wylosowane zdanie brzmi:
Do klaczy mej w zaprzęgu faraona
przyrównam cię, przyjaciółko moja.

Może powinnam czytać raczej podręcznik układania paneli podłogowych, albo książkę kucharską dla osób z indolencją kuchenną, żeby dowiedzieć się czegoś ważnego dla mojego życia. Bo z biblijnej klaczy faraona nic nie mogę wywnioskować dla siebie na przyszłość. Ani na teraźniejszość.
Gdyby ktoś umiał cenne wnioski wyciągnąć z mojego zdania, to chętnie posłucham...

erupcji

- Młodsza córko, jeśli chcesz, żebym pomogła Ci w powtarzaniu materiału na sprawdzian z angielskiego, to zróbmy tak: powiem ci zdanie po polsku, a ty przetłumaczysz je na angielski, ok?
     Mama przewertowała rozdział w podręczniku i ze słówek, które tam znalazła, skleciła zdanie, które w swym założeniu miało wskazać córce dalszy kierunek nauki:
 Od czasu do czasu z krateru wulkanicznego wylatują chmury pyłu. które są rezultatem erupcji gazu, powstałego z wpadających do płynnej lawy fragmentów skał.

To miało miejsce wczoraj. Od tamtej pory siedzę na sofie i patrzę niewidzącym wzrokiem przed siebie. Ona to przetłumaczyła...

sobota, 16 lutego 2019

słyszę

- Halo, Kalinko, to ty?
- Tak, cześć mamo.
- Halo, kto mówi?
- Tu Kalina, mamo.
- Halo, nic nie słyszę.
- Mamo, tu Kalina! Dzwonisz do Kaliny - Kalina drze się do słuchawki.
- Nic nie słyszę. Czy to Kalina, czy córka Kaliny?
- Mamo! - Jeśli poprzednia wypowiedź była darciem się, ta jest regularnym wyciem. - Tu Kalina!
- No w każdym razie u mnie wszystko dobrze. Jestem już w domu.
- To super, ma...
- Wróciłam taksówką, tylko nadal nic nie słyszę. Chyba coś mi się zepsuło w telefonie. Czy to Kalina?
- Tak, mamo! - Kalina zaczyna tracić głos. - Dzwonisz do...
- Wszystko u mnie dobrze. To pa. - Mama rozłączyła się w ułamku sekundy.

I na co ten krzyk, Kalino? I po co ten wrzask? Nie lepiej było milczeć? Już dawno stwierdzono, że mowa jest tylko srebrem, nawet jeśli staje się regularnym wyciem...

piątek, 15 lutego 2019

projektanta

Starsza córka zabrała Kalinę na zakupy do lumpeksu.
Kalina lubi używać rzeczy używanych uprzednio przez kogoś innego, więc od razu zabrała się do spacerowania między wieszakami.
Od czasu do czasu przyglądała się jakiemuś elementowi odzieży damskiej. I w ten sposób w ręce Kaliny wpadła spódniczka typu "idę na sylwestra do księżnej Monaco i nie mam co na siebie włożyć".
Kalina nie posiada odzieży tego typu, więc postanowiła nabyć za 14,99 zł (drogo!) ową spódniczkę, chociaż jej rozmiar nie wskazywał na możliwość użycia jej bez zaangażowania maszyny do szycia.
Kalina przyłożyła spódniczkę do ciała i uznała, że jednak wszystko pasuje, ewentualny sylwester u Donalda Trumpa jest już odzieżowo zaspokojony i życie jest piękne.

Gdy Kalina pokazał swój śliczny, czarny nabytek córce, ta padła trupem. Oczy wyszły jej na wierzch, szczęka opadła, a głos zamarł.
Córka Kaliny bowiem zauważyła metkę przyczepioną do wewnętrznej strony spódniczki i okazało się, że jest to elitarny produkt wykonany w pracowni pewnego niezmiernie znanego włoskiego projektanta odzieży. Telefon usłużnie podał cenę tego cuda: ponad 1000.
W ten sposób obok padłej córki ulokowało się ciało Kaliny - w dwójnasób zaskoczonej, gdy okazało się, że córka podała cenę w euro, a nie w złotówkach.

Ktoś uszył spódniczkę i zaproponował ceną ponad 1000 euro. Wariat.
Ktoś wszedł do sklepu i kupił spódniczkę za ponad 1000 euro. Wariat.
Ktoś, kto kupił tę spódniczkę za taką ceną, umieścił ją potem w skrzyni z odzieżą używaną, zamiast podarować komuś znajomemu. Wariat.
Ktoś kupił tę spódniczkę w lumpeksie za 14,99 zł. Kalina. Wariatka.

czwartek, 14 lutego 2019

rezerwacyjno

Do moich talentów nie mogę zaliczyć zdolności rezerwacyjno-organizacyjnych.
Niebywałych wyczynów muszę dokonać, żeby zaplanować sobie pracę. Podróż z miasta do miasta i nocleg codziennie w innym miejscu wyraźnie dotykają granic moich możliwości.
A jeśli jeszcze jadę "tam" i po kilku dniach wracam, wówczas w niektórych miejscach nocuję dwa razy, ale nie dzień po dniu - to niemal zwiastuje katastrofę.
Rozrysowywanie poszczególnych miejsc pracy i miejsc, w których będę nocować wygląda jak zajęcia dla osób ze znaczną indolencją geograficzno-organizacyjną...
:-)

środa, 13 lutego 2019

niechodzeniem

Na spotkaniu z dziećmi odpowiadałam na pytania, dotyczące moich ulubionych książek. Wymieniłam jednym tchem "Dzieci z Bullerbyn" i "Lato Muminków". A potem, zupełnie nie zastanawiając się nad tym co mówię, dodałam, że książką mojego życia jest "Czarodziejska Góra".
Jeden z chłopców, siedzący w pierwszym rzędzie, ten z drugiej klasy, który miał problemy z niechodzeniem przez pół godziny, krzyknął: "Czytałem tę książkę!".
Spojrzałam na niego zaskoczona. Jako osoba doświadczona w wielu sprawach mogę śmiało powiedzieć: Nie było widać, że kłamie.

Maksymalizmu

Podobno organizowane są spotkania kobiet, na których uczą się one akceptowania siebie i swojego ciała.
Jednym z punktów programu jest obserwowanie swojego ciała i ciał innych kobiet, co wiąże się naturalnie z koniecznością (lub może raczej dobrowolnością) rozebrania się do naga.
Zastanawiałam się, jak bym się czuła nago w otoczeniu innych nagich kobiet. Stanęłam ubrana przed lustrem i przyjrzałam się temu, czego nie widać.
Jednak zdecydowanie jestem zwolenniczką maksymalizmu. Maksymalizmu w zasłanianiu.

przeszkadzało

Nie lubię, gdy ktoś odwraca się do mnie tyłem, gdy ze mną rozmawia.
Nie myślę tu o neutralnych sytuacjach typu "podniosę coś ze stołu i już się odwracam przodem", tylko o odwracaniu się w rodzaju "nie będzie ci przeszkadzało, jak sobie usiądę do ciebie tyłem, bo mi tak wygodniej? i mów, ja słucham".
Niestety, będzie mi to przeszkadzało.
Jednak jestem zaprogramowana do mówienia ludziom w oczy, a nie w kręgosłup.
Zupełnie nie umiem rozmawiać z plecami. Albo z łopatką. Albo z karkiem. Albo z nerką.

Być może z tego powodu nigdy nie przekonałam się do chodzenia do spowiedzi. Prawdopodobnie jednym z powodów jest bezpośrednie zwracanie się do męskiego obojczyka. I to na dodatek oddzielonego kratami.

środa, 6 lutego 2019

Gotowa


 
 
Za nadzór techniczny, opiekę merytoryczną, fachowe poradnictwo i niekończące się wsparcie dziękuję Basi!

Basiu, matko chrzestna tego pomysłu, bez Ciebie nadal próbowałabym wszystkie elementy jakoś połączyć w całość ;-)

Obiektywnie i skromnie muszę stwierdzić: kapa jest cudna!


przedmiotów

Usłyszałam o metodzie sprzątania Marii jakiejśtam z Japonii. Stosowny film na Netflixie.
Zgodnie z tą metodą należy się pozbyć wszystkich przedmiotów, które nie dają nam radości.

Mam teraz nie najlepszy humor i chodzę po domu jak Kuba Rozpruwacz. Spoglądam na sprzęty domowe i telepatycznie przekazuję im wiadomość:
"Ty się, gościu, postaraj, bo skończysz jak pralka!"

(Wczoraj pralka puściła dym i smród. Górą dołem i spodem. Dziś wymieniliśmy ją na inną. Niech to będzie przykładem dla innych sprzętów. Generalnie nie jestem zwolenniczką karania dla przykładu, ale dzisiaj, gdy mam taki podły nastrój, jestem zwolenniczką wielu radykalnych metod).

;-)

piątek, 1 lutego 2019

słownik

Przewijam w myślach cały słownik języka polskiego w poszukiwaniu odpowiedniego epitetu. Przemyślałam wszystkie dostępne przysłówki (bardzo, znacznie, mocno, dotkliwie, okrutnie, przejmująco), ale żaden nie pasuje. Jedyne określenie, które wydaje się oddawać to, co chciałabym przekazać, to:
zimno jak cholera!


nasi

Moja koleżanka mieszkała w dzieciństwie w Policach. Opowiadała, że nic nie cieszyło jej wówczas bardziej, niż amerykańskie filmy akcji, w których umundurowani strażnicy prawa jeździli w samochodach, z umieszczoną z przodu, boku, tyłu i spodu nazwą jej rodzinnego miasta .
Na ekranie z zawrotną prędkością poruszał się samochód policyjny, a ona zawsze krzyczała: Nasi jadą!

czytać

A może jednak powinnam przestać czytać "Biegnącą z wilkami"? Coś czuję, że moja dziura w sercu znacznie się powiększa i niedługo dusza wypadnie mi przez nią prosto do jelita. Grubego.

środa, 30 stycznia 2019

rosną

Jeśli późnym popołudniem ostatniego dnia ferii zimowych córka własna staje przed tobą i informuje, że stopa jej urosła i nie ma żadnych butów, które jej nie cisną, oznacza to, że życie toczy się normalnym rytmem.
Stopy dziecka zawsze rosną w nieodpowiednich momentach - tak zapisano w świętych księgach i świadczy to o porządku istniejącym we wszechświecie.

ciągnącymi

Kilka spraw ciągnie się za mną od dawna. A bardzo tego nie lubię.
Może ktoś chciałby zająć się, w trybie wolontariatu, ciągnącymi się za Kaliną sprawami?
Obiecuję wdzięczność aż do momentu gdy pojawią się następne ciągnące sprawy.

poniedziałek, 28 stycznia 2019

ubarwia

Mam znajomą, która wykonuje zawód związany ze sztuką.
Prowadzi na facebooku tzw. funpage'a, czyli swoją autorską stronę. Zamieszcza na niej informacje o swoich podróżach, spotkaniach, pracy, o przeżyciach, które ją inspirują.
Ostatnio zamieściła informację, która wbiła mnie w fotel. Myślę, że była bardzo zaskakująca dla wszystkich, którzy ją znają. Natychmiast skontaktowałam się z naszą wspólną koleżanką, żeby dowiedzieć się, jak przedstawia się sytuacja, czy artystka potrzebuje pomocy, czy należy wzywać do niej GOPR, TOPR, czy raczej Wojska Ochrony Pogranicza. Czy natychmiast jechać z termosem, czy raczej zamawiać wizytę u psychiatry.

Wspólna koleżanka postawiła mnie do pionu. Artystka na funpage'u nie pisze prawdy. Ubarwia tam swoje życie, ponieważ atrakcyjność jej przeżyć ma wpływ na zainteresowanie nią i jej dziełami. To jest narzędzie marketingowe. Co zdziwiło mnie jeszcze bardziej - zatrudnia kogoś, kto produkuje jej wpisy. Dlatego czasem zdjęcia walizek, które zostały spakowane na wyjazd do Kutna, zostają podpisane jako bagaż przygotowany na podróż do Paryża.

Do tego dołożyło się i to: dowiedziałam się, że 90% zdjęć zamieszczanych w mediach społecznościowych jest przez użytkowników "poprawianych". Oglądacie zdjęcia swoich znajomych z wakacji? I znajomi i wakacje wyglądają na nich niezwykle atrakcyjnie? Tak... To jest właśnie owe 90%. A jeśli wasi znajomi są podobni do mojej artystki, to być może te wakacje miały miejsce w 2005, a palmy zostały przeklejone ze zdjęcia na stronie Ogrodu Botanicznego w Bangor.

O, słodka naiwności! Myślałam, że najgorsze na facebooku są zdjęcia talerza z obiadem...

smakować

Odstawiłam lek, który biorę od kilku lat. Działania nieprzyjazne były już tak dokuczliwe, że uznałam, iż przewyższają korzyści z jego stosowania. Poinformowałam o tym panią doktor.
Zrozumiała moją decyzję i poprosiła, żebym zrobiła dla odmiany badania w stanie bezlekowym - wówczas podejmiemy wspólną decyzję, co dalej.

Jedno z działań nieprzyjaznych ludzkości, jakie ten lek wywoływał u mnie, było całkowite upośledzenie zmysłu smaku. Mój zmysł smaku zawsze był odległy od normalnego, ale całkowite wyłączenie go spowodowało, że nie czułam żadnej różnicy smaku pomiędzy sernikiem a bigosem. Potrawy te różniły się wyłącznie konsystencją. Gotowanie zaczęło przypominać rosyjską ruletkę - próbowanie czegokolwiek nie miało najmniejszego sensu. Dosypywałam zatem do potraw przyprawy i liczyłam na cud.

Odstawiłam lek i po kilku tygodniach jedzenie zaczęło smakować jedzeniem. W pewnym zakresie, naturalnie. Jak wspomniałam wcześniej, mój zmysł smaku nigdy nie należał do szczególnie sprawnych.
Niestety, ma to swoje negatywne skutki. Okazało się bowiem, że mleko migdałowe, które piłam przez ostatnie miesiące, jest wyjątkowo paskudne w smaku. Przepraszam was, kubki smakowe, że torturowałam was czymś tak okropnym. Nie zdawałam sobie z tego sprawy.

niedziela, 27 stycznia 2019

miejsc

Zadzwoniła do mnie Magda. Wróciła z Tajlandii i Kambodży. Zachwycona. Opowiedziała, jak było.
W ten sposób wydłużyła się lista miejsc, które chcę zobaczyć.

nadzieję

Mama jest już po zabiegu. Przywiozłam ją do domu. Trochę podkoloryzowałam to, co powiedział pan doktor, mając nadzieję, że kłamstwo jest kłamstwem tylko wtedy, gdy służy złej sprawie.
Zatem - prawdę powiedziałam. 

sobota, 26 stycznia 2019

poczekalni

Z lewej strony do poczekalni wszedł pan z panią. Pani trzymałą pana pod rękę. Była w moim wieku. Ładnie ubrana, w spódnicy i rajstopach, dziwnie luźnych na jej szczupłych nogach. Widać było, że porusza się z trudem. Wpatrywała się w podłogę, odnajdując w tym siłę, żeby utrzymywać pionową pozycję. Każdy krok miał dla niej wartość. Nie poruszała głową, rękoma, szyją, zupełnie jakby nie chciała marnować energii na zbędę ruchy. Pan mówił coś do niej, a ona tylko szła obok, nieobecna. Spineczka, która podtrzymywała lichutkie włosy, przesunęła się na tył głowy. Pan miał na sobie ładny, popielaty sweter i przyglądał się ludziom, wchodzącym do hallu.
Byli na spacerze, być może codziennym.
Okrążyli poczekalnię i wrócili do windy.

Szpital onkologiczny to miejsce, w którym energia krąży inaczej.

piątek, 25 stycznia 2019

określeń

Jak się teraz poprawnie politycznie mówi na osoby o ciemnej skórze?
Jest tyle określeń. Co uznane jest za stosowne?

czwartek, 24 stycznia 2019

dom

Chciałabym mieć dom, stanowiący jedno, wielkie pomieszczenie. No, może zgodziłabym się na wydzielenie gdzieś z boczku łazienki, ale reszta - otwarta. Przestrzenie, przechodzące jedna w drugą, z każdego miejsca wspaniała perspektywa. Do tego wielkie okna. Z jednej strony część sypialniana, obok gabinetowa, pośrodku wielka sofa do leniuchowania, hamak, poduszki do siedzenia, gdy człowiek ma akurat ochotę siedzieć na podłodze. Drewniana podłoga. Albo betonowa. Tu jest jeszcze miejsce na decyzję. Okna bez firanek, żeby nie ograniczać widoku na morze, zwłaszcza wtedy, gdy będzie sztorm.

W jakimś miejscu wielki stół, na którym można rozłożyć papiery. I nie trzeba by ich sprzątać, żeby zjeść obiad.
W kuchni ogromna lodówka, z zapasem wszystkiego.
Taras. Na dachu wielki taras.
A przed domem trawnik, ale nie strzyżony, koszony i wyrównywany, tylko łąkowy, niedbały, swobodny.
I drzewa, a na nich ptaki. Ptaki na drzewach - to konieczność.
I jeszcze kępa liści, w których zagrzebuje się jeż z jeżową.
I pies. Kudłaty. A może nawet dwa?
I rower, żebym mogła szybko podjechać do sklepiku po kilogram moreli. Albo nie - morele będą rosły w moim sadzie. Do sklepiku po ser z dziurami. Ogromnymi dziurami.

wtorek, 22 stycznia 2019

seniorów

Prowadziłam dzisiaj spotkanie dla seniorów.
Pierwszy raz słuchali mnie sami dorośli. Bardzo dorośli.

Nikogo nie musiałam prosić, żeby siedział do mnie przodem i nikt nie wykrzykiwał odpowiedzi na pytania.
W czasie przeznaczonym na zadawanie pytań nikt nie zapytał mnie gdzie jest toaleta i czy można już jeść. Nikt też nie spytał mnie ile mam lat, czy czuję się bogata, czy mam męża i czy śpię z nim pod jedną kołdrą.
Nie musiałam pilnować, żeby pan Adaś nie bił pana Grzesia i żeby pani Sabinka nie trzymała obłoconych kozaków na tapicerowanym krześle.
Gdy jedna z osób wyszła na moment z sali nie musiałam się martwić, że się zgubi, albo że zrobi sobie krzywdę.
Na samym początku spotkania któraś z pań przypomniała wszystkim, że warto wyłączyć telefony i, o dziwo!, wszyscy wyłączyli!
Nikt nie zgubił szalika, nikt nie włożył cudzej czapki i nie musieliśmy poszukiwać niczyjego tornistra, który jednak został w domu.
Po spotkaniu nikt nie wybiegł z sali, demolując przy tym połowę korytarza.
Nikt nie dłubał w nosie i nie zjadał efektów swoich prac wykopaliskowych.

Praca z dorosłymi to zupełnie inna bajka.
Zaczynam rozumieć, dlaczego tak popularny jest Uniwersytet Trzeciego Wieku.
Popularny wśród wykładowców ;-)

niedziela, 20 stycznia 2019

podjeżdżającym

Jechałam samochodem z kierowcą-agresorem. Krzyczącym na wszystkich innych. Udowadniającym innym, że nie mają racji. Podjeżdżającym na odległość komara do innych samochodów. Wyprzedzającym samochody zwalniające przed światłąmi, żeby jeszcze zdążyć na ostatnich tchnieniach żółtego. Ruszającym z piskiem opon i hamującym tak, że można stracić jedynki.

To są kompleksy?
Mania wyższości?
Zaburzenia psychiczne?
Głupota?

wtorek, 15 stycznia 2019

geografia

Zameldowałam się w maleńkim hoteliku kilkanaście kilometrów od zachodniej granicy.
Spytano mnie, czy długo jechałam.
- Trzy godziny. Fatalna pogoda na podróż. Całą drogę lało i wiało.
- A skąd dokładnie pani jechała.
Podałam nazwę miasta.
- Gdzie to jest? - usłyszałam pytanie.
Zaniemówiłam. Stałam z rozdziawioną paszczą. Zupełnie nie wiedziałam, jak wytłumaczyć komuś, kto mieszka w tym samym kraju co ja, gdzie znajduje się jedno z największych miast w Polsce... Jednak geografia nie jest moją mocną stroną ;-)

poniedziałek, 14 stycznia 2019

przedtem

Do domu daleko, śnieżyca za oknem, wichura, drogi nieprzejezdne.
Docierają do mnie strzępki tego, co się dzieje w kraju.

Czy to jest ten moment, po którym już nigdy nie będzie tak jak przedtem?
Czy może jest to chwila, która właśnie przywróci nas do pionu?

niedziela, 13 stycznia 2019

dorosłym

Obserwuję skrajnie różne poglądy na wychowanie i edukację dzieci.

Z jednej strony codziennie zajęcia dodatkowe, korepetycje żeby wyprzedzić program szkolny, narty, tenis, żagle, balet, pianino i zajęcia z programowania. Wysoko ustawiona poprzeczka, nagrody za dobrą naukę. Klasyczne podejście do obowiązków domowych. Stosowanie systemu kar.

Z drugiej strony leśne szkoły, szkoły demokratyczne, nauczanie domowe, obniżanie wymagań, żadnych zajęć pozalekcyjnych. Brak ocen, wychowanie w bezstresowych warunkach, nauka wyłącznie poprzez zabawę. Liberalne podejście do niewypełniania obowiązków. Brak kar.

wtorek, 8 stycznia 2019

internetowym

- Kalinko, jak myślisz, z kim mogłabym pójść odebrać komputer?
- Jaki komputer, mamo?
- Wyobraź sobie, że wygrałam w konkursie komputer!
- W jakim konkursie, mamo?
- Internetowym.
- A dlaczego brałaś udział w konkursie internetowym?
- Bo napisali do mnie prośbę, żebym odpowiedziała na kilka pytań, a nagrodą będzie komputer. I wygrałam.
- Mamo, a co to jest za firma?
- Zadna firma, Kalinko. To jest internet.
- Ale kto organizował ten konkurs?
- No internet. Przecież ci mówię.
- Mamo, to jest jakieś straszne oszustwo. Czy podawałaś im swoje dane?
- Ależ skąd! Ja nie podaję żadnych danych.
- A skąd wiesz, że wygrałaś?
- Bo do mnie zadzwonili.
- Czyli podałaś im swój numer telefonu?
- Nie.
- To skąd go mieli?
- Widocznie jedno z pytań które mi przysłali, dotyczyło numeru telefonu.
- A jakie były inne pytania?
- Nie wiem. Czy ja zapamiętuję wszystkie pytania, na które odpowiadam w internecie?
- To odpowiadałaś jeszcze na inne takie pytania?
- Oczywiście. Zawsze odpowiadam, jak mi przysyłają.

Kalina rozłączyła się, zadzwoniła natychmiast do siostry Kaliny i przedstawiła jej sytuację: stan oceniła na alarmowy. Najprawdopodobniej mama za moment padnie ofiarą kolejnych wyłudzaczy kredytów - tym razem wcisną jej komputer. Być może zabawkowy. Siostra Kaliny już po chwili dzwoniła do mamy, żeby jej zakazać rozmawiania przez telefon z jakimikolwiek firmami czy internetami, oferującymi darmowe przedmioty.

- Halo, mamo. Tu siostra Kaliny.
- Co, już zadzwoniła do ciebie Kalina?
- Mamo, Kalina się bardzo zdenerwowała, że padniesz znowu ofiarą oszustów.
- A jacy to mogą być oszuści, skoro ja wygrałam od nich komputer?!

Jeszcze kilka takich akcji i obie córki mamy będą musiały dokonać żywota w jakimś odosobnionym ośrodku...

kuchni

Nauczyłam się robić zupę miso.
Japonio - bądź mi siostrą!
Dlaczego w polskiej kuchni nie ma tak pysznych potraw, które da się przyrządzić w 3 minuty?!