czwartek, 22 czerwca 2017

przypaleń



- Wszyscy jesteśmy cząstką przyrody. Oddychamy tym samym powietrzem. Elektrony krążą między nami, przenosząc z jednej osoby na drugą ładunek elektryczny. Wydaje nam się, że życie mieści się w obszarze wyznaczonym przez nasze ciało. Tymczasem wszystko się miesza. Materia i energia przemierza odległości i raz jest częścią mnie, raz częścią sąsiada.

agdmaniak.pl
- Coś się stało?

- Przypaliłam ziemniaki. Smród wypełnił całą kuchnię, przedpokój i każdy najmniejszy zakamarek mojego mieszkania. Po kwadransie śmierdział już cały budynek, a po kolejnych minutach bawiące się w piaskownicy niedaleko moich okien dzieci powiedziały, że chyba ktoś robi ognisko. A przecież nie było jakiegoś szczególnego wiatru. Czyli w normalnych warunkach powietrze z mojej kuchni też radośnie wędruje po wszystkich mieszkaniach, schodach, skwerkach i piwnicach. I niesie ze sobą moją energię. Fizyki nie da się oszukać…

- W twoim przypadku fizyka przypaleń rzeczywiście jest nieugięta…

czwartek, 15 czerwca 2017

ząb

memy.pl
- Natalka spała u Tosi - koleżanki z podwórka. Wieczorem, gdy leżała już w łóżku, poczuła, że ruszający się od dawna ząb nagle nabrał chęci do emigracji. Poruszyła języczkiem, poruszyła paluszkiem i ząbek bezboleśnie wypadł.
Nikomu nic nie mówiąc wsunęła ząbek pod poduszkę.
Rano zaaferowana podniosła poduszkę i znalazła tam swój stomatologiczny skarb.

Po południu wróciła do swojego domu i rozmawiała z mamą. Opowiedziała przygodę i wyciągnęła słuszne wnioski:
- Ty wiesz, mamo, że u Tosi nie działa zębowa wróżka?!

piątek, 9 czerwca 2017

patologiczną

Trzecia w nocy. Godzina postrzelonych matek. Obudziłam się przerażona, że zapomniałam napisać usprawiedliwienie nieobecności córki w szkole, a przecież zbliża się koniec roku szkolnego. Myślę, że gdy wychowawczyni zauważy w mailu, o której godzinie zajmuję się takimi sprawami, pomyśli, że jesteśmy rodziną patologiczną...

piątek, 2 czerwca 2017

zarezerwowałam

Zarezerwowałam na bookingu nocleg. Dwa dni. Cena 200 zł. Przyjadę w środku nocy, więc hotel musi być w centrum, żebym się nie bała po ciemku wysiadać z walizką z samochodu.
Przychodzi potwierdzenie. Wszystko się zgadza. Albo raczej należałoby napisać: wszystko napisane normalną czcionką się zgadza. Przychodzi następny mail z fakturą. Cena 350 zł.
Jak stałam, tak usiadłam. Czuję się okradziona. Telefon w dłoń i dalejże dzwonić do złodzieja-hotelarza.
survival strefa.pl
I tu niespodzianka: złodziejem okazuje się booking. Jego niskie ceny wynikają z tego, że część kosztów noclegu nie jest podawana jako cena, tylko jako podpunkt pod podpunktem i nazywa się to: obsługa hotelowa.
Czyli 200 zł kosztuje nocleg, a 150 - obsługa hotelowa.
Shit!
150 zł dostanie recepcjonista?!
I tu kolejna niespodzianka: hotel należy do tzw. hoteli bezobsługowych, czyli dostaje się kod do domofonu, kod do skrzynki w której będzie klucz i nie zobaczę tam żywego człowieka. Ja?! Ja dostaję jakieś numery mailem?! I mam wejść na ich podstawie w nocy do pokoju w hotelu?! A jak się coś zatnie?! Nie zadziała?! Wyłączą prąd?!
W ten oto sposób muszę zabrać ze sobą wodę w butelce i śpiwór, bo nie wykluczam opcji spędzenia pierwszej nocy na parkingu pod hotelem. O ile tam będzie jakiś parking.
I to wszystko za jedyne 200 zł, które tak naprawdę wynosi 350...

kolejce

- Minęła data przydatności jej paszportu, a musi wyjechać za dwa tygodnie. W podskokach podążyłyśmy wyrobić jej dowód osobisty, ponieważ za kilka dni będzie miała 18. urodziny i może uda się zdążyć przed wyjazdem. Z dowodem w końcu też wyjedzie. Okazuje się, że nie ma żadnej gwarancji, na kiedy dowód zostanie zrobiony. Prawdopodobnie, ale może jednak, chociaż zdarza się, ale zwykle...
IEMKatowice
W takim razie w nieco mniejszych podskokach pojechaliśmy już w trójkę (wnioskować o paszport dla osoby która jeszcze tydzień jest dzieckiem muszą oboje rodzice) do biura paszportowego w sąsiednim mieście, bo tam mniejsze kolejki. Prosimy o przyspieszenie procedury. Owszem, można to zrobić, ale do mniejszego miasta paszporty jadą z większego miasta i trwa to tydzień. Plus tydzień na wykonanie paszportu - nie zdążymy. Lepiej jechać do dużego miasta, odstać swoje w kolejce i modlić się do świętego Paszportusa, żeby zdążył wydrukować co trzeba.
W dużym mieście kolejka do biura paszportowego przypomina stare, dobre czasy. Żeby w poczekalni nie spędzić całego dnia, należy ustawić się w kolejce bardzo skoro świt.
Zgłosiłam się na ochotnika. Następnego dnia o 6:30 stawiłam się głodna i niewyspana pod biurem. Nie byłam pierwsza, oj nie... Rodzina mimo korków dojechała na czas i wszystko wyglądało naprawdę budująco. Biuro otwarto o 8.15 i udało nam się dość szybko załatwić sprawę. Jednak nie było to proste, gdyż: aby odebrać paszport będzie musiała okazać się dowodem osobistym. W końcu będzie wtedy już pełnoletnia. A dowodu przecież nie ma, bo dopiero na niego czeka.
Sprawa otarła się o Panią Inspektor oraz Kierownika do Spraw Szczególnie Pokręconych. W końcu - jest nadzieja. Jeśli Dyrektor czegoś-tam się zgodzi i nic się nie przedłuży, paszport będzie na czas. I odbierze go bez dokumentu tożsamości...
Wnioski mam dwa: wyjechać raz a dobrze. Albo nie wyjeżdżać wcale ;-)

wtorek, 30 maja 2017

przyspieszony

Wchodzę do przejścia podziemnego. Sama. Samiuteńka. Nie żeby od razu ciemna noc, burza i inne utensylia, ale i tak nie lubię takich miejsc. Idę szybkim krokiem w słomianych butkach, więc jest cicho. Słychać tylko wielkie nic.
I nagle za moimi plecami odbija się echem przyspieszony krok jakiegoś zwierzęcia. Liczne łapy na schodach i złowrogie sapanie.
FotoZ.pl
Boję się gwałtownie odwrócić, żeby to, co uważam za ogromnego psa, nie uznało mnie za agresora. Idę i powolutku zerkam za siebie. Tętno odbija się od słomianej podeszwy i wraca, silnym uderzeniem waląc w bębenki uszne. Boję się.
Udaje mi się spojrzeć za siebie. Dyszę już tak samo jak ten zwierz. Wreszcie dostrzegam napastnika.
Malutki, stareńki piesek, ledwo powłóczący nogami z ogromnym trudem, sapiąc i stękając z bólu i zmęczenia schodzi po schodach, ciągnąc na smyczy swojego pana - jeszcze starszego i jeszcze bardziej schorowanego.

Gdy byłam mała zbudowano to jedyne przejście podziemne w okolicy, a babcia mówiła mi, że takie miejsca są niebezpieczne. Ciekawe, jak długo jeszcze będę to nosić po schodach w dół i po schodach w górę...

sobota, 27 maja 2017

czasu

Kiedyś, w zamierzchłej przeszłości, jakiś nadgorliwy naukowiec-samouk wymyślił, że określoną ilość przesypujących się w klepsydrze ziarenek piasku będzie się uważało za sekundę. Analogicznie poszło mu z kwadransem, godziną i dobą.
Gdyby nie jego chora ambicja stworzenia czegoś spektakularnego, nie mierzylibyśmy dzisiaj czasu.

On sobie spokojnie leży w grobie od kilkudziesięciu stuleci, a my się wszędzie musimy spieszyć i ciągle z czymś nie zdążamy. I gdzie tu sprawiedliwość?!
;-)

piątek, 26 maja 2017

fizyce

likepin.pl
Uwielbiam czytać książki popularnonaukowe o fizyce i astronomii. Prawdopodobnie lubię je, ponieważ nie jestem ani fizykiem, ani astronomem i jeśli czegoś nie rozumiem, mogę sobie to dowolnie interpretować i dowyobrazić gdzie trzeba.

Współczuję fizykom, że nie mają tej przyjemności w rozumieniu zjawisk. Oni wszędzie muszą wciskać te nikomu niepotrzebne wzory z bardzo nieprofesjonalnie wyglądającymi znaczkami.

czwartek, 25 maja 2017

zestresowana

Dodaj napis
Powiedziała, że jest zestresowana pracą. Już nie daje sobie rady. Musi jakoś odreagować, bo boi się, że dłużej nie pociągnie. Praca ją wykańcza. Tempo zawrotne. Obowiązki i trudne chwile. Przytaknęłam ze zrozumieniem, powracając myślami do moich przykrych doświadczeń.
- A jaką pracę pani wykonuje? - spytałam nieśmiało.
- Jestem bibliotekarką. W małej miejscowości. A w tym tygodniu aż dwie klasy wypożyczały lektury.


środa, 24 maja 2017

pochodzę


Tatry
- Nie pochodzę od człowieka jaskiniowego. Jestem przekonana, że moi przodkowie nigdy nie przesiadywali w ciemnych, niedoświetlonych, wilgotnych jaskiniach. Ci, którzy dali początek mojej rodzinie, w prehistorii mieszkali na otwartych przestrzeniach, w pełnym słońcu, latały im nad głową prehistoryczne motyle wielkie jak hula-hop i czytali sobie książki, leżąc w hamakach, przywiązanych do nóg pasącego się dinozaura. Żadnych stalaktytów, kapiącej wody, osmolonych ścian i ciasnego wejścia.
Słońce. To jest kluczowe słowo.

niedziela, 21 maja 2017

świdrem


z-ne.pl
Z bólem zęba wielkim jak boisko piłkarskie poszłam do sklepu. Kilkuosobowa kolejka, ale jednak za długa na sterczenie ze świdrem, wjeżdżającym w moją dolną jedynkę. Postanowiłam być dzielna. Nadeszła moja kolej, dokonałam wyboru częściej posługując się pantomimą niż słowami i zostałam poproszona o podejście do kasy. Pani kasjerka, kobieta dość młoda, bo tylko nieznacznie starsza ode mnie, powiedziała mi ile płacę, spojrzała na mnie smutnym wzrokiem i powiedziała:
- Nie mam siły.
- Ja też - odpowiedziała część mnie, która zapomniała o tym, że mówienie sprawia mi jeszcze większy ból.
- Ledwo tu stoję - wyszeptała kasjerka.
- Ja też - wyszeptała moja jedynka.
- Też się pani tak dzisiaj czuje? - Kasjerka popatrzyła na mnie z wdzięcznością.
- Yhy - wydobyło się z mojego wnętrza.
     Od razu poczułam się lepiej. Kasjerka też. Wyraz jej twarzy wyraźnie zmienił się na "dzisiaj nie umrę". Jedynka i ja uznałyśmy, że jednak doczekamy poniedziałku. W domu schowałyśmy łyżwę, która miała, wzorem klasyka, służyć do usunięcia problemu.

jasna



jeja.pl
Budzik w telefonie dzwoni codziennie o szóstej rano. Wyłączam go półprzytomna z niewyspania. Z niewiarygodnym trudem wstaję z łóżka, niepochlebnie wyrażając się w myślach o wszystkim, na czym zdołam się skupić. W drzwiach od sypialni do pionu stawia mnie przeraźliwe piszczenie świnki morskiej, która udaje, że nie jadła od miesiąca i domaga się śniadania. Najpierw szuflada z warzywami, szykowanie paszy dla świnki, potem łazienka i próba niezaśnięcia na toalecie. Tak w ogólnym zarysie przedstawia się poranek każdego dnia roboczego. Tymczasem w weekendy, gdy nie dzwoni ta bezwzględna, bezduszna maszyna, ostatnio sama, dobrowolnie, bez żadnego zewnętrznego przymusu budzę się około 6.15 wyspana, zrelaksowana i świeża.
Nie lubię przeklinania, ale tu się nie da inaczej:
Cholera jasna!

piątek, 19 maja 2017

heliocentryczną

Zamierzam napisać wniosek do Komisji NieWiemJakiej, żeby wreszcie obalić teorię heliocentryczną. Jakie Słońce w środku?!
Przecież obecna pogoda jest dowodem na to, że Słońce przez pół roku jest poza naszym Układem hmm... Słonecznym.
Potem nagle wraca i świeci przez kilka miesięcy z przerwami na deszcz.
Nie wiem, gdzie jest od października do kwietnia, ale co pytam znajomych, to nikt go wtedy nie widział.
A teraz? Proszę bardzo! Już nieomalże
w północne okna świeci, tyle w nim energii!
I to lubię!
To pochwalam!
Zachęcam, żeby jeszcze bardziej!

środa, 17 maja 2017

zaległe

- Wygląda to tak: mija kilka tygodni i nic się nie dzieje. To znaczy, naturalnie dzieją się różne drobne drobiazgi, ale wykres życiowego ekg raczej w normie. I nagle zdarza się wielkie łups! W ciągu tygodnia wszystkie zaległe od roku zaległości wypełzają zza szaf, wszystkie niedokręcone śrubki nagle się wykręcają, szczeliny w czasoprzestrzeni powiększają się niemożebnie, a czas przyspiesza i pędzi jak kołowrotek w klatce chomika. Albo i szybciej.
A potem znowu przychodzi szara szarość, monotonia, normalność i codzienność.
Słyszy?
Ta szara zwyczajna codzienność? Niech przyjdzie, bo zwariuję!

piątek, 28 kwietnia 2017

zginęła

- Halo, mamo! Co tam?
maxhumor
- Kalinko, ty wiesz, co się stało? Zginęła mi myszka.
- Jaka myszka, mamo?
- No ta od komputera.
- A, to ja ci podrzucę jakąś naszą. Oddasz mi, jak się twoja znajdzie.
- Ale, Kalinko. Ty mnie nie rozumiesz. Mnie się zgubiła myszka na ekranie!
- Kursor ci się zgubił, mamo?
- No tak!
- A poruszaj myszką powolutku i zobacz, czy się znajdzie.
Chwila ciszy w słuchawce.
- Znalazła się. Dziękuję ci, Kalinko. Ty to zawsze umiesz mi komputer naprawić!



czwartek, 27 kwietnia 2017

naturalną

trele-morele.blox
- Szczycę się tym, że jestem naturalną blondynką. To znaczy... jestem naturalną blondynką od jakiegoś czasu. Dokładnie od mniej więcej dwóch lat. Naturalnie jestem naturalną blondynką z tubki. Ponieważ mój organizm coraz gorzej radzi sobie z uzupełnianiem barwnika w nowo rosnących włosach, naturalna farba z tubki staje się na moich włosach coraz jaśniejsza, gdyż albowiem coraz mniej jest na moim czerepie włosów w kolorze ciemnym.
Nie rozumiem tego zjawiska i dziwię się coraz bardziej. Jak to jest możliwe, że mam coraz więcej włosów w kolorze, którego nazwy nawet nie chcę wymawiać, a który zatrważająco srebrzy się, zwłaszcza w słońcu...

I o ile mogłabym zrozumieć, że włosy należy od czasu do czasu farbować, żeby kolor był świeży i jeszcze bardziej naturalny, to wszystko się we mnie buntuje, gdy pada mrożące krew w żyłach słowo "odrosty". No na to nie ma we mnie zgody.

A wszystko to piszę, gdyż dzisiaj widziałam kobietę mniej więcej w moim wieku, czyli bardzo młodą, o pięknych, siwych włosach. I trochę jej zazdroszczę. Odwagi, bo przecież nie siwizny...

rządzi

mlektury.pl
- Najpierw opowiadała mi, że ma szalonego kuzyna. Spotkała go na spływie, który zorganizowałam. Okazało się, że jej kuzyn to mąż naszej koleżanki z liceum. Potem opowiadała o swojej dentystce, która okazała się mamą z klasy mojej córki. Ostatnio zachwycała się mieszkaniem swojej przyjaciółki. Od słowa do słowa zorientowałam się, że to nasza koleżanka ze studiów. Gdy wspomniała o swoim koledze ze studiów, z którym mój mąż siedział przez cztery lata w szkolnej ławce, zaczęłam wierzyć w przeznaczenie.

Po pierwsze, zaczynam do niej mówić "siostro". Tak na wszelki wypadek.
Po drugie: nasze młodsze córki przyjaźnią się od ośmiu lat (mają 10!), a my mamy ze sobą świetny kontakt. Wszystko wskazuje na to, że nawet gdybyśmy nie były sąsiadkami, musiałybyśmy się wcześniej czy później poznać.

I co? Światem rządzi przypadek? Przypadek?! Dobre sobie! ;-)

wtorek, 25 kwietnia 2017

towarów


- Nie, nie. Nie będę się tłumaczyć. Chcę tylko na wstępie poinformować, że weszłam na stronę pewnego sklepu nie w celu zaspokojenia potrzeb zakupowych, tylko musiałam sprawdzić coś z powodów zawodowych.
nonsensopedia.pl
Zaczęłam oglądać dostępne produkty. Opisy towarów bardzo mnie zaskoczyły:

"Zapewnia swobodę"
"Poprawia krążenie"
"Zwiększa koordynację"
"Dopasowuje się do anatomii"

Myślałam, że ta anatomia bije wszystko na głowę, ale wtedy przeczytałam:

"Bodymapping - specjalne strefy klimatyczne. Utrzymuje właściwy mikroklimat. Charakteryzuje się wysoką elastycznością i giętkością. Pełna swoboda ruchów."

A to wcale nie był TAKI sklep z TAKIMI gadżetami!

sobota, 22 kwietnia 2017

alternatywnie

platine.pl
- Zrezygnowaliśmy z wyjazdu na długi weekend majowy i postanowiliśmy alternatywnie pomalować w tym czasie mieszkanie. Dodatkowo każdy z nas mógł wybrać jedną rzecz, której w domu najbardziej nie lubi, i tę rzecz wyrzucimy lub jeśli trzeba będzie to zamienimy na fajniejszą. W ten sposób pozbędziemy się lampy z przedpokoju (hurra!), drugiej, mniejszej lampy z przedpokoju (hurra!), dekoracji z przedpokoju (bez hurra, bo to jest moje autorskie dzieło) i dywanu z salonu (hurra!). Wszyscy uznaliśmy, że wyjazd do Wiednia byłby cudownym przeżyciem, ale jeszcze bardziej chcemy zmienić coś w domu.
- Wybrałabym Wiedeń.
- A widziałaś kiedyś lampę w naszym przedpokoju?
- A, to TA lampa! No tak. Faktycznie. Wiedeń przegrywa z tą lampą już na starcie!

czwartek, 20 kwietnia 2017

czarne

- Mamo, to powiedz mi, jakie bluzki chciałabyś kupić.
blasty
- Czarne, Kalinko. Ja to najbardziej lubię czarne. Albo inne ciemne, stonowane kolory. I żeby nie było dekoltu.
- Zapięte pod szyję i czarne na lato? Mamo, jesteś pewna? W upały będziesz w czarnej sutannie chodzić?
- A jak ty myślisz, Kalinko, jakie najlepiej?
- Jasne, cienkie i z dekoltem.
- No tak. Ja też tak uważam. A nie ciągle tylko czarne i czarne. Ja bym już wreszcie jakieś kolory chciała, a ty mi ciągle tylko czarne pokazujesz...

środa, 12 kwietnia 2017

robią

- Tato, czy tobie też się czasem robią takie plamkowe bąbelki przed oczami, gdy na coś patrzysz?
- Tak.
- To dobrze, bo myślałem, że to jakaś choroba oczu.
- Nie, synku. Każdy tak ma.
- To dobrze, że każdy.
- No... W każdym razie na pewno każdy z nas dwóch...

niedziela, 9 kwietnia 2017

powiedzieć

- Naturalnie, że nie jestem wrażliwa na krytykę. Naturalnie, że po krytyce nie mam ochoty kupić bardzo długiego zamka błyskawicznego i zamknąć się nim w najciemniejszym kąciku.
klubzaglebiowski.pl
         Naturalnie, że po krytyce nabieram głębokiego wdechu, rozpościeram szeroko ramiona i mówię: tak, to jest to, co dodaje mi skrzydeł. I odlatuję. I tak lecę, i lecę.
         Naturalnie, że krytykę traktuję jak zastrzyk nowej energii. Że robię sobie po niej kawę, dosypuję zamiast cukru łyżeczkę krytyki i pijąc tę mieszankę, czuję jak nowa siła i nowa energia dochodzą do każdej komórki mojego ciała. Zwłaszcza do tych, odpowiedzialnych za dalsze działania.     
         Naturalnie, że mam do krytyki należny dystans, wiem, że nie dotyczy ona mnie personalnie, tylko pracy, którą wykonałam i wcale nie biorę jej do siebie. Ja jestem ok i ty jesteś ok. Jeśli panuje między nami pozytywna energia, możemy powiedzieć sobie wszystko. W końcu obie jesteśmy dojrzałymi osobami, gotowymi na przyjęcie prawdy. Tylko że ty dałaś mi z dobroci serca wór śmierdzącej jak końska kupa krytyki. A ja przyjęłam ją ze zrozumieniem, wysłuchałam, powiedziałam "Ok, rozumiem". A ty spytałaś mnie, czy na pewno wszystko jest ok i czy nie czuję się z tym źle. "Nie, nie czuję się z tym źle". Zapomniałam tylko dodać, że w tamtej chwili przestałam się zupełnie czuć.
         Naturalnie.