poniedziałek, 13 sierpnia 2018

zsynchronizowany

Reklamy w radio samochodowym powinny być zakazane. Gdy tylko się pojawiają, zaczynam przełączać stacje, a przecież każdy wie, że gdy kierowca skupiony jest na przełączaniu stacji, to nie skupia się na innych sprawach. Czyli uważność kierowców spada co kilkanaście minut, podejrzewam, że w sposób zsynchronizowany, ponieważ zauważyłam, że gdy przełączam się z jakiejś stacji z powodu reklamy, na innych stacjach też są wtedy reklamy. Czyli to nie ma znaczenia, jakiej stacji słucha kierowca, co kilkanaście minut, w tym samym czasie co wszyscy inni kierowcy, staje się niebezpieczny dla otoczenia.

To był wstęp, a teraz sens:
Dzisiejsza przygoda radiowa:
Muzyczka śliczna kończy się i zaczyna się reklama:
Skuteczny syrop (Kalina wyciąga palec i pstryk, przełącza się na inną stację) na suchość pochwy (dokończyła inna reklama).
Nosz kurna chata, jestem kobietą i dostaję od tego gęsiej skórki, ale gdybym była mężczyzną, to bym chyba dostała jeszcze większej...

siuup!

Obserwuję, które rzeczy mnie unieszczęśliwiają i te wyrzucam.
Wielki worek na śmieci i fiuuu!
Co za radość! Sprzęty kuchenne, których nigdy nie używam, bo kuchnia nie jest moim żywiołem. Prostownica do włosów, suszarka robiąca loki - siuup! Nie ma! I tak nie używam, a tylko patrzenie na nie powiększało mi szparę w duszy.
Eleganckie buty na wysokich obcasach - hej hop! i nie ma. Nie ma też myślenia, że czasem wypada. Już nie wypada. Nie ma.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie unieszczęśliwia. To facebook. Starsza córka mówi, że mogę założyć coś, co jest stroną zawodową, a zlikwidować prywatną i wtedy będzie więcej szczęścia. Dojrzewam. Wielki worek już czeka, żeby tego całego facebooka siuuu! wyrzucić ze mnie i zostawić miejsce, które natychmiast zarośnie lepszymi sprawami.

niedziela, 12 sierpnia 2018

grób

Znalazłam w telefonie zdjęcie zrobione na cmentarzu krótko po Wielkanocy. To grób sąsiadujący z grobem mojego taty i brata.
Nie mam słów, by opisać to, co myślę...

piątek, 10 sierpnia 2018

ulewa

A co, jeśli ulewa omija działkę mamy Kaliny?
Jeśli leje wszędzie dookoła, a u mamy nic? Zero?
A przecież mama stoi w oknie i słyszy w okolicy burze i czeka na te krople jak nie wiem co!
Ładnie to tak?! Gdzie honor?! Gdzie odpowiedzialność?!
I wreszcie gdzie zrozumienie dla Kaliny, która od miesiąca bierze na klatę odpowiedzialność za brak deszczu na działce...?
No bo ktoś musi być winny, c'nie?

wybryk

Pierwszy uznałam za wybryk natury. Drugi mnie zachwycił, zrobiłam mu zdjęcie i zmusiłam rodzinę do podziwiania.
A teraz są jeszcze dwa kolejne, malutkie.
Jest im u mnie wygodnie. Zwołują się. Zapraszają krewnych i znajomych (raczej krewnych...).
Mam tylko nadzieję, że zachowają należny umiar.

czwartek, 9 sierpnia 2018

płynów

Musiałam wykonać pewną pracę w pełnym słońcu.
Nie sądziłam, że będę musiała i wcale nie spodziewałam się pełnego słońca.
Pracowałam około pół godziny.
Po tym czasie dokonałam zakupu płynów w sklepie, wróciłam do domu i już wspinając się po schodach poczułam coś. Dziwne, miękkie, rozdygotane coś. Umiejscowione wyraźnie pomiędzy uszami a palcami u stóp. Czyli wszędzie, gdzie tylko można poczuć drżenie, lekkie wstrząsy i zawirowania. Weszłam do domu, ostatkiem sił odkręciłam butelkę i wypiłam cały litr. Przez chwilę stałam oparta plecami o chłodne lustro, a moje ciało nie wiedziało, co począć z tak gwałtownie dostarczoną spora dawką wody pitnej. Tylko przez chwilę. Zanim odlepiłam plecy od lustra, zorientowałam się, że cały litr wypłynął ze mnie przez skórę. Byłam mokrusieńka. Od wspomnianych wcześniej uszu aż po palce u stóp oblana byłam cieczą, która jeszcze kilka minut wcześniej znajdowała się w butelce.

Czyli jednak ciało ludzkie jest nieszczelne...!

środa, 1 sierpnia 2018

wbicie

Lubię wyrażać się precyzyjnie o owadach. Nie mówię "żuk" na każdego chrząszcza, odróżniam osę od pszczoły, nie mówię "stonoga" na wija i nie mylę trzmiela z bąkiem.
Lubię również właściwie nazywać atak zwierzęcia na moje powłoki cielesne: osy żądlą, chrząszcze gryzą. Ale co robią komary?
Jak fachowo nazywa się wbicie w skórę ostrego narzędzia i wypompowanie odrobiny krwi?

wtorek, 31 lipca 2018

zamkniętych

- Mamo, a co tu taki skwar? Dlaczego ty siedzisz przy zamkniętych wszystkich oknach? Dlaczego nie włączasz wentylatora? Przecież tu nie ma powietrza! - powiedziała Kalina, która pierwszy raz w życiu, po wejściu do mieszkania mamy, zlała się potem tak bardzo, że musiała wycierać krople z czoła. A przecież w ośrodku termoodczuwania w mózgu Kaliny nie ma na skali punktu "za gorąco".
- Nie otwieram, Kalinko, okien podczas upałów, bo na dworze jest cieplej niż w domu. I nie chcę żeby się tu nagrzało. A wentylatora nie włączam, bo to jest urządzenie elektryczne i ono emituje pewną ilość ciepła, pracując. I nie chcę, żeby mi się tu nagrzało.
- Mamo, ty mi nawet nie mów takich rzeczy! Natychmiast otwieramy wszystkie okna, ustawiamy wentylator tyłem do balkonu i włączamy! No i co? Prawda, że od razy lepiej?
- Tak, Kalinko. Oczywiście. Przy otwartych oknach i włączonym wentylatorze jest o wiele lepiej. Przecież to każdy wie. Dlatego ja cały czas latem mam otwarte wszystkie okna i włączony wentylator. I co chwilę sprawdzam, czy się silnik nie nagrzewa.

- Auuuuuu - zawyła w duchu Kalina.

niedziela, 15 lipca 2018

dobrze

- Halo, Kalinko? I jak tam u Was? Co u najstarszej córki?
- Jest już lepiej, mamo. Gorączka już jej minęła, nawet wstaje z łóżka, tylko ja się teraz pochoro…
- A jak tam u młodszej córki, Kalinko?
- Odsypia, zadowolona. Tylko ja, mamo, leżę chora, bo...
- A jak tam twój mąż, Kalinko?
- Świetnie. Szaleje jak zwykle. Tylko ja, mamo, ledwo żyję, bo...
- To wspaniale, Kalinko, że wszystko u was dobrze. To do usłyszenia. Zadzwonię jutro. Pa!

wtorek, 3 lipca 2018

nakrętkę

Wróciłam do samochodu po kilku godzinach, zmęczona i bardzo spragniona. Samochód stał w pełnym słońcu, temperatura w środku zbliżała się do poziomu imponującego.
Usiadłam za kierownicą i zauważyłam, że na siedzeniu obok leży butelka z "napojem typu cola", którą zostawiłam, wysiadając rano.
 - Hurra! - pomyślał mój ośrodek pragnienia w mózgu i zmusił obie dłonie, by odkręciły nakrętkę. Przystawiłam butelkę do ust i wypiłam kilka, no może nawet kilkanaście, potężnych łyków. Tak potężnych, że zabrakło mi tchu. I wtedy stało się najgorsze. Dotarło do mnie, jak dziwnie smakuje "napój typu cola" podgrzany do temperatury około 60 stopni, zawierający resztkę gazu...
Coś jak herbata z tabletką musującą bezsmakowego Calcium.
Jak woda po praniu końskiej derki, wymieszana z jednym bąblnięciem gejzera.
Jak ciecz z pojemnika na bioodpady, wzmocniona trzema psiknięciami spleśniałego offa w sprayu.
Jak wywar z rozkładającego się kreta, który tuż przed śmiercią nałykał się dwutlenku węgla.
Jak gorący syrop przeciwkaszlowy z mojego dzieciństwa, po którym natychmiast mijał kaszel, za to pojawiały się torsje.

Gdyby ktoś chciał spróbować, podaję domowy przepis: wlać colę do czajnika, podgrzać, wstrząsnąć, wypić, nie marudzić.

poniedziałek, 2 lipca 2018

składaniem

- Mamo, dziadek zadzwonił do taty, że kupił tę samą półkę co my i nie może sobie poradzić ze składaniem. Tata pojechał mu pomóc.
- To super. A czym się martwisz?
- To jest ta półka, przy której tata po godzinie musiał wyjść na spacer, żeby się uspokoić. A my same dokończyłyśmy składanie, pamiętasz?
- Oj...
- No właśnie. I babcia przysłała mi smsa z pytaniem, jak to się u nas skończyło, bo tata i dziadek już ze sobą nie rozmawiają...
;-)

piątek, 29 czerwca 2018

wykryły

Satelity poruszające się bezustannie nad naszymi głowami wykryły na terytorium północno-wschodnich Indii wielkie plamy czerwonego koloru. Naprawdę wielkie.
Podejrzewano skażenie chemiczne, ale okazało się, że plamy pojawiają się w ciągu kilku dni, a po jakimś czasie stopniowo znikają, począwszy od brzegu, aż do środka.
Wnikliwe analizy wykazały, że plamy znajdują się na terenie pustynnym.
Satelity wytężyły swe oko i odkryły, że czerwone plamy obejmują ogromne połacie pustyni, na których suszy się papryczki chilli.
Świeże papryczki są rozkładane na gigantycznych powierzchniach, pokornie schną w świetle rozżarzonego pustynnego słońca i w formie bezwodnej trafiają do kuchni rozkochanych w kulinariach Hindusów.
Satelity, skażenie, analizy, naukowcy. Nie śmiejmy się.
A to już nie można dla siebie i kilku milionów sąsiadów papryczki suszyć?
;-)

środa, 27 czerwca 2018

pokręceniem

W każdym pomieszczeniu w domu jest inny czas. Podczas gdy w sypialni zegarek pokazuje 15.45, w kuchni na kuchence jest już 17.20, a w salonie coś około 20.20.
Niby nic. Człowiek powinien wiedzieć, że zegary wskazują różne godziny. Ale niestety, człowiek nie wie. I za każdym razem, gdy człowiek patrzy na zegar, przestawia zegar w swojej głowie na tę godzinę, którą akurat widzi.
I tak np. człowiek robi obiad, zerka na zegar na kuchence i myśli "jaciękręcę, jak już późno". Przyspiesza sytuację obiadową, wychodzi na moment do salonu, siada na fotelu z książką, czyta przez moment, spogląda na zegar i myśli "jesoo, zagapiłam się i minęły aż 3 godziny...". Zdezorientowany wchodzi do sypialni, rzuca zmęczonym okiem na zegar przy łóżku i widzi, że jest dość wczesne popołudnie...
Kompletne pomieszanie. Z pokręceniem.
I tak kolejny dzień.
A wszystko dlatego, że w poniedziałek wyłączono u nas prąd i po jego włączeniu zegarki rozpoczęły swoją działalność od różnych godzin. Nieprawdziwych.

Z utęsknieniem czekamy na powrót drugiego człowieka, który umie nastawiać zegary. Wróci w czwartek, ale za ile to będzie godzin - któż to wie...

niedziela, 24 czerwca 2018

wirtualnym

Dzielenie świata na realny i wirtualny jest bezcelowe.
Poznałam w realu kolejną osobę, która przez lata istniała w moim wirtualnym świecie i, słowo honoru, jest prawdziwa! I to jak prawdziwa!

Mam nadzieję, że ta zasada działa w dwie strony,

czyli, że niektóre osoby z mojego realnego świata uda mi się przenieść do wirtualnego i wówczas okaże się, że przestaną istnieć w mojej rzeczywistości.
Mam już nawet przygotowaną specjalną listę.
;-)

czwartek, 21 czerwca 2018

abonament

Głos donośny, ton podniosły:

- Halo, Kalinko? Czy ty wiesz, że ja dostałam właśnie informację z Timobilę, że mogę mieć abonament za 19 zł? I wszystko za darmo? I nie muszę kupować telefonu? A ja teraz płacę 49 zł! Tyle pieniędzy i za co!? Przecież ja wcale nie korzystam! To jest jakieś złodziejstwo!
- Mamo, może zadzwonisz do mojej siostry i z nią ustalisz szczegóły? Ona ci na pewno doradzi, co zrobić. Tylko bardzo cię proszę, ustal z nią, że to ona musi doprowadzić sprawę do końca.
- Do jakiego końca, Kalinko?
- Jak już ustalicie, że masz zmieniać abonament, to moja siostra pojedzie z tobą do biura, wszystko załatwi i będzie pilnować. I odbierze umowy, i z tobą je potem podpisze, i ewentualnie będzie je odsyłać. Dobrze?
- Kalinko, ale przecież ona teraz wyjeżdża!
- Oj, to nie może zmienić ci abonamentu?
- No nie.
- A, to wielka szkoda.
- Ale to nic! Przecież wszystko jest w porządku z tym abonamentem, który teraz mam. Po co zmieniać? A co u ciebie?

Melisę! Królestwo za melisę!

środa, 20 czerwca 2018

polskiego

Wracałam do domu podczas meczu polskiej reprezentacji.
Jeszcze nigdy nie jechałam tak pustymi drogami. Na odcinku 30 km wyprzedziłam trzy samochody, z przeciwnej strony nie jechał nikt.
W pewnym momencie na drogach pojawiło się całkiem sporo samochodów. Wyrosły jak grzyby po deszczu, chociaż to nie był koniec meczu. Spojrzałam na zegarek. Po powrocie do domu sprawdziłam chronologię meczu. Był to moment, gdy Polacy stracili drugą bramkę. Część ludzi przestała oglądać mecz.
Niewierni Tomasze polskiego sportu zapchali mi ostatni odcinek drogi. Taka prawda.

niedziela, 10 czerwca 2018

cynii

Starsza córka zorganizowała dwudniowe urodziny w cudownym,maleńkim leśnym domku.

Kąpali się w rzeczach w jeziorze, siedzieli do rana na trawie, spali (niezbyt długo...) w siedmioro na dwuosobowym łóżku, walczyli z zepsutym bojlerem, robili sobie śmieszne zdjęcia o wschodzie słońca i pilnowali, żeby nikt nie podeptał cynii, które z miłością uprawia pan dziadek.
No coś pięknego!

czwartek, 7 czerwca 2018

pozory

Ten porządek to tylko pozory. W rzeczywistości za fasadą wszystko jest poprzestawiane i pomieszane.
Poczucie winy miesza się ze zmęczeniem i brakiem pewności siebie, a smutek plącze się z brakiem motywacji i energii.
Jeśli naturalnie brak czegoś może się mieszać lub plątać.
Może.
W końcu to moja fasada i moje poprzestawianie.

przesyłkę

Trzeci dzień walczę z inpostem o moją przesyłkę.
Gdyby w niej była sadzonka sekwoi, wyschłaby z braku wody.
Gdyby w niej była kiełbasa śląska wyborowa, zepsułaby się w takie upały.
Gdyby w niej były najdroższe perfumy świata, wykonane z ostatniego oddechu dronta dodo, zmacerowałyby się w tej temperaturze.
Gdyby to była bomba, zdążyłaby wybuchnąć.
A tak ja zaraz wybuchnę...

środa, 6 czerwca 2018

świeci

Na podłodze widzę linię światła, rozszczepioną w tęczę. Jest wcześnie. Słońce nie zagląda teraz do moich okien, więc zaczynam obserwować drogę, jaką pokonało, wślizgując się na podłogę.
Świeci nieomal od północnej strony budynku - to ten moment w roku, gdy wschodzi najdalej. Zatem wschodzi prawie od północnej strony, przeciska się między domami, odbija od okien sąsiadów, mieszkających 200 metrów na południe od mojego domu, po odbiciu bierze rozpęd w stronę moich uchylonych, południowych drzwi balkonowych, odbija się od nich zmieniając kąt i w postaci tęczy ląduje na podłodze długą, cienką smugą. W tej formie dociera do północnego okna. Na przestrzał. Jakby chciało sprawdzić, skąd przyszło.

Woda, ogień, powietrze i ziemia. Światło jest piątym żywiołem, co udowodniono powyżej.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

bo

Muszę to przemyśleć: ;-)

kolejce

Rejestracja w przychodni. Dwa okienka, tłum ludzi. Wszyscy razem, w jednej kolejce, jak za starych dobrych czasów: do pobrania krwi, do zmierzenia ciśnienia, do psychiatry, pediatry i lekarza rodzinnego. Z kleszczem w nodze, bólem głowy i wysypką na pośladku. Wszyscy czekają w stanie silnego pobudzenia emocjonalnego - poniedziałek po długim weekendzie, a każdy wie, że spieszy mu się najbardziej.
Przychodzi pani w ciąży i jest obsługiwana poza kolejnością.
Po kilku minutach pojawia się kolejna.
Przy trzeciej i czwartej pani w ciąży niektórzy kolejkowicze zaczynają się uśmiechać pod nosem. Kumulacja.
Niektórzy planują z tej okazji zagrać w Lotto, inni przypominają sobie, że nie kupili prezerwatyw.
Gdy weszła do rejestracji piąta pani w ciąży, jeden z kolejkowiczów nie wytrzymał. Złożył starannie gazetę, poprawił okulary, strzepnął pyłek z krawata i podszedł do okienka:
- Czy to jest normalne że kobiety w ciąży są obsługiwane poza kolejnością? - spytał teatralnym szeptem.
- Naturalnie. Proszę spojrzeć na tablicę ogłoszeń. Kobiety w ciąży bez kolejki.
- A czy może mi pani powiedzieć, czy to wszędzie tak jest, że one sobie przychodzą kiedy chcą i nie czekają w kolejce?
- Mam nadzieję, że tak, proszę pana. One to mają zagwarantowane w konstytucji.

Ten pan z całą pewnością nie urodził się w sposób naturalny, tylko pewnego dnia obcy zrzucili go ze swojego statku, przelatując dość nisko nad miastem.