poniedziałek, 23 kwietnia 2018

gęstościowym

Dowiedziałam się niedawno o zmyśle gęstościowym bakterii.
Polega on na tym, że zupełnie nie mogę tego zrozumieć, ale wcale mi to nie przeszkadza w fascynowaniu się tym zjawiskiem.
losyziemi
Uważam, że też mam zmysł gęstościowy. Mój działa w ten sposób, że gdy atmosfera robi się zbyt gęsta, uciekam. Najchętniej po cichu. Czasami przypomina mi się wtedy, że muszę zrobić coś ważnego, a czasami "dostaję" sms-a z ważną sprawą.
Można z tego wywnioskować, że zmysł gęstościowy działa w moim przypadku poprzez mózg (pamięć) i poprzez moją komórkę.
Łącząc powyższe informacje, mogę stwierdzić, że zmysł gęstościowy działa na moją jedną (oby nie jedyną) komórkę w mózgu.
Czyli zmysł gęstościowy jest zmysłem mononeuronalnym, podlegającym wahaniom elektroinformatycznym.

Gdyby ktoś kiedyś usiłował wmówić Wam jakieś bzdury na temat zmysłu gęstościowego, nie dajcie się zmanipulować! Powołajcie się na mnie i moje wnikliwe spojrzenie na sprawę.


niedziela, 22 kwietnia 2018

kurorcie

Słowo "kurort" kojarzy mi się z przyrodą, ciszą, spokojem, zrelaksowanymi ludźmi w wygodnych butach, którzy w celach terapeutycznych przemierzają alejki parkowe, rozkoszując się wolnością i powolnością.

Od wczoraj jestem w kurorcie. Z przyczyn zawodowych.
Przyjechałam wieczorem. Zapytałam właścicieli pensjonatu, gdzie mogę iść na szybki, męczący, przedsenny spacer bez tłumów. Usłyszałam: na bieżni w siłowni.
Gdy wyszłam na zewnątrz w legginsach, koszulce i bluzie przewiązanej w pasie, zrozumiałam, że wieczorem nie znajdę ciszy i spokoju. Wieczorem przecież zaczynają się dancingi!

Dziś rano wyjrzałam przez okno i oniemiałam: deptakiem przesuwają się tłumy ludzi ubranych, jakby szli na chrzciny do bratanka. Panie, odziane w kościołowe buty, eleganckie, nieco zbyt obcisłe spodnie lub przykrótkie spódniczki oraz różowe bluzeczki z cekinami, trzymają pod pachami białe torebusie. Panowie posuwistym krokiem przechadzają się w ciemnych spodniach na kant, pełnych beżowych butach, koszulach, z nieodłącznymi saszetkami na pętelce.
Troszkę wygląda to jak prezentacja zwierzyny na końskim targu.

mówiąnamieście
Z niektórych straganów słychać muzykę z czasów gdy byłam bardzo młoda, albo nawet jeszcze bardziejszą.
W sklepie z pamiątkami można kupić deseczkę w kształcie penisa, z wyciętymi otworami o różnej średnicy. Największy otwór, o średnicy około 4 cm to kategoria "mistrz".

Sprawdziłam w Wikipedii, jaka jest definicja "kurortu". Kurort to miejscowość dysponująca czynnikami leczniczymi. Spokój i cisza nie mieszczą się w definicji. Żyłam w błędzie.

sobota, 21 kwietnia 2018

faraon

wikipedia
Tutanchamon ożył!
I to w kobiecej postaci!
Widziałam wczoraj! Siedział niedaleko mojego stolika i pił piwo z dużego kufla. Miał czerwoną sukienkę, czarne sandały, długie, czarne, proste włosy, czarne oczy, rzęsy długie na około 3,5 cm i całą złotą twarz! Całą!
Wnikliwa analiza pomogła mi wyciągnąć następujące wnioski:
1. albo jakaś brunetka pomyliła puder ze złotym cieniem;
2. albo niesforny faraon wylazł z sarkofagu a zapomniał zdjąć maskę;
3. albo teraz jest taka moda, a ja się nie znam.

Numer 2, dobra?

czwartek, 19 kwietnia 2018

rozmiary


Miejsce akcji: sklep obuwniczy.


stylowi.pl
- Niech pani popatrzy: tu są karteczki przy butach. Na każdej jest napisane, jakie rozmiary są dostępne. Nie musi pani o każdy pytać. A z tych mamy akurat wszystkie rozmiary, bo to nowość jest. Poprzedni fason był mocno nieudany. Niech pani sama spojrzy. Podeszwa za gruba, zupełnie nietrafiona. Oczywiście wszystko jest kwestią gustu i jedna pani nawet je kupiła, ale ja uważam, że nieudane. A te nowe - o! Bardzo ładne! I jaka skóra mięciutka! Polski producent! Kolor może nie najlepszy, ale do jasnej sukienki może być. Chociaż ja wolę trochę jaśniejsze. Ale to oczywiście rzecz gustu. No i to zapięcie nieszczególnie mi się podoba. Bo ja, droga pani, wolę takie trochę niższe. Nóżka wtedy nabiera pięknego kształtu.

Podziękowałam i wyszłam. Nie zdążyłam nawet pomyśleć, czy chcę coś kupić. Pan z którym "rozmawiałam" pełnił w tym sklepie rolę sprzedawcy, kupującego i wyrzutów sumienia.

środa, 18 kwietnia 2018

spojrzenie

Na parkingu przed sklepem krąży mocno zniszczony życiem satelita. Twarz w kolorze wyschniętego ziemniaka, matowe spojrzenie głęboko osadzonych oczu, chód trochę jakby wieża w Pizie przechodziła nieco bardziej w lewo, a trochę jakby ktoś przesuwał stary fortepian.
W skali uzależnień: 10/10.

wiadomości-gazeta.pl
Przygląda się wysiadającym z samochodów gwiazdom i próbuje ugrać swoje "chociaż bułeczkę".
Ma swój honor ("nie jestem żebrakiem!").
Ma swoje zwyczaje ("jutro też tu będę, szefowo!").
Ma swoją dumę ("a gdyby tak chociaż 50 groszy?").

Kiedyś  bałam się tych satelitów. Krążących między życiem a śmiercią. Między nieznaczną świadomością umysłu a zupełnym odlotem. Pojawiających się znikąd. Znikających nigdzie.

Teraz kupuję im coś, co nie rozsadzi resztek wątroby, dziękuję za życzenia "zdrowia, piękna pani!" i tylko trzymam kciuki, żeby miłosierna elipsa pozwoliła ich dzieciom nie wpaść w te same tory...

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

jakiś

demotywatory
     Siedzę na tarasie domu w obcym mieście. Owinięta kołdrą, z komputerem na kolanach i kubkiem gorącej herbaty w ręce. Dookoła ciemności, takie jak mogą być tylko w obcym mieście. Nagle słyszę dziwny hałas. Na tle czarnego nieba widzę jeszcze czarniejszą sylwetkę, schodzącą po rynnie z dachu na mój taras. Zastanawiam się, czy lepiej uciekać, czy udawać, że jestem niewidzialna. Strach paraliżuje mnie tak bardzo, że okulary zsuwają mi się z nosa, co delikatnie poprawia ostrość widzenia na odległość.
     I wtedy czarna sylwetka ląduje na moim tarasie. Na czterech łapach. Nawet nie odwraca swojego ogromnego cielska w moją stronę. Nie zaszczyca mnie spojrzeniem kocich oczu. Idzie dalej. Prawdopodobnie wykonuje swój cowieczorny obchód okolicy.
     Teraz czekam na hałas, który zrobi wracając z polowania. Sądząc po rozmiarach, był to tygrys szablozębny. Lub inny jakiś. Z kotowatych.

piątek, 6 kwietnia 2018

żal

claudia.pl
Zasłyszane:

podaję ludziom wszystko na wyciągniętej dłoni, a potem mam żal, że się poczęstowali.

Obserwacja na medal.

środa, 4 kwietnia 2018

biegnie

Zadzwoniła J. po prawie 30 latach.
Cudowna okoliczność, w której czas biegnie w drugą stronę.

Po to człowiek chodzi do liceum, żeby po stuleciach odebrać taki telefon. Jakaś korzyść z chodzenia do szkół. Mimo że z opóźnieniem.





poniedziałek, 2 kwietnia 2018

wożona

xdpedia.pl
Starsza córka Kaliny odebrała tydzień temu prawo jazdy i teraz bezustannie zachęca Kalinę do wychodzenia z domu, byle daleko. Kalina robi obecnie zakupy w najdalszych sklepach, zwiedza bliższe i zwłaszcza dalsze okolice miasta w którym mieszka, wożona jest największymi możliwymi objazdami i po wielokroć przejeżdża po największych rondach i najtrudniejszych skrzyżowaniach.
"Mamo, może byś gdzieś chciała pojechać?" - tak brzmi pytanie, dające matce tyle szczęścia ;-)

sobota, 31 marca 2018

drgań

besty.pl
No nie mogę uwierzyć...
Po tych wszystkich narzekaniach i utyskiwaniach znalazła się ładowarka do mojego telefonu. Niestety nie jedna z tych kupionych ostatnio, tylko jakaś stara, której wcale nie pamiętam.
Co najdziwniejsze - leżała na samym wierzchu, na moim biurku.

Podejrzewam, że na skutek ruchów tektonicznych dochodzi do drgań drobnych przedmiotów w domu. Dzięki temu obiekty z głębin powolutku acz systematycznie wydobywają się na zewnątrz.
Tak jak kamienie na polu - można zbierać co tydzień, a i tak ciągle wychodzą nowe.

Być może analogia nie jest najlepsza, bo wcale nie znajduję ładowarek co tydzień, ale kto chce, ten zrozumie.

środa, 28 marca 2018

smaku

Gdy miałam 19 lat dowiedziałam się, że mój zmysł smaku działa inaczej niż u większości ludzi. Po szeroko zakrojonych badaniach nieomal naukowych zrozumiałam, że nie czuję słodkiego smaku większości produktów, które ludzkość uważa za słodkie.
(Czekolada? Czekolada jest słodka? Serio?
Winogrona? Niemożliwe!
Glukoza jest słodka? Myślałam, że ona jest cukrem z przyczyn chemicznych, a nie smakowych!
Arbuzy? Arbuzy mają jakiś smak? Myślałam, że ludzie lubią je jeść latem, bo przypominają smakiem wodę. Jak ogórki, tylko mniej smaczne!)

Po głębokim zastanowieniu udało mi się wyselekcjonować produkty, które są słodkie i wiem to nie tylko z opowieści.
Są to:
1. dojrzała czerwona papryka
2. bardzo dojrzałe banany

Co mnie zadziwia, cukier wsypany do herbaty zmienia jej smak, ale herbata nie staje się dzięki niemu słodka, tylko mniej cierpka.

O tym, że inaczej widzę również kolory i inaczej odczuwam dźwięki napiszę kiedy indziej. Co za dużo to niezdrowo. Pozwolę sobie troszkę zmanipulować informacją, żeby wszyscy myśleli, że mimo wszystko jestem normalna.

wtorek, 27 marca 2018

espadryle, espadryle

Weszłyśmy z córką do Oszą, żeby sprawdzić, czy są już espadryle. W zeszłym roku zorientowałyśmy się w połowie lata i żałowałyśmy, że w lipcu nie mogłyśmy pomykać w tym szczycie osiągnięć obuwniczych. Sprawdziłyśmy na regałach z plastikowymi sandałami. Były. Cztery pary dla mnie, trzy dla córki - w ten sposób obstawiamy całe lato i zyskujemy pełnię szczęścia i radości.
W podskokach udałyśmy się do kasy, położyłyśmy nasze espadryle (uwielbiam to słowo i będę go nadużywać) na taśmie. Przed espadrylami spoczywał na taśmie Mont Everest poprzednich klientów. No jasna pogoda - tyle żarcia, że od razu widać, iż ludzie organizują zawodowo wesela i kupili zapasy żywności na rok. Nagle taśma się poruszyła i gdzieś z północnego stoku Czomolungmy* spadło plastikowe przezroczyste pudełko. Podniosłam i ułożyłam w stabilniejszej okolicy. Bezmyślnie i odruchowo. Ot - coś spada, a człowiek się schyla i podnosi.
- O, dziękuję - powiedziała pani. - To baranek.
- Baranek? - zdziwiłam się.
- Baranek z masła. Na Wielkanoc. No wie pani, robimy zakupy na święta.

Spojrzałam na espadryle i poczułam niewiarygodną lekkość bytu.

* sprawdziłam w Wikipedii, że Czomolungma w uproszczonej wersji chińskiego to  珠穆朗玛峰.
No czyż można nie kochać Chińczyków? Jak coś robią, to już porządnie. Jak upraszczają, to z sercem. ;-)

niedziela, 25 marca 2018

stare

Zastanawiam się, czy każdy ma w sobie miejsce, w którym składa stare przyjaźnie.
Takie, które odeszły z różnych powodów, zostały zasztyletowane w strasznej wojnie, albo same umarły, nie wiedzieć czemu...

I co się z nimi robi?
Składa kwiaty i zapala świeczki?
Udaje się, że ich nigdy nie było?
Od czasu do czasu podejmuje się jakąś akcję reanimacyjną? Resuscytacja trupa sprzed dekady? Spotkanie, uścisk, ach jak miło?




czwartek, 22 marca 2018

serwisu

Sądziłam, że gorzej nie będzie, ale przy odbieraniu samochodu z serwisu miała miejsce sytuacja jak z komedii. Czarnej.
jeja.pl
Dostałam do ręki kluczyki i pokazano mi, gdzie zaparkowano mój przebadany z góry na dół samochód (trudno byłoby mi go samej poznać, bo umyty, a w takim stanie dawno go nie widziałam...).
Doszłam do samochodu, próbuję otworzyć drzwi - brak reakcji.
Najpierw sprawdziłam, czy to mój samochód. Uff.
Potem udałam się do pana serwisowego delikatnie napomykając, że nie umiem otworzyć własnego auta.
Panowie wymienili spojrzenia mówiące "za to nam płacą" i jeden z nich wyszedł ze mną na parking. Wziął ode mnie pilota, podszedł do drzwi - nic.
Zaproszono mnie na kawę, pokazano, gdzie są wygodne fotele i rozpoczęła się akcja pod roboczym kryptonimem "Otwórzcie wreszcie jej samochód, niech już sobie pojedzie".
A tu nic.
W sensie, że samochód nic, bo ja to i owszem. Poradziłam sprawdzić baterię w pilocie (ha! ma się tę inteligencję motoryzacyjną!).
Baterię wymieniono, samochód nadal się nie otwierał.
Ponieważ w moim pilocie ukryty jest awaryjny metalowy klucz (nie wiedziałam o tym, ale to akurat nie jest tematem postu), samochód otwarto metodą dziurka-klucz-wsadzić-przekręcić-pociągnąć klamkę i przestawiono do hali serwisowej.
Minęła godzina, a oni ciągle naprawiali.
W końcu pełen sukces - pilot działa.
Odjechałam.
Był to pierwszy przypadek, że serwis autoryzowany zepsuł jakiś element samochodu, a tego faktu nie dało się ukryć przed klientem. Przed klientką...

wtorek, 20 marca 2018

umierali

jeja.pl
Przypomniało mi się, że babcia opowiadało mi kiedyś na spacerze, iż w jej rodzinie nikt, ale to nikt nie chorował na raka. Wszyscy umierali na płuca.
Dotychczas bardzo mnie to podbudowywało, ale teraz zaczynam się martwić.
Gdyż albowiem mam taki kaszel, że gdybym teraz zeszła, to na moim grobie pojawiłby się napis:

Tu leżą zewnętrzne powłoki Kaliny. Całe wnętrzności wykaszlała, zanim zmarła...


poniedziałek, 19 marca 2018

parter

- Halo, Kalinko? No więc zdobyłam adres pana Jerzego. On mieszka na ulicy Kruczej 8, na parterze.
- Ale ja potrzebuję dokładny adres, mamo.
- A po co? Przecież jak do niego pojedziesz, to wystarczy ci, że to parter.
- Ale ja do niego nie pojadę. Chcę mu tę książkę wysłać w prezencie. Jako niespodziankę.
- Ach tak?! Ty sobie nawet nie wyobrażasz, jak on się ucieszył, że ty mu tę książkę chcesz wysłać!
- Mamo, to miała być niespodzianka!
- Ach tak?! To dobrze! Możesz od razu do niego zadzwonić i się umówić, kiedy do niego pojedziesz.
- Mamo, ja nie chciałam tam jechać! Miałaś mi tylko podać jego adres. Żebym mogła wysłać mu książkę jako niespodziankę.
- No to mu ją zawieziesz! Co to takiego?! Acha, i jeszcze jedno. Powiedziałam mu, że główny bohater nazywa się tak samo jak on, ale żeby nie myślał, że to specjalnie, bo to jest zupełny przypadek!
- Mamo, przecież to nie jest przypadek! Główny bohater nazywa się tak samo jak pan Jerzy, bo w ten sposób chciałam podziękować panu Jerzemu za jego pomoc! I pan Jerzy się na to zgodził! Użyczył mi swojego nazwiska. A ty mu teraz powiedziałaś, że to przypadek?!
- Ja pierwsze słyszę, Kalinko, że to nie jest przypadek. I bardzo cię proszę, jedź od razu do pana Jerzego z tą książką, bo on będzie czekał.
- Nie mam kiedy, mamo. Mam teraz urwanie głowy.
 
 - To po chciałaś, żebym cię z nim umawiała?! Zresztą, zrobisz jak chcesz. Ja miałam tylko podać ci adres i to zrobiłam.

środa, 14 marca 2018

jaki

humorek.pl
- Pani Kalino, jaki jest numer rejestracyjny pani samochodu?
- A czy mój samochód jest jeszcze zaparkowany pod oknem?
- Nie, koledzy już nim wjechali do środka.
- W takim razie muszę znaleźć dowód rejestracyjny.
- To może później. A jaki jest przebieg?
- Czy pan nie przecenia moich możliwości?
- Przepraszam. Już nie będę. A chociaż mniej więcej?
- Mniej więcej numer rejestracyjny, czy mniej więcej przebieg?

niedziela, 11 marca 2018

awizo

fajne-zdjęcia.pl
- Halo, mamo, czy przyszła do Ciebie paczka dla mnie?
- Nie, Kalinko. Nie przyszła.
- A czy mogłabyś sprawdzić, czy nie ma awizo?
- A gdzie mam sprawdzić, Kalinko?
- W skrzynce na listy. Jak będziesz wychodziła z domu to sprawdź w skrzynce, dobrze?
- Ale ja właśnie teraz jestem poza domem, Kalinko. I jak wrócę, to już nie będę wychodziła.
- A możesz sprawdzić, jak będziesz wracała?
- Mogę, oczywiście. Też się zdziwiłam, że mam sprawdzać akurat podczas wychodzenia.

sprawach

Czasem zapominam o sprawach najważniejszych.
Ostatnio zapomniałam, że można dać sobie czas na przemyślenie. Wśród różnych możliwości jest i taka: odpowiem ci, gdy się zastanowię.
Jeśli ktoś nie chce czekać na odpowiedź, lepiej od razu mu odmówić. Dobry sprawdzian. Daje pewność odpowiedzi.




sobota, 3 marca 2018

meteorologii

Wyobrażam to sobie tak:
w Instytucie Meteorologii zatrudniają trzy panie. Co godzinę dzwonią do każdej z nich i pytają:

koniec-swiata.pl
- I jak tam, pani Haniu, jak pani czuje?
- Minus osiem, panie kierowniku.
- Dziękuję. Do usłyszenia za godzinę.

- Halo? Pani Krysiu, jak pani czuje?
- Minus jedenaście, panie kierowniku.
- Dziękuję, pani Krysiu. Zanotowałem. Do usłyszenia za godzinę.

- Pani Kasiu, jak pani czuje?
- Minus siedemdziesiąt trzy, panie kierowniku.
- Oh, bardzo dziękuję, pani Kasiu. Zapisuję: minus siedemdziesiąt trzy...

Potem kierownik wyciąga z tego średnią arytmetyczną i podaje do publicznej wiadomości:
Instytut Meteorologii informuje, że odczuwalna temperatura wynosi tyle i tyle.

Czy oczywiste jest dla wszystkich, że w moim wyobrażeniu pani Kasia tylko udaje, że jest panią Kasią? Tak naprawdę ma na imię Kalina...

piątek, 2 marca 2018

decyzji

Wojewódzka Biblioteka Lublin
Mąż twierdzi, że mam problemy z podejmowaniem decyzji, dotyczących moich przyjemności i rzeczy dla mnie. Wysunął tę hipotezę po tym, jak po trzech dniach zastanawiania się w końcu zdecydowałam się pójść raz jeszcze do porcelanowego lumpeksu w Danii i nabyć 6 sztuk chińskich przecudnych filiżanek po 4 euro każda. Na moich oczach filiżanki kupiła jakaś pani. Podobnie miała się sprawa z wieloma innymi rzeczami, które w sposób wręcz wzorcowy przeszły mi koło nosa.

Mąż zamieszkuje obecnie lokal szpitalny, co oznacza, że sama podejmuję decyzje domowe wszelkie. O kolekcji obrazów na ścianach już pisałam (ale chętnie się powtórzę, bo je uwielbiam!), ale niedawno dokonałam wręcz cudu decyzyjno-podejmowalniczego.
Otóż zatem więc:
Znajoma biblioteka przeprowadza się do innego lokum. Pakują cały księgozbiór i hejże do budynku, który olśni każdego, nawet niepiśmiennego. W związku z tym zmieniają również umeblowanie.
Postanowiłam skorzystać z okazji i spełnić marzenie odwieczne. I stało się: w moim samochodzie znajduje się stary katalog biblioteczny. Przywiozłam go własnymi, że tak powiem, ręcami. Ponieważ znajoma biblioteka mieści się w odległości 4 godzin jazdy samochodem od mojego domu, spędziłam dziś błogie 10 godzin za kierownicą (bo, jak wiadomo, jeżdżę wolniej niż inni, zwłaszcza gdy mam samochód wypakowany po dach ciężką, ogromną komodą-katalogiem).
Teraz jeszcze tylko muszę tę komodę jakoś wypakować, co wydaje się być niemożliwe, biorąc pod uwagę fakt, że do samochodu wpakowały ją wraz ze mną cztery osoby...
Na razie cieszę się z komody, cieszę się, że nie musiałam ani razu ostro hamować (bo wtedy katalog znalazłby się na moich plecach), cieszę się, że marzenia się spełniają, a martwić się o wypakowanie będę jutro. Skoro udało się go włożyć, prawdopodobnie powinno się udać go także wyjąć. W najgorszym razie będę już zawsze jeździć z katalogiem, zajmującym 2/3 wnętrza mojego samochodu. Ale to nic. Piękny jest. ;-)