piątek, 22 września 2017

machając

Córki nie poszły do szkoły, gdyż jedna miała chrypę a druga miała odpowiednią opowieść wyjaśniającą, dlaczego nie musi iść do szkoły.
szalstudio.pl
Decyzja zapadła o 6.45 i wywołała natychmiastowe konsekwencje: jak stałyśmy, tak zaległyśmy w łóżkach. Wyspać się w piątek rano to luksus, który zmienia życie w bajkę. I gdy właśnie w tej bajce przeskakiwałam z kwiatka na kwiatek, machając skrzydełkami i przymierzałam szklany pantofelek, zawiązując pod brodą sznurek od czerwonego kapturka, zadzwonił telefon.
- Kalinko, czy coś się stało?
-Eeee... Yyyyy...
- Czy ty spałaś?
- Yhy...
-Oj, tak bardzo cię przepraszam. Ja wiem, że mam do ciebie rano nie dzwonić, bo ty czasem śpisz i teraz jest mi tak strasznie przykro, że
- Famo, fóźniej...
- ...że cię obudziłam mi przykro i aż nie wiem co powiedzieć, bo...
- Mamo, fóźniej...
- ...bo właściwie to nie mam nic ważnego i tylko...
- Mamo, zadzwoń później. Ja śpię.
- Aha.

Mama się rozłączyła, a ból głowy wielki jak smok wawelski wręcz przeciwnie...


czwartek, 21 września 2017

naciskając

Jadę do K. Jest ósma rano, na moim pasie ruch umiarkowany - większość kierowców zdąża do pracy do miasta i jadą w przeciwną stronę. Zatrzymuję się przed przejazdem kolejowym zgodnie z zasadą, że nie znam dróżnika i nie mam podstaw, by mu zaufać. Gdy upewniam się, że żaden pospieszny, ani nawet osobowy nie wbije mi się w karoserię, przejeżdżam przez tory i we wstecznym lusterku widzę za sobą radiowóz. Po minięciu przejazdu rozpędzam się do przepisowej 50 i podziwiając okolicę, jadę noga za nogą, koło za kołem. We wstecznym lusterku widzę, że sznur samochodów za mną zaczyna sięgać Górnego Karabachu. Droga prowadzi przy jeziorze, nad którym teraz raczej nie ma tłumów, ale ograniczenie prędkości obowiązuje mimo to przez cały rok. Wszystkie samochody za mną jadą więc z prędkością 40 km na godzinę. Jak Bóg przykazał. Celebruję lasy i łąki dookoła, dojeżdżając do tablicy z nazwą malutkiej miejscowości, w której ruch ograniczony jest do 30. Nie wierzę własnym oczom. Pięć chałupinek na krzyż, a kilkadziesiąt samochodów jedzie jak kondukt pogrzebowy. Jestem w tej dobrej sytuacji, że wiem, dlaczego się tak wleczemy. Kierowcy na końcu kolumny przecież nie wiedzą, że to siła wyższa zmusza nas do zachowania prędkości spacerowej. Nikt nikogo nie wyprzedza, każdy podejrzewa, że dzieje się coś dziwnego na drodze. Wyjeżdżamy z wioski i dojeżdżamy do dużego skrzyżowania. Tu odłączam się od głównej drogi i skręcam w prawo, natychmiast naciskając pedał gazu. Z osłupieniem patrzę we wsteczne lusterko. Radiowóz jedzie za mną.
autostuff.pl
Nie będę się rozpisywać, jak to wielokrotnie skręcałam w różnych miejscowościach, a radiowóz cały czas siedział mi na ogonie. W życiu nie jechałam tak przepisowo. W końcu dojechaliśmy (ja i policja oraz sznur zmieniających się samochodów za nami) do miejscowości obok K. Pomyślałam sobie, że jeśli przejadą za mną przez miasteczko, zjadę na pobocze, zatrzymam ich i powiem, że przyznaję się do wszystkiego, tylko niech już mnie wyprzedzą.

I wtedy na skrzyżowaniu zauważam trzy stojące na światłach radiowozy i tłum policji po obu stronach drogi. Od razu domyśliłam się, że to obława, zaczęłam zastanawiać się, czy zbiją mi się okulary, gdy mnie będą rzucać na ziemię i czy pozwolą mi wziąć do celi inhalator, bo jeśli nie, to współosadzone ukatrupią mnie pierwszej nocy, żeby uciszyć mój kaszel. Ale nic takiego się nie stało. Minęłam tabun policjantów a mój radiowóz zatrzymał się na poboczu. Pojechałam dalej sama.

Dziś dowiedziałam się, że minister Błaszczak otwierał wczoraj komisariat w tej miejscowości. Radiowóz prawdopodobnie kontrolował trasę przed kolumną z Sam-wiesz-kim. Myślę, że policjanci z radiowozu musieli wcześniej zorientować się, że jedziemy w to samo miejsce. Ciekawe, co sobie pomyśleli... Mam nadzieję, że wzięli mnie za osobistego lekarza pana ministra. Albo... Nie, nie. Jednak wybieram opcję: osobisty lekarz.

sobota, 16 września 2017

imprezę

-Wiesz, mamo, wczoraj moja córka urządzała osiemnaste urodziny. Mówiłam ci o tym od kilku dni, pamiętasz? Kupowałyśmy nawet razem produkty na sernik, przypominasz sobie? Impreza była wspaniała. Przyszło mnóstwo jej znajomych, fantastycznie się bawili, tańczyli do rana, spadł im na podłogę tort urodzinowy i zapaliła się bagietka, którą ktoś położył za blisko palnika. Jedna osoba zgubiła okulary a druga kurtkę, zbił się kieliszek od szampana i nie dotarł na czas prezent, zamówiony przez Internet. Wszystko zgodnie z odwiecznym scenariuszem osiemnastek. Tak jak powinno być na pierwszych pełnoletnich urodzinach.
youtube
- Och, to cudownie, Kalinko. Nic o tym nie wiedziałam, że twoja córka będzie miała imprezę osiemnastkową. Nie mówiłaś mi o tym... A dużo było gości?
- Tak, mamo. Bardzo dużo.
- A coś się zniszczyło?
- Zbił się kieliszek od szampana, jedna osoba zgubiła okulary a druga kurtkę.
- Ach, to pili szampana? A tańczyli?
- Tak mamo, tańczyli. Do rana.
- A na tej imprezie była orkiestra?

Kurtyna w dół. Oklaski.

piątek, 15 września 2017

samcem

Pamiętam moment, gdy dowiedziałam się, że w oryginale "Kubusia Puchatka" Sowa Przemądrzała jest samcem. To było niezmiernie zaskakujące, ponieważ nigdy nie pomyślałam o żadnej sowie, że jest samcem. Sowa jest samicą i już.
humorek.pl
Tak samo mam z żyrafą. Żyrafa to samica. Nie wchodzę tu w niuanse natury seksualno-rozrodczej. Odcinam pewne oczywiste oczywistości. Nie zadaję sobie krępujących pytań i nie liczę na żadne nieprzyjemne wyjaśnienia. Wewnętrzne przeświadczenie mówi mi, że żyrafa to samica i gdybym miała zwrócić się do jakiejś, z całą pewnością zaczęłabym od "Maleńka!".
Nie ma tu znaczenia rodzaj rzeczownika, gdyż rekin też jest samicą, a koala zawsze i niezmiennie samcem...
Jeże są samcami, to chyba oczywiste. Gdybym brała do ręki kolczastą kulkę, widziałabym w niej czułego i troskliwego ojca innych kolczastych kulek.

Co ciekawe, w takim odbiorze przyrody zupełnie nie przeszkadza mi przyrodnicze wykształcenie.  Ciekawe, czy gdybym była fizykiem, w pewnych okolicznościach moje wewnętrzne "ja" zaprzeczałoby istnieniu grawitacji... ;-)

środa, 13 września 2017

drzemka

Gdy rano dzwoni budzik, nie mogę sobie przypomnieć, czy to jest już ostatnia drzemka, czy dopiero pierwsza...
blasty.pl
Producenci telefonów powinni przewidzieć taką opcję i urządzić to w następujący sposób:

Włącza się alarm, a lektor cichym głosem informuje: "Drzemka numer 1. Pozostały jeszcze dwie do wykorzystania".
Przy trzeciej drzemce stanowczy głos informowałby: "To jest twoja ostatnia szansa na pobudkę!"

Dzisiaj jest 13 września 2017.
Jeśli ktoś kiedyś będzie próbował zgarnąć ogromną kasę za ten pomysł, to oświadczam, że byłam pierwsza!

wtorek, 12 września 2017

dlaczego

Poniedziałek, godz. 7.00
pl.aliexpress
- Znowu mi dałaś do szkoły jabłko? Mówiłam ci, że nie lubię jabłek!

Wtorek, godz. 7.00
- Za wcześnie mnie dzisiaj obudziłaś!

Środa, godz. 7.00
- Dlaczego moja młodsza siostra weszła przede mną do łazienki?

Czwartek, godz. 7.00
- Za późno mnie obudziłaś i teraz muszę się spieszyć!

Piątek, godz. 7.00
- Nie powiedziałam ci, że już nie lubię kanapek z miodem, bo zapomniałam!

Poniedziałek, godz. 7.00
- Z czym mi zrobiłaś kanapkę do szkoły, bo akurat tego nie lubię?

Wtorek, godz. 7.00
- Robisz mi za duże śniadania do szkoły!

Środa, godz. 7.00
- Ale jak to? Mam sama sobie robić śniadania do szkoły? I sama się budzić? Ale dlaczego?

poniedziałek, 11 września 2017

służba

Czy to jest możliwe, że wróci obowiązkowa służba wojskowa?

newsweek.pl
Czy w XXI wieku można zmusić młodych, jędrnych i ambitnych mężczyzn, żeby przez dwa lata polerowali obcasy w koszarach?

Oglądam Teatr Telewizji.
Świetny Gajos jako oficer komunistycznego kontrwywiadu.
Boże, nie spraw, żeby historia toczyła się kołem.

wiercić

Od jakiegoś czasu budzę się w nocy o podobnej godzinie. Nie napiszę, czy ten "jakiś czas" trwa kilka dni, kilka miesięcy czy kilka lat, bo się wstydzę.
wordpress.com
Wygląda to mniej więcej (raczej więcej) tak: śpię, śpię, śpię, zaczynam się wiercić, budzę się ale udaję że śpię, po kilku minutach otwieram oczy, patrzę na zegarek i jest prawie ta sama godzina co wczoraj, przedwczoraj, przedprzedwczoraj i... i już.
Dzisiaj o tej właśnie godzinie rozbudziłam się na dobre. Włączyłam internet i wpisałam w google pytanie, co oznacza budzenie się o tej godzinie.

I tu jest sedno sedna: jeśli jesteście w podobnej sytuacji - nie róbcie tego!
Nie sprawdzajcie, jeśli jesteście wątłego zdrowia psychicznego i fizycznego!
Otóż przeczytałam ochtylion artykułów o tym, że conocne budzenie się o tej właśnie godzinie jest objawem... no w zasadzie wszystkiego. Opętania, wszelakich chorób, zaburzeń trawienia, złej pracy nerek, wątroby, płuc, serca lub mózgu, smutku, wysokiego ciśnienia krwi, niskiego ciśnienia krwi, żałoby, apatii, stresu, braku stresów, oczyszczania się organizmu z toksyn a nawet gromadzenia się toksyn w organizmie - w zasadzie każdy może znaleźć coś dla siebie...

Dzisiaj wybrałam złą pracę wątroby, brak stresów, opętanie, pełnię, niedobór płynów w organizmie i żyłę wodną.
Opcji jest tyle, że wystarczy mi aż do Wielkanocy. Internet daje człowiekowi wolność. Wolność wyboru. ;-)

piątek, 8 września 2017

konsumpcję

choZoba.pl
- Byłyśmy na kawie. Mały stoliczek, dwie spore kawy oraz pół godziny przeznaczone na konsumpcję i pogawędkę o życiu. Już w trzeciej minucie oparłam się o stolik i wylałam zawartość obu filiżanek na stół. Szybkość zniknięcia kawy z filiżanek wpłynęła niekorzystnie na długość pogawędki. Wróciłam do domu po dwóch godzinach... Następnym razem zamówię od razu dwie puste filiżanki. Po co płacić za patrzenie na brudne naczynie po kawie?!

wtorek, 5 września 2017

garach

- Postanowiłam zrobić gołąbki. Prawdziwe, pyszne, takie jak robiła mama. Przepis wyciągnęłam z bezmiaru Internetu i zakupiłam niezbędne produkty. Niestety, nie spojrzałam na proporcje i przygotowałam tyle farszu, że w trakcie produkcji kapuścianych zawiniątek musiałam pojechać po jeszcze jedną kapustę.
muka.pl
Efektem moich gołąbkowych poczynań stały się cztery wielkie gary wypchane gołąbkami.

Pytanie: Czy gołąbki mogą się kiedyś znudzić?
Odpowiedź: Nie po czterech garnkach... To stanowczo za mało...


poniedziałek, 4 września 2017

zamknięto

W moim mieście zamknięto właśnie jedną z większych ulic w centrum. Plany przewidują, że będzie ona remontowana przez półtora roku, czyli optymistycznie licząc, remont skończy się gdzieś w okolicach Wigilii 2028. Ponieważ zamknięcie jednej ulicy to pikuś i nie takie rzeczy już się w życiu robiło, dodatkowo wprowadzono w tym samym momencie zmianę rozkładu jazdy wszystkich tramwajów i autobusów.
interia.pl
Skutkiem tego całe centrum stanęło jak po wybuchu bomby atomowej, tramwaje upchnęły się na kilku ulicach tworząc swoiste tramwajowe dżdżownice, co zablokowało ronda i skrzyżowania. Wszyscy kierowcy i pasażerowie, którzy liczyli na przejazd przez centrum, zorientowali się, że się przeliczyli. Nie po to w końcu w centrum dużego miasta są ulice, żeby po nich jeździć!
Ponieważ trzy-czwarte samochodów, autobusów i tramwajów stało w jednej dzielnicy, skutki odczuło całe miasto. Na peryferiach ulice świeciły pustkami. Dojechałyśmy z młodszą córką do szkoły w 6 minut, nie stojąc na żadnych światłach. Zamiast o 8.00, byłyśmy na miejscu o  7.26.

Tym samym apeluję do Zarządu Dróg Miejskich o zamykanie kolejnych ulic!

czwartek, 31 sierpnia 2017

okazji

załamka.pl
- Mogę do ciebie przyjechać?
- A coś się stało?
- A dlaczego miałoby się coś stać?
- Bo ty nigdy do mnie nie przyjeżdżasz bez powodu.
- Nie, no coś ty! A tak przy okazji, jak już będę u ciebie... Mogłabyś mi obszyć zasłony na maszynie?

selfie

A jak książę William zrobił sobie już selfie z uroczą szatynką w białej marynarce, to zapytał:

- A czy na pewno moja najdroższa Kalina zmieściła się też na tym zdjęciu?

Także uspokajam, proszę księcia. Jest i kawałek Kaliny. :-)

środa, 30 sierpnia 2017

balkonie

Zapomniałam już, że późnym latem uaktywniają się pająki krzyżaki...
partybox.pl
Tylko dlaczego wszystkie na moim balkonie?!
I czy jeśli już mój balkon jest miejscem docelowym pajęczych pielgrzymów, to czy nie mogłyby przychodzić trochę mniejsze?!

wtorek, 29 sierpnia 2017

wykiełkował

"nie wrzucanie" boli, reszta bawi... (demoty.pl)
Zasadziłam w ziemi jednego, malutkiego, pysznego pomidorka koktajlowego, którego kupiłam wczesną wiosną w sklepie. Pomidorek miał dość łagodny start i wykiełkował dopiero w lipcu. Za to rzucił się na świat kilkudziesięcioma malutkimi kiełkami, przepychającymi się ku słońcu. Rozdałam większość sadzonek a zostawiłam sobie jedną. Teraz mam na dorodnym krzaczku stado żółtego kwiecia i dwa ciemnozielone pomidorki. Trzymam kciuki, żeby zdążyły dojrzeć.
Jeśli zdążą, to jednego przechowam, żeby znowu zużyć go na nasiona. Takich genów nie można marnować na paszę!
To będzie perpetuum mobile pomidoriensis. Pierwszy na świecie pomidor, którego owoców nikt nie je z powodu silnej więzi emocjonalnej.

niedziela, 27 sierpnia 2017

perfumy

kochamkonie.pl
Mieszkam w stajni.
Przynajmniej na to wskazuje zapach, unoszący się w moim domu.
W niektórych pomieszczeniach czuć delikatną nutę końskiej perfumy. W pozostałych - wyraźny smrodek.
I tak jest co roku pod koniec sierpnia, gdy dziewczynki wracają z końskiego obozu... Szczęśliwe i zmęczone.

sobota, 26 sierpnia 2017

torebki

Weszłam na stronę sklepu z torbami, torebkami i torebeczkami. Miliony miliardów różnych przedmiotów. Pozaznaczałam sobie te, które na pierwszy rzut oka mi się spodobały, żeby przyjrzeć im się dokładniej później.
Ku mojemu zaskoczeniu, wszystkie torebki, które uznałam za ładne, zostały określone przez sprzedawcę jako "torby męskie"...
To już nawet torebki mają płeć?!

czwartek, 17 sierpnia 2017

kobiecie

myself
Zatrzymałam się przy płocie i czekałam. Niedaleko mnie stanęła grupa osób w pewnym wieku. Rozmawiali o jakiejś kobiecie. Zastanawiali się nad tym, jak jej się mieszka w obcym mieście. Padła nazwa miasta, w którym mieszkam. Po chwili omawiali sprawę męża tej kobiety i zaczęli posługiwać się ich imionami. Znam pewne małżeństwo o tych samych imionach i bawiło mnie, że tyle faktów się zgadza. Ale gdy padło pytanie, ile mają dzieci i ktoś powiedział, że troje, ale w zasadzie czworo, oniemiałam. To już nie mógł być zbieg okoliczności. Wtedy jedna z osób powiedziała:
- Ale nie wiem, czy to najmłodsze to chłopiec, czy dziewczynka. Bo najstarszy był chłopiec, potem urodziła się dziewczynka i chłopiec. A to ostatnie? Oni tacy wszyscy podobni do... (i tu padło nazwisko...).
Odwróciłam się do państwa i powiedziałam:
- To najmłodsze to chłopiec.

     Państwo mieli takie miny, jakby mi nie ufali. A ja przecież  wiem! No kto by nie wiedział, jakie dzieci ma najbliższa przyjaciółka?!

środa, 16 sierpnia 2017

obecności

- Dzień dobry, Kalino. Tu wujek Zbardzodaleka. Niestety nie możemy z ciocią przyjechać na pogrzeb twojego taty. Ale bardzo chcielibyśmy. Mamy taką propozycję: podczas pogrzebu twojego taty pójdziemy z ciocią na najbliższy cmentarz i sprzątniemy jakiś zaniedbany grób. Czy odpowiada wam taka forma naszej obecności na pogrzebie?
- Naturalnie, wujku. Będzie mi bardzo miło, że będziecie z nami w tym czasie.
-To bardzo dobrze. Oczywiście kwiaty, znicz - wszystko będzie jak trzeba.

Tak było kilka lat temu. Do dziś jestem dumna, że mam takich roztropnych krewnych.

- Kalina, %&#$%@! No %#&@%#! Niech to %&#%@! Bardzo, bardzo cię przepraszam, ale pomyliłam dni i nie przyszłam wczoraj na pogrzeb twojego taty, tylko dzisiaj. Gdy zobaczyłam, że was nie ma, sprawdziłam datę. Czy wyrażasz zgodę, żebym kwiaty i znicz położyła na jakimś innym grobie?
- Naturalnie. Na jakimś starym, poproszę.
- Będzie stary. I jestem z tobą! Wszyscy byli wczoraj, ja jestem dzisiaj!
- Dziękuję. Ściskam.

Tak było kilka lat temu. Do dziś jestem dumna, że mam taką roztropną przyjaciółkę.


Jeśli kiedyś na grobie swoich bliskich znajdziecie świeże kwiaty i znicz, to pomyślcie, że gdzieś jakaś Kalina miała pogrzeb w rodzinie. Pewnie bardzo daleko. I może nie dziś...

wtorek, 15 sierpnia 2017

kotach

Byłyśmy z mamą w kinie na "Kedi".

- Kalinko, tak się zastanawiam... Ten film był o kotach, prawda? Ale gdyby tak powiedzieć coś więcej, to o czym on był?
- Tego się nie da, mamo, opowiedzieć.
- To wspaniale. Bo już się bałam, że tylko ja uważam, że się nie da.

niedziela, 13 sierpnia 2017

sraczkowych

Mama wyhodowała na balkonie pomidorki i szczypiorek. Codziennie na śniadanie robiła sobie kanapeczki z pomidorkami i szczypiorkiem.
Aż się pochorowała.
Zaczęło się tradycyjnie. Od lekkiej sraczki. Choroba się rozwijała, doszło do stanu, który wymusił na mamie podpisanie zgody na zamknięcie na oddziale chorób zakaźnych, bez możliwości odwiedzin aż do momentu wykluczenia cholery, dżumy, malarii, trądu i salmonellozy.

przepisy.net
Mama wykluczała Salmonellę od początku, mówiąc specjalistom chorób sraczkowych, że przyczyną dolegliwości są pomidorki. Pierwsze objawy choroby pojawiły się bowiem łącznie z pierwszymi pomidorkami. I w miarę przybywania pomidorków, objawy się powiększały. Określenie "skórka od pomidorka mi się przykleiła do żołądka" nie wzbudza entuzjazmu w lekarzach medycyny. Oj, nie wzbudza...
Wszystkie choroby w szpitalu wykluczono. Znaczy - mama zdrowa, tylko biegunkę ma nie wiadomo po co.
Podczas pobytu w jednoosobowej celi mama wyzdrowiała, nabrała sił i wróciła do domu.
Pomidorków jeść już nie chciała, szczypiorku też. Zabrałam się zatem za utylizację owych.
Podczas eksmisji przyjrzałam się pomidorkom starannie. I nic.
Postanowiłam wyeksmitować również szczypiorek. I cóż się okazało? W doniczce ze szczypiorkiem wyrosła jedna, maleńka kępka szczypiorku i obfita, dorodna i zielona kępa trawy. Mama jadła codziennie na śniadanko pomidorki ze świeżo ściętą, pokrojoną na drobno, zieloną trawką...

I ładnie to tak podejrzewać niewinną Salmonellę?!


czwartek, 10 sierpnia 2017

kosmetyków

Na lotnisku podeszła do mnie uśmiechnięta pani i w języku inglish spytała mnie, jakich kosmetyków używam do pielęgnacji okolic oczu.
W pierwszej chwili nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie są okolice oczu.
Pani zorientowała się, że nie warto zadawać mi bardziej szczegółowych pytań i zaproponowała mi na próbę cudowny krem do tychże okolic.
Zgodziłam się.
ilewazy.pl
Sądziłam, że dostanę maluteńkie opakowanie kremu, jednak to nie było to. Pani rozsmarowała mi pod prawym okiem różowawą paćkę, tłumacząc przy tym, że kanały limfatyczne, komórki nerwowe, mięśnie okalające gałkę oczną, a nawet inne sprawy powodują, że mam zmarszczki. Trochę mnie to ucieszyło, bo dowiedziałam się także, że wystarczy rzeczoną paćkę rozsmarowywać pod moimi oczami i zmarszczki znikną. Nie żebym od razu zamierzała ją kupować, ale miło mieć świadomość, że zmarszczki można usunąć bez użycia ostrych urządzeń. Dostałam w łapki lusterko, aby podziwiać efekt działania kremu.
Podziękowałam za wspólnie spędzony czas i nic nie kupiłam. Za to radośnie pobiegłam do czekającej pod bramką rodziny. Powiedziałam im, że gdy tylko zechcę, mogę zlikwidować zmarszczki na twarzy. Nakazałam też podziwiać efekt działania kremu. Wszyscy byli zachwyceni. Uznali, że istotnie, pod jednym okiem mam zdecydowanie mniej zmarszczek.
I tu kończy się sielanka, a zaczynają schody, gdyż albowiem dostałam zaparcia intelektualnego i spytałam:
- Pod którym?
Bez żadnego wahania cała trójka wskazała to drugie oko. To bez kremu.