
- Nie ma męża, więc ulokowałyśmy się z córką obie w sypialni. Obowiązkowe wieczorne czytanie na głos odhaczone, gaszę światło i wychodzę. Córka zasypia.
Po dwóch godzinach wchodzę do sypialni, żeby się położyć. Niestety, moje miejsce jest zajęte. Leży na nim połowa dziecka. Druga połowa zajmuje obszar zwykle należący do mojego męża. Całe łóżko zajęte jest przez rozczapierzone dziecko, ułożone w kształt litery x. Z niemałym trudem przesunęłam śpiące ciało na mężowską połowę i wsunęłam się pod kołdrę.
W nocy obudziło mnie uderzenie w żebra. To były dwie urocze stópki. Dziecko spało w poprzek łóżka. Z niemałym trudem... itd.
Po jakimś czasie obudził mnie miażdżący cios w kręgosłup. To była głowa. Dziecko spało w poprzek łóżka. Z niemałym trudem... itd.
Wstałam. Pozbierałam poduszki z całego domu i położyłam je na sobie. Rano obudziłam się z cudzą głową przygniatającą moje nerki. Na szczęście poduszka amortyzowała bezpośrednie uderzenie.
Wniosek jest jeden: w złą stronę ustawiliśmy łóżko, skoro bezustannie, jak strzałka w kompasie, nasza córka przekręca się podczas snu w poprzek.
- A może to wy śpicie na co dzień w poprzek?