sobota, 16 lutego 2019

słyszę

- Halo, Kalinko, to ty?
- Tak, cześć mamo.
- Halo, kto mówi?
- Tu Kalina, mamo.
- Halo, nic nie słyszę.
- Mamo, tu Kalina! Dzwonisz do Kaliny - Kalina drze się do słuchawki.
- Nic nie słyszę. Czy to Kalina, czy córka Kaliny?
- Mamo! - Jeśli poprzednia wypowiedź była darciem się, ta jest regularnym wyciem. - Tu Kalina!
- No w każdym razie u mnie wszystko dobrze. Jestem już w domu.
- To super, ma...
- Wróciłam taksówką, tylko nadal nic nie słyszę. Chyba coś mi się zepsuło w telefonie. Czy to Kalina?
- Tak, mamo! - Kalina zaczyna tracić głos. - Dzwonisz do...
- Wszystko u mnie dobrze. To pa. - Mama rozłączyła się w ułamku sekundy.

I na co ten krzyk, Kalino? I po co ten wrzask? Nie lepiej było milczeć? Już dawno stwierdzono, że mowa jest tylko srebrem, nawet jeśli staje się regularnym wyciem...

piątek, 15 lutego 2019

projektanta

Starsza córka zabrała Kalinę na zakupy do lumpeksu.
Kalina lubi używać rzeczy używanych uprzednio przez kogoś innego, więc od razu zabrała się do spacerowania między wieszakami.
Od czasu do czasu przyglądała się jakiemuś elementowi odzieży damskiej. I w ten sposób w ręce Kaliny wpadła spódniczka typu "idę na sylwestra do księżnej Monaco i nie mam co na siebie włożyć".
Kalina nie posiada odzieży tego typu, więc postanowiła nabyć za 14,99 zł (drogo!) ową spódniczkę, chociaż jej rozmiar nie wskazywał na możliwość użycia jej bez zaangażowania maszyny do szycia.
Kalina przyłożyła spódniczkę do ciała i uznała, że jednak wszystko pasuje, ewentualny sylwester u Donalda Trumpa jest już odzieżowo zaspokojony i życie jest piękne.

Gdy Kalina pokazał swój śliczny, czarny nabytek córce, ta padła trupem. Oczy wyszły jej na wierzch, szczęka opadła, a głos zamarł.
Córka Kaliny bowiem zauważyła metkę przyczepioną do wewnętrznej strony spódniczki i okazało się, że jest to elitarny produkt wykonany w pracowni pewnego niezmiernie znanego włoskiego projektanta odzieży. Telefon usłużnie podał cenę tego cuda: ponad 1000.
W ten sposób obok padłej córki ulokowało się ciało Kaliny - w dwójnasób zaskoczonej, gdy okazało się, że córka podała cenę w euro, a nie w złotówkach.

Ktoś uszył spódniczkę i zaproponował ceną ponad 1000 euro. Wariat.
Ktoś wszedł do sklepu i kupił spódniczkę za ponad 1000 euro. Wariat.
Ktoś, kto kupił tę spódniczkę za taką ceną, umieścił ją potem w skrzyni z odzieżą używaną, zamiast podarować komuś znajomemu. Wariat.
Ktoś kupił tę spódniczkę w lumpeksie za 14,99 zł. Kalina. Wariatka.

czwartek, 14 lutego 2019

rezerwacyjno

Do moich talentów nie mogę zaliczyć zdolności rezerwacyjno-organizacyjnych.
Niebywałych wyczynów muszę dokonać, żeby zaplanować sobie pracę. Podróż z miasta do miasta i nocleg codziennie w innym miejscu wyraźnie dotykają granic moich możliwości.
A jeśli jeszcze jadę "tam" i po kilku dniach wracam, wówczas w niektórych miejscach nocuję dwa razy, ale nie dzień po dniu - to niemal zwiastuje katastrofę.
Rozrysowywanie poszczególnych miejsc pracy i miejsc, w których będę nocować wygląda jak zajęcia dla osób ze znaczną indolencją geograficzno-organizacyjną...
:-)

środa, 13 lutego 2019

niechodzeniem

Na spotkaniu z dziećmi odpowiadałam na pytania, dotyczące moich ulubionych książek. Wymieniłam jednym tchem "Dzieci z Bullerbyn" i "Lato Muminków". A potem, zupełnie nie zastanawiając się nad tym co mówię, dodałam, że książką mojego życia jest "Czarodziejska Góra".
Jeden z chłopców, siedzący w pierwszym rzędzie, ten z drugiej klasy, który miał problemy z niechodzeniem przez pół godziny, krzyknął: "Czytałem tę książkę!".
Spojrzałam na niego zaskoczona. Jako osoba doświadczona w wielu sprawach mogę śmiało powiedzieć: Nie było widać, że kłamie.

Maksymalizmu

Podobno organizowane są spotkania kobiet, na których uczą się one akceptowania siebie i swojego ciała.
Jednym z punktów programu jest obserwowanie swojego ciała i ciał innych kobiet, co wiąże się naturalnie z koniecznością (lub może raczej dobrowolnością) rozebrania się do naga.
Zastanawiałam się, jak bym się czuła nago w otoczeniu innych nagich kobiet. Stanęłam ubrana przed lustrem i przyjrzałam się temu, czego nie widać.
Jednak zdecydowanie jestem zwolenniczką maksymalizmu. Maksymalizmu w zasłanianiu.

przeszkadzało

Nie lubię, gdy ktoś odwraca się do mnie tyłem, gdy ze mną rozmawia.
Nie myślę tu o neutralnych sytuacjach typu "podniosę coś ze stołu i już się odwracam przodem", tylko o odwracaniu się w rodzaju "nie będzie ci przeszkadzało, jak sobie usiądę do ciebie tyłem, bo mi tak wygodniej? i mów, ja słucham".
Niestety, będzie mi to przeszkadzało.
Jednak jestem zaprogramowana do mówienia ludziom w oczy, a nie w kręgosłup.
Zupełnie nie umiem rozmawiać z plecami. Albo z łopatką. Albo z karkiem. Albo z nerką.

Być może z tego powodu nigdy nie przekonałam się do chodzenia do spowiedzi. Prawdopodobnie jednym z powodów jest bezpośrednie zwracanie się do męskiego obojczyka. I to na dodatek oddzielonego kratami.