wtorek, 13 sierpnia 2019

hasztaga

Obserwuję zjawisko hasztaga.
Stało się ono nową formą informowania.
Sms z smsa. Skrót ze skrótu. Same hasła.
Oprócz swojej roli pomocnika w szukaniu, hasztag pełni rolę "napiszę bez pisania, będzie świetnie". A może właśnie pełni tę rolę przede wszystkim.
Czyli jeżeli ktoś zamieszcza w sieci np. zdjęcie kotleta przed zjedzeniem, oznacza go koniecznie następującymi hasztagami:
1. pysznyobiadzrodzinka
2. jestemszczesliwy
3. pelenbrzuszekradoscwielka
4. jestkotlecikbedziekupa
5. najlepszykotletnaswiecie
6. supersuperjestemsuper
7. jemnamiesciebomniestac
8. obiadnalato
9. jestemnadiecie
10. fitfitfit
11. weganskikotlethahaha
12. ktoniejekotletatenkalafior
 i wiele, wiele innych, niezwykle górnolotnych określeń.

I o ile mogę zrozumieć młodzież, oznaczającą hasztagami zdjęcia swoich koleżanek ("mytrzynazawszerazem"), to już panie w wieku późnowatowskim, które oznaczają hasztagiem zdjęcie swojego tarasu ("romantycznywieczorzmezusiem") mnie zaskakują ("kurnachataktostuzwariowal" oraz "jasieznowuwstydzezakogos").