środa, 13 marca 2019

obfite

Starsza córka miała niezmiernie obfite w naukę trzy tygodnie. Zdawała pięć egzaminów, wszystkie w obcym języku. Nie mogła się do nich przygotować wcześniej, bo zasada ich zdawania polega na tym, że wszyscy zdający dostają materiały do nauki w tym samym, wyznaczonym przez uczelnię, momencie. Uczelnia sprawdza nie tylko wiedzę, ale też umiejętność efektywnej pracy.
Córka podeszła do sprawy bardzo poważnie, zaangażowała się i z dnia na dzień stawała się coraz bledsza i bledsza.
Aż pewnego dnia powiedziała, że czuje, że wytrwa do ostatniego egzaminu, ale nie może zagwarantować, że utrzyma się przy zdrowiu zaraz po ich zakończeniu.

Wypada pogratulować znajomości własnego organizmu. Teraz leży w łóżku w tych samych rzeczach, w których była rano na zajęciach, spod kołdry wystaje tylko rozmazany pod okiem tusz i gorący oddech, a wstawanie do toalety wiąże się w jej wypadku z koniecznością zaplanowania poszczególnych czynności, bo, widzę to znad laptopa, zginanie kończyn przychodzi jej z trudem.
Jutro rano będę próbowała zarejestrować ją do lekarza, ale nie mam bladego pojęcia, jak ją do tego lekarza dotransportuję... Niby nic, ale samochód mam zaparkowany pod domem, a z taką gorączką pokonanie dystansu między łóżkiem a wycieraczką graniczy z cudem.

2 komentarze:

Miejsce na "myśli nieuczesane":