wtorek, 2 lipca 2019

huku

     Kalina podróżowała samochodem niemiecką autostradą. Siedziała obok kierowcy. Miała na nosie okulary przeciwsłoneczne, w ręku telefon, jej fotel był lekko odchylony do tyłu. Chyba nie spała, ale pewności mieć nie można.
     I nagle w Kalinę uderzyło coś, składające się z ogromnego huku. Jakby wielki ból wcisnął drzwi prosto na Kalinę. W jej głowę i tułów.
     Kalina pamięta, że powiedziała mężowi i córkom, że jest ranna i nie może normalnie oddychać. Ze robi jej się słabo. Wszystko zniknęło i było tylko dziwnie mokro i ciepło. Potem Kalina usłyszała, jak włączyło się w samochodzie automatyczne powiadamianie służb ratunkowych o wypadkach. Przez chwilę znowu nie było nic, aż do momentu, gdy męski głos powiedział, że ktoś żyje. Kalina podejrzewała, że to o niej, ale nie mogła nic zrobić. Potem znowu nic się nie działo. A po jakimś czasie pojawił się nad Kaliną sufit samochodu i miły głos zapytał:
- Can I speak to you in English?
     Kalina otworzyła oczy i zobaczyła zatroskaną twarz niemieckiej lekarki.

     Po godzinie lekarka pogotowia przyszła pożegnać się z Kaliną. Kalina leżała już w szpitalu, rozmawiała z personelem, była przytomna, przestała się trząść, widziała swoje córki i mogła się upewnić, że są całe i zdrowe. Lekarka uścisnęła Kalinę i powiedziała coś, co brzmiało jak glik-flik, a było niewątpliwie po niemiecku.
- I do not understand - powiedziała już uśmiechnięta Kalina.
Lekarka odśmiechnęła się cudownym, życzliwym uśmiechem i powiedziała:
- I say: you are a great lucker.

     Teraz też to wiem. Jestem w jednym kawałku. Moje ciało właściwie nie ucierpiało.
Tylko w głowie zacięła mi się płyta z obrazem wybuchających poduszek powietrznych, eksplodujących ładunków pirotechnicznych od kurtyny powietrznej, uderzenia w żebra od napinaczy pasów i huku. Strasznego huku. I bólu głowy. I walnięcia w żebra. I poczucia, że wszystko się kończy: powietrze, krew, samochód, głosy córek i dotyk męża, sprawdzającego czy oddycham.
     Drugi samochód z ogromną siłą uderzył w drzwi, za którymi siedziałam, dlatego uruchomiły się wszystkie zabezpieczenia od strony pasażera. Odbił się od naszego samochodu, obrócił i uderzył w balustradę.
     Tak to w ułamku sekundy zmieniają się plany podróży.
     Tak to w ułamku sekundy zagnieżdża się w głowie wspomnienie. Obolałej głowie.
     Tak to odzyskuje się w życiu właściwe priorytety.

27 komentarzy:

  1. och Kalina trauma na całe życie...miałam dwie stłuczki, podczas jednak duże auto uderzyło z mojej strony.ale to było stare BMW bez poduszek, zabezpieczeń...
    mam nadzieje, że nic poza siniakami i może naciągnięciami się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mi nie jest, tylko teraz cały czas śpię. Mózg musi odpocząć.

      Usuń
  2. Życzę Ci z całego serca, abyś kolejne punkty swojego systemu wartości układała i szeregowała już tylko na podstawie rozważań filozoficznych. Może zajmie to więcej czasu, ale jest zdecydowanie bezhukowe!

    OdpowiedzUsuń
  3. Great lucker - i tak trzymaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chce mi się śmiać ze szczęścia. Stopniowo wychodzą drobne bóle, które wszyscy mamy: a to łokieć, a to biodro, a to żebra. Ale to tylko nasze ciała pokazują nam, że też są ważne.

      Usuń
  4. Naprawde mialas wielkie szczescie. Dobrze, ze nic Ci nie jest i dobrze, ze spisz bo po takim wstrzasie organizm musi odpoczac.
    Ach i to prawda z tym przewartosciowaniem swiata... to taki pozytywny skutek uboczny wypadkow, powaznych chorob itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek inaczej myśli, gdy przeżył, a nie było to oczywiste 😊

      Usuń
  5. Pojęcia nawet nie masz, jak mnie nastraszyłaś. Ale cieszę, się, że jesteś cała i że mogłam być z tobą. A myśli wypełnimy jakimiś głupotami. O windach, czekoladach i osobliwościach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, bardzo potrzebowałam wtedy kogoś daleko ale blisko.
      Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo mi pomogłaś.

      Usuń
    2. Jeśli pomogłam, to się bardzo, bardzo cieszę. Chcę pomagać.

      Usuń
  6. skutki uboczne już widać - wygadać się trzeba - nie żałuj sobie. choć raz nie jesteś lakoniczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha!
      A ja mam wrażenie, że jestem dziś bardzo lakoniczna. Ta historia była tak pokręcona, pogięta, zbita na kwaśne jabłko i ponawiercana, że mogłabym ją opowiadać przez tydzień. A tymczasem udało się w jednym poście :-)

      Usuń
  7. lekarka z pewnością powiedziała: viel glück ! a swoją drogą przeżyłaś coś czego ja na szczęście nie ale od lat się tego obawiam. Nie tyle wypadku czy stłuczki co tego, że właśnie ktoś walnie od mniej strony w drzwi. Dzięki Bogu nic się nie stało !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to rzeczywiście okropne wrażenie, ale można z niego wyjść bez szwanku. Teraz myślę, że gorsze jest uderzenie w przód, bo wtedy kierowca nie utrzyma toru jazdy...

      Usuń
    2. Mogło być też Glụ̈ckspilz czyli Szczęściara! co niewątpliwie jest prawdą ;)

      Usuń
    3. Pasują wszystkie słowa świata, mówiące o szczęściu 😁

      Usuń
  8. A post zaczal sie tak milo..
    a potem juz tylko horror!
    Dobrze, ze jestes cala, pozdrawiam cie serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przez chwilę przestałam oddychać... kochana!

    OdpowiedzUsuń
  10. od dzisiaj zadnych" huku" nie bedzie, beda tylko same przyjemne dzwieki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słucham dużo muzyki. Zamienię huk na łagodny, kobiecy głos 😁

      Usuń
  11. Brak mi słów. ♡♡♡♡
    Dobrze, że nic Wam nie jest.

    Czy to stało się niedawno?

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":