piątek, 1 marca 2019
środa, 27 lutego 2019
osoby
Koleżanka optometrystka zaprezentowała test na astygmatyzm.
Zrobiłam sobie.
Zepsuty.
Nie działa, bo po uważnym przyjrzeniu się obrazkowi należało powiedzieć, które patyczki są innego koloru i innej grubości, a obrazek bardzo wyraźnie, już na pierwszy rzut oka, składał się z zupełnie różnych patyczków w dwóch bardzo różnych kolorach.
Przeczytałam instrukcję obsługi testu: osoby z astygmatyzmem widzą niektóre patyczki innego koloru.
Ale żeby aż tak???
Zrobiłam sobie.
Zepsuty.
Nie działa, bo po uważnym przyjrzeniu się obrazkowi należało powiedzieć, które patyczki są innego koloru i innej grubości, a obrazek bardzo wyraźnie, już na pierwszy rzut oka, składał się z zupełnie różnych patyczków w dwóch bardzo różnych kolorach.
Przeczytałam instrukcję obsługi testu: osoby z astygmatyzmem widzą niektóre patyczki innego koloru.
Ale żeby aż tak???
wtorek, 26 lutego 2019
założyć
Siostra Kaliny zorganizowała przyjęcie z okazji urodzin mamy. Na tę uroczystość Kalina wraz z mężem dowiozą mamę swoim środkiem transportu.
- Mamo, przyjedziemy po ciebie godzinę wcześniej, bo tyle jedzie się do siostry Kaliny. Impreza zaczyna się o 14, więc będziemy po ciebie o 13. Musisz się ładnie ubrać, bo to Twoja impreza.
- Oczywiście, Kalinko, nie musisz mi o tym mówić. A co mam założyć?
- Może tę śliczną sukienkę, którą ci niedawno kupiłam?
- O, tak! Będzie idealna. Chociaż ja się Kalinko zastanawiam, jak ty sądzisz: czy ja się muszę na tę imprezę ubrać jakoś ładniej, czy wystarczy jak założę moje wygodne spodnie i jakąś bluzę z polara, bo u twojej siostry zawsze jest dość chłodno...?
Kalina z mężem przyjadą po mamę dziesięć minut wcześniej niż się umówili. Kalina zamierza bez uprzedzenia wtargnąć do mamy domu i sprawdzić, czy mama ma na sobie wygodne spodnie i polara. Przez 10 minut uda się jeszcze przebrać mamę i sprawić wrażenie, że akcji nie było...
- Mamo, przyjedziemy po ciebie godzinę wcześniej, bo tyle jedzie się do siostry Kaliny. Impreza zaczyna się o 14, więc będziemy po ciebie o 13. Musisz się ładnie ubrać, bo to Twoja impreza.
- Oczywiście, Kalinko, nie musisz mi o tym mówić. A co mam założyć?
- Może tę śliczną sukienkę, którą ci niedawno kupiłam?
- O, tak! Będzie idealna. Chociaż ja się Kalinko zastanawiam, jak ty sądzisz: czy ja się muszę na tę imprezę ubrać jakoś ładniej, czy wystarczy jak założę moje wygodne spodnie i jakąś bluzę z polara, bo u twojej siostry zawsze jest dość chłodno...?
Kalina z mężem przyjadą po mamę dziesięć minut wcześniej niż się umówili. Kalina zamierza bez uprzedzenia wtargnąć do mamy domu i sprawdzić, czy mama ma na sobie wygodne spodnie i polara. Przez 10 minut uda się jeszcze przebrać mamę i sprawić wrażenie, że akcji nie było...
błędy
Współpracuję na stałe z dwoma fantastycznymi kobietami.
W ostatnim tygodniu jedna z nich zgubiła dwa zredagowane przeze mnie artykuły, a druga pomyliła tygodnie i w nocy z soboty na niedzielę przysłała mi rozpaczliwego maila z pytaniem, czy pamiętam, że w poniedziałek wyjeżdżam na cztery dni.
Naturalnie zredagowane artykuły były we właściwej skrzynce odbiorczej, a na cztery dni wyjeżdżam w poniedziałek za tydzień i mam już zarezerwowane noclegi.
Uwielbiam je obie, a po takich akcjach moje uczucia są jeszcze większe.
Bo czyż nie jest cudownie współpracować z osobami, które popełniają błędy, nie robią z tego tragedii, śmieją się z samych siebie i rozumieją, że ja też potrafię wszystko tak pomieszać że żaden Herkujeż, Zamordeusz ani Demokryt z Abwery nie potrafiłby tego rozciąć swoim mieczem?
W ostatnim tygodniu jedna z nich zgubiła dwa zredagowane przeze mnie artykuły, a druga pomyliła tygodnie i w nocy z soboty na niedzielę przysłała mi rozpaczliwego maila z pytaniem, czy pamiętam, że w poniedziałek wyjeżdżam na cztery dni.
Naturalnie zredagowane artykuły były we właściwej skrzynce odbiorczej, a na cztery dni wyjeżdżam w poniedziałek za tydzień i mam już zarezerwowane noclegi.
Uwielbiam je obie, a po takich akcjach moje uczucia są jeszcze większe.
Bo czyż nie jest cudownie współpracować z osobami, które popełniają błędy, nie robią z tego tragedii, śmieją się z samych siebie i rozumieją, że ja też potrafię wszystko tak pomieszać że żaden Herkujeż, Zamordeusz ani Demokryt z Abwery nie potrafiłby tego rozciąć swoim mieczem?
niedziela, 24 lutego 2019
przyjemnością
Kupiłam młodszej córce wymarzony instrument muzyczny i musiałam zarejestrować go na stornie producenta. Mnóstwo pytań, prześwietleń, sprawdzianów, testów, zapewnień i zgód...
No dobra, nie wiem dokładnie jak to się robi, bo mój mąż się tym zajął, ale ostatecznie dostałam od producenta instrumentu maila następującej treści:
Witaj Kalina Kwiatowa z przyjemnością,
informujemy że zakupiony przez ciebie instrument został zarejestrowany w naszej bazie danych.
Ciekawa jestem, czy mam to odczytać tak:
witają mnie tylko wtedy gdy jestem w pakiecie z przyjemnością,
czy
z przyjemnością mnie witają.
Jeśli oddzielili przyjemność od informowania, rozumiem, że zrezygnowali z tej opcji ;-)
No dobra, nie wiem dokładnie jak to się robi, bo mój mąż się tym zajął, ale ostatecznie dostałam od producenta instrumentu maila następującej treści:
Witaj Kalina Kwiatowa z przyjemnością,
informujemy że zakupiony przez ciebie instrument został zarejestrowany w naszej bazie danych.
Ciekawa jestem, czy mam to odczytać tak:
witają mnie tylko wtedy gdy jestem w pakiecie z przyjemnością,
czy
z przyjemnością mnie witają.
Jeśli oddzielili przyjemność od informowania, rozumiem, że zrezygnowali z tej opcji ;-)
pamięci
Będę sędzią w dziecięcym konkursie recytatorskim.
Ciekawe, czy uczestnicy zdają sobie sprawę, że jury przeżywa takie same stresy jak oni?
Bo jury najbardziej się denerwuje tym, że ktoś zapomni tekstu, a wybrany wiersz będzie na tyle nieznany, że nie da się go podpowiedzieć z pamięci. ;-)
Ciekawe, czy uczestnicy zdają sobie sprawę, że jury przeżywa takie same stresy jak oni?
Bo jury najbardziej się denerwuje tym, że ktoś zapomni tekstu, a wybrany wiersz będzie na tyle nieznany, że nie da się go podpowiedzieć z pamięci. ;-)
przewidujemy
Pralka postanowiła przejść do krainy wiecznych łowów - z tym zdążyłam się już pogodzić.
Niestety w ślad za nią poszła zmywarka. Musiały się bardzo przyjaźnić, skoro nie dały rady wytrzymać bez siebie nawet tygodnia.
Zegnajcie tabletki do zmywarki, witaj płynie do mycia naczyń!
I czy możesz sobie wyobrazić, jak czule spoglądam teraz na lodówkę?!
Mam nadzieję, że polubią się z nową pralką, bo nowej lodówki na razie nie przewidujemy...
Niestety w ślad za nią poszła zmywarka. Musiały się bardzo przyjaźnić, skoro nie dały rady wytrzymać bez siebie nawet tygodnia.
Zegnajcie tabletki do zmywarki, witaj płynie do mycia naczyń!
I czy możesz sobie wyobrazić, jak czule spoglądam teraz na lodówkę?!
Mam nadzieję, że polubią się z nową pralką, bo nowej lodówki na razie nie przewidujemy...
piątek, 22 lutego 2019
aparaty
Niekontrolowany aparat zaczyna stopniowo i niemal nieodczuwalnie gorzej działać. Najbliższe otoczenie aparatu nie od razu się orientuje, że coś jest nie tak.
Otoczenie zaczyna automatycznie mówić do nosiciela aparatu nieco głośniej, ale, słowo harcerza, tego się nie odczuwa jako wyraźną zmianę.
Aparaty mamy były dziś na przeglądzie technicznym. Po nim - świat jest piękny! - mama słyszy, gdy mówię normalnym, cichym głosem.
- Kalinko, a tak na próbę, powiedz teraz do mnie coś tak, jak musisz mówić, gdy aparat gorzej działa - powiedziała mama w samochodzie.
Kalina rzekła głosem donośnym, niemal bardzo donośnym.
Mama spojrzała przerażona.
- Jeśli tak do mnie krzyczałaś, to dlaczego nic mi o tym nie powiedziałaś?
No właśnie... Też tego nie rozumiem. Trudno uwierzyć, że się nie zorientowałam. Teraz natomiast czuję, że wróciłam do domu bez kaszlu. To dopiero szał! A nawet dwa!
czwartek, 21 lutego 2019
palce
Australijka, ucząca nas na studiach angielskiego, bardzo narzekała na polski palec u nogi. Mówiła, że w angielskim nazywa się on "toe" i nie trzeba niczego niezwykłego pamiętać. A po polsku palce są skomplikowane jak nie wiem co - bo trzeba pamiętać że palec jest u nogi, a nie np. do nogi, przy nodze, albo z nogą...
Podobnie ma się sprawa z palcem u ręki.
Na przykład z małym palcem u prawej ręki.
Same z nim kłopoty.
Bo gdy na lekcji wf wygiął się podczas skoku przez kozła, napuchł jak serdelek i przybrał barwę lazurowo-błękitną, to stał się powodem spędzenia wieczoru na izbie przyjęć...
Taka historia z tymi palcami.
Podobnie ma się sprawa z palcem u ręki.
Na przykład z małym palcem u prawej ręki.
Same z nim kłopoty.
Bo gdy na lekcji wf wygiął się podczas skoku przez kozła, napuchł jak serdelek i przybrał barwę lazurowo-błękitną, to stał się powodem spędzenia wieczoru na izbie przyjęć...
Taka historia z tymi palcami.
środa, 20 lutego 2019
wtorek, 19 lutego 2019
pora
poniedziałek, 18 lutego 2019
ustawione
O ileż łatwiej uwierzyć w krytykę, niż w pochwały...
A może to tylko ja mam pokrętła źle ustawione w głowie…?
A może to tylko ja mam pokrętła źle ustawione w głowie…?
niedziela, 17 lutego 2019
każdego
Sprawdziłam.
Moje wylosowane zdanie brzmi:
Do klaczy mej w zaprzęgu faraona
przyrównam cię, przyjaciółko moja.
Może powinnam czytać raczej podręcznik układania paneli podłogowych, albo książkę kucharską dla osób z indolencją kuchenną, żeby dowiedzieć się czegoś ważnego dla mojego życia. Bo z biblijnej klaczy faraona nic nie mogę wywnioskować dla siebie na przyszłość. Ani na teraźniejszość.
Gdyby ktoś umiał cenne wnioski wyciągnąć z mojego zdania, to chętnie posłucham...
erupcji
Mama przewertowała rozdział w podręczniku i ze słówek, które tam znalazła, skleciła zdanie, które w swym założeniu miało wskazać córce dalszy kierunek nauki:
Od czasu do czasu z krateru wulkanicznego wylatują chmury pyłu. które są rezultatem erupcji gazu, powstałego z wpadających do płynnej lawy fragmentów skał.
To miało miejsce wczoraj. Od tamtej pory siedzę na sofie i patrzę niewidzącym wzrokiem przed siebie. Ona to przetłumaczyła...
sobota, 16 lutego 2019
słyszę
- Halo, Kalinko, to ty?
- Tak, cześć mamo.
- Halo, kto mówi?
- Tu Kalina, mamo.
- Halo, nic nie słyszę.
- Mamo, tu Kalina! Dzwonisz do Kaliny - Kalina drze się do słuchawki.
- Nic nie słyszę. Czy to Kalina, czy córka Kaliny?
- Mamo! - Jeśli poprzednia wypowiedź była darciem się, ta jest regularnym wyciem. - Tu Kalina!
- No w każdym razie u mnie wszystko dobrze. Jestem już w domu.
- To super, ma...
- Wróciłam taksówką, tylko nadal nic nie słyszę. Chyba coś mi się zepsuło w telefonie. Czy to Kalina?
- Tak, mamo! - Kalina zaczyna tracić głos. - Dzwonisz do...
- Wszystko u mnie dobrze. To pa. - Mama rozłączyła się w ułamku sekundy.
I na co ten krzyk, Kalino? I po co ten wrzask? Nie lepiej było milczeć? Już dawno stwierdzono, że mowa jest tylko srebrem, nawet jeśli staje się regularnym wyciem...
- Tak, cześć mamo.
- Halo, kto mówi?
- Tu Kalina, mamo.
- Halo, nic nie słyszę.
- Mamo, tu Kalina! Dzwonisz do Kaliny - Kalina drze się do słuchawki.
- Nic nie słyszę. Czy to Kalina, czy córka Kaliny?
- Mamo! - Jeśli poprzednia wypowiedź była darciem się, ta jest regularnym wyciem. - Tu Kalina!
- No w każdym razie u mnie wszystko dobrze. Jestem już w domu.
- To super, ma...
- Wróciłam taksówką, tylko nadal nic nie słyszę. Chyba coś mi się zepsuło w telefonie. Czy to Kalina?
- Tak, mamo! - Kalina zaczyna tracić głos. - Dzwonisz do...
- Wszystko u mnie dobrze. To pa. - Mama rozłączyła się w ułamku sekundy.
I na co ten krzyk, Kalino? I po co ten wrzask? Nie lepiej było milczeć? Już dawno stwierdzono, że mowa jest tylko srebrem, nawet jeśli staje się regularnym wyciem...
piątek, 15 lutego 2019
projektanta
Starsza córka zabrała Kalinę na zakupy do lumpeksu.
Kalina lubi używać rzeczy używanych uprzednio przez kogoś innego, więc od razu zabrała się do spacerowania między wieszakami.
Od czasu do czasu przyglądała się jakiemuś elementowi odzieży damskiej. I w ten sposób w ręce Kaliny wpadła spódniczka typu "idę na sylwestra do księżnej Monaco i nie mam co na siebie włożyć".
Kalina nie posiada odzieży tego typu, więc postanowiła nabyć za 14,99 zł (drogo!) ową spódniczkę, chociaż jej rozmiar nie wskazywał na możliwość użycia jej bez zaangażowania maszyny do szycia.
Kalina przyłożyła spódniczkę do ciała i uznała, że jednak wszystko pasuje, ewentualny sylwester u Donalda Trumpa jest już odzieżowo zaspokojony i życie jest piękne.
Gdy Kalina pokazał swój śliczny, czarny nabytek córce, ta padła trupem. Oczy wyszły jej na wierzch, szczęka opadła, a głos zamarł.
Córka Kaliny bowiem zauważyła metkę przyczepioną do wewnętrznej strony spódniczki i okazało się, że jest to elitarny produkt wykonany w pracowni pewnego niezmiernie znanego włoskiego projektanta odzieży. Telefon usłużnie podał cenę tego cuda: ponad 1000.
W ten sposób obok padłej córki ulokowało się ciało Kaliny - w dwójnasób zaskoczonej, gdy okazało się, że córka podała cenę w euro, a nie w złotówkach.
Ktoś uszył spódniczkę i zaproponował ceną ponad 1000 euro. Wariat.
Ktoś wszedł do sklepu i kupił spódniczkę za ponad 1000 euro. Wariat.
Ktoś, kto kupił tę spódniczkę za taką ceną, umieścił ją potem w skrzyni z odzieżą używaną, zamiast podarować komuś znajomemu. Wariat.
Ktoś kupił tę spódniczkę w lumpeksie za 14,99 zł. Kalina. Wariatka.
Kalina lubi używać rzeczy używanych uprzednio przez kogoś innego, więc od razu zabrała się do spacerowania między wieszakami.
Od czasu do czasu przyglądała się jakiemuś elementowi odzieży damskiej. I w ten sposób w ręce Kaliny wpadła spódniczka typu "idę na sylwestra do księżnej Monaco i nie mam co na siebie włożyć".
Kalina nie posiada odzieży tego typu, więc postanowiła nabyć za 14,99 zł (drogo!) ową spódniczkę, chociaż jej rozmiar nie wskazywał na możliwość użycia jej bez zaangażowania maszyny do szycia.
Kalina przyłożyła spódniczkę do ciała i uznała, że jednak wszystko pasuje, ewentualny sylwester u Donalda Trumpa jest już odzieżowo zaspokojony i życie jest piękne.
Gdy Kalina pokazał swój śliczny, czarny nabytek córce, ta padła trupem. Oczy wyszły jej na wierzch, szczęka opadła, a głos zamarł.
Córka Kaliny bowiem zauważyła metkę przyczepioną do wewnętrznej strony spódniczki i okazało się, że jest to elitarny produkt wykonany w pracowni pewnego niezmiernie znanego włoskiego projektanta odzieży. Telefon usłużnie podał cenę tego cuda: ponad 1000.
W ten sposób obok padłej córki ulokowało się ciało Kaliny - w dwójnasób zaskoczonej, gdy okazało się, że córka podała cenę w euro, a nie w złotówkach.
Ktoś uszył spódniczkę i zaproponował ceną ponad 1000 euro. Wariat.
Ktoś wszedł do sklepu i kupił spódniczkę za ponad 1000 euro. Wariat.
Ktoś, kto kupił tę spódniczkę za taką ceną, umieścił ją potem w skrzyni z odzieżą używaną, zamiast podarować komuś znajomemu. Wariat.
Ktoś kupił tę spódniczkę w lumpeksie za 14,99 zł. Kalina. Wariatka.
czwartek, 14 lutego 2019
rezerwacyjno
Do moich talentów nie mogę zaliczyć zdolności rezerwacyjno-organizacyjnych. Niebywałych wyczynów muszę dokonać, żeby zaplanować sobie pracę. Podróż z miasta do miasta i nocleg codziennie w innym miejscu wyraźnie dotykają granic moich możliwości.
A jeśli jeszcze jadę "tam" i po kilku dniach wracam, wówczas w niektórych miejscach nocuję dwa razy, ale nie dzień po dniu - to niemal zwiastuje katastrofę.
Rozrysowywanie poszczególnych miejsc pracy i miejsc, w których będę nocować wygląda jak zajęcia dla osób ze znaczną indolencją geograficzno-organizacyjną...
:-)
środa, 13 lutego 2019
niechodzeniem
Na spotkaniu z dziećmi odpowiadałam na pytania, dotyczące moich ulubionych książek. Wymieniłam jednym tchem "Dzieci z Bullerbyn" i "Lato Muminków". A potem, zupełnie nie zastanawiając się nad tym co mówię, dodałam, że książką mojego życia jest "Czarodziejska Góra".
Jeden z chłopców, siedzący w pierwszym rzędzie, ten z drugiej klasy, który miał problemy z niechodzeniem przez pół godziny, krzyknął: "Czytałem tę książkę!".
Spojrzałam na niego zaskoczona. Jako osoba doświadczona w wielu sprawach mogę śmiało powiedzieć: Nie było widać, że kłamie.
Jeden z chłopców, siedzący w pierwszym rzędzie, ten z drugiej klasy, który miał problemy z niechodzeniem przez pół godziny, krzyknął: "Czytałem tę książkę!".
Spojrzałam na niego zaskoczona. Jako osoba doświadczona w wielu sprawach mogę śmiało powiedzieć: Nie było widać, że kłamie.
Maksymalizmu
Podobno organizowane są spotkania kobiet, na których uczą się one akceptowania siebie i swojego ciała.
Jednym z punktów programu jest obserwowanie swojego ciała i ciał innych kobiet, co wiąże się naturalnie z koniecznością (lub może raczej dobrowolnością) rozebrania się do naga.
Zastanawiałam się, jak bym się czuła nago w otoczeniu innych nagich kobiet. Stanęłam ubrana przed lustrem i przyjrzałam się temu, czego nie widać.
Jednak zdecydowanie jestem zwolenniczką maksymalizmu. Maksymalizmu w zasłanianiu.
Jednym z punktów programu jest obserwowanie swojego ciała i ciał innych kobiet, co wiąże się naturalnie z koniecznością (lub może raczej dobrowolnością) rozebrania się do naga.
Zastanawiałam się, jak bym się czuła nago w otoczeniu innych nagich kobiet. Stanęłam ubrana przed lustrem i przyjrzałam się temu, czego nie widać.
Jednak zdecydowanie jestem zwolenniczką maksymalizmu. Maksymalizmu w zasłanianiu.
przeszkadzało
Nie lubię, gdy ktoś odwraca się do mnie tyłem, gdy ze mną rozmawia.
Nie myślę tu o neutralnych sytuacjach typu "podniosę coś ze stołu i już się odwracam przodem", tylko o odwracaniu się w rodzaju "nie będzie ci przeszkadzało, jak sobie usiądę do ciebie tyłem, bo mi tak wygodniej? i mów, ja słucham".
Niestety, będzie mi to przeszkadzało.
Jednak jestem zaprogramowana do mówienia ludziom w oczy, a nie w kręgosłup.
Zupełnie nie umiem rozmawiać z plecami. Albo z łopatką. Albo z karkiem. Albo z nerką.
Być może z tego powodu nigdy nie przekonałam się do chodzenia do spowiedzi. Prawdopodobnie jednym z powodów jest bezpośrednie zwracanie się do męskiego obojczyka. I to na dodatek oddzielonego kratami.
Nie myślę tu o neutralnych sytuacjach typu "podniosę coś ze stołu i już się odwracam przodem", tylko o odwracaniu się w rodzaju "nie będzie ci przeszkadzało, jak sobie usiądę do ciebie tyłem, bo mi tak wygodniej? i mów, ja słucham".
Niestety, będzie mi to przeszkadzało.
Jednak jestem zaprogramowana do mówienia ludziom w oczy, a nie w kręgosłup.
Zupełnie nie umiem rozmawiać z plecami. Albo z łopatką. Albo z karkiem. Albo z nerką.
Być może z tego powodu nigdy nie przekonałam się do chodzenia do spowiedzi. Prawdopodobnie jednym z powodów jest bezpośrednie zwracanie się do męskiego obojczyka. I to na dodatek oddzielonego kratami.
środa, 6 lutego 2019
Gotowa
przedmiotów
Usłyszałam o metodzie sprzątania Marii jakiejśtam z Japonii. Stosowny film na Netflixie.
Zgodnie z tą metodą należy się pozbyć wszystkich przedmiotów, które nie dają nam radości.
Mam teraz nie najlepszy humor i chodzę po domu jak Kuba Rozpruwacz. Spoglądam na sprzęty domowe i telepatycznie przekazuję im wiadomość:
"Ty się, gościu, postaraj, bo skończysz jak pralka!"
(Wczoraj pralka puściła dym i smród. Górą dołem i spodem. Dziś wymieniliśmy ją na inną. Niech to będzie przykładem dla innych sprzętów. Generalnie nie jestem zwolenniczką karania dla przykładu, ale dzisiaj, gdy mam taki podły nastrój, jestem zwolenniczką wielu radykalnych metod).
;-)
Zgodnie z tą metodą należy się pozbyć wszystkich przedmiotów, które nie dają nam radości.
Mam teraz nie najlepszy humor i chodzę po domu jak Kuba Rozpruwacz. Spoglądam na sprzęty domowe i telepatycznie przekazuję im wiadomość:
"Ty się, gościu, postaraj, bo skończysz jak pralka!"
(Wczoraj pralka puściła dym i smród. Górą dołem i spodem. Dziś wymieniliśmy ją na inną. Niech to będzie przykładem dla innych sprzętów. Generalnie nie jestem zwolenniczką karania dla przykładu, ale dzisiaj, gdy mam taki podły nastrój, jestem zwolenniczką wielu radykalnych metod).
;-)
piątek, 1 lutego 2019
słownik
zimno jak cholera!
nasi
Moja koleżanka mieszkała w dzieciństwie w Policach. Opowiadała, że nic nie cieszyło jej wówczas bardziej, niż amerykańskie filmy akcji, w których umundurowani strażnicy prawa jeździli w samochodach, z umieszczoną z przodu, boku, tyłu i spodu nazwą jej rodzinnego miasta .
Na ekranie z zawrotną prędkością poruszał się samochód policyjny, a ona zawsze krzyczała: Nasi jadą!
Na ekranie z zawrotną prędkością poruszał się samochód policyjny, a ona zawsze krzyczała: Nasi jadą!
czytać
A może jednak powinnam przestać czytać "Biegnącą z wilkami"? Coś czuję, że moja dziura w sercu znacznie się powiększa i niedługo dusza wypadnie mi przez nią prosto do jelita. Grubego.
środa, 30 stycznia 2019
rosną
Jeśli późnym popołudniem ostatniego dnia ferii zimowych córka własna staje przed tobą i informuje, że stopa jej urosła i nie ma żadnych butów, które jej nie cisną, oznacza to, że życie toczy się normalnym rytmem.
Stopy dziecka zawsze rosną w nieodpowiednich momentach - tak zapisano w świętych księgach i świadczy to o porządku istniejącym we wszechświecie.
Stopy dziecka zawsze rosną w nieodpowiednich momentach - tak zapisano w świętych księgach i świadczy to o porządku istniejącym we wszechświecie.
ciągnącymi
Kilka spraw ciągnie się za mną od dawna. A bardzo tego nie lubię.
Może ktoś chciałby zająć się, w trybie wolontariatu, ciągnącymi się za Kaliną sprawami?
Obiecuję wdzięczność aż do momentu gdy pojawią się następne ciągnące sprawy.
Może ktoś chciałby zająć się, w trybie wolontariatu, ciągnącymi się za Kaliną sprawami?
Obiecuję wdzięczność aż do momentu gdy pojawią się następne ciągnące sprawy.
poniedziałek, 28 stycznia 2019
ubarwia
Mam znajomą, która wykonuje zawód związany ze sztuką.
Prowadzi na facebooku tzw. funpage'a, czyli swoją autorską stronę. Zamieszcza na niej informacje o swoich podróżach, spotkaniach, pracy, o przeżyciach, które ją inspirują.
Ostatnio zamieściła informację, która wbiła mnie w fotel. Myślę, że była bardzo zaskakująca dla wszystkich, którzy ją znają. Natychmiast skontaktowałam się z naszą wspólną koleżanką, żeby dowiedzieć się, jak przedstawia się sytuacja, czy artystka potrzebuje pomocy, czy należy wzywać do niej GOPR, TOPR, czy raczej Wojska Ochrony Pogranicza. Czy natychmiast jechać z termosem, czy raczej zamawiać wizytę u psychiatry.
Wspólna koleżanka postawiła mnie do pionu. Artystka na funpage'u nie pisze prawdy. Ubarwia tam swoje życie, ponieważ atrakcyjność jej przeżyć ma wpływ na zainteresowanie nią i jej dziełami. To jest narzędzie marketingowe. Co zdziwiło mnie jeszcze bardziej - zatrudnia kogoś, kto produkuje jej wpisy. Dlatego czasem zdjęcia walizek, które zostały spakowane na wyjazd do Kutna, zostają podpisane jako bagaż przygotowany na podróż do Paryża.
Do tego dołożyło się i to: dowiedziałam się, że 90% zdjęć zamieszczanych w mediach społecznościowych jest przez użytkowników "poprawianych". Oglądacie zdjęcia swoich znajomych z wakacji? I znajomi i wakacje wyglądają na nich niezwykle atrakcyjnie? Tak... To jest właśnie owe 90%. A jeśli wasi znajomi są podobni do mojej artystki, to być może te wakacje miały miejsce w 2005, a palmy zostały przeklejone ze zdjęcia na stronie Ogrodu Botanicznego w Bangor.
O, słodka naiwności! Myślałam, że najgorsze na facebooku są zdjęcia talerza z obiadem...
Prowadzi na facebooku tzw. funpage'a, czyli swoją autorską stronę. Zamieszcza na niej informacje o swoich podróżach, spotkaniach, pracy, o przeżyciach, które ją inspirują.
Ostatnio zamieściła informację, która wbiła mnie w fotel. Myślę, że była bardzo zaskakująca dla wszystkich, którzy ją znają. Natychmiast skontaktowałam się z naszą wspólną koleżanką, żeby dowiedzieć się, jak przedstawia się sytuacja, czy artystka potrzebuje pomocy, czy należy wzywać do niej GOPR, TOPR, czy raczej Wojska Ochrony Pogranicza. Czy natychmiast jechać z termosem, czy raczej zamawiać wizytę u psychiatry.
Wspólna koleżanka postawiła mnie do pionu. Artystka na funpage'u nie pisze prawdy. Ubarwia tam swoje życie, ponieważ atrakcyjność jej przeżyć ma wpływ na zainteresowanie nią i jej dziełami. To jest narzędzie marketingowe. Co zdziwiło mnie jeszcze bardziej - zatrudnia kogoś, kto produkuje jej wpisy. Dlatego czasem zdjęcia walizek, które zostały spakowane na wyjazd do Kutna, zostają podpisane jako bagaż przygotowany na podróż do Paryża.
Do tego dołożyło się i to: dowiedziałam się, że 90% zdjęć zamieszczanych w mediach społecznościowych jest przez użytkowników "poprawianych". Oglądacie zdjęcia swoich znajomych z wakacji? I znajomi i wakacje wyglądają na nich niezwykle atrakcyjnie? Tak... To jest właśnie owe 90%. A jeśli wasi znajomi są podobni do mojej artystki, to być może te wakacje miały miejsce w 2005, a palmy zostały przeklejone ze zdjęcia na stronie Ogrodu Botanicznego w Bangor.
O, słodka naiwności! Myślałam, że najgorsze na facebooku są zdjęcia talerza z obiadem...
smakować
Odstawiłam lek, który biorę od kilku lat. Działania nieprzyjazne były już tak dokuczliwe, że uznałam, iż przewyższają korzyści z jego stosowania. Poinformowałam o tym panią doktor.
Zrozumiała moją decyzję i poprosiła, żebym zrobiła dla odmiany badania w stanie bezlekowym - wówczas podejmiemy wspólną decyzję, co dalej.
Jedno z działań nieprzyjaznych ludzkości, jakie ten lek wywoływał u mnie, było całkowite upośledzenie zmysłu smaku. Mój zmysł smaku zawsze był odległy od normalnego, ale całkowite wyłączenie go spowodowało, że nie czułam żadnej różnicy smaku pomiędzy sernikiem a bigosem. Potrawy te różniły się wyłącznie konsystencją. Gotowanie zaczęło przypominać rosyjską ruletkę - próbowanie czegokolwiek nie miało najmniejszego sensu. Dosypywałam zatem do potraw przyprawy i liczyłam na cud.
Odstawiłam lek i po kilku tygodniach jedzenie zaczęło smakować jedzeniem. W pewnym zakresie, naturalnie. Jak wspomniałam wcześniej, mój zmysł smaku nigdy nie należał do szczególnie sprawnych.
Niestety, ma to swoje negatywne skutki. Okazało się bowiem, że mleko migdałowe, które piłam przez ostatnie miesiące, jest wyjątkowo paskudne w smaku. Przepraszam was, kubki smakowe, że torturowałam was czymś tak okropnym. Nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Zrozumiała moją decyzję i poprosiła, żebym zrobiła dla odmiany badania w stanie bezlekowym - wówczas podejmiemy wspólną decyzję, co dalej.
Jedno z działań nieprzyjaznych ludzkości, jakie ten lek wywoływał u mnie, było całkowite upośledzenie zmysłu smaku. Mój zmysł smaku zawsze był odległy od normalnego, ale całkowite wyłączenie go spowodowało, że nie czułam żadnej różnicy smaku pomiędzy sernikiem a bigosem. Potrawy te różniły się wyłącznie konsystencją. Gotowanie zaczęło przypominać rosyjską ruletkę - próbowanie czegokolwiek nie miało najmniejszego sensu. Dosypywałam zatem do potraw przyprawy i liczyłam na cud.
Odstawiłam lek i po kilku tygodniach jedzenie zaczęło smakować jedzeniem. W pewnym zakresie, naturalnie. Jak wspomniałam wcześniej, mój zmysł smaku nigdy nie należał do szczególnie sprawnych.
Niestety, ma to swoje negatywne skutki. Okazało się bowiem, że mleko migdałowe, które piłam przez ostatnie miesiące, jest wyjątkowo paskudne w smaku. Przepraszam was, kubki smakowe, że torturowałam was czymś tak okropnym. Nie zdawałam sobie z tego sprawy.
niedziela, 27 stycznia 2019
miejsc
Zadzwoniła do mnie Magda. Wróciła z Tajlandii i Kambodży. Zachwycona. Opowiedziała, jak było.
W ten sposób wydłużyła się lista miejsc, które chcę zobaczyć.
W ten sposób wydłużyła się lista miejsc, które chcę zobaczyć.
nadzieję
Mama jest już po zabiegu. Przywiozłam ją do domu. Trochę podkoloryzowałam to, co powiedział pan doktor, mając nadzieję, że kłamstwo jest kłamstwem tylko wtedy, gdy służy złej sprawie.
Zatem - prawdę powiedziałam.
Zatem - prawdę powiedziałam.
sobota, 26 stycznia 2019
poczekalni
Z lewej strony do poczekalni wszedł pan z panią. Pani trzymałą pana pod rękę. Była w moim wieku. Ładnie ubrana, w spódnicy i rajstopach, dziwnie luźnych na jej szczupłych nogach. Widać było, że porusza się z trudem. Wpatrywała się w podłogę, odnajdując w tym siłę, żeby utrzymywać pionową pozycję. Każdy krok miał dla niej wartość. Nie poruszała głową, rękoma, szyją, zupełnie jakby nie chciała marnować energii na zbędę ruchy. Pan mówił coś do niej, a ona tylko szła obok, nieobecna. Spineczka, która podtrzymywała lichutkie włosy, przesunęła się na tył głowy. Pan miał na sobie ładny, popielaty sweter i przyglądał się ludziom, wchodzącym do hallu.
Byli na spacerze, być może codziennym.
Okrążyli poczekalnię i wrócili do windy.
Szpital onkologiczny to miejsce, w którym energia krąży inaczej.
Byli na spacerze, być może codziennym.
Okrążyli poczekalnię i wrócili do windy.
Szpital onkologiczny to miejsce, w którym energia krąży inaczej.
piątek, 25 stycznia 2019
określeń
Jak się teraz poprawnie politycznie mówi na osoby o ciemnej skórze?
Jest tyle określeń. Co uznane jest za stosowne?
Jest tyle określeń. Co uznane jest za stosowne?
czwartek, 24 stycznia 2019
dom
Chciałabym mieć dom, stanowiący jedno, wielkie pomieszczenie. No, może zgodziłabym się na wydzielenie gdzieś z boczku łazienki, ale reszta - otwarta. Przestrzenie, przechodzące jedna w drugą, z każdego miejsca wspaniała perspektywa. Do tego wielkie okna. Z jednej strony część sypialniana, obok gabinetowa, pośrodku wielka sofa do leniuchowania, hamak, poduszki do siedzenia, gdy człowiek ma akurat ochotę siedzieć na podłodze. Drewniana podłoga. Albo betonowa. Tu jest jeszcze miejsce na decyzję. Okna bez firanek, żeby nie ograniczać widoku na morze, zwłaszcza wtedy, gdy będzie sztorm.
W jakimś miejscu wielki stół, na którym można rozłożyć papiery. I nie trzeba by ich sprzątać, żeby zjeść obiad.
W kuchni ogromna lodówka, z zapasem wszystkiego.
Taras. Na dachu wielki taras.
A przed domem trawnik, ale nie strzyżony, koszony i wyrównywany, tylko łąkowy, niedbały, swobodny.
I drzewa, a na nich ptaki. Ptaki na drzewach - to konieczność.
I jeszcze kępa liści, w których zagrzebuje się jeż z jeżową.
I pies. Kudłaty. A może nawet dwa?
I rower, żebym mogła szybko podjechać do sklepiku po kilogram moreli. Albo nie - morele będą rosły w moim sadzie. Do sklepiku po ser z dziurami. Ogromnymi dziurami.
W jakimś miejscu wielki stół, na którym można rozłożyć papiery. I nie trzeba by ich sprzątać, żeby zjeść obiad.
W kuchni ogromna lodówka, z zapasem wszystkiego.
Taras. Na dachu wielki taras.
A przed domem trawnik, ale nie strzyżony, koszony i wyrównywany, tylko łąkowy, niedbały, swobodny.
I drzewa, a na nich ptaki. Ptaki na drzewach - to konieczność.
I jeszcze kępa liści, w których zagrzebuje się jeż z jeżową.
I pies. Kudłaty. A może nawet dwa?
I rower, żebym mogła szybko podjechać do sklepiku po kilogram moreli. Albo nie - morele będą rosły w moim sadzie. Do sklepiku po ser z dziurami. Ogromnymi dziurami.
wtorek, 22 stycznia 2019
seniorów
Prowadziłam dzisiaj spotkanie dla seniorów.
Pierwszy raz słuchali mnie sami dorośli. Bardzo dorośli.
Nikogo nie musiałam prosić, żeby siedział do mnie przodem i nikt nie wykrzykiwał odpowiedzi na pytania.
W czasie przeznaczonym na zadawanie pytań nikt nie zapytał mnie gdzie jest toaleta i czy można już jeść. Nikt też nie spytał mnie ile mam lat, czy czuję się bogata, czy mam męża i czy śpię z nim pod jedną kołdrą.
Nie musiałam pilnować, żeby pan Adaś nie bił pana Grzesia i żeby pani Sabinka nie trzymała obłoconych kozaków na tapicerowanym krześle.
Gdy jedna z osób wyszła na moment z sali nie musiałam się martwić, że się zgubi, albo że zrobi sobie krzywdę.
Na samym początku spotkania któraś z pań przypomniała wszystkim, że warto wyłączyć telefony i, o dziwo!, wszyscy wyłączyli!
Nikt nie zgubił szalika, nikt nie włożył cudzej czapki i nie musieliśmy poszukiwać niczyjego tornistra, który jednak został w domu.
Po spotkaniu nikt nie wybiegł z sali, demolując przy tym połowę korytarza.
Nikt nie dłubał w nosie i nie zjadał efektów swoich prac wykopaliskowych.
Praca z dorosłymi to zupełnie inna bajka.
Zaczynam rozumieć, dlaczego tak popularny jest Uniwersytet Trzeciego Wieku.
Popularny wśród wykładowców ;-)
Pierwszy raz słuchali mnie sami dorośli. Bardzo dorośli.
Nikogo nie musiałam prosić, żeby siedział do mnie przodem i nikt nie wykrzykiwał odpowiedzi na pytania.
W czasie przeznaczonym na zadawanie pytań nikt nie zapytał mnie gdzie jest toaleta i czy można już jeść. Nikt też nie spytał mnie ile mam lat, czy czuję się bogata, czy mam męża i czy śpię z nim pod jedną kołdrą.
Nie musiałam pilnować, żeby pan Adaś nie bił pana Grzesia i żeby pani Sabinka nie trzymała obłoconych kozaków na tapicerowanym krześle.
Gdy jedna z osób wyszła na moment z sali nie musiałam się martwić, że się zgubi, albo że zrobi sobie krzywdę.
Na samym początku spotkania któraś z pań przypomniała wszystkim, że warto wyłączyć telefony i, o dziwo!, wszyscy wyłączyli!
Nikt nie zgubił szalika, nikt nie włożył cudzej czapki i nie musieliśmy poszukiwać niczyjego tornistra, który jednak został w domu.
Po spotkaniu nikt nie wybiegł z sali, demolując przy tym połowę korytarza.
Nikt nie dłubał w nosie i nie zjadał efektów swoich prac wykopaliskowych.
Praca z dorosłymi to zupełnie inna bajka.
Zaczynam rozumieć, dlaczego tak popularny jest Uniwersytet Trzeciego Wieku.
Popularny wśród wykładowców ;-)
niedziela, 20 stycznia 2019
podjeżdżającym
Jechałam samochodem z kierowcą-agresorem. Krzyczącym na wszystkich innych. Udowadniającym innym, że nie mają racji. Podjeżdżającym na odległość komara do innych samochodów. Wyprzedzającym samochody zwalniające przed światłąmi, żeby jeszcze zdążyć na ostatnich tchnieniach żółtego. Ruszającym z piskiem opon i hamującym tak, że można stracić jedynki.
To są kompleksy?
Mania wyższości?
Zaburzenia psychiczne?
Głupota?
To są kompleksy?
Mania wyższości?
Zaburzenia psychiczne?
Głupota?
wtorek, 15 stycznia 2019
geografia
Zameldowałam się w maleńkim hoteliku kilkanaście kilometrów od zachodniej granicy.
Spytano mnie, czy długo jechałam.
- Trzy godziny. Fatalna pogoda na podróż. Całą drogę lało i wiało.
- A skąd dokładnie pani jechała.
Podałam nazwę miasta.
- Gdzie to jest? - usłyszałam pytanie.
Zaniemówiłam. Stałam z rozdziawioną paszczą. Zupełnie nie wiedziałam, jak wytłumaczyć komuś, kto mieszka w tym samym kraju co ja, gdzie znajduje się jedno z największych miast w Polsce... Jednak geografia nie jest moją mocną stroną ;-)
Spytano mnie, czy długo jechałam.
- Trzy godziny. Fatalna pogoda na podróż. Całą drogę lało i wiało.
- A skąd dokładnie pani jechała.
Podałam nazwę miasta.
- Gdzie to jest? - usłyszałam pytanie.
Zaniemówiłam. Stałam z rozdziawioną paszczą. Zupełnie nie wiedziałam, jak wytłumaczyć komuś, kto mieszka w tym samym kraju co ja, gdzie znajduje się jedno z największych miast w Polsce... Jednak geografia nie jest moją mocną stroną ;-)
poniedziałek, 14 stycznia 2019
przedtem
Do domu daleko, śnieżyca za oknem, wichura, drogi nieprzejezdne.
Docierają do mnie strzępki tego, co się dzieje w kraju.
Czy to jest ten moment, po którym już nigdy nie będzie tak jak przedtem?
Czy może jest to chwila, która właśnie przywróci nas do pionu?
Docierają do mnie strzępki tego, co się dzieje w kraju.
Czy to jest ten moment, po którym już nigdy nie będzie tak jak przedtem?
Czy może jest to chwila, która właśnie przywróci nas do pionu?
niedziela, 13 stycznia 2019
dorosłym
Obserwuję skrajnie różne poglądy na wychowanie i edukację dzieci.
Z jednej strony codziennie zajęcia dodatkowe, korepetycje żeby wyprzedzić program szkolny, narty, tenis, żagle, balet, pianino i zajęcia z programowania. Wysoko ustawiona poprzeczka, nagrody za dobrą naukę. Klasyczne podejście do obowiązków domowych. Stosowanie systemu kar.
Z drugiej strony leśne szkoły, szkoły demokratyczne, nauczanie domowe, obniżanie wymagań, żadnych zajęć pozalekcyjnych. Brak ocen, wychowanie w bezstresowych warunkach, nauka wyłącznie poprzez zabawę. Liberalne podejście do niewypełniania obowiązków. Brak kar.
Z jednej strony codziennie zajęcia dodatkowe, korepetycje żeby wyprzedzić program szkolny, narty, tenis, żagle, balet, pianino i zajęcia z programowania. Wysoko ustawiona poprzeczka, nagrody za dobrą naukę. Klasyczne podejście do obowiązków domowych. Stosowanie systemu kar.
Z drugiej strony leśne szkoły, szkoły demokratyczne, nauczanie domowe, obniżanie wymagań, żadnych zajęć pozalekcyjnych. Brak ocen, wychowanie w bezstresowych warunkach, nauka wyłącznie poprzez zabawę. Liberalne podejście do niewypełniania obowiązków. Brak kar.
wtorek, 8 stycznia 2019
internetowym
- Kalinko, jak myślisz, z kim mogłabym pójść odebrać komputer?
- Jaki komputer, mamo?
- Wyobraź sobie, że wygrałam w konkursie komputer!
- W jakim konkursie, mamo?
- Internetowym.
- A dlaczego brałaś udział w konkursie internetowym?
- Bo napisali do mnie prośbę, żebym odpowiedziała na kilka pytań, a nagrodą będzie komputer. I wygrałam.
- Mamo, a co to jest za firma?
- Zadna firma, Kalinko. To jest internet.
- Ale kto organizował ten konkurs?
- No internet. Przecież ci mówię.
- Mamo, to jest jakieś straszne oszustwo. Czy podawałaś im swoje dane?
- Ależ skąd! Ja nie podaję żadnych danych.
- A skąd wiesz, że wygrałaś?
- Bo do mnie zadzwonili.
- Czyli podałaś im swój numer telefonu?
- Nie.
- To skąd go mieli?
- Widocznie jedno z pytań które mi przysłali, dotyczyło numeru telefonu.
- A jakie były inne pytania?
- Nie wiem. Czy ja zapamiętuję wszystkie pytania, na które odpowiadam w internecie?
- To odpowiadałaś jeszcze na inne takie pytania?
- Oczywiście. Zawsze odpowiadam, jak mi przysyłają.
Kalina rozłączyła się, zadzwoniła natychmiast do siostry Kaliny i przedstawiła jej sytuację: stan oceniła na alarmowy. Najprawdopodobniej mama za moment padnie ofiarą kolejnych wyłudzaczy kredytów - tym razem wcisną jej komputer. Być może zabawkowy. Siostra Kaliny już po chwili dzwoniła do mamy, żeby jej zakazać rozmawiania przez telefon z jakimikolwiek firmami czy internetami, oferującymi darmowe przedmioty.
- Halo, mamo. Tu siostra Kaliny.
- Co, już zadzwoniła do ciebie Kalina?
- Mamo, Kalina się bardzo zdenerwowała, że padniesz znowu ofiarą oszustów.
- A jacy to mogą być oszuści, skoro ja wygrałam od nich komputer?!
Jeszcze kilka takich akcji i obie córki mamy będą musiały dokonać żywota w jakimś odosobnionym ośrodku...
- Jaki komputer, mamo?
- Wyobraź sobie, że wygrałam w konkursie komputer!
- W jakim konkursie, mamo?
- Internetowym.
- A dlaczego brałaś udział w konkursie internetowym?
- Bo napisali do mnie prośbę, żebym odpowiedziała na kilka pytań, a nagrodą będzie komputer. I wygrałam.
- Mamo, a co to jest za firma?
- Zadna firma, Kalinko. To jest internet.
- Ale kto organizował ten konkurs?
- No internet. Przecież ci mówię.
- Mamo, to jest jakieś straszne oszustwo. Czy podawałaś im swoje dane?
- Ależ skąd! Ja nie podaję żadnych danych.
- A skąd wiesz, że wygrałaś?
- Bo do mnie zadzwonili.
- Czyli podałaś im swój numer telefonu?
- Nie.
- To skąd go mieli?
- Widocznie jedno z pytań które mi przysłali, dotyczyło numeru telefonu.
- A jakie były inne pytania?
- Nie wiem. Czy ja zapamiętuję wszystkie pytania, na które odpowiadam w internecie?
- To odpowiadałaś jeszcze na inne takie pytania?
- Oczywiście. Zawsze odpowiadam, jak mi przysyłają.
Kalina rozłączyła się, zadzwoniła natychmiast do siostry Kaliny i przedstawiła jej sytuację: stan oceniła na alarmowy. Najprawdopodobniej mama za moment padnie ofiarą kolejnych wyłudzaczy kredytów - tym razem wcisną jej komputer. Być może zabawkowy. Siostra Kaliny już po chwili dzwoniła do mamy, żeby jej zakazać rozmawiania przez telefon z jakimikolwiek firmami czy internetami, oferującymi darmowe przedmioty.
- Halo, mamo. Tu siostra Kaliny.
- Co, już zadzwoniła do ciebie Kalina?
- Mamo, Kalina się bardzo zdenerwowała, że padniesz znowu ofiarą oszustów.
- A jacy to mogą być oszuści, skoro ja wygrałam od nich komputer?!
Jeszcze kilka takich akcji i obie córki mamy będą musiały dokonać żywota w jakimś odosobnionym ośrodku...
kuchni
Nauczyłam się robić zupę miso.
Japonio - bądź mi siostrą!
Dlaczego w polskiej kuchni nie ma tak pysznych potraw, które da się przyrządzić w 3 minuty?!
Japonio - bądź mi siostrą!
Dlaczego w polskiej kuchni nie ma tak pysznych potraw, które da się przyrządzić w 3 minuty?!
poniedziałek, 7 stycznia 2019
uważam
- Uważam, że wojny nie są toczone przez ludzi, tylko przez organizacje. Przez państwa, rządy, monarchie, ale nigdy przez ludzi.
- Nieprawda.
- Kwestionujesz to, co ja uważam?
- Tak. Wojny nie są toczone przez organizacje, tylko przez ludzi.
- To teraz ja mogę powiedzieć ci "nieprawda". Ale ty nie możesz powiedzieć "nieprawda", gdy zaczynam wypowiedź od "uważam". Bo to co ja uważam jest zawsze prawdą, gdy ja to mówię. Choćby ta prawda trwała tylko minutę, bo zaraz zmienię zdanie.
- Czepiasz się.
- Nie. Szanowałabym twoje zdanie, gdybyś mi je przedstawiał. A tak, gdy nie przedstawiasz mi swojego zdania, tylko prawdy absolutne, mogę tego nie szanować. Bo prawdy absolutne nie istnieją. A twoje zdanie miałoby szansę zaistnieć. A nawet mogłabym się z nim zgodzić.
I tak uważam, że wojny prowadzone są przez cholerne organizacje, a ludzie tylko w nich cierpią...
- Nieprawda.
- Kwestionujesz to, co ja uważam?
- Tak. Wojny nie są toczone przez organizacje, tylko przez ludzi.
- To teraz ja mogę powiedzieć ci "nieprawda". Ale ty nie możesz powiedzieć "nieprawda", gdy zaczynam wypowiedź od "uważam". Bo to co ja uważam jest zawsze prawdą, gdy ja to mówię. Choćby ta prawda trwała tylko minutę, bo zaraz zmienię zdanie.
- Czepiasz się.
- Nie. Szanowałabym twoje zdanie, gdybyś mi je przedstawiał. A tak, gdy nie przedstawiasz mi swojego zdania, tylko prawdy absolutne, mogę tego nie szanować. Bo prawdy absolutne nie istnieją. A twoje zdanie miałoby szansę zaistnieć. A nawet mogłabym się z nim zgodzić.
I tak uważam, że wojny prowadzone są przez cholerne organizacje, a ludzie tylko w nich cierpią...
niedziela, 6 stycznia 2019
gorący
Kolejne maile:
1. Bardzo przepraszam, że tak w ostatniej chwili, ale czy zdążysz zredagować jeden artykuł do lutowego numeru?
2. Och, bardzo przepraszam, ale ten też zdążysz?
3. Może to już przesada, ale czy dasz radę trzy?
4. Jednak są aż cztery.
5. Będziesz miała czas na pięć?
6. Ten już chyba masz u siebie. Też na luty.
Podobno teraz jest gorący okres dla księgowych, którzy mają w pracy coś, co nazywa się zamknięciem roku.
Pozdrawiam zatem wszystkich księgowych i łączę się z nimi w poszukiwaniu ciszy i koncentracji. :-)
1. Bardzo przepraszam, że tak w ostatniej chwili, ale czy zdążysz zredagować jeden artykuł do lutowego numeru?
2. Och, bardzo przepraszam, ale ten też zdążysz?
3. Może to już przesada, ale czy dasz radę trzy?
4. Jednak są aż cztery.
5. Będziesz miała czas na pięć?
6. Ten już chyba masz u siebie. Też na luty.
Podobno teraz jest gorący okres dla księgowych, którzy mają w pracy coś, co nazywa się zamknięciem roku.
Pozdrawiam zatem wszystkich księgowych i łączę się z nimi w poszukiwaniu ciszy i koncentracji. :-)
pierwsze
Będę szyła kapę w stylu japońskich patchworków. Nie blue-indygo, tylko biało-białą.
I to jest moje pierwsze zobowiązanie noworoczne.
:-)
sobota, 5 stycznia 2019
bezpodstawnie
Czytam "Biegnącą z wilkami". Dojrzewałam do tej książki od lat. Przekładałam ją nieco bliżej łóżka, gdy zdawało mi się, że to już ten moment. A potem odkładałam na półkę, bez nadziei na przeczytanie. W końcu stało się - zaczęłam.
Mam pierwszy rozdział za sobą - czytałam go ponad dwa tygodnie, celebrując każdą stronę.
Czuję się tak, jakby ktoś wysypał ze mnie wszystko co walało się w środku i powolutku wkładał elementy na swoje miejsce. Pojedynczo. Z namaszczeniem.
Ciekawa jestem, jak będę się czuła po przeczytaniu całej książki.
Opowiedziałam mojej starszej córce historię z tej książki - o Sinobrodym. Spytałam ją, jak rozumie tę baśń. Nie miała wątpliwości: to jest opowieść o nieposłuszeństwie. Za nieposłuszeństwo jest się ukaranym.
Wyjaśniłam jej, jak widzi sens tej historii autorka książki. Wysłuchała w milczeniu.
Wzięła sobie do serca, że ma prawo pytać o powody zakazów. Jeśli ktoś ci mówi: nie dotykaj tego - masz prawo spytać, jaki jest tego powód. Bez agresji, bez niechęci. Z ciekawości. Z niepewności. A może nawet z nudy. Nikt nie może zakazywać ci niczego bezpodstawnie.
Wzięła sobie do serca, że nikt nie może nakazywać jej niczego bezpodstawnie. Ma prawo spytać, dlaczego ktoś każe jej coś zrobić. Ma prawo zrozumieć, jaki jest cel nakazu. I ma prawo go posłuchać, albo nie. Jest dorosłą kobietą i jej prawo do odmowy jest tak samo znaczące jak prawo kogoś innego do nakazywania jej.
Wieczorem siedzieliśmy przy stole. Jedliśmy zupę miso, której nie da się jeść bez siorbania, rozchlapywania i cmokania. Ktoś powiedział do mojej córki: "Weź sobie serwetkę i wytrzyj stół. Strasznie nachlapałaś".
Ona nie wzięła serwetki. Nie wytarła stołu. Powiedziała "To stół jest dla mnie, nie ja dla stołu. Nie przeszkadza mi, że jest zachlapany. Wytrę, gdy zjem do końca."
Wierzę w moc literatury. Wiem, że zmienia ludzi, zmienia historię, zmienia świat. Ale że aż tak szybko?!
Jestem dumna z córki! W cudowny sposób pokazała, że warto biec z wilkami... Sobie i mnie pokazała. I światu.
piątek, 4 stycznia 2019
politykę
U mamy byli goście. Aby i goście i mama mieli miły czas, zjawiła się u mamy Kalina, pełniąca rolę gosposi, kelnera, dostawcy ciasta, sprzątaczki, ochroniarza i tłumacza.
Rozmowa toczyła się swobodnie. Nieco o pogodzie, nieco o krajobrazie za oknem, nieco o tym, kto ostatnio chorował i na co. Standard.
Nagle temat nieco zboczył i otarł się o politykę. Kalina wyostrzyła słuch, aby zorientować się, czy wszyscy goście reprezentują tę samą opcję polityczną, czy nie. I czy należy natychmiast chwycić rozmowę w garść i zakręcić supeł, zmieniając temat znowu na tory "pogoda, krajobraz, choroby", czy można gości i mamę zostawić w spokoju.
Na szczęście wszyscy byli politycznie przeciwni temu samemu, więc Kalina odetchnęła z ulgą. Pomstowaniu na polityków pewnej partii nie było końca i Kalina mogła ze spokojem zmywać w kuchni filiżanki z chińskiej porcelany.
Po około półgodzinnych dywagacjach o tym, co należałoby zrobić z niektórymi politykami, gdzie wysłać posłów pewnej partii, kogo wsadzić w kolejną sondę wysłaną w kosmos, a kogo od razu przepuścić przez niszczarkę do dokumentów (taką z Lidla), mama Kaliny spytała gości:
- A wy jesteście zwolennikami PIS-u, czy przeciwnikami, bo nie wiem, czy można z Wami o polityce rozmawiać.
Kalina rzuciła filiżanki do zlewu.
- Mamoooo! - Jak rącza gazela jednym susem doskoczyła do salonu. - Wszyscy są przeciwni.
Mama spojrzała na Kalinę zaskoczona.
No bo skąd Kalina może wiedzieć, jakie są poglądy gości, skoro rozmowa dopiero się zaczęła?
Rozmowa toczyła się swobodnie. Nieco o pogodzie, nieco o krajobrazie za oknem, nieco o tym, kto ostatnio chorował i na co. Standard.
Nagle temat nieco zboczył i otarł się o politykę. Kalina wyostrzyła słuch, aby zorientować się, czy wszyscy goście reprezentują tę samą opcję polityczną, czy nie. I czy należy natychmiast chwycić rozmowę w garść i zakręcić supeł, zmieniając temat znowu na tory "pogoda, krajobraz, choroby", czy można gości i mamę zostawić w spokoju.
Na szczęście wszyscy byli politycznie przeciwni temu samemu, więc Kalina odetchnęła z ulgą. Pomstowaniu na polityków pewnej partii nie było końca i Kalina mogła ze spokojem zmywać w kuchni filiżanki z chińskiej porcelany.
Po około półgodzinnych dywagacjach o tym, co należałoby zrobić z niektórymi politykami, gdzie wysłać posłów pewnej partii, kogo wsadzić w kolejną sondę wysłaną w kosmos, a kogo od razu przepuścić przez niszczarkę do dokumentów (taką z Lidla), mama Kaliny spytała gości:
- A wy jesteście zwolennikami PIS-u, czy przeciwnikami, bo nie wiem, czy można z Wami o polityce rozmawiać.
Kalina rzuciła filiżanki do zlewu.
- Mamoooo! - Jak rącza gazela jednym susem doskoczyła do salonu. - Wszyscy są przeciwni.
Mama spojrzała na Kalinę zaskoczona.
No bo skąd Kalina może wiedzieć, jakie są poglądy gości, skoro rozmowa dopiero się zaczęła?
plaża
Chciałabym widzieć za oknem morze. Skaliste wybrzeże. Fale, z których odbijają się tysiące kropelek.
Gdzie jest najbliższa plaża pełna kamieni, patyczków, krabowych nóżek i wygładzonych szkiełek?
Pamiętam taką na wschód od Schleswigu, ale to strasznie daleko...
Gdzie jest najbliższa plaża pełna kamieni, patyczków, krabowych nóżek i wygładzonych szkiełek?
Pamiętam taką na wschód od Schleswigu, ale to strasznie daleko...
wtorek, 1 stycznia 2019
wolne
W ostatniej chwili zaprosili nas znajomi. Mieli spędzać sylwestra ze swoimi znajomymi i dołączyli nas do grupy. Na początku znaliśmy tylko dwie osoby. Pod koniec nikt dokładnie nie potrafił stwierdzić, od ilu dekad znamy się ze wszystkimi.
Cudowna atmosfera wyluzowanych, roztańczonych, dojrzałych ludzi.
Tańczyliśmy tak, jak tańczą dorośli - szaleńczo, beztrosko, bez zbędnego zwracania uwagi na to, kto jest czyją parą, kto jest kobietą, kto mężczyzną. Zaczarowani własnym ruchem zdejmowaliśmy buty, marynarki, krawaty.
Przegapiliśmy północ.
Cudowna atmosfera wyluzowanych, roztańczonych, dojrzałych ludzi.
Tańczyliśmy tak, jak tańczą dorośli - szaleńczo, beztrosko, bez zbędnego zwracania uwagi na to, kto jest czyją parą, kto jest kobietą, kto mężczyzną. Zaczarowani własnym ruchem zdejmowaliśmy buty, marynarki, krawaty.
Przegapiliśmy północ.
piękne
Przeczytałam "Purezento" Joanny Bator.
Piękne.
Japonia mnie fascynuje. Futony, zwijane na dzień. Buty, zdejmowane przy drzwiach. Posiłki, celebrowane, a jednak przygotowywane z lekkością. Wołanie o uwagę. Wtapianie się w tłum ekscentryków.
Piękne.
Japonia mnie fascynuje. Futony, zwijane na dzień. Buty, zdejmowane przy drzwiach. Posiłki, celebrowane, a jednak przygotowywane z lekkością. Wołanie o uwagę. Wtapianie się w tłum ekscentryków.
ból
Znam ją od lat.
Nigdy nie płacze z powodu fizycznego bólu. Znosi. Cierpi w ciszy.
Jeśli na jej policzkach są łzy, znaczy to, że rozpada się psychicznie. Ze się zgubiła i nie umie się pozbierać. Ze odczuwa wielki, nieistniejący ból psychiczny, obecny w każdym jej fragmencie, przede wszystkim w takich miejscach, których nie da się odnaleźć w podręcznikach anatomii.
Nigdy nie płacze z powodu fizycznego bólu. Znosi. Cierpi w ciszy.
Jeśli na jej policzkach są łzy, znaczy to, że rozpada się psychicznie. Ze się zgubiła i nie umie się pozbierać. Ze odczuwa wielki, nieistniejący ból psychiczny, obecny w każdym jej fragmencie, przede wszystkim w takich miejscach, których nie da się odnaleźć w podręcznikach anatomii.
różnica
Gdy byłam małą dziewczynką, miałam wrażenie, że moja mama wie wszystko. Potrafiła podejmować mądre decyzje. Miała przemyślenia. Radziła sobie i innym.
Teraz jestem dorosła. Nie wiem nic. Nie potrafię podejmować mądrych decyzji. Nie myślę. Nie radzę sobie i nie potrafię udzielać rad innym.
To jest podstawowa różnica pokoleń.
Teraz jestem dorosła. Nie wiem nic. Nie potrafię podejmować mądrych decyzji. Nie myślę. Nie radzę sobie i nie potrafię udzielać rad innym.
To jest podstawowa różnica pokoleń.
niedziela, 30 grudnia 2018
toczy
"Wojna toczy się teraz" usłyszałam.
Rozejrzałam się dookoła, zajrzałam w siebie.
Gdzieniegdzie dostrzegam strzępy.
Rozejrzałam się dookoła, zajrzałam w siebie.
Gdzieniegdzie dostrzegam strzępy.
piątek, 28 grudnia 2018
forma
Och, nie...
Okazało się, że ból szczęki, który czuję od jakiegoś czasu, i zatykanie się uszu nie są efektem działania sił magicznych.
Znalazły one bowiem potwierdzenie w wynikach badań, o których sprawdzeniu przypomniałam sobie dzisiaj, i które jednoznacznie wskazują, że toczy się we mnie alternatywna forma życia.
Ale że jak to tak, zasiedlić, a nie spytać, czy gospodarz się zgadza?
Okazało się, że ból szczęki, który czuję od jakiegoś czasu, i zatykanie się uszu nie są efektem działania sił magicznych.
Znalazły one bowiem potwierdzenie w wynikach badań, o których sprawdzeniu przypomniałam sobie dzisiaj, i które jednoznacznie wskazują, że toczy się we mnie alternatywna forma życia.
Ale że jak to tak, zasiedlić, a nie spytać, czy gospodarz się zgadza?
środa, 26 grudnia 2018
rozmowa
Lubię, gdy rozmowa powolutku się toczy i czasem skręca w nieoczekiwanym kierunku. Lubię, gdy są w niej chwile ciszy, które dają mi czas na zastanowienie.
Lubię, gdy mój rozmówca rozumie, że nie wygłaszam prawd ostatecznych; gdy mówię, że nie lubię mandarynek, to oznacza, że nie lubię ich w momencie, w którym to mówię. Może się zmienić.
Bo czasem lubię deszcz, szczególnie gdy krople mieszają się na twarzy z łzami.
I czasem lubię mróz, szczególnie gdy nie zapominam, że mam gdzie się ugrzać.
A czasem lubię nic nie lubić.
I to mija.
Więc warto drugi raz porozmawiać o tym samym, bo to już będzie zupełnie inna rozmowa.
Lubię, gdy mój rozmówca rozumie, że nie wygłaszam prawd ostatecznych; gdy mówię, że nie lubię mandarynek, to oznacza, że nie lubię ich w momencie, w którym to mówię. Może się zmienić.
Bo czasem lubię deszcz, szczególnie gdy krople mieszają się na twarzy z łzami.
I czasem lubię mróz, szczególnie gdy nie zapominam, że mam gdzie się ugrzać.
A czasem lubię nic nie lubić.
I to mija.
Więc warto drugi raz porozmawiać o tym samym, bo to już będzie zupełnie inna rozmowa.
bracia
Gdy moja starsza córka była małą dziewczynką, dostała dwa misie. Jednego, że tak powiem, gatunku. Nieznacznie różniły się kolorem. Mój mąż nazwał te misie Bracia Kaczyńscy, co córka przyjęła za dobrą monetę - nie miała przecież pojęcia, skąd wzięła się ta nazwa.
Po jakimś czasie zaczepił mnie na osiedlu tata jednej z dziewczynek mieszkających w sąsiedztwie. Puścił do mnie oczko i szepnął:
- Widziałem braci Kaczyńskich!
I odszedł, kiwając z szacunkiem głową.
Po jakimś czasie zaczepił mnie na osiedlu tata jednej z dziewczynek mieszkających w sąsiedztwie. Puścił do mnie oczko i szepnął:
- Widziałem braci Kaczyńskich!
I odszedł, kiwając z szacunkiem głową.
poniedziałek, 24 grudnia 2018
znaczenia
Co roku, chowając po świętach bombki do kartonu, wkładamy tam również listy. Treść jest dowolna. Czasem piszemy tam, co chcielibyśmy dostać w prezencie, czasem, czego sobie życzymy w nadchodzącym roku.
W tym roku, zgodnie z tradycją, odczytaliśmy zeszłoroczne listy, wypakowując bombki.
I, słowo honoru, to jeden z najmilszych momentów całych świąt.
Usłyszeć od siebie samej, co było dla mnie najważniejsze rok temu.
Ileż się z tego listu można dowiedzieć!
Jak wyraźnie widać, że to, co było ważne 12 miesięcy temu, nie ma już żadnego znaczenia. Jak bardzo karton z bombkami zmienia perspektywę spraw, problemów i marzeń.
Gdyby ktoś miał teraz jakiś wielki problem, to zachęcam: proszę opisać go na kartce i przysłać do mnie. Obiecuję schować po świętach (bez czytania) do naszego kartonu z bombkami.
I, obiecuję, że za rok te wielkie tegoroczne problemy będą niczym.
Wielkim niczym.
Karton z bombkami zrobi swoje, jak co roku.
W tym roku, zgodnie z tradycją, odczytaliśmy zeszłoroczne listy, wypakowując bombki.
I, słowo honoru, to jeden z najmilszych momentów całych świąt.
Usłyszeć od siebie samej, co było dla mnie najważniejsze rok temu.
Ileż się z tego listu można dowiedzieć!
Jak wyraźnie widać, że to, co było ważne 12 miesięcy temu, nie ma już żadnego znaczenia. Jak bardzo karton z bombkami zmienia perspektywę spraw, problemów i marzeń.
Gdyby ktoś miał teraz jakiś wielki problem, to zachęcam: proszę opisać go na kartce i przysłać do mnie. Obiecuję schować po świętach (bez czytania) do naszego kartonu z bombkami.
I, obiecuję, że za rok te wielkie tegoroczne problemy będą niczym.
Wielkim niczym.
Karton z bombkami zrobi swoje, jak co roku.
piątek, 21 grudnia 2018
wesołych
Chcę, żeby było Wam dobrze.
Chcę, żeby było Wam jeszcze lepiej.
Chcę, żebyście wiedzieli to, co warto wiedzieć, i żebyście nie zawracali sobie głowy tym, o czym nie warto myśleć.
Chcę, żebyście wiedzieli, że myślę o Was.
Wesołych Swiąt!
środa, 19 grudnia 2018
przedświątecznym
No i kto to wymyślił, żeby w przedświątecznym tygodniu trzeba się było uczyć 30 angielskich czasowników nieregularnych (od litery L do końca alfabetu). No kto?
Jak tu się uczyć "kraść", "rozrywać", "przeklinać" i literować", i to na dodatek w germańskim języku, gdy tata akurat poszedł do garażu po ozdoby świąteczne?
Jak tu się uczyć "kraść", "rozrywać", "przeklinać" i literować", i to na dodatek w germańskim języku, gdy tata akurat poszedł do garażu po ozdoby świąteczne?
poniedziałek, 17 grudnia 2018
rodzinnego
W tym roku dzień Wszystkich Swiętych przypadał w większości kraju 1 listopada, a u nas 12 grudnia. Dopiero tego dnia udało nam się pojechać na groby do naszego rodzinnego miasta.
Pierwszy raz wybrałyśmy się tam z mamą i siostrą - zawsze odbywałam tę pielgrzymkę tylko z mamą.
Gdy moja rodzina wyprowadziła się z tego miasta miałam 7 lat, moja siostra 19, a mama 43. Każda z nas w związku z tym pamięta inne miejsca i inne sytuacje.
Ja znalazłam przychodnię dla zdrowych dzieci, do której chodziłam na szczepienia. Umiałam też pokazać lodziarnię i sklep, do którego kiedyś przed świętami rzucili pomarańcze i stałam tam z babcią w kolejce.
Moja siostra znała okoliczne podwórka, które nazywała "Tu mieszkała Kasia", "Tu mieszkała Halina", oraz "Tu nasz brat rozwalił sobie kolano na rowerze". Interesujące nazwy. Właściwie szkoda, że tak nie nazywa się niektórych miejsc.
Moja mama natomiast pamiętała, gdzie milicja wlepiła jej mandat za "niemanie świateł", chociaż była wtedy w tak zaawansowanej ciąży, że z trudem mogła wysiąść z samochodu. Podobno przechodnie wyzywali milicjantów, że meczą kobietę w stanie błogosławionym.
Trzy różne miasta. Zadna z nas nie zna tego, o którym opowiadają pozostałe.
Geograficzno-historyczna schizofrenia rodzinna.
Pierwszy raz wybrałyśmy się tam z mamą i siostrą - zawsze odbywałam tę pielgrzymkę tylko z mamą.
Gdy moja rodzina wyprowadziła się z tego miasta miałam 7 lat, moja siostra 19, a mama 43. Każda z nas w związku z tym pamięta inne miejsca i inne sytuacje.
Ja znalazłam przychodnię dla zdrowych dzieci, do której chodziłam na szczepienia. Umiałam też pokazać lodziarnię i sklep, do którego kiedyś przed świętami rzucili pomarańcze i stałam tam z babcią w kolejce.
Moja siostra znała okoliczne podwórka, które nazywała "Tu mieszkała Kasia", "Tu mieszkała Halina", oraz "Tu nasz brat rozwalił sobie kolano na rowerze". Interesujące nazwy. Właściwie szkoda, że tak nie nazywa się niektórych miejsc.
Moja mama natomiast pamiętała, gdzie milicja wlepiła jej mandat za "niemanie świateł", chociaż była wtedy w tak zaawansowanej ciąży, że z trudem mogła wysiąść z samochodu. Podobno przechodnie wyzywali milicjantów, że meczą kobietę w stanie błogosławionym.
Trzy różne miasta. Zadna z nas nie zna tego, o którym opowiadają pozostałe.
Geograficzno-historyczna schizofrenia rodzinna.
następnego
Jechałam drogą między Mogilnem a Ciechocinkiem. Nawigacja prowadziła mnie trasą, która jest nieremontowana od czasów, gdy Rus odłączył się od Czecha i Lecha, i poszedł na wschód.
Następnego dnia wracałam. Nawigacja poprowadziła mnie tą samą drogą. Sprawiedliwie, żebym nie mogła robić porównania.
Bo porównywanie niczemu dobremu nie służy i nawigacja o tym wie.
Następnego dnia wracałam. Nawigacja poprowadziła mnie tą samą drogą. Sprawiedliwie, żebym nie mogła robić porównania.
Bo porównywanie niczemu dobremu nie służy i nawigacja o tym wie.
niedziela, 16 grudnia 2018
piątek, 14 grudnia 2018
stres
Podobno ludzie różnie odczuwają stres.
To niesprawiedliwe.
Wydaje mi się, że ja najgorzej. W przedramionach. Przedramiona są najgorsze do odczuwania stresu. Są na to dowody naukowe w postaci mojej opinii. Obiektywnej jak nie wiem co.
To niesprawiedliwe.
Wydaje mi się, że ja najgorzej. W przedramionach. Przedramiona są najgorsze do odczuwania stresu. Są na to dowody naukowe w postaci mojej opinii. Obiektywnej jak nie wiem co.
czwartek, 13 grudnia 2018
leżałaś
- Mamo, byłaś dzisiaj na spacerze?
- Jak ja mam wychodzić w taką pogodę na spacer, Kalinko?
- Taka pogoda będzie do kwietnia, mamo. Musisz wychodzić z domu zawsze gdy nie leje i nie ma ślizgawicy.
- A czy ty wiesz, Kalinko, że jak ja byłam na spacerze, to się przewróciłam? A ty mi każesz wychodzić? A jak ja się znowu przewrócę?
- Nic mi nie mówiłaś, mamo!
- No tak. Przewróciłam się i nie miałam kogo poprosić o pomoc. I tak leżałam i czekałam.
- I długo tak leżałaś?
- Bardzo długo.
- W taki mróz?
- Nie, no znowu takiego mrozu to nie było...
- Mamo, przecież jest zima. Zimno i zimno!
- Jak upadłam, to nie było tak zimno. Było nawet dość ciepło. I tak leżałam w ten upał i leżałam.
- W jaki upał, mamo?
- No w upał, Kalinko. Normalny. Jak to latem. Bo jak ja upadłam to była akurat fala upałów.
- To kiedy ty upadłaś, mamo?
- No jak jeszcze tata żył. Przed operacją. To będzie jakieś... No nie wiem, ja się tak dobrze w takich odległych datach nie orientuję.
Kalina z niemałym trudem odgarnęła w swojej pamięci z kurzu informację, że istotnie mama kiedyś się przewróciła. Było to gdzieś w okolicach tego lata, gdy Dobrawa jechała z Czech do Polski, a Homo erectus po raz pierwszy zrozumiał, że postawa wyprostowana naprawdę zwiększa jego szanse na rozwój intelektualny.
Fakty są faktami i dyskutowanie z nimi błędem jest i basta.
- Jak ja mam wychodzić w taką pogodę na spacer, Kalinko?
- Taka pogoda będzie do kwietnia, mamo. Musisz wychodzić z domu zawsze gdy nie leje i nie ma ślizgawicy.
- A czy ty wiesz, Kalinko, że jak ja byłam na spacerze, to się przewróciłam? A ty mi każesz wychodzić? A jak ja się znowu przewrócę?
- Nic mi nie mówiłaś, mamo!
- No tak. Przewróciłam się i nie miałam kogo poprosić o pomoc. I tak leżałam i czekałam.
- I długo tak leżałaś?
- Bardzo długo.
- W taki mróz?
- Nie, no znowu takiego mrozu to nie było...
- Mamo, przecież jest zima. Zimno i zimno!
- Jak upadłam, to nie było tak zimno. Było nawet dość ciepło. I tak leżałam w ten upał i leżałam.
- W jaki upał, mamo?
- No w upał, Kalinko. Normalny. Jak to latem. Bo jak ja upadłam to była akurat fala upałów.
- To kiedy ty upadłaś, mamo?
- No jak jeszcze tata żył. Przed operacją. To będzie jakieś... No nie wiem, ja się tak dobrze w takich odległych datach nie orientuję.
Kalina z niemałym trudem odgarnęła w swojej pamięci z kurzu informację, że istotnie mama kiedyś się przewróciła. Było to gdzieś w okolicach tego lata, gdy Dobrawa jechała z Czech do Polski, a Homo erectus po raz pierwszy zrozumiał, że postawa wyprostowana naprawdę zwiększa jego szanse na rozwój intelektualny.
Fakty są faktami i dyskutowanie z nimi błędem jest i basta.
czuję
- Jestem ci wdzięczna - powiedziała. - Czuję wdzięczność za to, co powiedziałaś. A ty za co czujesz wdzięczność?
- Wdzięczność? - Patrzyła drapiąc się nerwowo po ramieniu. - Wdzięczność czy większość, bo nie dosłyszałam...?
- Wdzięczność? - Patrzyła drapiąc się nerwowo po ramieniu. - Wdzięczność czy większość, bo nie dosłyszałam...?
wtorek, 11 grudnia 2018
zsunęły
Problemy zsunęły się niepostrzeżenie jak lawina i przywaliły wagą, zasięgiem i siłą.
Jak lawina. Lawina niepostrzeżenie.
Jeszcze kilka dni temu wydawało mi się, że wszystko uprzątnięte i ogarnięte, a tymczasem wielkie bum! i nie wiadomo, co robić.
Czy raczej szamotać się, czy może popaść w stupor, czy też wpaść w panikę i machać nogą i ręką. Ręką i nogą.
Płacz i niepłacz mam w sobie.
Niepłacz i płacz.
Słowa i niesłowa cisną się na usta.
Niesłowa i słowa.
Jak lawina. Lawina niepostrzeżenie.
Jeszcze kilka dni temu wydawało mi się, że wszystko uprzątnięte i ogarnięte, a tymczasem wielkie bum! i nie wiadomo, co robić.
Czy raczej szamotać się, czy może popaść w stupor, czy też wpaść w panikę i machać nogą i ręką. Ręką i nogą.
Płacz i niepłacz mam w sobie.
Niepłacz i płacz.
Słowa i niesłowa cisną się na usta.
Niesłowa i słowa.
niedziela, 9 grudnia 2018
lekarstw
Mama Kaliny nadal chora, więc Kalina zapodała jej kolejną, obfitą porcję lekarstw.
- Mamo, tu jest instrukcja obsługi lekarstw. Jedno do ssania, reszta do połknięcia. Przejrzyj instrukcję i od razu naszykuj sobie wszystkie leki, żebym wiedziała, że sobie poradzisz.
- Naturalnie, Kalinko, że sobie poradzę.
I mama zaczęła szykować. Brała do ręki kolejne kartoniki, wyjmowała blistry, sprawdzała dawkowanie i kładła tabletkę na stole. Gdy wszystkie były już naszykowane, połknęła je kolejno, popijając herbatą.
- Mamo, a ta tabletka do ssania?
-Tej jeszcze nie wyjęłam - powiedziała mama, biorąc do ręki kartonik z jednym z lekarstw. Otworzyła go i wyjęła blistr. Przyjrzała mu się zaskoczona. W blistrze brakowało jednej tabletki.
- Mamo, to znaczy, że już wyjęłaś tę tabletkę. A skoro jej nie ma na stole, możemy przypuszczać, że ją połknęłaś.
- To bardzo dziwne. Nie pamiętam, żebym ją połykała. A na co jest ta tabletka?
- Na chrypę. A skoro ją połknęłaś, nie będziesz miała chrypy żołądka.
Mama spojrzała na Kalinę zniesmaczona.
- No nie wiem, Kalinko. Ja sobie nie przypominam, żebym tę tabletkę połykała.
W ten oto sposób stałam się podejrzaną o kradzież tabletki z blistra. Chrypy nie mam, co jest okolicznością obciążającą.
- Mamo, tu jest instrukcja obsługi lekarstw. Jedno do ssania, reszta do połknięcia. Przejrzyj instrukcję i od razu naszykuj sobie wszystkie leki, żebym wiedziała, że sobie poradzisz.
- Naturalnie, Kalinko, że sobie poradzę.
I mama zaczęła szykować. Brała do ręki kolejne kartoniki, wyjmowała blistry, sprawdzała dawkowanie i kładła tabletkę na stole. Gdy wszystkie były już naszykowane, połknęła je kolejno, popijając herbatą.
- Mamo, a ta tabletka do ssania?
-Tej jeszcze nie wyjęłam - powiedziała mama, biorąc do ręki kartonik z jednym z lekarstw. Otworzyła go i wyjęła blistr. Przyjrzała mu się zaskoczona. W blistrze brakowało jednej tabletki.
- Mamo, to znaczy, że już wyjęłaś tę tabletkę. A skoro jej nie ma na stole, możemy przypuszczać, że ją połknęłaś.
- To bardzo dziwne. Nie pamiętam, żebym ją połykała. A na co jest ta tabletka?
- Na chrypę. A skoro ją połknęłaś, nie będziesz miała chrypy żołądka.
Mama spojrzała na Kalinę zniesmaczona.
- No nie wiem, Kalinko. Ja sobie nie przypominam, żebym tę tabletkę połykała.
W ten oto sposób stałam się podejrzaną o kradzież tabletki z blistra. Chrypy nie mam, co jest okolicznością obciążającą.
ekstazę
Ekstazę łatwo jest uzyskać.
Należy tylko upiec dynię, bakłażana, cukinię i odrobinę papryki. Przyprawić. Zjeść razem z kaszą pęczak i jajkiem na twardo.
Nic trudnego.
Należy tylko upiec dynię, bakłażana, cukinię i odrobinę papryki. Przyprawić. Zjeść razem z kaszą pęczak i jajkiem na twardo.
Nic trudnego.
sobota, 8 grudnia 2018
olać
Każdy rodzic, posyłający dziecko do szkoły, powinien podpisać dokument, stwierdzający, że rozumie, że szkoła jest instytucją dbającą o dobro wszystkich uczniów i nie jest możliwe dostosowywanie jej działalności do zachcianek, fochów, dąsów, gustów i przyzwyczajeń jednego ucznia. To bardzo ułatwiłoby ucinanie pewnych wlokących się jak flaki z olejem komplikacji.
Zastanawia mnie, że rodzice nie uczą swoich dzieci, że większość szkolnych kłopotów należy olać. A być może jest to nawet najważniejsza rzecz, jakiej człowiek powinien się w życiu nauczyć.
Zastanawia mnie, że rodzice nie uczą swoich dzieci, że większość szkolnych kłopotów należy olać. A być może jest to nawet najważniejsza rzecz, jakiej człowiek powinien się w życiu nauczyć.
piątek, 7 grudnia 2018
ciemność
Zasnęłam po południu i obudziłam się zupełnie zdezorientowana.
Nie wiedziałam czy jest rano, czy wieczór, czy po południu. Gdyby ta ciemność za oknami miała chociaż jakieś różne odcienie, byłoby łatwiej.
Usłyszałam, że teraz dzień ma mniej niż 8 godzin. To przecież oznacza, że 3/4 doby jest ciemno. Wolałam tego nie wiedzieć.
Nie wiedziałam czy jest rano, czy wieczór, czy po południu. Gdyby ta ciemność za oknami miała chociaż jakieś różne odcienie, byłoby łatwiej.
Usłyszałam, że teraz dzień ma mniej niż 8 godzin. To przecież oznacza, że 3/4 doby jest ciemno. Wolałam tego nie wiedzieć.
czwartek, 6 grudnia 2018
teorie
Są teorie, że nasze życie płodowe ma na nas ogromny wpływ.
Jeśli tak jest, to mój przypadek byłby niezwykły.
Całe życie płodowe słyszałam od lekarzy, rodziców i starszego rodzeństwa, że będę trojaczkami. Tak stwierdziła medycyna, a wszyscy jej uwierzyli.
Moja mama ostatnie tygodnie przed moim urodzeniem spędziła w szpitalu, na moje narodziny szykowana była specjalna ekipa położnych i pediatrów.
A tymczasem urodziłam się tylko ja. Nikogo więcej ze mną nie było.
Medycyna się pomyliła.
Jaki wpływ może mieć takie zdarzenie?
Które cechy charakteru mogę usprawiedliwiać tym, że przez kilka miesięcy uznawano mnie za trzy różne osoby? ;-)
Jeśli tak jest, to mój przypadek byłby niezwykły.
Całe życie płodowe słyszałam od lekarzy, rodziców i starszego rodzeństwa, że będę trojaczkami. Tak stwierdziła medycyna, a wszyscy jej uwierzyli.
Moja mama ostatnie tygodnie przed moim urodzeniem spędziła w szpitalu, na moje narodziny szykowana była specjalna ekipa położnych i pediatrów.
A tymczasem urodziłam się tylko ja. Nikogo więcej ze mną nie było.
Medycyna się pomyliła.
Jaki wpływ może mieć takie zdarzenie?
Które cechy charakteru mogę usprawiedliwiać tym, że przez kilka miesięcy uznawano mnie za trzy różne osoby? ;-)
znały
- Kto to był Wilhelm Lenan?
- Nie mam pojęcia.
- Pani od historii mówiła, że gdy ona była mała, polski rząd dbał o to, żeby wszystkie dzieci znały tę postać.
- Ciekawe...
- To jakiś Rosjanin.
- A co on zrobił?
- Był przywódcą partii.
- A nie chodzi o Włodzimierza Lenina?
- O, tak! Pomyliło mi się!
No i co, Wołodia? Łyso ci? ;-)
- Nie mam pojęcia.
- Pani od historii mówiła, że gdy ona była mała, polski rząd dbał o to, żeby wszystkie dzieci znały tę postać.
- Ciekawe...
- To jakiś Rosjanin.
- A co on zrobił?
- Był przywódcą partii.
- A nie chodzi o Włodzimierza Lenina?
- O, tak! Pomyliło mi się!
No i co, Wołodia? Łyso ci? ;-)
środa, 5 grudnia 2018
osiągnięć
Dziesięcioletnie dziewczynki dostały listę 70 wynalazków, odkryć i wydarzeń, mających miejsce w XX wieku. Miały wśród nich wskazać 10, które odegrały najważniejszą rolę w życiu ich mam, babć i prababć.
Z niecierpliwością czekałam na efekty ich pracy.
Ich decyzje mnie zdumiały. Nie spodziewałam się tak dojrzałego podejścia do myślenia o historii własnej rodziny.
Co wybrały?
Na liście ważnych dla dziewczynek osiągnięć pojawiło się wprowadzenie do powszechnego użytku pierwszego antybiotyku (co ciekawe, samo odkrycie antybiotyków nie było tak ważne; dopiero ich używanie. Nie miało też żadnego znaczenia pierwsze dostrzeżenie wirusa przez mikroskop).
Kilka osób uznało, że uzyskanie pierwszego połączenia radiowego przez Atlantyk miało duży wpływ na życie (ludzie mieszkający daleko od siebie mogli wiedzieć, co się u nich dzieje - wyjaśniono).
Doceniono również wyprodukowanie pierwszego długopisu, a dwie osoby wskazały na pierwszy lot śmigłowcem.
Kilka dziewczynek wybrało telewizor i telefon komórkowy, ale nie były one kluczowe.
Trzy albo cztery młode damy zaznaczyły produkcję nylonowych rajstop. Trudno nie przyznać im racji.
Nikt nie wybrał lądowania na Księżycu, płyty gramofonowej, parkometru, kuchenki mikrofalowej, kasety magnetofonowej i bankomatów. Nawet wyprodukowanie komputera osobistego nie zrobiło na młodych damach żadnego wrażenia.
A co wygrało? Jaki przedmiot, zdaniem współczesnych małych kobiet, miał największy wpływ na ludzkość w ubiegłym wieku?
Plaster z opatrunkiem. Zdaniem dziewcząt ten przedmiot był najważniejszy w poprzednim stuleciu dla życia ich rodzin. Wybrały go niemal wszystkie.
Jestem zachwycona. Sama bym na to nie wpadła, ale ja przecież nie patrzę na XX wiek z właściwej perspektywy.
Z niecierpliwością czekałam na efekty ich pracy.
Ich decyzje mnie zdumiały. Nie spodziewałam się tak dojrzałego podejścia do myślenia o historii własnej rodziny.
Co wybrały?
Na liście ważnych dla dziewczynek osiągnięć pojawiło się wprowadzenie do powszechnego użytku pierwszego antybiotyku (co ciekawe, samo odkrycie antybiotyków nie było tak ważne; dopiero ich używanie. Nie miało też żadnego znaczenia pierwsze dostrzeżenie wirusa przez mikroskop).
Kilka osób uznało, że uzyskanie pierwszego połączenia radiowego przez Atlantyk miało duży wpływ na życie (ludzie mieszkający daleko od siebie mogli wiedzieć, co się u nich dzieje - wyjaśniono).
Doceniono również wyprodukowanie pierwszego długopisu, a dwie osoby wskazały na pierwszy lot śmigłowcem.
Kilka dziewczynek wybrało telewizor i telefon komórkowy, ale nie były one kluczowe.
Trzy albo cztery młode damy zaznaczyły produkcję nylonowych rajstop. Trudno nie przyznać im racji.
Nikt nie wybrał lądowania na Księżycu, płyty gramofonowej, parkometru, kuchenki mikrofalowej, kasety magnetofonowej i bankomatów. Nawet wyprodukowanie komputera osobistego nie zrobiło na młodych damach żadnego wrażenia.
A co wygrało? Jaki przedmiot, zdaniem współczesnych małych kobiet, miał największy wpływ na ludzkość w ubiegłym wieku?
Plaster z opatrunkiem. Zdaniem dziewcząt ten przedmiot był najważniejszy w poprzednim stuleciu dla życia ich rodzin. Wybrały go niemal wszystkie.
Jestem zachwycona. Sama bym na to nie wpadła, ale ja przecież nie patrzę na XX wiek z właściwej perspektywy.
niedziela, 2 grudnia 2018
niedzielę
Spędziłam niedzielę.
Nie robiłam nic.
Teraz wiem, jak się czują ludzie, którzy nie robią nic.
Kurza twarz - źle się czują.
Nie robiłam nic.
Teraz wiem, jak się czują ludzie, którzy nie robią nic.
Kurza twarz - źle się czują.
piątek, 30 listopada 2018
skrót
Nie należę do osób, które szarżują w samochodzie, ale gdy siedzę za kierownicą, przemieszczam się w jakimś kierunku.
Tak było do wczoraj.
Stało się bowiem tak, że chcąc wrócić do domu nieco szybciej, pojechałam krótszą drogą, a skrót był krótszy tylko w teorii.
Chociaż nie.
Skrót był krótszy. O 10 kilometrów.
Ale okazał się dłuższy o 2 godziny...
Tak było do wczoraj.
Stało się bowiem tak, że chcąc wrócić do domu nieco szybciej, pojechałam krótszą drogą, a skrót był krótszy tylko w teorii.
Chociaż nie.
Skrót był krótszy. O 10 kilometrów.
Ale okazał się dłuższy o 2 godziny...
czwartek, 29 listopada 2018
ciśnienie
Uszy zatykają się ludziom w samolocie, podczas nurkowania, w czasie jazdy windą, albo samochodem z górki na pazurki.
Oznacza to, że ciśnienie atmosferyczne na zewnątrz błony bębenkowej próbuje wepchnąć błonę do środka głowy. Czyli w głowie jest niższe ciśnienie.
W celach prewencyjnych trzeba nawkładać czegoś do środka głowy, żeby wyrównać ewentualne różnice ciśnień - zapobiegnie to zatykaniu się uszy.
Wniosek nasuwa się automatycznie: trzeba trochę poczytać, żeby wyrównać ciśnienie. Nawkładać słów i myśli. Z powodów medycznych poczytać, żadnych innych. Profilaktycznie. Zamiast szczepień.
Mnie zatykają się uszy od jakiegoś czasu.
Czyli:
podusia, kocyk i "Dokąd odchodzą parasolki". To mi wypełni tekstem cały umysł i jeszcze będzie zapas na kilka dni.
Co za cudowna książka!
Oznacza to, że ciśnienie atmosferyczne na zewnątrz błony bębenkowej próbuje wepchnąć błonę do środka głowy. Czyli w głowie jest niższe ciśnienie.
W celach prewencyjnych trzeba nawkładać czegoś do środka głowy, żeby wyrównać ewentualne różnice ciśnień - zapobiegnie to zatykaniu się uszy.
Wniosek nasuwa się automatycznie: trzeba trochę poczytać, żeby wyrównać ciśnienie. Nawkładać słów i myśli. Z powodów medycznych poczytać, żadnych innych. Profilaktycznie. Zamiast szczepień.
Mnie zatykają się uszy od jakiegoś czasu.
Czyli:
podusia, kocyk i "Dokąd odchodzą parasolki". To mi wypełni tekstem cały umysł i jeszcze będzie zapas na kilka dni.
Co za cudowna książka!
środa, 28 listopada 2018
numerki
- Proszę państwa, skończyły się numerki do lekarzy, ale mamy jeszcze wolne numerki dla pacjentów telefonicznych. Jeśli ktoś z państwa ma przy sobie komórkę, proszę teraz zadzwonić, ja odbiorę i państwa zarejestruję jako pacjentów telefonicznych.
Pani w rejestracji powiedziała to do długiej kolejki kichających i kaszlących pacjentów. Między innymi do mnie.
Boże, gdzie ja żyję??
Im więcej widzę i słyszę takich absurdów, tym bardziej się cieszę, że moja córka chce stąd wyjechać. Byle dalej. Byle głębiej, Byle wyżej. Gdziekolwiek.
Pani w rejestracji powiedziała to do długiej kolejki kichających i kaszlących pacjentów. Między innymi do mnie.
Boże, gdzie ja żyję??
Im więcej widzę i słyszę takich absurdów, tym bardziej się cieszę, że moja córka chce stąd wyjechać. Byle dalej. Byle głębiej, Byle wyżej. Gdziekolwiek.
wtorek, 27 listopada 2018
chora
Mama jest chora.
Charczy, kaszle, zgrzyta, piszczy i skrzypi.
Dźwiękowo przypomina drzwi z zepsutymi zawiasami.
Dzisiaj idziemy do lekarza.
Niech naoliwi.
Charczy, kaszle, zgrzyta, piszczy i skrzypi.
Dźwiękowo przypomina drzwi z zepsutymi zawiasami.
Dzisiaj idziemy do lekarza.
Niech naoliwi.
poniedziałek, 26 listopada 2018
kaloryferów
Nie lubię kaloryferów. Ciepło, które wytwarzają, jest niemoje.
Moje ciało woli siedzieć w chłodnym pomieszczeniu, owinięte dwoma kocami, kołdrą i z grubaśnymi skarpetkami na stopach, niż przy buchających grzejnikach.
Upał latem nie robi na mnie żadnego wrażenia. Upał zimą nie daje mi żyć. Wysusza mi twarz, nos, gardło, dłonie, żołądek i stopy. Budzę się rano zmęczona obcym powietrzem.
Tak jest dziś.
Jutro mogę zmienić zdanie i uwielbiać wygrzewanie się przy rozgrillowanych kaloryferach.
Takie życie.
Moje ciało woli siedzieć w chłodnym pomieszczeniu, owinięte dwoma kocami, kołdrą i z grubaśnymi skarpetkami na stopach, niż przy buchających grzejnikach.
Upał latem nie robi na mnie żadnego wrażenia. Upał zimą nie daje mi żyć. Wysusza mi twarz, nos, gardło, dłonie, żołądek i stopy. Budzę się rano zmęczona obcym powietrzem.
Tak jest dziś.
Jutro mogę zmienić zdanie i uwielbiać wygrzewanie się przy rozgrillowanych kaloryferach.
Takie życie.
niedziela, 25 listopada 2018
psa
Postanowiła podarować mężowi psa. Jej mąż bardzo chce mieć czworonoga w domu, ale nie zgadza się, żeby jakiś u nich zamieszkał.
Wiem, że to skomplikowane, ale proszę wziąć poprawkę na to, że faceta czasem lepiej nie próbować zrozumieć.
Umówiła się ze swoją koleżanką, że gdy już znajdzie odpowiedniego psa, da jej znać.
Ustalą stosowne miejsce i w jakiś sposób koleżanka podsunie im szczęśliwego wybrańca.
Biorą pod uwagę możliwość przywiązania go na moment do jakiegoś drzewa.
Czy znalezienie w lesie przywiązanego do drzewa ślicznego, zdrowego pieska, odpowiadającego ich potrzebom spacerowym, nie wzbudzi podejrzeń męża - nie wiem. Mam nadzieję, że wszystkie ewentualne podejrzenia zostaną szybko wylizane szorstkim, ciepłym językiem.
W ten sposób wszyscy wyjdą z impasu z twarzą:
On będzie miał wymarzonego psa, na którego się nie chce zgodzić.
Ona podaruje mu psa.
Pies dostanie to wszystko, czego mu trzeba do szczęścia.
Koleżanka będzie miała dożywotnie poczucie satysfakcji.
Usłyszałam tę historię. Mój mąż też ją usłyszał i powiedział, że on nie dałby się tak łatwo podejść i nie wziąłby do domu psa, którego znalazłby w lesie. Myślimy z córkami nad innym scenariuszem.
Wiem, że to skomplikowane, ale proszę wziąć poprawkę na to, że faceta czasem lepiej nie próbować zrozumieć.
Umówiła się ze swoją koleżanką, że gdy już znajdzie odpowiedniego psa, da jej znać.
Ustalą stosowne miejsce i w jakiś sposób koleżanka podsunie im szczęśliwego wybrańca.
Biorą pod uwagę możliwość przywiązania go na moment do jakiegoś drzewa.
Czy znalezienie w lesie przywiązanego do drzewa ślicznego, zdrowego pieska, odpowiadającego ich potrzebom spacerowym, nie wzbudzi podejrzeń męża - nie wiem. Mam nadzieję, że wszystkie ewentualne podejrzenia zostaną szybko wylizane szorstkim, ciepłym językiem.
W ten sposób wszyscy wyjdą z impasu z twarzą:
On będzie miał wymarzonego psa, na którego się nie chce zgodzić.
Ona podaruje mu psa.
Pies dostanie to wszystko, czego mu trzeba do szczęścia.
Koleżanka będzie miała dożywotnie poczucie satysfakcji.
Usłyszałam tę historię. Mój mąż też ją usłyszał i powiedział, że on nie dałby się tak łatwo podejść i nie wziąłby do domu psa, którego znalazłby w lesie. Myślimy z córkami nad innym scenariuszem.
bajkami
Kupiłam płyty CD z bajkami z mojego dzieciństwa. Słuchowiska, stanowiące majstersztyk aktorski. Kopciuszek, Legenda o Sielawowym Królu, Plastusiowy Pamiętnik, Kubuś Puchatek, Chatka Puchatka, Kot w Butach, Królewna Snieżka. Same cuda.
Ostatnio w dość oficjalnej sytuacji zostałam zapytana, czy słucham audiobooków.
- Naturalnie! - ucieszyłam się. - W samochodzie! Właśnie dzisiaj zaczęłam "Pchłę Szachrajkę"!
Poczułam silne ukłucie w okolicy nosa. To wbijał się we mnie wzrok pani, która zadała pytanie...
Ostatnio w dość oficjalnej sytuacji zostałam zapytana, czy słucham audiobooków.
- Naturalnie! - ucieszyłam się. - W samochodzie! Właśnie dzisiaj zaczęłam "Pchłę Szachrajkę"!
Poczułam silne ukłucie w okolicy nosa. To wbijał się we mnie wzrok pani, która zadała pytanie...
sobota, 24 listopada 2018
zdawałam
Dzisiaj w nocy zdawałam maturę.
Nie wiedziałam niestety z jakiego przedmiotu.
Miałam wylosować kartkę z pytaniami i domyślić się, pod jakim kątem będę sprawdzana.
Martwiłam się, że dostanę np. pytanie dotyczące bitwy pod Monte Cassino, zacznę opowiadać o przebiegu działań zbrojnych, a tu się okaże, że to jest pytanie z matematyki i powinnam wykazać się umiejętnością przeliczania żołnierzy według wzorów trygonometrycznych.
To była zemsta, bo wczoraj powiedziałam, co myślę o polskich maturach.
Zemsta ministry edukacji.
Ona czuwa.
Nie wiedziałam niestety z jakiego przedmiotu.
Miałam wylosować kartkę z pytaniami i domyślić się, pod jakim kątem będę sprawdzana.
Martwiłam się, że dostanę np. pytanie dotyczące bitwy pod Monte Cassino, zacznę opowiadać o przebiegu działań zbrojnych, a tu się okaże, że to jest pytanie z matematyki i powinnam wykazać się umiejętnością przeliczania żołnierzy według wzorów trygonometrycznych.
To była zemsta, bo wczoraj powiedziałam, co myślę o polskich maturach.
Zemsta ministry edukacji.
Ona czuwa.
czarnym
Dostałam mnóstwo ofert w związku z czarnym piątkiem.
Gdybym chciała z nich wszystkich skorzystać, musiałabym kupić samochód, wizytówki, kalendarz biznesowy, kosmetyki, tonę ciuchów, ciężarówkę butów, nocleg w hotelu, wycieczkę na Bali i inne niezbędne artykuły.
Najbardziej jednak wzruszyła mnie czarnopiątkowa oferta laboratorium medycznego, w którym robię czasami badania krwi. Zaproponowali mi tańszy pakiet badań, których nigdy nie robiłam i wcale nie potrzebuję. I to z rabatem 10%! Aż żałuję, że mnie one nie dotyczą! ;-)
Gdybym chciała z nich wszystkich skorzystać, musiałabym kupić samochód, wizytówki, kalendarz biznesowy, kosmetyki, tonę ciuchów, ciężarówkę butów, nocleg w hotelu, wycieczkę na Bali i inne niezbędne artykuły.
Najbardziej jednak wzruszyła mnie czarnopiątkowa oferta laboratorium medycznego, w którym robię czasami badania krwi. Zaproponowali mi tańszy pakiet badań, których nigdy nie robiłam i wcale nie potrzebuję. I to z rabatem 10%! Aż żałuję, że mnie one nie dotyczą! ;-)
czwartek, 22 listopada 2018
podniosła
- Czy ktoś wie, co wydarzyło się 27 grudnia 1918 roku?
W klasie zapadła cisza. Po dłuższej chwili, trwającej może 15 sekund, a może dwa miesiące, podniosła się jedna, nieśmiała ręka.
- Ja wiem - powiedziała dziewczynka, owinięta ogromnym szalem tak szczelnie, że z trudem można było dopatrzeć się jej oczu. - 27 grudnia urodził się mój tata, ale to chyba nie było w 1918 roku.
Wszystkiego najlepszego dla szczęśliwego tatusia.
;-)
W klasie zapadła cisza. Po dłuższej chwili, trwającej może 15 sekund, a może dwa miesiące, podniosła się jedna, nieśmiała ręka.
- Ja wiem - powiedziała dziewczynka, owinięta ogromnym szalem tak szczelnie, że z trudem można było dopatrzeć się jej oczu. - 27 grudnia urodził się mój tata, ale to chyba nie było w 1918 roku.
Wszystkiego najlepszego dla szczęśliwego tatusia.
;-)
środa, 21 listopada 2018
mia
- … a casa znaczy dom.
- A jak jest "mój dom"?
- Mi casa.
- Dziwne. Myślałam, że casa mia.
- Nie wiem, co mogłoby znaczyć to mia. Hm… Chyba nie ma takiego słowa po hiszpańsku. A skąd ty je znasz?
- Kiedyś widziałam restaurację włoską, która nazywała się Casa mia. Jestem ciekawa, co to znaczy.
- Mamo, ale ja się uczę hiszpańskiego, a włoska restauracja nazywa się chyba po włosku, prawda?
Za dużo córek, za dużo języków do spamiętania. Taki nasuwa się wniosek. ;-)
- A jak jest "mój dom"?
- Mi casa.
- Dziwne. Myślałam, że casa mia.
- Nie wiem, co mogłoby znaczyć to mia. Hm… Chyba nie ma takiego słowa po hiszpańsku. A skąd ty je znasz?
- Kiedyś widziałam restaurację włoską, która nazywała się Casa mia. Jestem ciekawa, co to znaczy.
- Mamo, ale ja się uczę hiszpańskiego, a włoska restauracja nazywa się chyba po włosku, prawda?
Za dużo córek, za dużo języków do spamiętania. Taki nasuwa się wniosek. ;-)
wtorek, 20 listopada 2018
prezydencie
Ola ma osiem lat. Gdy miała sześć, dowiedziała się od swojej mamy, że we wrześniu pójdzie do szkoły. A Ola nie chciała iść do szkoły, bo bardzo lubiła swoje przedszkole.
- Musisz - przekonywała ją mama. - W Polsce wszystkie sześciolatki muszą iść do szkoły.
Ola wiedziała, że musi, ale jeszcze bardziej wiedziała, że nie chce. I tak sobie żyła, chodząc codziennie do grupy Muchomorków, czekając na cud.
I nadszedł cud. Pewnego dnia mama powiedziała Oli, że prezydent podpisał ustawę i Ola nie musi iść w tym roku do szkoły. Oli trudno było zrozumieć rzeczy, których nikt nie rozumie. Spytała więc mamę tak, jak pyta się, gdy ma się sześć lat:
- A dzięki komu nie muszę iść do szkoły jako sześciolatka?
- Dzięki prezydentowi Dudzie - odpowiedziała mama, nie myśląc o konsekwencjach.
Po kilku godzinach Ola wyszła ze swojego pokoju z czekoladą w jednej ręce i dwiema kartkami w drugiej. Na jednej kartce narysowany był wazon z kwiatami, łodyżki ze słomek do napojów i kwiaty z przyklejonych nakrętek od butelek. Na drugiej kartce napisany był list:
"Prezydencie,
bardzo ci dziękuję, że nie muszę iść do szkoły jako sześciolatka, bo nie chciałam."
- Czy mogę wysłać prezydentowi czekoladę? - spytała grzecznie Ola.
- Nie możesz. Prezydent nie zje czekolady, bo boi się, że mu zaszkodzi - powiedziała mama, nie wchodząc w szczegóły.
Ola przygryzła ołówek i dopisała do listu:
"Chciałam ci wysłać czekoladę, ale mama mi nie kazała. Ola".
List, wraz z kwiatem z nakrętek, został wysłany na adres Kancelarii Prezydenta RP. Ola codziennie sprawdzała, czy prezydent jej odpowiedział, ale skrzynka wciąż była pusta. Aż pewnego dnia Ola znalazła w skrzynce awizo. I z poczty odebrała list:
"Droga Olu,
bardzo się cieszę, że sprawiłem Ci radość.
Serdecznie pozdrawiam,
Prezydent RP
Andrzej Duda".
Od tego czasu Ola co roku wysyła prezydentowi życzenia imieninowe, ale on już jej więcej nie odpisał.
Więc: gdyby ktoś miał jakąś sprawę do prezydenta, to ja uprzejmie informuję, że znam Olę, która się z nim przyjaźni i potrafi załatwić każdą sprawę!
- Musisz - przekonywała ją mama. - W Polsce wszystkie sześciolatki muszą iść do szkoły.
Ola wiedziała, że musi, ale jeszcze bardziej wiedziała, że nie chce. I tak sobie żyła, chodząc codziennie do grupy Muchomorków, czekając na cud.
I nadszedł cud. Pewnego dnia mama powiedziała Oli, że prezydent podpisał ustawę i Ola nie musi iść w tym roku do szkoły. Oli trudno było zrozumieć rzeczy, których nikt nie rozumie. Spytała więc mamę tak, jak pyta się, gdy ma się sześć lat:
- A dzięki komu nie muszę iść do szkoły jako sześciolatka?
- Dzięki prezydentowi Dudzie - odpowiedziała mama, nie myśląc o konsekwencjach.
Po kilku godzinach Ola wyszła ze swojego pokoju z czekoladą w jednej ręce i dwiema kartkami w drugiej. Na jednej kartce narysowany był wazon z kwiatami, łodyżki ze słomek do napojów i kwiaty z przyklejonych nakrętek od butelek. Na drugiej kartce napisany był list:
"Prezydencie,
bardzo ci dziękuję, że nie muszę iść do szkoły jako sześciolatka, bo nie chciałam."
- Czy mogę wysłać prezydentowi czekoladę? - spytała grzecznie Ola.
- Nie możesz. Prezydent nie zje czekolady, bo boi się, że mu zaszkodzi - powiedziała mama, nie wchodząc w szczegóły.
Ola przygryzła ołówek i dopisała do listu:
"Chciałam ci wysłać czekoladę, ale mama mi nie kazała. Ola".
List, wraz z kwiatem z nakrętek, został wysłany na adres Kancelarii Prezydenta RP. Ola codziennie sprawdzała, czy prezydent jej odpowiedział, ale skrzynka wciąż była pusta. Aż pewnego dnia Ola znalazła w skrzynce awizo. I z poczty odebrała list:
"Droga Olu,
bardzo się cieszę, że sprawiłem Ci radość.
Serdecznie pozdrawiam,
Prezydent RP
Andrzej Duda".
Od tego czasu Ola co roku wysyła prezydentowi życzenia imieninowe, ale on już jej więcej nie odpisał.
Więc: gdyby ktoś miał jakąś sprawę do prezydenta, to ja uprzejmie informuję, że znam Olę, która się z nim przyjaźni i potrafi załatwić każdą sprawę!
poniedziałek, 19 listopada 2018
zostawiła
- A co to za telefon, mamo?
- To telefon twojej siostry, Kalino. Była u mnie kilka dni temu i zostawiła. Ciągle dzwoni ten telefon, a ja nie umiem go odebrać, bo na nim nie ma klawiszy. I tak sobie leży i dzwoni, i czeka na twoją siostrę.
- A ona wie, że jej telefon tu jest?
- Już wie, Kalinko. Dzisiaj przyjedzie po niego.
Po kilku godzinach:
- Halo, mamo! Czy mogłabyś sprawdzić, czy na twoim stole leżą może moje okulary?
- No leżą, Kalinko. Rzeczywiście! To co, przyjedziesz po nie?
- Tak, zjawię się dzisiaj, za godzinkę, bo bez nich nie pojadę jutro do pracy.
- To wspaniale. Spotkasz się ze swoją siostra, która właśnie jedzie do mnie po telefon. Ja to mam cudowne życie. Ciągle ktoś coś u mnie zostawia!
- To telefon twojej siostry, Kalino. Była u mnie kilka dni temu i zostawiła. Ciągle dzwoni ten telefon, a ja nie umiem go odebrać, bo na nim nie ma klawiszy. I tak sobie leży i dzwoni, i czeka na twoją siostrę.
- A ona wie, że jej telefon tu jest?
- Już wie, Kalinko. Dzisiaj przyjedzie po niego.
Po kilku godzinach:
- Halo, mamo! Czy mogłabyś sprawdzić, czy na twoim stole leżą może moje okulary?
- No leżą, Kalinko. Rzeczywiście! To co, przyjedziesz po nie?
- Tak, zjawię się dzisiaj, za godzinkę, bo bez nich nie pojadę jutro do pracy.
- To wspaniale. Spotkasz się ze swoją siostra, która właśnie jedzie do mnie po telefon. Ja to mam cudowne życie. Ciągle ktoś coś u mnie zostawia!
niedziela, 18 listopada 2018
spać
Nie mogę spać.
Czuję, jak przechodzą przeze mnie w nocy huragany.
Kołdra grzeje w tych miejscach, w których powinna być chłodna.
Poduszka nie współpracuje.
Guzik od piżamy przemieszcza się zawsze pomiędzy żebro a materac.
Prześcieradło gryzie.
Włosy łaskoczą mnie w twarz.
Cały świat przeciwko mnie...
Czuję, jak przechodzą przeze mnie w nocy huragany.
Kołdra grzeje w tych miejscach, w których powinna być chłodna.
Poduszka nie współpracuje.
Guzik od piżamy przemieszcza się zawsze pomiędzy żebro a materac.
Prześcieradło gryzie.
Włosy łaskoczą mnie w twarz.
Cały świat przeciwko mnie...
przedziwny
Uwielbiam z nią rozmawiać. W przedziwny sposób jej opowieści są mi bliskie. Czuję je na plecach, ramionach i włosach.
Rozmazuje mi się makijaż. Jej też.
- Zgubiłam na spacerze babcię chorą na Alzheimera - mówi, wycierając nos. Czuje się winna.
Jest niewiarygodnie prawdomówna.
- Czekaj, czekaj - przerywa mi, chwytając mnie za ramię. - Powiedz to jeszcze raz, bo był hałas i nie jestem pewna, czy dobrze usłyszałam.
Jak to cudownie, że chce być pewna.
Przeznaczyła na spotkanie ze mną pięć godzin, całą swoją uwagę, oczy, uszy, ramiona i trzy litry łez.
Rozmazuje mi się makijaż. Jej też.
- Zgubiłam na spacerze babcię chorą na Alzheimera - mówi, wycierając nos. Czuje się winna.
Jest niewiarygodnie prawdomówna.
- Czekaj, czekaj - przerywa mi, chwytając mnie za ramię. - Powiedz to jeszcze raz, bo był hałas i nie jestem pewna, czy dobrze usłyszałam.
Jak to cudownie, że chce być pewna.
Przeznaczyła na spotkanie ze mną pięć godzin, całą swoją uwagę, oczy, uszy, ramiona i trzy litry łez.
sobota, 17 listopada 2018
jednorazowo
- Nie rozumiem! On miał dostać 40 milionów zł jednorazowo, rocznie, czy miesięcznie.
- A myślisz, że jest jakaś różnica?
- Hm…
- Nie ma różnicy. 40 milionów to 40 milionów. Tego się nie mierzy w jednostkach czasu.
- A myślisz, że jest jakaś różnica?
- Hm…
- Nie ma różnicy. 40 milionów to 40 milionów. Tego się nie mierzy w jednostkach czasu.
wtorek, 13 listopada 2018
muzyki
Współczesna muzyka mnie zabija. Nie słyszę w niej muzyki. Zastanawiam się, czy to samo myślała moja babcia, gdy pierwszy raz usłyszała The Beatles. Jeśli tak - babciu, strasznie Ci współczuję...
poniedziałek, 12 listopada 2018
racje
Obserwacje listopadowe Kaliny:
Polacy mają potrzebę opowiedzenia się po którejś ze stron.
Niestosowne jest uważać, że obie strony mają swoje racje, ale mają też swoje nieracje.
Musisz albo dać sobie odciąć lewą dłoń za poglądy tych po jednej stronie barykady, albo prawą - za poglądy tych po drugiej.
Stanie z boku, na pozycji "rozumiem logikę obu stron, ale nie zgadzam się w 100% z żadną z nich" jest powodem do uznania za wroga. A wroga trzeba przekonać, żeby przeszedł na jedynie słuszną stronę.
Znam takich, którym się wydaje, że jeśli podniesionym głosem, używając ostrego języka, będą ośmieszać mnie i moje przemyślenia, to sprawią tym, że przyznam im rację i zacznę wyznawać ich poglądy.
Znam takich.
Omijam.
Polacy mają potrzebę opowiedzenia się po którejś ze stron.
Niestosowne jest uważać, że obie strony mają swoje racje, ale mają też swoje nieracje.
Musisz albo dać sobie odciąć lewą dłoń za poglądy tych po jednej stronie barykady, albo prawą - za poglądy tych po drugiej.
Stanie z boku, na pozycji "rozumiem logikę obu stron, ale nie zgadzam się w 100% z żadną z nich" jest powodem do uznania za wroga. A wroga trzeba przekonać, żeby przeszedł na jedynie słuszną stronę.
Znam takich, którym się wydaje, że jeśli podniesionym głosem, używając ostrego języka, będą ośmieszać mnie i moje przemyślenia, to sprawią tym, że przyznam im rację i zacznę wyznawać ich poglądy.
Znam takich.
Omijam.
sobota, 10 listopada 2018
dzieciństwie
- Mamo, czy ty pamiętasz, jakie choroby przechodziłam w dzieciństwie?
- Ty na nic nie chorowałaś, Kalinko.
(Kalina w siódmej klasie, wyłącznie z uprzejmości Rady Pedagogicznej, nie miała wpisywanych nieobecności do dziennika, żeby nie musiała powtarzać roku, bo przez bezustanne choroby znacznie przekroczyła limit absencji, warunkujący przejście do klasy ósmej.)
- Bo wiesz, mamo, wyniki badań wskazują, że przechodziłam pewną chorobę i zastanawiam się, czy to było niedawno, czy może gdy byłam dzieckiem.
- Ależ Kalinko, gdy ty byłaś dzieckiem, takich chorób wcale nie było!
(Dzieciństwo Kaliny przypadało najprawdopodobniej na taki okres w dziejach Ziemi, gdy ewoluowały ważki, ślimaki, rybkom pojawiły się odnóża i stały się żabkami, a z chorób istniało tylko złamanie czaszki na skutek uderzenia w sufit jaskini.)
- Ty na nic nie chorowałaś, Kalinko.
(Kalina w siódmej klasie, wyłącznie z uprzejmości Rady Pedagogicznej, nie miała wpisywanych nieobecności do dziennika, żeby nie musiała powtarzać roku, bo przez bezustanne choroby znacznie przekroczyła limit absencji, warunkujący przejście do klasy ósmej.)
- Bo wiesz, mamo, wyniki badań wskazują, że przechodziłam pewną chorobę i zastanawiam się, czy to było niedawno, czy może gdy byłam dzieckiem.
- Ależ Kalinko, gdy ty byłaś dzieckiem, takich chorób wcale nie było!
(Dzieciństwo Kaliny przypadało najprawdopodobniej na taki okres w dziejach Ziemi, gdy ewoluowały ważki, ślimaki, rybkom pojawiły się odnóża i stały się żabkami, a z chorób istniało tylko złamanie czaszki na skutek uderzenia w sufit jaskini.)
nazwy
Wnioskuję o zmianę nazwy "listopad" na "melanchopad".
Albo może nawet na "melanchopat".
Nawet tu nie mam pewności. ;-)
Albo może nawet na "melanchopat".
Nawet tu nie mam pewności. ;-)
środa, 7 listopada 2018
zdecyduję
Wiem o sobie tyle, ile sama sobie zdecyduję się pokazać.
Ważny jest w tym procesie element świadomego podejmowania decyzji.
Ważne jest także, że gdy już zapadnie decyzja o pokazywaniu, oczy muszę mieć otwarte.
To też wymaga decyzji.
Gdy pokażę i zobaczę, muszę jeszcze zrozumieć.
Swiadomie.
Z nakładem czasu, miejsca i energii.
Czuję, że albo znajdę wyłącznik od zastanawiania się w mojej głowie, albo dzisiaj oszaleję.
Swiadomie.
Ważny jest w tym procesie element świadomego podejmowania decyzji.
Ważne jest także, że gdy już zapadnie decyzja o pokazywaniu, oczy muszę mieć otwarte.
To też wymaga decyzji.
Gdy pokażę i zobaczę, muszę jeszcze zrozumieć.
Swiadomie.
Z nakładem czasu, miejsca i energii.
Czuję, że albo znajdę wyłącznik od zastanawiania się w mojej głowie, albo dzisiaj oszaleję.
Swiadomie.
niedziela, 4 listopada 2018
dźwięk
Słyszę dzisiaj niemy dźwięk pilarki. Obrabiarki skrawaniem. Tokarki. Piły mechanicznej. Wiertarki. Szlifierki kątowej i niekątowej.
A wszystko to gdzieś w środku mnie.
Bolą mnie uszy, szyja i szczęka. Bolesny bezgłośny dźwięk.
Gdzieś na połączeniu mostka z kością piętową. Pomiędzy ciemieniem a rzepką. W geograficznym środku środka.
Igła kompasu wskazuje północ, gdyż jej północny biegun układa się w kierunku magnetycznego bieguna południowego Ziemi.
Magnetyczny biegun południowy Ziemi znajduje się tam, gdzie północny biegun geograficzny. To chyba od tego bolą mnie uszy.
Czuję, że jakaś linia pola magnetycznego biegła od bieguna południowego do północnego, zahaczyła o igłę kompasu, zawróciła, nie mogąc się zorientować dokąd iść dalej, i dotarła na geograficzny biegun południowy, który jest magnetycznym północnym. A w moim uchu są przecież te wszystkie elementy, wrażliwe na nie-wiadomo-co, i na skutek działania linii pola magnetycznego przełączyły się w pozycję "remont - nieczynne".
Tak się właśnie czuję. Zawrócona i niezorientowana. I chętnie nieczynna. No i te uszy. Zatykają się jak w samolocie. Cholerny Pascal. Kolejny naukowiec, który z nudów zajmował się nie tym, co trzeba. Odkrył te wszystkie hece z ciśnieniem i teraz czuj się kobieto, jakbyś w uchu miała kiełkującego baobaba. A ten nie żyje od tylu lat i ma wszystko w pompie...
;-)
A wszystko to gdzieś w środku mnie.
Bolą mnie uszy, szyja i szczęka. Bolesny bezgłośny dźwięk.
Gdzieś na połączeniu mostka z kością piętową. Pomiędzy ciemieniem a rzepką. W geograficznym środku środka.
Igła kompasu wskazuje północ, gdyż jej północny biegun układa się w kierunku magnetycznego bieguna południowego Ziemi.
Magnetyczny biegun południowy Ziemi znajduje się tam, gdzie północny biegun geograficzny. To chyba od tego bolą mnie uszy.
Czuję, że jakaś linia pola magnetycznego biegła od bieguna południowego do północnego, zahaczyła o igłę kompasu, zawróciła, nie mogąc się zorientować dokąd iść dalej, i dotarła na geograficzny biegun południowy, który jest magnetycznym północnym. A w moim uchu są przecież te wszystkie elementy, wrażliwe na nie-wiadomo-co, i na skutek działania linii pola magnetycznego przełączyły się w pozycję "remont - nieczynne".
Tak się właśnie czuję. Zawrócona i niezorientowana. I chętnie nieczynna. No i te uszy. Zatykają się jak w samolocie. Cholerny Pascal. Kolejny naukowiec, który z nudów zajmował się nie tym, co trzeba. Odkrył te wszystkie hece z ciśnieniem i teraz czuj się kobieto, jakbyś w uchu miała kiełkującego baobaba. A ten nie żyje od tylu lat i ma wszystko w pompie...
;-)
piątek, 2 listopada 2018
spotkanie
-Wiem, że miałam upiec ciasto na dzisiejsze spotkanie, ale mi się nie udało. W pierwszej chwili pomyślałam, że wstanę wcześnie rano i upiekę coś innego, ale potem przemyślałam sprawę. Pomyślałam, że wy się nie pogniewacie, jak wam powiem, że mi nie wyszło, bo wam też czasem różne rzeczy nie wychodzą i się tym nie przejmujecie. - I weszła do nas do domu bez poczucia winy i bez ciasta, za to uśmiechnięta i szczęśliwa.
Spotkanie było przemiłe.
Okazało się, że mamy w lodówce pół tortu, niezjedzonego poprzedniego dnia na imprezie. I tort ten nie przeszedł jeszcze tak bardzo zapachem lodówki, żeby nie można było go zjeść. I wszyscy się zachwycali. I jedliśmy tort na zmianę z gołąbkami.
Ustaliliśmy kto w rodzinie jest najbardziej podobny do kogo i jak pokrętnymi drogami wędrują niektóre geny. I kto z nas powinien być czyim wnukiem, a kto czyją siostrą, żeby zachować rodzinne podobieństwo. W ten sposób zyskałam syna, straciłam siostrę i stałam się córką własnej babci.
I pierwszy listopada jest prawdziwym rodzinnym świętem.
Spotkanie było przemiłe.
Okazało się, że mamy w lodówce pół tortu, niezjedzonego poprzedniego dnia na imprezie. I tort ten nie przeszedł jeszcze tak bardzo zapachem lodówki, żeby nie można było go zjeść. I wszyscy się zachwycali. I jedliśmy tort na zmianę z gołąbkami.
Ustaliliśmy kto w rodzinie jest najbardziej podobny do kogo i jak pokrętnymi drogami wędrują niektóre geny. I kto z nas powinien być czyim wnukiem, a kto czyją siostrą, żeby zachować rodzinne podobieństwo. W ten sposób zyskałam syna, straciłam siostrę i stałam się córką własnej babci.
I pierwszy listopada jest prawdziwym rodzinnym świętem.
wtorek, 30 października 2018
definicje
W całej szkole uczy się około 50 uczniów. W czwartej klasie jest ich ośmiu, w piątej aż 11. Dzieci znają imiona wszystkich uczniów.
Dzieci mówią do siebie normalnym głosem - uczniów jest tak niewielu, że nawet na dużej przerwie panuje względna cisza. Nie muszą krzyczeć, żeby być słyszanymi. Umieją słuchać, bo w tak małych grupach normą jest siedzenie na lekcji w kółku i swobodna rozmowa. Podczas przerwy wyciągają kanapki i śmiejąc się i żartując, sprawdzają, kto ma najlepszą.
- Nie lubię jeść brukselki - mówię do nich w trakcie rozmowy o gustach kulinarnych.
- A Piotruś zawsze ma kanapki ze szpinakiem. Piotruś, z czym masz? - pyta Krzyś, Wojtuś, albo Henio.
- Ze szpinakiem. Bo ja uwielbiam szpinak - odpowiada Piotruś, wyciąga ze swojej kanapki listek szpinaku i podaje do ręki Krzysiowi, Wojtkowi albo Heniowi. Ten wkłada go do swojej kanapki, wgryza się w nią wielkimi jak łopaty, krzywymi zębami i mówi:
- Mmm… Nawet dobre!
A podczas zajęć jeden z uczniów powiedział, że obok grobu jego dziadka jest grób z plakietką "Powstaniec Wielkopolski" i on z rodzicami zawsze zapala na nim świeczkę i odgarnia liście.
Mała, wiejska szkoła. Przy jedynej, więc głównej, ulicy.
W niej powinno się pisać definicje słów "tolerancja", "szacunek", "patriotyzm"...
Dzieci mówią do siebie normalnym głosem - uczniów jest tak niewielu, że nawet na dużej przerwie panuje względna cisza. Nie muszą krzyczeć, żeby być słyszanymi. Umieją słuchać, bo w tak małych grupach normą jest siedzenie na lekcji w kółku i swobodna rozmowa. Podczas przerwy wyciągają kanapki i śmiejąc się i żartując, sprawdzają, kto ma najlepszą.
- Nie lubię jeść brukselki - mówię do nich w trakcie rozmowy o gustach kulinarnych.
- A Piotruś zawsze ma kanapki ze szpinakiem. Piotruś, z czym masz? - pyta Krzyś, Wojtuś, albo Henio.
- Ze szpinakiem. Bo ja uwielbiam szpinak - odpowiada Piotruś, wyciąga ze swojej kanapki listek szpinaku i podaje do ręki Krzysiowi, Wojtkowi albo Heniowi. Ten wkłada go do swojej kanapki, wgryza się w nią wielkimi jak łopaty, krzywymi zębami i mówi:
- Mmm… Nawet dobre!
A podczas zajęć jeden z uczniów powiedział, że obok grobu jego dziadka jest grób z plakietką "Powstaniec Wielkopolski" i on z rodzicami zawsze zapala na nim świeczkę i odgarnia liście.
Mała, wiejska szkoła. Przy jedynej, więc głównej, ulicy.
W niej powinno się pisać definicje słów "tolerancja", "szacunek", "patriotyzm"...
poniedziałek, 29 października 2018
sprawdzić
Mój tata i mój brat zmarli kilka lat temu. Jeden po drugim.
Najpierw tata. Potem dołączył do niego jego jedyny syn.
Dużo czasu zabrało mi poradzenie sobie z tym, że ich nie ma.
Dzisiaj dowiedziałam się, że w Internecie można sprawdzić, gdzie znajduje się grób zmarłej osoby.
Wpisałam, sama nie wiem dlaczego, w wyszukiwarkę nazwisko taty i brata. Pojawiła mi się informacja, że w moim mieście pochowane są dwie osoby o takim nazwisku. Na jednym cmentarzu, w tym samym grobie.
Teraz już rozumiem: czym innym jest wiedzieć, że ktoś bliski zmarł, a czym innym jest zobaczyć oficjalną informację przy jego nazwisku: cmentarz taki i taki, kwatera taka i taka, rząd taki i taki, grób numer 4.
Czuję się tak, jakbym dowiedziała się na nowo o ich śmierci.
Listopad? Nie, dziękuję...
Najpierw tata. Potem dołączył do niego jego jedyny syn.
Dużo czasu zabrało mi poradzenie sobie z tym, że ich nie ma.
Dzisiaj dowiedziałam się, że w Internecie można sprawdzić, gdzie znajduje się grób zmarłej osoby.
Wpisałam, sama nie wiem dlaczego, w wyszukiwarkę nazwisko taty i brata. Pojawiła mi się informacja, że w moim mieście pochowane są dwie osoby o takim nazwisku. Na jednym cmentarzu, w tym samym grobie.
Teraz już rozumiem: czym innym jest wiedzieć, że ktoś bliski zmarł, a czym innym jest zobaczyć oficjalną informację przy jego nazwisku: cmentarz taki i taki, kwatera taka i taka, rząd taki i taki, grób numer 4.
Czuję się tak, jakbym dowiedziała się na nowo o ich śmierci.
Listopad? Nie, dziękuję...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


