niedziela, 13 stycznia 2019

dorosłym

Obserwuję skrajnie różne poglądy na wychowanie i edukację dzieci.

Z jednej strony codziennie zajęcia dodatkowe, korepetycje żeby wyprzedzić program szkolny, narty, tenis, żagle, balet, pianino i zajęcia z programowania. Wysoko ustawiona poprzeczka, nagrody za dobrą naukę. Klasyczne podejście do obowiązków domowych. Stosowanie systemu kar.

Z drugiej strony leśne szkoły, szkoły demokratyczne, nauczanie domowe, obniżanie wymagań, żadnych zajęć pozalekcyjnych. Brak ocen, wychowanie w bezstresowych warunkach, nauka wyłącznie poprzez zabawę. Liberalne podejście do niewypełniania obowiązków. Brak kar.

18 komentarzy:

  1. Chyba tu (jak i przewaznie w zyciu) najlepsza jest zasada zlotego srodka.
    Stronie od skrajnosci ogólnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to, co rodzic uzna za środek, bedzie też środkiem dla dziecka..? Środkiem do radości z życia..?

      Usuń
    2. oooohoho, to juz za trudne :) Wazne zeby nie popadac w skrajnosci chyba.
      Kiedys przeczytalam, ze chocbysmy nie wiem jak sie starali, to nasze dzieci jak dorosna i tak o wszelkie niepowodzenia zyciowe obwinia rodziców - i musze przyznac, cos w tym jest.

      Usuń
    3. Wczoraj przeczytałam: twoi rodzice dali ci nieszczęśliwe dzieciństwo, a ty zatrułeś im najlepsze lata ich życia. Jesteście kwita 😉

      Usuń
  2. Z moich obserwacji wynika, że ta granica wcale nie przebiega tak jasno i prosto. Często obserwuję codzienne zajęcia dodatkowe w tym języki egzotycznie obce i taniec w sabotach na lodzie i pod wodą, z jednoczesnym utyskiwaniem jak to w szkole za dużo wymagają i całkowitym zwolnieniem z obowiązków domowych oraz pompowaniem kasy w postaci permanentnej nagrody za niewiadomoco.
    Oraz nauczanie domowe w połączeniu z domowymi obowiązkami i bardzo zdroworozsądkowym podejściem do nagradzania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, są też pośrodkowcy. Jak zwykle w życiu.

      Usuń
  3. właśnie mam taką zagwozdkę, która metoda jest tą właściwą i czy Diabeł ma rację, że jednak złoty środek?? w szkole ucząc i oceniając przez ostatnie 4 lata stosowałam metodę pracy zespołowej, projektową i oceniałam ich starania i wszystko to co robili dobrze...dziś po 4 latach w pierwszym półroczu 8 klasy SPRAWDZAM ich i oceniam ich umiejętności i sposób pozyskiwania wiedzy, samodzielność w pozyskiwaniu wiedzy, umiejętność analizy, pracy z tekstem źródłowym oraz samą wiedzę... wynik fatalny, uczniowie z ocenami zazwyczaj dobrymi mają ledwo tróje. Mam też problem z oceną współczesnego świata, zmienia się wszystko na naszych oczach i ja już nie wiem jak ich przygotować do życia?? ale jedno wiem z pewnością, chcę aby wyrośli z nich ludzie dobrzy, wrażliwi, samodzielni, umiejący oceniać sytuację i umiejący wyciągać wnioski, dyskutujący na argumenty. Nie wkuwający wiedzy na blachę z zeszyciku szkolnego...Tego się trzymam, żeby nie zwariować.Patrzę na nich i widzę przyszłych rządzących, lekarzy, adwokatów, artystów, inżynierów, programistów ludzi odpowiedzialnych i wrażliwych na których można polegać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedzialnych i wrażliwych. To sedno. A co z wiedzą? Wkładać łopatą do głowy czy dać spokoj...?

      Usuń
    2. dobry, wrażliwy, samodzielny, wyciągający wnioski ...a podstawą jest wiedza.
      Tylko człowiek myślący, empatyczny i mający umiejętności, wiedzę, inteligentny ma watpliwości, jest mądry i odpowiedzialny i nie da sie wciągnąć w jakies chore ideologie ...

      Usuń
    3. Człowiek posiadający szkolną wiedzę? Nie jestem pewna.

      Usuń
  4. Wyszłam z założenia, że pozwolę moim dzieciom na spróbowanie sił w dziedzinach, które je zafascynują, i nie będę naciskać, jeśli zechcą zrezygnować. Tym sposobem chodziłyśmy na mnóstwo zajęć, ale zawsze to one chciały. Niektóre pasje przerodziły w wykonywany zawód. Z łatwością przychodziła im nauka we wszystkich dziedzinach i nie wiedziałam, co to korepetycje, co to pomoc w lekcjach, co więcej - nie musiałam pilnować prac domowych. Czasem tylko prośba: mamo, odpytaj mnie z angielskich słówek, a przed maturą: mamo, wysłuchaj prezentacji z języka polskiego, muszę przed kimś przećwiczyć :) Może miałam szczęście?

    OdpowiedzUsuń
  5. powiem tak ja ani za jednym nie jestem do końca ani za drugim. Jak byłam sama w wieku szkolnym szybko się nudziłam różnymi kółkami i zajęciami więc jak chciałam to chodziłam a jak mi się odechciało mogłam rezygnować. Ale miałam koleżanki których rodzice zapisywali je na wszystko co się dało i nie pozwalali potem zrezygnować więc męczyły się i w czasie kiedy ja próżnowałam na podwórku one rzępoliły w muzycznych szkołach do 20.00. Nie miały dzieciństwa a bynajmniej nie zostały muzykami bo jak już miały lat 18 i mogły się postawić to naukę tę przerwały. Mam też takiego późno urodzonego kuzynka którego mama zapisała na 2 języki od przedszkola, do szkoły sportowej na piłkę i do muzycznej. Generalnie dziś ma 27 lat i do teraz wypomina mamie, że nie miał dzieciństwa. Że zna języki i owszem ale szkoła muzyczna mu na nic sportowcem nie został i nie ma kolegów i przyjaciół z czasu dzieciństwa bo oni po szkole chodzili grać w piłę na podwórko a on leciał z jednym zajęć na drugie i nie miał czasu na luźne podwórkowe zabawy. Zawsze tych dzieci było mi żal. Wydaje mi się, że często są to jakieś niespełnione ambicje rodziców. Mój Lu też musiał chodzić do muzycznej szkoły bo rodzicom się podobało żeby grał na pianinie i czymś tam jeszcze. A on zaczął wagarować i olewać bo nie chcieli mu pozwolić z tego zrezygnować. Dziś mówi, że to była strata czasu i nie jego marzenia a cudze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jego marzenia, a cudze. Trzeba o tym pamiętać...

      Usuń
    2. właśnie tak chyba jest najczęściej niestety. Jednak czas dzieciństwa powinien bym czasem zabawy i beztroski a nie tylko ciężkiej pracy w szkole a potem w kolejnych szkołach po południu :(

      Usuń
    3. Niestety na maturze nie ma pytań z beztroski, tylko z ilości dziurek w mundurze marszałka... A matura to studia... I tu jest kulminacja tego dylematu: troska czy beztroska...

      Usuń
  6. Nie można wychować dziecka, nie pokazując mu jak żyć, przecież dzieci są naszym odbiciem, tak mówią i coś w tym jest. Jeżeli dziecku pozwalasz na wszystko, to może w tym wielkim świecie się pogubić, myślę, że można połączyć luz i swobodę, z obowiązkami. Kiedy rodzice są pasjonatami, najczęściej dzieci, które przywykły do codziennego obrazka, też pasjonatami będą. Na siłę i tak nic nie wyjdzie, dlatego należy się trochę natrudzić w tym wychowywaniu i poświęcić dzieciom czas.

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":