wtorek, 30 października 2018

definicje

W całej szkole uczy się około 50 uczniów. W czwartej klasie jest ich ośmiu, w piątej aż 11. Dzieci znają imiona wszystkich uczniów.

Dzieci mówią do siebie normalnym głosem - uczniów jest tak niewielu, że nawet na dużej przerwie panuje względna cisza. Nie muszą krzyczeć, żeby być słyszanymi. Umieją słuchać, bo w tak małych grupach normą jest siedzenie na lekcji w kółku i swobodna rozmowa. Podczas przerwy wyciągają kanapki i śmiejąc się i żartując, sprawdzają, kto ma najlepszą.
- Nie lubię jeść brukselki - mówię do nich w trakcie rozmowy o gustach kulinarnych.
- A Piotruś zawsze ma kanapki ze szpinakiem. Piotruś, z czym masz? - pyta Krzyś, Wojtuś, albo Henio.
- Ze szpinakiem. Bo ja uwielbiam szpinak - odpowiada Piotruś, wyciąga ze swojej kanapki listek szpinaku i podaje do ręki Krzysiowi, Wojtkowi albo Heniowi. Ten wkłada go do swojej kanapki, wgryza się w nią wielkimi jak łopaty, krzywymi zębami i mówi:
 - Mmm… Nawet dobre!

A podczas zajęć jeden z uczniów powiedział, że obok grobu jego dziadka jest grób z plakietką "Powstaniec Wielkopolski" i on z rodzicami zawsze zapala na nim świeczkę i odgarnia liście.

Mała, wiejska szkoła. Przy jedynej, więc głównej, ulicy.
W niej powinno się pisać definicje słów "tolerancja", "szacunek", "patriotyzm"...

24 komentarze:

  1. Ja jak Piotrus, tez uwielbiam szpinak, ale tylko w jedynej dopuszczalnej postaci czyli na surowo:)) Gotowany jedynie w hinduskiej knajpie z ichnym serem paneer.
    Fajna taka szkola i do tego przy glownej ulicy:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotruś też na surowo. Podkreślał to wielokrotnie ;-)

      Usuń
    2. Piotrus wie co robi:))) to co gotowalo pokolenie mojej mamy nie tylko wygladem przypominalo krowi placek prosto z laki:))) w smaku bylo nie do przelkniecia to jeszcze dodatkowo nie mialo zadnych wartosci odzywczych.

      Usuń
    3. O, też pamiętam tę rozpaćkaną breję, wyglądającą, jakby ktos to już kiedyś zjadł...

      Usuń
  2. O właśnie dlatego lubię miasteczka i wioski :*

    OdpowiedzUsuń
  3. skoro powinno się, to spróbuj. ciekawy jestem efektów. skoro można o brukselce i szpinaku, to i o tolerancji chyba też. dobry temat na zadanie domowe, albo dyskusję na lekcji.

    OdpowiedzUsuń
  4. ech zarówno szpinak w każdej postaci jak i takie małe wiejskie szkółki POŁYKAM, pragnę i jestę fanką. czasami się zastanawiam czy by nie ...przenieść się ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam mnóstwo takich szkół. Połknęłam wszystkie. 😊

      Usuń
  5. Ale fajnie! I nauczyciele tam pewnie bez traumy i stresu ponad sily. I dobrze znaja dzieci. Bardzo fajnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczyciele są zmęczeni biurokracją. W jednej ze szkół okazało się, że pani pedagog, z dyplomem pedagogiki specjalnej, nie ma zaświadczenia, że ukończyła kurs pedagogiki. Musi robić podyplomowo studia z pedagogiki, żeby nadal pracować jako pedagog, będąc mgr pedagogiki...

      Usuń
    2. Yhhhh...
      Logika przepisów pisanych przez ludzi z kompletnie innej bajki...

      Usuń
    3. Szkoda, że mnie nie poproszono o zajęcie się np. sprawami połowów sardynek. ;-)

      Usuń
  6. Faaaajne - zagapił się lis z otwartą buzią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostałby Lis do buzi kanapkę. Ze szpinakiem.

      Usuń
    2. Lis reflektuje. Lisy lubią kanapki ze szpinakiem.

      Usuń
  7. wieś ma swoje plusy i minusy nie ma nic idealnego niestety ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Ale doceniać plusy warto 😊

      Usuń
    2. oczywiście, że tak. Choć czasem zastanawiam się czy tych minsów nie jest więcej lub czy nie są bardziej uciążliwe. Na wsi zdecydowanie pewnych spraw się nie "zapomina i nie wybacza" a w mieście łatwiej nie być na świeczniku. Przykładowo moja przyjaciółka ze szkoły policealnej pochodziła ze wsi i jej siostra nie mogąc mieć dzieci adoptowała córkę. Cała wieś przez lata ją obgadywała, że cudzego bachora wzięła, że pewnie matka narkomanka ojciec złodziej i dziś ta córka ma lat dwadzieścia kilka i kończy studia a cała wieś nadal krzywo na tę rodzinę patrzy. Takie rzeczy na wsi są dla mnie nie do przyjęcia. Podobnie jak to, że kiedyś odwiedzając tę przyjaciółkę na weekend poszłam do nich do kościoła na mszę i jak usłyszałam, że ksiądz wyczytuje nazwiskami jaka rodzina ile pieniędzy dała na kościół w uprzednim miesiącu to mi kopara opadła.

      Usuń
    3. Hehehe! Niezłe z tym wyczytywaniem ;-)

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":