Każdy rodzic, posyłający dziecko do szkoły, powinien podpisać dokument, stwierdzający, że rozumie, że szkoła jest instytucją dbającą o dobro wszystkich uczniów i nie jest możliwe dostosowywanie jej działalności do zachcianek, fochów, dąsów, gustów i przyzwyczajeń jednego ucznia. To bardzo ułatwiłoby ucinanie pewnych wlokących się jak flaki z olejem komplikacji.
Zastanawia mnie, że rodzice nie uczą swoich dzieci, że większość szkolnych kłopotów należy olać. A być może jest to nawet najważniejsza rzecz, jakiej człowiek powinien się w życiu nauczyć.
A jakby kiedys takie nauczone olewania szkolnych kłopotów dziecko zostało nauczycielem, to by miało klawe życie. Jak Cysorz. ��
OdpowiedzUsuńNauczone olewania szkolnych problemów dziecko nie zostanie nauczycielem. Będzie wynalazcą, albo podróżnikiem, albo szczęśliwym ojcem 😀
UsuńSzczęśliwą matką też może?
UsuńHahaha! Jako matka córek, chciałam być sprawiedliwa wobec chłopców, bo odruchowo myślę tylko o dziewczynkach. Naturalnie, matką też 😁
Usuńkażdy tekst o szkole traktuję jako prowokacje, nie odpuszczam ))))))
OdpowiedzUsuńciężko jest im olać, bo to ich najważniejszy świat, zwłaszcza w pewnym wieku,
nastolatki już mają zauroczenia, miłości, wyścig szczurów ;-0..a do tego dokładają się rodzicielskie ambicje ... niestety. naciski. wizje.
U nas powszechne było załatwianie przez rodzica, żeby było tak jak chce ich dziecko. Absurdalne sprawy załatwiane były na linii rodzice-dyrekcja i rodzice- nauczyciele. I to mam na myśli : olać, nie rozkminiać. Jeśli rodzic idziec o dyrekcji załatwić zmianę szafki w szatni, bo Krysia nie chce mieć szafki w tym samym rzędzie co Heniu, to nie uczy się dziecka, co jest w życiu istotne... I to autor miał na myśli 😉
Usuńo ranyy to Ty mówisz raczej o małych dzieckach )) i masz racje oczywiście, że dzieciak nie uczy się rozwiązywać problemów samodzielnie - mam to na każdej kolonii... ale czasem bywa tak, że dzieciak całkiem sprawnie manipuluje wszystkimi ...tak tak
UsuńCzyli nie chodzi o szkolne klopoty dziecka, tylko psychiczne - zwichrowanej mamuśki i "egzystencjalne" dyrekcji, ktora chce za wszelką cenę zachować stołek (co moim zdaniem jest rownie chore).
UsuńJestem baaardzo daleko od takich problemow, ze nie wiem co myslec, ale dorosli inaczej mysla niz nastolatki, chyba nie da sie szkolnych problemow olac?
OdpowiedzUsuńRozróżnianie, co jest w życiu ważne... O to mi chodzi 😉
UsuńDobrze, że mam to wszystko już za sobą....
OdpowiedzUsuńPrzechodzę to drugi raz i widzę, że istnieje coś takiego jak dojrzałość szkolna rodzica 😉
Usuń