Uszy zatykają się ludziom w samolocie, podczas nurkowania, w czasie jazdy windą, albo samochodem z górki na pazurki.
Oznacza to, że ciśnienie atmosferyczne na zewnątrz błony bębenkowej próbuje wepchnąć błonę do środka głowy. Czyli w głowie jest niższe ciśnienie.
W celach prewencyjnych trzeba nawkładać czegoś do środka głowy, żeby wyrównać ewentualne różnice ciśnień - zapobiegnie to zatykaniu się uszy.
Wniosek nasuwa się automatycznie: trzeba trochę poczytać, żeby wyrównać ciśnienie. Nawkładać słów i myśli. Z powodów medycznych poczytać, żadnych innych. Profilaktycznie. Zamiast szczepień.
Mnie zatykają się uszy od jakiegoś czasu.
Czyli:
podusia, kocyk i "Dokąd odchodzą parasolki". To mi wypełni tekstem cały umysł i jeszcze będzie zapas na kilka dni.
Co za cudowna książka!
Nie lubię tego uczucia - zatkanych uszy.
OdpowiedzUsuńCzasem to bardzo boli...
UsuńŚwietny pomysł, uzupełnię, tzn, wyrównam.
OdpowiedzUsuńSłusznie 😊
UsuńNo i masz, znowu muszę kupić książkę
OdpowiedzUsuńTaki los 😉
UsuńCholera, ja za mało czytam! A laryngolog kazał krople brać.
OdpowiedzUsuńLaryngolog niekompetentny, bo czyta się oczami, a on się zna na uszach! 😉
Usuńmi za to piszczy w uszach ciągle od kilku lat! odkąd mam nadciśnienie. tragedia i można oszaleć, samolot mi różnicy nie robi.
OdpowiedzUsuńZainteresowałaś mnie książką i zamierzam przeczytać ))
Książka świetna. Przypomina mi "Nazywam się czerwień" Orhana Pamuka.
Usuń