poniedziałek, 17 grudnia 2018

rodzinnego

W tym roku dzień Wszystkich Swiętych przypadał w większości kraju 1 listopada, a u nas 12 grudnia. Dopiero tego dnia udało nam się pojechać na groby do naszego rodzinnego miasta.
Pierwszy raz wybrałyśmy się tam z mamą i siostrą - zawsze odbywałam tę pielgrzymkę tylko z mamą.
Gdy moja rodzina wyprowadziła się z tego miasta miałam 7 lat, moja siostra 19, a mama 43. Każda z nas w związku z tym pamięta inne miejsca i inne sytuacje.
Ja znalazłam przychodnię dla zdrowych dzieci, do której chodziłam na szczepienia. Umiałam też pokazać lodziarnię i sklep, do którego kiedyś przed świętami rzucili pomarańcze i stałam tam z babcią w kolejce.
Moja siostra znała okoliczne podwórka, które nazywała "Tu mieszkała Kasia", "Tu mieszkała Halina", oraz "Tu nasz brat rozwalił sobie kolano na rowerze". Interesujące nazwy. Właściwie szkoda, że tak nie nazywa się niektórych miejsc.
Moja mama natomiast pamiętała, gdzie milicja wlepiła jej mandat za "niemanie świateł", chociaż była wtedy w tak zaawansowanej ciąży, że z trudem mogła wysiąść z samochodu. Podobno przechodnie wyzywali milicjantów, że meczą kobietę w stanie błogosławionym.

Trzy różne miasta. Zadna z nas nie zna tego, o którym opowiadają pozostałe.
Geograficzno-historyczna schizofrenia rodzinna.

14 komentarzy:

  1. To jest fascynujace, i jak jade do naszego miasta w Polsce z nasza córka, to tez mnie to niezmiennie zadziwia - jak to pamieta ona a jak ja.

    Margo ma racje, to jest dobry temat na ksiazke!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porównywanie różnych "zapamiętań" jest miłe, gdy obie strony zdają sobie sprawę, że prawdy i tak nie odnajdą... ;-)

      Usuń
  2. Czyli światy równoległe to nie wymysł autorów SF :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To jakby trzy pokolenia sie spotkaly :)
    Musze tez popytac corke, jak pamieta nasze miasto - obie wyemigrowalysmy, zostaly tylko wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Budynki w pamięci są o wiele wyższe niż w rzeczywistości... To samo ze schodami ;-)

      Usuń
  4. O! To faktycznie ciekawe spostrzeżenie.
    Wspominamy czasem ze znajomymi nasze studenckie imprezy. Na pewno były w tym samym miejscu, w tym samym czasie i w tym samym gronie. A z opowieści wynika, ze to były całkiem inne imprezy. Myślałam, ze to kwestia wchłoniętych procentów, a tu masz: historyczno-rozrywkowa schizofrenia towarzyska.;)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie mam takich perypetii bo ja 30 lat mieszkałam w tym samym mieście i mimo przeprowadzek na inną dzielnicę nadal było blisko do poprzedniej więc jakby nie mam takich przeżyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inaczej patrzysz na geografię swojego dzieciństwa...

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":