- Mamo, czy ty pamiętasz, jakie choroby przechodziłam w dzieciństwie?
- Ty na nic nie chorowałaś, Kalinko.
(Kalina w siódmej klasie, wyłącznie z uprzejmości Rady Pedagogicznej, nie miała wpisywanych nieobecności do dziennika, żeby nie musiała powtarzać roku, bo przez bezustanne choroby znacznie przekroczyła limit absencji, warunkujący przejście do klasy ósmej.)
- Bo wiesz, mamo, wyniki badań wskazują, że przechodziłam pewną chorobę i zastanawiam się, czy to było niedawno, czy może gdy byłam dzieckiem.
- Ależ Kalinko, gdy ty byłaś dzieckiem, takich chorób wcale nie było!
(Dzieciństwo Kaliny przypadało najprawdopodobniej na taki okres w dziejach Ziemi, gdy ewoluowały ważki, ślimaki, rybkom pojawiły się odnóża i stały się żabkami, a z chorób istniało tylko złamanie czaszki na skutek uderzenia w sufit jaskini.)
sobota, 10 listopada 2018
nazwy
Wnioskuję o zmianę nazwy "listopad" na "melanchopad".
Albo może nawet na "melanchopat".
Nawet tu nie mam pewności. ;-)
Albo może nawet na "melanchopat".
Nawet tu nie mam pewności. ;-)
środa, 7 listopada 2018
zdecyduję
Wiem o sobie tyle, ile sama sobie zdecyduję się pokazać.
Ważny jest w tym procesie element świadomego podejmowania decyzji.
Ważne jest także, że gdy już zapadnie decyzja o pokazywaniu, oczy muszę mieć otwarte.
To też wymaga decyzji.
Gdy pokażę i zobaczę, muszę jeszcze zrozumieć.
Swiadomie.
Z nakładem czasu, miejsca i energii.
Czuję, że albo znajdę wyłącznik od zastanawiania się w mojej głowie, albo dzisiaj oszaleję.
Swiadomie.
Ważny jest w tym procesie element świadomego podejmowania decyzji.
Ważne jest także, że gdy już zapadnie decyzja o pokazywaniu, oczy muszę mieć otwarte.
To też wymaga decyzji.
Gdy pokażę i zobaczę, muszę jeszcze zrozumieć.
Swiadomie.
Z nakładem czasu, miejsca i energii.
Czuję, że albo znajdę wyłącznik od zastanawiania się w mojej głowie, albo dzisiaj oszaleję.
Swiadomie.
niedziela, 4 listopada 2018
dźwięk
Słyszę dzisiaj niemy dźwięk pilarki. Obrabiarki skrawaniem. Tokarki. Piły mechanicznej. Wiertarki. Szlifierki kątowej i niekątowej.
A wszystko to gdzieś w środku mnie.
Bolą mnie uszy, szyja i szczęka. Bolesny bezgłośny dźwięk.
Gdzieś na połączeniu mostka z kością piętową. Pomiędzy ciemieniem a rzepką. W geograficznym środku środka.
Igła kompasu wskazuje północ, gdyż jej północny biegun układa się w kierunku magnetycznego bieguna południowego Ziemi.
Magnetyczny biegun południowy Ziemi znajduje się tam, gdzie północny biegun geograficzny. To chyba od tego bolą mnie uszy.
Czuję, że jakaś linia pola magnetycznego biegła od bieguna południowego do północnego, zahaczyła o igłę kompasu, zawróciła, nie mogąc się zorientować dokąd iść dalej, i dotarła na geograficzny biegun południowy, który jest magnetycznym północnym. A w moim uchu są przecież te wszystkie elementy, wrażliwe na nie-wiadomo-co, i na skutek działania linii pola magnetycznego przełączyły się w pozycję "remont - nieczynne".
Tak się właśnie czuję. Zawrócona i niezorientowana. I chętnie nieczynna. No i te uszy. Zatykają się jak w samolocie. Cholerny Pascal. Kolejny naukowiec, który z nudów zajmował się nie tym, co trzeba. Odkrył te wszystkie hece z ciśnieniem i teraz czuj się kobieto, jakbyś w uchu miała kiełkującego baobaba. A ten nie żyje od tylu lat i ma wszystko w pompie...
;-)
A wszystko to gdzieś w środku mnie.
Bolą mnie uszy, szyja i szczęka. Bolesny bezgłośny dźwięk.
Gdzieś na połączeniu mostka z kością piętową. Pomiędzy ciemieniem a rzepką. W geograficznym środku środka.
Igła kompasu wskazuje północ, gdyż jej północny biegun układa się w kierunku magnetycznego bieguna południowego Ziemi.
Magnetyczny biegun południowy Ziemi znajduje się tam, gdzie północny biegun geograficzny. To chyba od tego bolą mnie uszy.
Czuję, że jakaś linia pola magnetycznego biegła od bieguna południowego do północnego, zahaczyła o igłę kompasu, zawróciła, nie mogąc się zorientować dokąd iść dalej, i dotarła na geograficzny biegun południowy, który jest magnetycznym północnym. A w moim uchu są przecież te wszystkie elementy, wrażliwe na nie-wiadomo-co, i na skutek działania linii pola magnetycznego przełączyły się w pozycję "remont - nieczynne".
Tak się właśnie czuję. Zawrócona i niezorientowana. I chętnie nieczynna. No i te uszy. Zatykają się jak w samolocie. Cholerny Pascal. Kolejny naukowiec, który z nudów zajmował się nie tym, co trzeba. Odkrył te wszystkie hece z ciśnieniem i teraz czuj się kobieto, jakbyś w uchu miała kiełkującego baobaba. A ten nie żyje od tylu lat i ma wszystko w pompie...
;-)
piątek, 2 listopada 2018
spotkanie
-Wiem, że miałam upiec ciasto na dzisiejsze spotkanie, ale mi się nie udało. W pierwszej chwili pomyślałam, że wstanę wcześnie rano i upiekę coś innego, ale potem przemyślałam sprawę. Pomyślałam, że wy się nie pogniewacie, jak wam powiem, że mi nie wyszło, bo wam też czasem różne rzeczy nie wychodzą i się tym nie przejmujecie. - I weszła do nas do domu bez poczucia winy i bez ciasta, za to uśmiechnięta i szczęśliwa.
Spotkanie było przemiłe.
Okazało się, że mamy w lodówce pół tortu, niezjedzonego poprzedniego dnia na imprezie. I tort ten nie przeszedł jeszcze tak bardzo zapachem lodówki, żeby nie można było go zjeść. I wszyscy się zachwycali. I jedliśmy tort na zmianę z gołąbkami.
Ustaliliśmy kto w rodzinie jest najbardziej podobny do kogo i jak pokrętnymi drogami wędrują niektóre geny. I kto z nas powinien być czyim wnukiem, a kto czyją siostrą, żeby zachować rodzinne podobieństwo. W ten sposób zyskałam syna, straciłam siostrę i stałam się córką własnej babci.
I pierwszy listopada jest prawdziwym rodzinnym świętem.
Spotkanie było przemiłe.
Okazało się, że mamy w lodówce pół tortu, niezjedzonego poprzedniego dnia na imprezie. I tort ten nie przeszedł jeszcze tak bardzo zapachem lodówki, żeby nie można było go zjeść. I wszyscy się zachwycali. I jedliśmy tort na zmianę z gołąbkami.
Ustaliliśmy kto w rodzinie jest najbardziej podobny do kogo i jak pokrętnymi drogami wędrują niektóre geny. I kto z nas powinien być czyim wnukiem, a kto czyją siostrą, żeby zachować rodzinne podobieństwo. W ten sposób zyskałam syna, straciłam siostrę i stałam się córką własnej babci.
I pierwszy listopada jest prawdziwym rodzinnym świętem.
wtorek, 30 października 2018
definicje
W całej szkole uczy się około 50 uczniów. W czwartej klasie jest ich ośmiu, w piątej aż 11. Dzieci znają imiona wszystkich uczniów.
Dzieci mówią do siebie normalnym głosem - uczniów jest tak niewielu, że nawet na dużej przerwie panuje względna cisza. Nie muszą krzyczeć, żeby być słyszanymi. Umieją słuchać, bo w tak małych grupach normą jest siedzenie na lekcji w kółku i swobodna rozmowa. Podczas przerwy wyciągają kanapki i śmiejąc się i żartując, sprawdzają, kto ma najlepszą.
- Nie lubię jeść brukselki - mówię do nich w trakcie rozmowy o gustach kulinarnych.
- A Piotruś zawsze ma kanapki ze szpinakiem. Piotruś, z czym masz? - pyta Krzyś, Wojtuś, albo Henio.
- Ze szpinakiem. Bo ja uwielbiam szpinak - odpowiada Piotruś, wyciąga ze swojej kanapki listek szpinaku i podaje do ręki Krzysiowi, Wojtkowi albo Heniowi. Ten wkłada go do swojej kanapki, wgryza się w nią wielkimi jak łopaty, krzywymi zębami i mówi:
- Mmm… Nawet dobre!
A podczas zajęć jeden z uczniów powiedział, że obok grobu jego dziadka jest grób z plakietką "Powstaniec Wielkopolski" i on z rodzicami zawsze zapala na nim świeczkę i odgarnia liście.
Mała, wiejska szkoła. Przy jedynej, więc głównej, ulicy.
W niej powinno się pisać definicje słów "tolerancja", "szacunek", "patriotyzm"...
Dzieci mówią do siebie normalnym głosem - uczniów jest tak niewielu, że nawet na dużej przerwie panuje względna cisza. Nie muszą krzyczeć, żeby być słyszanymi. Umieją słuchać, bo w tak małych grupach normą jest siedzenie na lekcji w kółku i swobodna rozmowa. Podczas przerwy wyciągają kanapki i śmiejąc się i żartując, sprawdzają, kto ma najlepszą.
- Nie lubię jeść brukselki - mówię do nich w trakcie rozmowy o gustach kulinarnych.
- A Piotruś zawsze ma kanapki ze szpinakiem. Piotruś, z czym masz? - pyta Krzyś, Wojtuś, albo Henio.
- Ze szpinakiem. Bo ja uwielbiam szpinak - odpowiada Piotruś, wyciąga ze swojej kanapki listek szpinaku i podaje do ręki Krzysiowi, Wojtkowi albo Heniowi. Ten wkłada go do swojej kanapki, wgryza się w nią wielkimi jak łopaty, krzywymi zębami i mówi:
- Mmm… Nawet dobre!
A podczas zajęć jeden z uczniów powiedział, że obok grobu jego dziadka jest grób z plakietką "Powstaniec Wielkopolski" i on z rodzicami zawsze zapala na nim świeczkę i odgarnia liście.
Mała, wiejska szkoła. Przy jedynej, więc głównej, ulicy.
W niej powinno się pisać definicje słów "tolerancja", "szacunek", "patriotyzm"...
poniedziałek, 29 października 2018
sprawdzić
Mój tata i mój brat zmarli kilka lat temu. Jeden po drugim.
Najpierw tata. Potem dołączył do niego jego jedyny syn.
Dużo czasu zabrało mi poradzenie sobie z tym, że ich nie ma.
Dzisiaj dowiedziałam się, że w Internecie można sprawdzić, gdzie znajduje się grób zmarłej osoby.
Wpisałam, sama nie wiem dlaczego, w wyszukiwarkę nazwisko taty i brata. Pojawiła mi się informacja, że w moim mieście pochowane są dwie osoby o takim nazwisku. Na jednym cmentarzu, w tym samym grobie.
Teraz już rozumiem: czym innym jest wiedzieć, że ktoś bliski zmarł, a czym innym jest zobaczyć oficjalną informację przy jego nazwisku: cmentarz taki i taki, kwatera taka i taka, rząd taki i taki, grób numer 4.
Czuję się tak, jakbym dowiedziała się na nowo o ich śmierci.
Listopad? Nie, dziękuję...
Najpierw tata. Potem dołączył do niego jego jedyny syn.
Dużo czasu zabrało mi poradzenie sobie z tym, że ich nie ma.
Dzisiaj dowiedziałam się, że w Internecie można sprawdzić, gdzie znajduje się grób zmarłej osoby.
Wpisałam, sama nie wiem dlaczego, w wyszukiwarkę nazwisko taty i brata. Pojawiła mi się informacja, że w moim mieście pochowane są dwie osoby o takim nazwisku. Na jednym cmentarzu, w tym samym grobie.
Teraz już rozumiem: czym innym jest wiedzieć, że ktoś bliski zmarł, a czym innym jest zobaczyć oficjalną informację przy jego nazwisku: cmentarz taki i taki, kwatera taka i taka, rząd taki i taki, grób numer 4.
Czuję się tak, jakbym dowiedziała się na nowo o ich śmierci.
Listopad? Nie, dziękuję...
sobota, 27 października 2018
techno
Gdy okazało się, że w szafach mamy kompletny strój służącej królowej Wiktorii, byłam zdziwiona.
Gdy okazało się, że przez kilka godzin jesteśmy w stanie zmontować strój królowej kier z "Alicji w Krainie Czarów", łącznie z wielkim kokiem, byłam jeszcze bardziej zdziwiona.
Gdy w pewien niedzielny wieczór odnaleźliśmy w szafie również strój czarownicy (z małymi przeróbkami...), moje zdziwienie nie miało granic.
Ale gdy wczoraj przez godzinę moja córka, grzebiąc w szafie swoich rodziców, wynalazła idealny strój na imprezę pt. "rosyjskie techno lat 90.", oniemiałam. Moje ogrodniczki okazały się być kultowymi spodniami rosyjskich miłośników muzyki techno z lat 90... Koszulka mojego męża była wypisz-wymaluj uosobieniem ówczesnym marzeń rosyjskich muzykomanów...
Boże...
Czas umierać.
Gdy okazało się, że przez kilka godzin jesteśmy w stanie zmontować strój królowej kier z "Alicji w Krainie Czarów", łącznie z wielkim kokiem, byłam jeszcze bardziej zdziwiona.
Gdy w pewien niedzielny wieczór odnaleźliśmy w szafie również strój czarownicy (z małymi przeróbkami...), moje zdziwienie nie miało granic.
Ale gdy wczoraj przez godzinę moja córka, grzebiąc w szafie swoich rodziców, wynalazła idealny strój na imprezę pt. "rosyjskie techno lat 90.", oniemiałam. Moje ogrodniczki okazały się być kultowymi spodniami rosyjskich miłośników muzyki techno z lat 90... Koszulka mojego męża była wypisz-wymaluj uosobieniem ówczesnym marzeń rosyjskich muzykomanów...
Boże...
Czas umierać.
czwartek, 25 października 2018
sprawy
Obserwuję pożegnania.
Pożegnania pod szkołą.
Z samochodu wyskakuje rano tornister przyczepiony do pleców młodego człowieka, a za tą parą od strony kierowcy podąża pożegnalny okrzyk:
"Pamiętaj, nie zgub klucza!"
"Załóż kurtkę przed długą przerwą!"
"Tylko zjedz cały obiad!"
"Powtórz sobie jeszcze wszystko przed sprawdzianem!"
"Bądź grzeczny!"
"Po lekcjach czekaj w świetlicy!"
"Pamiętaj o kółku szachowym!"
"Zgłaszaj się na historii!"
Jak dziwne są sprawy, które rodzice uważają za najważniejsze...
Pożegnania pod szkołą.
Z samochodu wyskakuje rano tornister przyczepiony do pleców młodego człowieka, a za tą parą od strony kierowcy podąża pożegnalny okrzyk:
"Pamiętaj, nie zgub klucza!"
"Załóż kurtkę przed długą przerwą!"
"Tylko zjedz cały obiad!"
"Powtórz sobie jeszcze wszystko przed sprawdzianem!"
"Bądź grzeczny!"
"Po lekcjach czekaj w świetlicy!"
"Pamiętaj o kółku szachowym!"
"Zgłaszaj się na historii!"
Jak dziwne są sprawy, które rodzice uważają za najważniejsze...
Lalki
Sniło mi się, że chodziłam do szkoły i miałam test ze znajomości "Lalki".
Nie czytałam jej od czasów liceum.
Może już czas? Może będzie tak samo jak z "Panem Tadeuszem"- dopiero spokojna, niewymuszona lektura mogła mi pokazać prawdziwy urok książki?
Słyszałam kiedyś, jak pewien znawca i miłośnik literatury polskiej twierdził, że ktoś uważający się za przeciętnie inteligentnego Polaka powinien przynajmniej raz do roku przeczytać "Lalkę". Yyy… ;-)
Nie czytałam jej od czasów liceum.
Może już czas? Może będzie tak samo jak z "Panem Tadeuszem"- dopiero spokojna, niewymuszona lektura mogła mi pokazać prawdziwy urok książki?
Słyszałam kiedyś, jak pewien znawca i miłośnik literatury polskiej twierdził, że ktoś uważający się za przeciętnie inteligentnego Polaka powinien przynajmniej raz do roku przeczytać "Lalkę". Yyy… ;-)
środa, 24 października 2018
bakonach
Mieszkam na pierwszym piętrze i nie mam okazji zaglądać, co też sąsiedzi trzymają na balkonach. Wyjątkiem są dni takie jak dziś: wychodzę rano na balkon i zbieram wszystko to, co wiatr zabrał sąsiadom i zrzucił do mnie: lekkie doniczki, połamane kwiaty, ściereczki, klamerki, drewniane dzwonki klekoczące na wietrze, para rajstop i mnóstwo ziemi. Jeszcze kilkadziesiąt godzin takiej wichury i będę się mogła wyżywić, ubrać i otworzyć sklep ogrodniczy.
A mówią, że manna z nieba to przeżytek...
A mówią, że manna z nieba to przeżytek...
sobota, 20 października 2018
widmo
- Na obszarze zaznaczonym na mapie na żółto jest widmo - powiedziała z bardzo silnym akcentem, z trudem wymawiając polskie słowa.
Prowadzi zajęcia ze swojego ojczystego języka, ale od czasu do czasu mówi do studentów po polsku, zwłaszcza gdy czuje, że ich znajomość języka nie wystarczy na zrozumienie pewnych zawiłości.
- Widmo? - spytali studenci, chcąc poprawnie zanotować informację. Geografia bywa jednak zaskakującą nauką, łączącą ze sobą okultyzm, parapsychologię i fizykę kwantową.
- Tak, widmo.
Popatrzyła na nich zamyślona i spojrzała w okno. Studenci spoglądali na siebie zaskoczeni.
- A może to nie jest widmo? Wait a minute… Widmo... Widmo... Oh, sorry. Nie widmo. Widma. Tam jest widma. Czy widma to liczba pojedyncza?
- Nie, mówi się: tam są widma - odpowiedział grzecznie jeden ze studentów.
- Oh, dziękuję. Tam są widma. Zaznaczone na żółto - dodała z uśmiechem, wskazując spory obszar na mapie.
Zapadło milczenie. Nikt nie miał odwagi spytać o detale, a lektorka przyglądała się wpatrzonym w nią oczom polskich studentów.
- Sorry. Chyba jednak nie widma... Jak to się mówi? Oh, już wiem. Wydma. Na żółto zaznaczona jest wydma. - Studenci wypuścili z ulgą powietrze z płuc, a lektorka przeszła do dalszych wyjaśnień.
A jednak. Geografia nauką ścisłą jest. Źadne tam wirujące stoliki i duchy na cmentarzach.
Prowadzi zajęcia ze swojego ojczystego języka, ale od czasu do czasu mówi do studentów po polsku, zwłaszcza gdy czuje, że ich znajomość języka nie wystarczy na zrozumienie pewnych zawiłości.
- Widmo? - spytali studenci, chcąc poprawnie zanotować informację. Geografia bywa jednak zaskakującą nauką, łączącą ze sobą okultyzm, parapsychologię i fizykę kwantową.
- Tak, widmo.
Popatrzyła na nich zamyślona i spojrzała w okno. Studenci spoglądali na siebie zaskoczeni.
- A może to nie jest widmo? Wait a minute… Widmo... Widmo... Oh, sorry. Nie widmo. Widma. Tam jest widma. Czy widma to liczba pojedyncza?
- Nie, mówi się: tam są widma - odpowiedział grzecznie jeden ze studentów.
- Oh, dziękuję. Tam są widma. Zaznaczone na żółto - dodała z uśmiechem, wskazując spory obszar na mapie.
Zapadło milczenie. Nikt nie miał odwagi spytać o detale, a lektorka przyglądała się wpatrzonym w nią oczom polskich studentów.
- Sorry. Chyba jednak nie widma... Jak to się mówi? Oh, już wiem. Wydma. Na żółto zaznaczona jest wydma. - Studenci wypuścili z ulgą powietrze z płuc, a lektorka przeszła do dalszych wyjaśnień.
A jednak. Geografia nauką ścisłą jest. Źadne tam wirujące stoliki i duchy na cmentarzach.
piątek, 19 października 2018
wydźwięk
Jak zaskakująco zmienił się wydźwięk słowa "guz"...
Gdy byłam mała, guz oznaczał krótki, głośny płacz i przykładanie zimną łyżką.
Teraz oznacza płacz długi i cichy.
Łyżka wypadła z gry.
Gdy byłam mała, guz oznaczał krótki, głośny płacz i przykładanie zimną łyżką.
Teraz oznacza płacz długi i cichy.
Łyżka wypadła z gry.
środa, 17 października 2018
gafę
Walę głową w ścianę i odgryzam sobie palce u nóg ze wstydu.
Strzeliłam dzisiaj piękną, rasową gafę. Miss gafę. Przewodniczącą związku zawodowego gaf. Ostatnią żywą gafę na kontynencie. Najwyższą udokumentowaną gafę na półkuli północnej. Taką, o której będzie się opowiadać jeszcze w trzecim pokoleniu.
- A pamiętacie, jak Trump zachował się przy królowej Elżbiecie?
- Trump z Elżbietą?! To jeszcze nic! W październiku 2018 Kalina to dopiero strzeliła gafę...
- No tak, wiadomo, jej gafa była bezkonkurencyjna w XXI wieku...
Czekam na tytuł honoris causa z dziedziny gafiarstwa…
Dlaczego, ach dlaczego nie jestem zrównoważoną, spokojną, poważną kobietą powolną w słowach i nieśpieszną w myślach? Taką, która zanim coś palnie, potrafi choćby raz pomyśleć...?
Strzeliłam dzisiaj piękną, rasową gafę. Miss gafę. Przewodniczącą związku zawodowego gaf. Ostatnią żywą gafę na kontynencie. Najwyższą udokumentowaną gafę na półkuli północnej. Taką, o której będzie się opowiadać jeszcze w trzecim pokoleniu.
- A pamiętacie, jak Trump zachował się przy królowej Elżbiecie?
- Trump z Elżbietą?! To jeszcze nic! W październiku 2018 Kalina to dopiero strzeliła gafę...
- No tak, wiadomo, jej gafa była bezkonkurencyjna w XXI wieku...
Czekam na tytuł honoris causa z dziedziny gafiarstwa…
Dlaczego, ach dlaczego nie jestem zrównoważoną, spokojną, poważną kobietą powolną w słowach i nieśpieszną w myślach? Taką, która zanim coś palnie, potrafi choćby raz pomyśleć...?
poniedziałek, 15 października 2018
powyżej
Pierwszego dnia, gdy temperatura spadła do kilku stopni powyżej zera, zaczęłam dokarmiać sikorki. Teraz temperatura dochodzi do 25 stopni, a ja nie wiem, co zrobić. Sikorki przylatują do mnie jak szalone, nie mam sumienia powiedzieć im, że dokarmianie ptaków w takich warunkach jest niewychowawcze...
Nie bez znaczenia jest również fakt, że uwielbiam patrzeć, jak ptaki wydziobują ziarno i kłócą się o miejsce na drążku. Przylatują rano, gdy robi się widno, a odlatują późnym popołudniem.
Jeśli zauważycie gdzieś wielką, pękatą sikorkę ze sporą otyłością brzuszną, pomyślcie, ile radości dało mi patrzenie, jak przesiaduje przy moim oknie...
Nie bez znaczenia jest również fakt, że uwielbiam patrzeć, jak ptaki wydziobują ziarno i kłócą się o miejsce na drążku. Przylatują rano, gdy robi się widno, a odlatują późnym popołudniem.
Jeśli zauważycie gdzieś wielką, pękatą sikorkę ze sporą otyłością brzuszną, pomyślcie, ile radości dało mi patrzenie, jak przesiaduje przy moim oknie...
piątek, 12 października 2018
zapalila
U naszych sąsiadów wybuchł wczoraj pożar. Zapaliła się zmywarka, ale równie dobrze mogła to być ładowarka, suszarka, pralka albo lampka nocna.
Gdyby nie mała gaśnica, spaliłoby się pewnie ich całe mieszkanie, bo wszystkie sprzęty w domu są palne: stoły, szafki, podłogi, zasłony, nawet plastikowe obudowy, a płomienie rosły w oczach. Po minucie sięgały sufitu. Czarny dym wypełnił cały budynek i utrudniał oddychanie.
Obrazek jak kiepskie ujęcie z niskobudżetowego filmu, tylko że ostateczny budżet byłby większy i aktorzy mało profesjonalni - biegający pomiędzy mieszkaniami w poszukiwaniu gaśnicy, latarek i telefonu, sprawdzający, czy na pewno w palącym się mieszkaniu nie ma pozostałych domowników.
Straż pożarna przyjechała po 15 minutach, więc gdyby nie wspomniana gaśnica, strażacy dopalaliby zgliszcza.
I teraz puenta: macie w domu gaśnicę? Jest sprawna?
Gdyby nie mała gaśnica, spaliłoby się pewnie ich całe mieszkanie, bo wszystkie sprzęty w domu są palne: stoły, szafki, podłogi, zasłony, nawet plastikowe obudowy, a płomienie rosły w oczach. Po minucie sięgały sufitu. Czarny dym wypełnił cały budynek i utrudniał oddychanie.
Obrazek jak kiepskie ujęcie z niskobudżetowego filmu, tylko że ostateczny budżet byłby większy i aktorzy mało profesjonalni - biegający pomiędzy mieszkaniami w poszukiwaniu gaśnicy, latarek i telefonu, sprawdzający, czy na pewno w palącym się mieszkaniu nie ma pozostałych domowników.
Straż pożarna przyjechała po 15 minutach, więc gdyby nie wspomniana gaśnica, strażacy dopalaliby zgliszcza.
I teraz puenta: macie w domu gaśnicę? Jest sprawna?
wtorek, 9 października 2018
spólgłosek
Starsza córka pożyczyła ode mnie na chwilę laptopa, bo chciała pobrać "jakieś pliki".
Następnego dnia siadam do pracy i oczom nie wierzę. Na moim pulpicie znajduje się kilka nowych ikonek o zaskakujących nazwach.
Otwieram pierwszy z plików, a tam tekst składający się przeważnie ze spółgłosek, ułożonych w dość długie zestawy. Długi tekst. Na kilkadziesiąt stron.
W następnych to samo. To znaczy - prawie to samo. Wygląda to jak fragmenty jakiejś prozy, w której każde słowo składa się z losowo ułożonych obok siebie spółgłosek, od czasu do czasu przedzielonych samogłoskami. Coś jakby fonetyczny zapis suchego kaszlu, albo nawet chrapania buldoga francuskiego, który cierpi na katar jelit...
Wiedzieć, że córka uczy się dziwnych języków, to jedno. Znaleźć na własnym komputerze tekst napisany w jednym z takich języków, to jednak zupełnie inne doświadczenie... :-)
Następnego dnia siadam do pracy i oczom nie wierzę. Na moim pulpicie znajduje się kilka nowych ikonek o zaskakujących nazwach.
Otwieram pierwszy z plików, a tam tekst składający się przeważnie ze spółgłosek, ułożonych w dość długie zestawy. Długi tekst. Na kilkadziesiąt stron.
W następnych to samo. To znaczy - prawie to samo. Wygląda to jak fragmenty jakiejś prozy, w której każde słowo składa się z losowo ułożonych obok siebie spółgłosek, od czasu do czasu przedzielonych samogłoskami. Coś jakby fonetyczny zapis suchego kaszlu, albo nawet chrapania buldoga francuskiego, który cierpi na katar jelit...
Wiedzieć, że córka uczy się dziwnych języków, to jedno. Znaleźć na własnym komputerze tekst napisany w jednym z takich języków, to jednak zupełnie inne doświadczenie... :-)
poniedziałek, 8 października 2018
dentysty
- O, jak miło, że przyszłyście, Kalino i córko Kaliny! Bardzo się cieszę!
- My też się cieszymy, mamo! Wracamy od dentysty i nie możemy jeść przez godzinę. Ani pić.
- Ach, rozumiem. A napijecie się czegoś?
- No właśnie nie możemy nic pić. Przez godzinę.
- Ach, no tak. Zapomniałam. Rozbierzcie się i siadajcie. Zjecie coś?
- Nie możemy jeść, mamo, bo wracamy od dentysty.
- Ach tak? A co u ciebie, córeczko Kaliny? Może masz ochotę na pyszne ciasteczko?
Bycie babcią to poważna sprawa. Nie można się drobnostkami przejmować i tracić z oczu priorytetów. ;-)
- My też się cieszymy, mamo! Wracamy od dentysty i nie możemy jeść przez godzinę. Ani pić.
- Ach, rozumiem. A napijecie się czegoś?
- No właśnie nie możemy nic pić. Przez godzinę.
- Ach, no tak. Zapomniałam. Rozbierzcie się i siadajcie. Zjecie coś?
- Nie możemy jeść, mamo, bo wracamy od dentysty.
- Ach tak? A co u ciebie, córeczko Kaliny? Może masz ochotę na pyszne ciasteczko?
Bycie babcią to poważna sprawa. Nie można się drobnostkami przejmować i tracić z oczu priorytetów. ;-)
sobota, 6 października 2018
wolno
Chcę puszczać wolno różne sprawy, skoro ich nie rozwiążę.
Niech odejdą. Niech się staną tym, czym mają się stać.
Kurczowe trzymanie nie da sprawie zmiany. Zniszczy tylko rękę, która mocno trzyma.
Puszczanie daje miejsce na trzymanie tego, co warto trzymać.
Dzisiaj chcę puścić starą przyjaźń. Ogromną. Wspaniałą. Ale przeszłą. Zniszczoną.
Trzymam ją resztkami sił, a ona wyrywa się i niszczy jeszcze bardziej. Moje zaciśnięte palce strzępią resztki tego, co zostało. A ona ciągnie w stronę wolności i krzyczy mi do ucha, że tak chce.
Mam nadzieję, że w najbliższych dniach dam jej szansę, by poleciała tam, gdzie ma ochotę. I dała miejsce. I sobie, i mnie. Mam wielką nadzieję.
A gdybym jeszcze kiedyś całą energię wkładała w trzymanie czegoś innego, co bardzo potrzebuje ode mnie odlecieć, uprzejmie proszę o pomoc przy odginaniu zaciśniętych palców. Pełnych bólu od zaciskania i pełnych bólu od puszczania.
piątek, 5 października 2018
podwójne
Czasami budzę się w nocy i myślę. Część mózgu odpowiedzialna za nocne życie przerabia pewien zestaw problemów.
Gdy budzę się rano, pracuje część mózgu, zajmująca się dziennym życiem. Ona zajmuje się zupełnie innymi problemami.
Mam inne problemy w dzień, inne w nocy.
Wiodę podwójne życie.
Porównałam pobieżnie wagę problemów nocnych i dziennych.
I, do cholery, współczuję nietoperzom, jeśli nie budzą się w dzień, żeby pomartwić się czymś przyjemnym.
Na tym zakończę wyciąganie wniosków ;-)
Gdy budzę się rano, pracuje część mózgu, zajmująca się dziennym życiem. Ona zajmuje się zupełnie innymi problemami.
Mam inne problemy w dzień, inne w nocy.
Wiodę podwójne życie.
Porównałam pobieżnie wagę problemów nocnych i dziennych.
I, do cholery, współczuję nietoperzom, jeśli nie budzą się w dzień, żeby pomartwić się czymś przyjemnym.
Na tym zakończę wyciąganie wniosków ;-)
środa, 3 października 2018
różne
- Jej wnuczka ma tydzień. Podejrzewają u niej bardzo poważną wadę genetyczną. Czekają na wyniki i …
- Wiesz, że coś mi wyszło na plecach? O, tu!
- ... strasznie się martwią. Nie śpią od tygodnia. Lekarze przygotowują ich na najgorsze, a ta młoda mama przecież...
- Czy ty wiesz, że moi sąsiedzi sprzedali dom? Jakiejś młodej rodzinie, która wraca ze Szwecji!
- … jest sama w kiepskim stanie po porodzie. Do zwykłej poporodowej depresji dołączyła się realna obawa o życie jej dziecka. Nie może brać leków, a jej stan....
- Byłam w tym sklepie, o którym mówiłaś! Miałaś rację! Super!
Trzy różne rozmowy.
Wróć!
Nie: "trzy rozmowy".
Trzy identyczne wymiany zdań.
Ktoś jeszcze ma coś na wymianę?
- Wiesz, że coś mi wyszło na plecach? O, tu!
- ... strasznie się martwią. Nie śpią od tygodnia. Lekarze przygotowują ich na najgorsze, a ta młoda mama przecież...
- Czy ty wiesz, że moi sąsiedzi sprzedali dom? Jakiejś młodej rodzinie, która wraca ze Szwecji!
- … jest sama w kiepskim stanie po porodzie. Do zwykłej poporodowej depresji dołączyła się realna obawa o życie jej dziecka. Nie może brać leków, a jej stan....
- Byłam w tym sklepie, o którym mówiłaś! Miałaś rację! Super!
Trzy różne rozmowy.
Wróć!
Nie: "trzy rozmowy".
Trzy identyczne wymiany zdań.
Ktoś jeszcze ma coś na wymianę?
wtorek, 2 października 2018
sportową
Dzisiaj studenci zapisują się na wf. Elektronicznie. Co godzinę otwiera się okienko dla innych dyscyplin, które można wybrać i juhu wtedy trzeba się zalogować.
W pierwszej sekundzie po otwarciu okienka proces zapisywania jest już zakończony.
Tym, co "myślą inaczej", wyjaśniam, że w momencie otwarcia okienka do zapisów zapisy są kończone z powodu zapisania się wystarczającej liczby osób. Wszyscy zapisują się w pierwszej sekundzie. Oznacza to, że o zapisaniu się na konkretną dyscyplinę sportową nie decydują zainteresowania, tylko prędkość internetu oraz łut szczęścia. Zwłaszcza ten łut...
Ja też "myślę inaczej" i też tego nie rozumiem.
Errata: Nie myślę inaczej. Ja tu wcale nie myślę.
Poprosiłam córkę, żeby mnie nie informowała o tej sprawie na bieżąco, bo mnie za bardzo strzyka w trzecim nerwodole lędźwiowym, gdy o tym myślę.
W pierwszej sekundzie po otwarciu okienka proces zapisywania jest już zakończony.
Tym, co "myślą inaczej", wyjaśniam, że w momencie otwarcia okienka do zapisów zapisy są kończone z powodu zapisania się wystarczającej liczby osób. Wszyscy zapisują się w pierwszej sekundzie. Oznacza to, że o zapisaniu się na konkretną dyscyplinę sportową nie decydują zainteresowania, tylko prędkość internetu oraz łut szczęścia. Zwłaszcza ten łut...
Ja też "myślę inaczej" i też tego nie rozumiem.
Errata: Nie myślę inaczej. Ja tu wcale nie myślę.
Poprosiłam córkę, żeby mnie nie informowała o tej sprawie na bieżąco, bo mnie za bardzo strzyka w trzecim nerwodole lędźwiowym, gdy o tym myślę.
poniedziałek, 1 października 2018
piątek, 28 września 2018
widzę
Prawie nigdy nie zauważam, jak jest ubrana osoba, z którą rozmawiam.
Z trudem potrafię powiedzieć, kto z naszych znajomych jest blondynem, a kto szatynem.
Nie wiem, za jakim samochodem stałam w półgodzinnym korku.
Nie widzę przyklejonych na drzwiach ogłoszeń, chociaż są umieszczone na wysokości moich oczu.
Widzę inaczej kolory niż moi najbliżsi. Najczęstsze dyskusje dotyczą niebieskiego i zielonego. Z niezrozumiałych dla mnie powodów cała rodzina nazywa zieloną kurtkę mojej córki - niebieską kurtką...
Widzę mniej. Ale jednak mam poczucie, że czasem więcej. A niekiedy - za dużo.
Z trudem potrafię powiedzieć, kto z naszych znajomych jest blondynem, a kto szatynem.
Nie wiem, za jakim samochodem stałam w półgodzinnym korku.
Nie widzę przyklejonych na drzwiach ogłoszeń, chociaż są umieszczone na wysokości moich oczu.
Widzę inaczej kolory niż moi najbliżsi. Najczęstsze dyskusje dotyczą niebieskiego i zielonego. Z niezrozumiałych dla mnie powodów cała rodzina nazywa zieloną kurtkę mojej córki - niebieską kurtką...
Widzę mniej. Ale jednak mam poczucie, że czasem więcej. A niekiedy - za dużo.
poniedziałek, 24 września 2018
osiem
8 (słownie: osiem) stopni.
Osiem.
Osiem i nic poza tym.
Osiem na termometrze za oknem i osiem na termometrze w samochodzie.
Jakaś zmowa? Spisek? Piąta kolumna?
Co to ma być!?
Lipiec był od kwietnia, a teraz nagle nie wiadomo skąd i dlaczego zrobił się listopad?
Kto za tym stoi?
Gdzie są winni?
Winne są jabłka. Jesienne.
Osiem.
Osiem i nic poza tym.
Osiem na termometrze za oknem i osiem na termometrze w samochodzie.
Jakaś zmowa? Spisek? Piąta kolumna?
Co to ma być!?
Lipiec był od kwietnia, a teraz nagle nie wiadomo skąd i dlaczego zrobił się listopad?
Kto za tym stoi?
Gdzie są winni?
Winne są jabłka. Jesienne.
frajda
Sroka wyjmuje ze świeczników na naszym balkonie wypalone tealighty i, krótko mówiąc, kradnie je. Zaczęłam wystawiać na stół balkonowy więcej wypalonych tealightów, żeby ptaszysko zachęcić, a sroka zaczęła przylatywać częściej. Byliśmy zachwyceni. Patrzenie na nią to prawdziwa frajda.
Młodsza córka zauważyła, że sroka zabrała nam ze stołu tealighta wraz ze świecznikiem. Małym, ale jednak...
A potem okazało się, że zabiera z naszego balkonu również nowe, niewypalone tealighty.
Niezła się impreza u sroczek szykuje, proszę Państwa!
Czy powinnam wystawić jeszcze zapalniczkę? ;-)
Młodsza córka zauważyła, że sroka zabrała nam ze stołu tealighta wraz ze świecznikiem. Małym, ale jednak...
A potem okazało się, że zabiera z naszego balkonu również nowe, niewypalone tealighty.
Niezła się impreza u sroczek szykuje, proszę Państwa!
Czy powinnam wystawić jeszcze zapalniczkę? ;-)
niedziela, 23 września 2018
sobota, 22 września 2018
koafiurę
![]() |
Fryzjera, który potrafi okiełznać.
Okiełznać nie moją koafiurę, tylko mnie.
Wczoraj zapytał mnie, czego się spodziewam.
Powiedziałam.
Zaśmiał się i szepnął mi na ucho "nie".
W pierwszej chwili myślałam, że żartuje. Ale to nie był żart. Powiedział, że odmawia, bo to nie dla mnie.
Po jego poprzedniej działalności na mojej głowie mogłam ocenić, że wie co robi.
Zgodziłam się, żeby czynił swoją powinność i zmajstrował, co chce.
I teraz mam piękny kolor włosów i ładną fryzurę.
O, dzięki ci, Losie, że są ludzie, którzy wiedzą lepiej :-)
piątek, 21 września 2018
środa, 19 września 2018
dumy
Powód do dumy mam wielki, więc się pochwalę:pierwszy raz w życiu wykazałam się niebywałą asertywnością.
Podczas półtoragodzinnej rozmowy ani razu nie dałam się zbić z tropu.
No, może nie była to wyłącznie asertywność, bo też sporo "mam rację, a ty nie masz racji", a także obfita ilość "prosisz o szczerość - to nie marudź gdy ją dostajesz", ale mimo to czuję się dumna.
Nie dałam się zaszczuć, broniłam swego, zdawałam sobie sprawę z własnego stresu, potrafiłam go zlokalizować w swoim ciele i udało mi się opanować niewiarygodny ucisk gdzieś pomiędzy piętami a trzewioczaszką.
Usta mi wysychały, co świadczy o tym, że adrenalinę miałam w każdym zakątku ciała.
Moje córki, które słyszały tę rozmowę, pierwszy raz miały okazję podziwiać swoją mamę jako walczącą harpię, kobietę-wojownika i tytułową bohaterkę filmu "Lwica Elza". Po wszystkim uznały, że byłam wspaniała. Szykuję miejsce dla Oscara za pierwszoplanową rolę żeńską.
Przy rozstaniu usłyszałam, że rozmowa ze mną nie ma sensu, bo stoję twardo na swoim stanowisku. I to był najpiękniejszy komplement, jaki usłyszałam w życiu.
Czuję, że dzisiaj mogłabym wszystko!
A to, co powiewa za moimi plecami, to nie wiatr. To efekt ruchu moich skrzydeł. U ramion.
poniedziałek, 17 września 2018
pewne
Dwa tygodnie po powrocie starszej córki z wakacji przyszła pocztówka od niej do młodszej siostry.
Wszystko w świecie się zmienia: samoloty z darmowymi drinkami dla pasażerów latają często i gęsto, statki kursują jeden za drugim, przepychając się w cieśninach, autokary mkną po unijnych autostradach w każdą stronę, wypuszczając pasażerów na krótkie siku przy darmowych toaletach, łodzie podwodne nurkują przy dnach morskich, aż można je ze śledziami pomylić, ale jedno jest pewne i niezmienne:
poczta jak działała, tak działa.
Wszystko w świecie się zmienia: samoloty z darmowymi drinkami dla pasażerów latają często i gęsto, statki kursują jeden za drugim, przepychając się w cieśninach, autokary mkną po unijnych autostradach w każdą stronę, wypuszczając pasażerów na krótkie siku przy darmowych toaletach, łodzie podwodne nurkują przy dnach morskich, aż można je ze śledziami pomylić, ale jedno jest pewne i niezmienne:
poczta jak działała, tak działa.
niedziela, 16 września 2018
atrybuty
Podziwiam kobiety, które akceptują swój wiek i jego atrybuty: siwe włosy, zmarszczki.
Jednocześnie podziwiam kobiety, które potrafią zadbać o swój wygląd: chodzą do kosmetyczki, na masaże, mają jędrną, gładką skórę, pięknie ufarbowane włosy, zadbane włosy - pomimo swego wieku.
Z jednej strony chciałabym należeć do pierwszej grupy, z drugiej strony bardzo chciałabym patrzeć w lustro i widzieć młodą twarz.
Jednocześnie podziwiam kobiety, które potrafią zadbać o swój wygląd: chodzą do kosmetyczki, na masaże, mają jędrną, gładką skórę, pięknie ufarbowane włosy, zadbane włosy - pomimo swego wieku.
Z jednej strony chciałabym należeć do pierwszej grupy, z drugiej strony bardzo chciałabym patrzeć w lustro i widzieć młodą twarz.
wtorek, 11 września 2018
nowego
- Kalinko, zadzwoniłam do przychodni. Powiedziałam, że sprawa jest pilna, bo oko bardzo mnie boli. Pani powiedziała mi, że pilna wizyta może być ustalona już na początku nowego roku.
- Czego, mamo?
- Nowego roku. No w styczniu.
- Mamo, jestem trochę zaskoczona, bo jeszcze się jesień nie zaczęła i zupełnie nie myślałam o tym, że w ogóle będzie nowy rok...
- No widzisz, jaka jesteś nieprzyszłościowa…
- Czego, mamo?
- Nowego roku. No w styczniu.
- Mamo, jestem trochę zaskoczona, bo jeszcze się jesień nie zaczęła i zupełnie nie myślałam o tym, że w ogóle będzie nowy rok...
- No widzisz, jaka jesteś nieprzyszłościowa…
poniedziałek, 10 września 2018
problemu
Znałam kiedyś osobę, która cierpiała na alkoholizm.
Prawdopodobnie bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że to wszyscy znajomi tej osoby cierpieli z powodu jej alkoholizmu. Ona czuła się doskonale. Aż do pewnego momentu. Potem sytuacja się zmieniła.
Żeby zrozumieć, o co chodzi, dużo czytałam na ten temat i rozmawiałam z terapeutami, ponieważ zaczynałam coraz bardziej podejrzewać, że zaczynam wariować. Życie w plątaninie kłamstw, manipulacji, oskarżeń, wymieszanych z napadami czułości i zapewnieniami o lojalności i wiecznej przyjaźni spowodowało, że musiałam odnaleźć w tym wszystkim jakiś sens i zrozumieć sedno problemu. Zrozumieć, na czym polega alkoholizm. Dlaczego choruje razem z alkoholikiem całe jego otoczenie. Z jakiego powodu wszyscy alkoholika usprawiedliwiają i "nie widzą" jego wybryków. Dlaczego schemat tak łatwo się powiela. Co sprawia, że wszystkie osoby, mające kontakt z alkoholikiem, wpadają w identyczne współuzależnienie. Na czym ono polega. Jakie są mechanizmy i jak można je zerwać, żeby się uratować. I jak sobie poradzić ze świadomością, że alkoholikowi pomóc się nie da w żaden sposób.
Nie było mi aż tak ciężko, jak członkom najbliższej rodziny alkoholika. Byłam na tyle daleko, że mogłam, po udzieleniu sobie pierwszej pomocy, odciąć się od tego. Ale emocje pozostały. I specyficzna czujność.
Niedawno moja znajoma, podczas zupełnie neutralnej rozmowy, powiedziała mi, jak bardzo poczuła się dotknięta. Otóż ktoś powiedział jej, że jej mąż jest chyba alkoholikiem. A ona przecież zna go najlepiej. Jest przy nim i wie, że on pije tyle co wszyscy. I mógłby przecież przestać, gdyby tylko chciał. I ona zna alkoholików, wie, na czym to polega, i ma pewność, że jej mąż nigdy przenigdy...
Prawdopodobnie bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że to wszyscy znajomi tej osoby cierpieli z powodu jej alkoholizmu. Ona czuła się doskonale. Aż do pewnego momentu. Potem sytuacja się zmieniła.
Żeby zrozumieć, o co chodzi, dużo czytałam na ten temat i rozmawiałam z terapeutami, ponieważ zaczynałam coraz bardziej podejrzewać, że zaczynam wariować. Życie w plątaninie kłamstw, manipulacji, oskarżeń, wymieszanych z napadami czułości i zapewnieniami o lojalności i wiecznej przyjaźni spowodowało, że musiałam odnaleźć w tym wszystkim jakiś sens i zrozumieć sedno problemu. Zrozumieć, na czym polega alkoholizm. Dlaczego choruje razem z alkoholikiem całe jego otoczenie. Z jakiego powodu wszyscy alkoholika usprawiedliwiają i "nie widzą" jego wybryków. Dlaczego schemat tak łatwo się powiela. Co sprawia, że wszystkie osoby, mające kontakt z alkoholikiem, wpadają w identyczne współuzależnienie. Na czym ono polega. Jakie są mechanizmy i jak można je zerwać, żeby się uratować. I jak sobie poradzić ze świadomością, że alkoholikowi pomóc się nie da w żaden sposób.
Nie było mi aż tak ciężko, jak członkom najbliższej rodziny alkoholika. Byłam na tyle daleko, że mogłam, po udzieleniu sobie pierwszej pomocy, odciąć się od tego. Ale emocje pozostały. I specyficzna czujność.
Niedawno moja znajoma, podczas zupełnie neutralnej rozmowy, powiedziała mi, jak bardzo poczuła się dotknięta. Otóż ktoś powiedział jej, że jej mąż jest chyba alkoholikiem. A ona przecież zna go najlepiej. Jest przy nim i wie, że on pije tyle co wszyscy. I mógłby przecież przestać, gdyby tylko chciał. I ona zna alkoholików, wie, na czym to polega, i ma pewność, że jej mąż nigdy przenigdy...
na głos
Muszę zrobić sobie badania krwi. Dość szczegółowe. Osobom nawet tylko pobieżnie znającym się na rzeczy jednoznacznie mogą one zasugerować, co mi dolega.Podchodzę do okienka w rejestracji. Wyciągam dowód osobisty, bo nie wolno mi wypowiedzieć mojego nazwiska. Na skierowaniu od lekarza mam wypisaną listę badań.
Pani w rejestracji przygląda się skierowaniu uważnie, po czym na cały głos informuje mnie i wszystkich obecnych w poczekalni, których badań nie może mi zrobić.
Dostaję dreszczy.
Proszę, aby nie mówiła mi, których nie może mi zrobić, tylko żeby zaznaczyła je na skierowaniu.
Pani czyta na głos listę wszystkich badań, które są wypisane na moim skierowaniu, i przy dwóch wspomina, że "tu nie zrobimy".
Ustawa nie zapełni pustego miejsca w mózgu.
niedziela, 9 września 2018
oddaliła
Zauważyłam niedawno, że głowa mojej młodszej córki w zatrważający sposób oddaliła się od jej stóp. Zwłaszcza w pozycji wyprostowanej. Widać to szczególnie, gdy leży w łóżku. Stopy ma na jednym jego końcu, a głowę na drugim.
Dziś założyła spodnie, których nie nosiła latem.
Jakże cudowna jest współczesna moda, że toleruje nogawki 8/9. Albo raczej 7/8. A może nawet to są już 4/5...?
Dziś założyła spodnie, których nie nosiła latem.
Jakże cudowna jest współczesna moda, że toleruje nogawki 8/9. Albo raczej 7/8. A może nawet to są już 4/5...?
sobota, 8 września 2018
zupełnie
![]() |
| nie pamiętam, czy to zdjęcie już zamieszczałam, ale teraz muszę... |
- Nie, nie pamiętam. Dzwoniłam do ciebie?
- Tak. Pamiętam, że rano rozmawiałyśmy i prosiłaś mnie, żebym coś ci zrobiła. Ale ja wtedy pracowałam i nie do końca wyszłam z myślenia o pracy. No i zupełnie nie pamiętam, co to było.
- Ja też, Kalinko. Ale ja nie pracowałam i nie mam się czym usprawiedliwić.
- To co teraz?
- Poczekajmy, może się którejś z nas przypomni. Mam nadzieję, że mnie.
- Ja też mam nadzieję, że mnie, mamo.
piątek, 7 września 2018
mandat
Muszę zapłacić mandat.
Wyznaczono mi 14 dni, minęło 5.
Jest to najbardziej niesprawiedliwy mandat, jaki dostałam w życiu.
Zwykle rozumiem, za co mnie ukarano i przyjmuję z godnością, dostrzegając swoją winę.
Ten mandat był skrajnie niesprawiedliwy.
Wystawiła mi go niemiecka drogówka, więc jego kwota jest przykra, nawet na papierze.
Jeszcze bardziej przykra będzie, gdy już odpłynie z mojego konta.
Zatem, jak napisano powyżej:
muszę zapłacić mandat.
I tak już muszę od 5 dni...
Żeby poczucie mojego smutku nie było aż tak duże, opłaciłam wczoraj kilka obiadów w jadłodajni dla ludzi, którzy potrzebują darmowego posiłku. Niech chociaż coś dobrego będzie z tego mandatu.
- Smacznego, proszę Pana, niech Panu smakuje żurek z jajkiem czy też krupnik z wędzonką. Jest mi lżej, że nie będzie Pan dzisiaj głodny.
Wyznaczono mi 14 dni, minęło 5.
Jest to najbardziej niesprawiedliwy mandat, jaki dostałam w życiu.
Zwykle rozumiem, za co mnie ukarano i przyjmuję z godnością, dostrzegając swoją winę.
Ten mandat był skrajnie niesprawiedliwy.
Wystawiła mi go niemiecka drogówka, więc jego kwota jest przykra, nawet na papierze.
Jeszcze bardziej przykra będzie, gdy już odpłynie z mojego konta.
Zatem, jak napisano powyżej:
muszę zapłacić mandat.
I tak już muszę od 5 dni...
Żeby poczucie mojego smutku nie było aż tak duże, opłaciłam wczoraj kilka obiadów w jadłodajni dla ludzi, którzy potrzebują darmowego posiłku. Niech chociaż coś dobrego będzie z tego mandatu.
- Smacznego, proszę Pana, niech Panu smakuje żurek z jajkiem czy też krupnik z wędzonką. Jest mi lżej, że nie będzie Pan dzisiaj głodny.
przykrywek
Na targu staroci można kupić wszystko. Wiedziałam. Ale i tak zaskoczyło mnie, jak dużo jest porcelanowych dzbanuszków bez przykrywek.
Zwłaszcza, że właśnie takie dwa dzbanuszki bez przykrywek chciałam kupić.
Zwłaszcza, że właśnie takie dwa dzbanuszki bez przykrywek chciałam kupić.
czwartek, 6 września 2018
obojętnie
Zrozumiałam, że gdy pytasz mnie, czego się napiję, to nie oczekujesz, że powiem "obojętnie".Chcesz, żebym dokładnie ustaliła ile, czego i jak.
Myślałam, że gdy pozostawiam ci możliwość zdecydowania o mnie, robię ci przysługę.
Teraz wiem, że pokazuję ci, że jest mi wszystko jedno. Obojętnie.
A nie jest.
Nie jest obojętnie.
To straszne słowo.
Postanawiam nie używać go więcej, gdy pytasz.
Obojętnie to można patrzeć jak trawa rośnie u sąsiada. Bardziej zielona.
I wtedy to jest zaleta.
Tylko wtedy.
różnic
Młodsza córka trafiła do zaawansowanej grupy na angielskim.
- Jak się czujesz na angielskim?
- Dobrze.
- Wszystkie dzieci są na podobnym poziomie?
- Tak. Może ci pozostali znają więcej słów niż ja, ale oprócz tego - żadnych różnic.
Żadnych różnic!
Ależ kocham!
- Jak się czujesz na angielskim?
- Dobrze.
- Wszystkie dzieci są na podobnym poziomie?
- Tak. Może ci pozostali znają więcej słów niż ja, ale oprócz tego - żadnych różnic.
Żadnych różnic!
Ależ kocham!
środa, 5 września 2018
tramwajem
- Kalinko, a jak się umówimy ze Stefą?
- Pani Stefa ma do nas bezpośredni tramwaj, mamo. Niech wsiądzie u siebie pod domem w tramwaj numer 1 i jedzie nim aż do końca. My podjedziemy na ten ostatni przystanek samochodem. Tam będziemy na nią czekać.
- Ale gdzie, Kalinko?
- Na ostatnim przystanku.
- Ja nie wiem, Kalinko, gdzie jest ten przystanek.
- Ty, mamo, nie musisz wiedzieć, gdzie on jest, bo ja cię tam dowiozę. Ważne, żeby pani Stefa wysiadła z jedynki na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie to jest? Ja tam nigdy nie byłam.
- To jest, mamo, przystanek najbliższy Twojego domu. Tam odbierzemy panią Stefę.
- A jak on się nazywa?
- On się, mamo, nazywa "ostatni przystanek jedynki". Pani Stefa musi jechać tramwajem przez całe miasto i wysiąść u nas na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie jest ten przystanek, Kalinko? Ja to przecież muszę wiedzieć, jeśli mam tam jechać tramwajem!
- Ty, mamo, nie pojedziesz tam tramwajem, tylko samochodem. Ze mną. To pani Stefa przyjedzie tam tramwajem.
- Kalinko, jak ty to sobie wyobrażasz, że ja dojadę tramwajem na spotkanie ze Stefą, a ty mi nie chcesz powiedzieć, dokąd mam jechać?
(Tu spłynął na Kalinę cud boski, duch święty, budda, jahwe, i święty bóg spaghetti)
- Mamo, znasz adres pani Stefy?
- Naturalnie.
- Powiedz jej, że przyjedziemy po nią do domu.
- Dobrze, Kalinko, już do niej dzwonię.
- Pani Stefa ma do nas bezpośredni tramwaj, mamo. Niech wsiądzie u siebie pod domem w tramwaj numer 1 i jedzie nim aż do końca. My podjedziemy na ten ostatni przystanek samochodem. Tam będziemy na nią czekać.
- Ale gdzie, Kalinko?
- Na ostatnim przystanku.
- Ja nie wiem, Kalinko, gdzie jest ten przystanek.
- Ty, mamo, nie musisz wiedzieć, gdzie on jest, bo ja cię tam dowiozę. Ważne, żeby pani Stefa wysiadła z jedynki na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie to jest? Ja tam nigdy nie byłam.
- To jest, mamo, przystanek najbliższy Twojego domu. Tam odbierzemy panią Stefę.
- A jak on się nazywa?
- On się, mamo, nazywa "ostatni przystanek jedynki". Pani Stefa musi jechać tramwajem przez całe miasto i wysiąść u nas na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie jest ten przystanek, Kalinko? Ja to przecież muszę wiedzieć, jeśli mam tam jechać tramwajem!
- Ty, mamo, nie pojedziesz tam tramwajem, tylko samochodem. Ze mną. To pani Stefa przyjedzie tam tramwajem.
- Kalinko, jak ty to sobie wyobrażasz, że ja dojadę tramwajem na spotkanie ze Stefą, a ty mi nie chcesz powiedzieć, dokąd mam jechać?
(Tu spłynął na Kalinę cud boski, duch święty, budda, jahwe, i święty bóg spaghetti)
- Mamo, znasz adres pani Stefy?
- Naturalnie.
- Powiedz jej, że przyjedziemy po nią do domu.
- Dobrze, Kalinko, już do niej dzwonię.
wtorek, 4 września 2018
zamula
Mam telefon dla niecierpliwych. A dokładniej mówiąc: dla takich, którzy czują, że są niecierpliwi, a chcieliby rozwinąć cierpliwość.
Moja córka nazywa to "zamulaniem" i brzmi to bardzo stosownie.
Mój telefon istotnie zamula.
Działa jak zardzewiały młynek do pieprzu, który zanim zacznie mielić, musi się trochę poobracać w celach nie wiadomo jakich.
Przestałam korzystać z telefonu przy kimś. Nie mówię na przykład: zaraz ci to wyślę. Bo "zaraz" dla mojego telefonu oznacza coś całkiem innego niż dla innych telefonów.
On się musi zastanowić, wygasić na moment, przeanalizować i rozważyć. Nic pospiesznie. Nic pochopnie. Właściwie: jedno wielkie nic.
Powiedziałam dzisiaj mężowi, że chyba powinnam mieć nowy telefon. Wiedział. Kilka dni temu szukał w moim telefonie trasy dojazdowej do jakiegoś miejsca, gdy ja prowadziłam samochód. Zdążyliśmy osiem razy okrążyć kulę ziemską, zanim się doszukał. A ja jeżdżę naprawdę wolno...
Moja córka nazywa to "zamulaniem" i brzmi to bardzo stosownie.
Mój telefon istotnie zamula.
Działa jak zardzewiały młynek do pieprzu, który zanim zacznie mielić, musi się trochę poobracać w celach nie wiadomo jakich.
Przestałam korzystać z telefonu przy kimś. Nie mówię na przykład: zaraz ci to wyślę. Bo "zaraz" dla mojego telefonu oznacza coś całkiem innego niż dla innych telefonów.
On się musi zastanowić, wygasić na moment, przeanalizować i rozważyć. Nic pospiesznie. Nic pochopnie. Właściwie: jedno wielkie nic.
Powiedziałam dzisiaj mężowi, że chyba powinnam mieć nowy telefon. Wiedział. Kilka dni temu szukał w moim telefonie trasy dojazdowej do jakiegoś miejsca, gdy ja prowadziłam samochód. Zdążyliśmy osiem razy okrążyć kulę ziemską, zanim się doszukał. A ja jeżdżę naprawdę wolno...
dzwonki
Kupiłam dzwonki koshi.
Do wyboru cztery tonacje: ogień, woda, ziemia i powietrze.
Natychmiast uznałam, że chcę mieć ogień, ponieważ obserwowanie ognia działa na mnie kojąco (prawdopodobnie w poprzednim wcieleniu byłam podpalaczem), co daje nadzieję, że również słuchanie ognia będzie koiło część mnie, wymagającą ukojenia.
Włączyłam sobie przykładowe dźwięki, wydawane przez koshi. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty fragment. Trzeci był najpiękniejszy. Sprawdziłam - to melodia wygrywana przez wersję ognia. Ha! Jednak!
Kupiłam.
Mam nadzieję, że takie dzwonki nie są przewidziane na określoną liczbę zadźwięczeń. Obawiam się, że wyczerpałabym limit w tydzień...
Do wyboru cztery tonacje: ogień, woda, ziemia i powietrze.
Natychmiast uznałam, że chcę mieć ogień, ponieważ obserwowanie ognia działa na mnie kojąco (prawdopodobnie w poprzednim wcieleniu byłam podpalaczem), co daje nadzieję, że również słuchanie ognia będzie koiło część mnie, wymagającą ukojenia.
Włączyłam sobie przykładowe dźwięki, wydawane przez koshi. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty fragment. Trzeci był najpiękniejszy. Sprawdziłam - to melodia wygrywana przez wersję ognia. Ha! Jednak!
Kupiłam.
Mam nadzieję, że takie dzwonki nie są przewidziane na określoną liczbę zadźwięczeń. Obawiam się, że wyczerpałabym limit w tydzień...
poniedziałek, 3 września 2018
pejsami
![]() |
Gdy dowiedziałam się, że numerologiczna wartość hebrajskiego słowa określającego pejsy odpowiada numerologicznej wartości słowa określającego bóstwo, zaniemówiłam.
Gdy dowiedziałam się, że w każdym pejsie musi być minimum 40 włosów, bo to oznacza 40 czegoś równie dziwnego co ta numerologia, przestałam czytać.
Miałam nadzieję, że to jakiś zwykły symbol. Że na przykład jakiś prorok spadał w przepaść i zahaczył się pejsem o wystającą gałąź i dzięki temu nie zginął w morskiej otchłani i na pamiątkę tego wydarzenia żydowscy mężczyźni noszą dzisiaj pejsy.
Jak żyć?
;-)
niedziela, 2 września 2018
zawsze
Utknęliśmy w korku na autostradzie.
Dzięki temu mogliśmy się przekonać, że zawsze, ale to zawsze należy mieć w bagażniku papierową torbę z jabłkami, którą zapomniało się wyjąć z samochodu przed wyjazdem.
Dzięki temu mogliśmy się przekonać, że zawsze, ale to zawsze należy mieć w bagażniku papierową torbę z jabłkami, którą zapomniało się wyjąć z samochodu przed wyjazdem.
normalne
Pani w tramwaju sprzedaje nam bilety. Cztery normalne. Patrzy na mojego męża i na mnie, po czym przygląda się innym pasażerom.
- Państwo wsiadaliście z dziećmi, prawda?
- Tak.
- A gdzie są te dzieci?
- Zniknęły gdzieś w głębi tramwaju. Czy powinny do pani podejść?
- Nie. Zastanawiam się tylko, dlaczego kupujecie cztery normalne bilety, skoro podróżujecie z dwójką dzieci.
- Bo nasze dzieci przekroczyły już wiek, w którym człowiekowi przysługuje bilet ulgowy. Są za stare.
- A ile mają lat?
Padła odpowiedź.
- A, to przepraszam. Faktycznie, za stare. Cztery normalne dla państwa.
Odebraliśmy bilety. Wielki uśmiech dostaliśmy gratis.
- Państwo wsiadaliście z dziećmi, prawda?
- Tak.
- A gdzie są te dzieci?
- Zniknęły gdzieś w głębi tramwaju. Czy powinny do pani podejść?
- Nie. Zastanawiam się tylko, dlaczego kupujecie cztery normalne bilety, skoro podróżujecie z dwójką dzieci.
- Bo nasze dzieci przekroczyły już wiek, w którym człowiekowi przysługuje bilet ulgowy. Są za stare.
- A ile mają lat?
Padła odpowiedź.
- A, to przepraszam. Faktycznie, za stare. Cztery normalne dla państwa.
Odebraliśmy bilety. Wielki uśmiech dostaliśmy gratis.
sobota, 1 września 2018
świat
Podobno ZUS ściga osoby, posługujące się lewymi zwolnieniami lekarskimi. Śledztwa prowadzone są na facebooku i instagramie. Sprawdzają, czy podczas trwania zwolnienia chory nie zamieścił zdjęć z Cypru, Wysp Kanaryjskich albo Antyli, dodatkowo okraszając je tzw lokalizacją.
Kurcze blade, jaki ten świat jest skomplikowany...
Kurcze blade, jaki ten świat jest skomplikowany...
niedziela, 19 sierpnia 2018
umów
Dostaję do podpisu sporo umów o dzieło. Różnych. Czytam je.Wszystkie umowy skonstruowane są tak, że chronią wyłącznie prawa zamawiającego, czyli nie moje.
Dziś przeczytałam w propozycji umowy, że jestem zobowiązana przekazać zamawiającemu na własność wszelkie materiały, z których będę korzystać przy tworzeniu dzieła. Ale że długopis? Mój umysł? Brudnopis? Wielką Encyklopedię Powszechną? A co z kawą???
piątek, 17 sierpnia 2018
wtorek, 14 sierpnia 2018
poniedziałek, 13 sierpnia 2018
zsynchronizowany
Reklamy w radio samochodowym powinny być zakazane. Gdy tylko się pojawiają, zaczynam przełączać stacje, a przecież każdy wie, że gdy kierowca skupiony jest na przełączaniu stacji, to nie skupia się na innych sprawach. Czyli uważność kierowców spada co kilkanaście minut, podejrzewam, że w sposób zsynchronizowany, ponieważ zauważyłam, że gdy przełączam się z jakiejś stacji z powodu reklamy, na innych stacjach też są wtedy reklamy. Czyli to nie ma znaczenia, jakiej stacji słucha kierowca, co kilkanaście minut, w tym samym czasie co wszyscy inni kierowcy, staje się niebezpieczny dla otoczenia.
To był wstęp, a teraz sens:
Dzisiejsza przygoda radiowa:
Muzyczka śliczna kończy się i zaczyna się reklama:
Skuteczny syrop (Kalina wyciąga palec i pstryk, przełącza się na inną stację) na suchość pochwy (dokończyła inna reklama).
Nosz kurna chata, jestem kobietą i dostaję od tego gęsiej skórki, ale gdybym była mężczyzną, to bym chyba dostała jeszcze większej...
To był wstęp, a teraz sens:
Dzisiejsza przygoda radiowa:
Muzyczka śliczna kończy się i zaczyna się reklama:
Skuteczny syrop (Kalina wyciąga palec i pstryk, przełącza się na inną stację) na suchość pochwy (dokończyła inna reklama).
Nosz kurna chata, jestem kobietą i dostaję od tego gęsiej skórki, ale gdybym była mężczyzną, to bym chyba dostała jeszcze większej...
siuup!
Obserwuję, które rzeczy mnie unieszczęśliwiają i te wyrzucam.
Wielki worek na śmieci i fiuuu!
Co za radość! Sprzęty kuchenne, których nigdy nie używam, bo kuchnia nie jest moim żywiołem. Prostownica do włosów, suszarka robiąca loki - siuup! Nie ma! I tak nie używam, a tylko patrzenie na nie powiększało mi szparę w duszy.
Eleganckie buty na wysokich obcasach - hej hop! i nie ma. Nie ma też myślenia, że czasem wypada. Już nie wypada. Nie ma.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie unieszczęśliwia. To facebook. Starsza córka mówi, że mogę założyć coś, co jest stroną zawodową, a zlikwidować prywatną i wtedy będzie więcej szczęścia. Dojrzewam. Wielki worek już czeka, żeby tego całego facebooka siuuu! wyrzucić ze mnie i zostawić miejsce, które natychmiast zarośnie lepszymi sprawami.
Wielki worek na śmieci i fiuuu!
Co za radość! Sprzęty kuchenne, których nigdy nie używam, bo kuchnia nie jest moim żywiołem. Prostownica do włosów, suszarka robiąca loki - siuup! Nie ma! I tak nie używam, a tylko patrzenie na nie powiększało mi szparę w duszy.
Eleganckie buty na wysokich obcasach - hej hop! i nie ma. Nie ma też myślenia, że czasem wypada. Już nie wypada. Nie ma.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie unieszczęśliwia. To facebook. Starsza córka mówi, że mogę założyć coś, co jest stroną zawodową, a zlikwidować prywatną i wtedy będzie więcej szczęścia. Dojrzewam. Wielki worek już czeka, żeby tego całego facebooka siuuu! wyrzucić ze mnie i zostawić miejsce, które natychmiast zarośnie lepszymi sprawami.
niedziela, 12 sierpnia 2018
grób
sobota, 11 sierpnia 2018
piątek, 10 sierpnia 2018
ulewa
A co, jeśli ulewa omija działkę mamy Kaliny?
Jeśli leje wszędzie dookoła, a u mamy nic? Zero?
A przecież mama stoi w oknie i słyszy w okolicy burze i czeka na te krople jak nie wiem co!
Ładnie to tak?! Gdzie honor?! Gdzie odpowiedzialność?!
I wreszcie gdzie zrozumienie dla Kaliny, która od miesiąca bierze na klatę odpowiedzialność za brak deszczu na działce...?
No bo ktoś musi być winny, c'nie?
Jeśli leje wszędzie dookoła, a u mamy nic? Zero?
A przecież mama stoi w oknie i słyszy w okolicy burze i czeka na te krople jak nie wiem co!
Ładnie to tak?! Gdzie honor?! Gdzie odpowiedzialność?!
I wreszcie gdzie zrozumienie dla Kaliny, która od miesiąca bierze na klatę odpowiedzialność za brak deszczu na działce...?
No bo ktoś musi być winny, c'nie?
wybryk
czwartek, 9 sierpnia 2018
płynów
Musiałam wykonać pewną pracę w pełnym słońcu.
Nie sądziłam, że będę musiała i wcale nie spodziewałam się pełnego słońca.
Pracowałam około pół godziny.
Po tym czasie dokonałam zakupu płynów w sklepie, wróciłam do domu i już wspinając się po schodach poczułam coś. Dziwne, miękkie, rozdygotane coś. Umiejscowione wyraźnie pomiędzy uszami a palcami u stóp. Czyli wszędzie, gdzie tylko można poczuć drżenie, lekkie wstrząsy i zawirowania. Weszłam do domu, ostatkiem sił odkręciłam butelkę i wypiłam cały litr. Przez chwilę stałam oparta plecami o chłodne lustro, a moje ciało nie wiedziało, co począć z tak gwałtownie dostarczoną spora dawką wody pitnej. Tylko przez chwilę. Zanim odlepiłam plecy od lustra, zorientowałam się, że cały litr wypłynął ze mnie przez skórę. Byłam mokrusieńka. Od wspomnianych wcześniej uszu aż po palce u stóp oblana byłam cieczą, która jeszcze kilka minut wcześniej znajdowała się w butelce.
Czyli jednak ciało ludzkie jest nieszczelne...!
Nie sądziłam, że będę musiała i wcale nie spodziewałam się pełnego słońca.
Pracowałam około pół godziny.
Po tym czasie dokonałam zakupu płynów w sklepie, wróciłam do domu i już wspinając się po schodach poczułam coś. Dziwne, miękkie, rozdygotane coś. Umiejscowione wyraźnie pomiędzy uszami a palcami u stóp. Czyli wszędzie, gdzie tylko można poczuć drżenie, lekkie wstrząsy i zawirowania. Weszłam do domu, ostatkiem sił odkręciłam butelkę i wypiłam cały litr. Przez chwilę stałam oparta plecami o chłodne lustro, a moje ciało nie wiedziało, co począć z tak gwałtownie dostarczoną spora dawką wody pitnej. Tylko przez chwilę. Zanim odlepiłam plecy od lustra, zorientowałam się, że cały litr wypłynął ze mnie przez skórę. Byłam mokrusieńka. Od wspomnianych wcześniej uszu aż po palce u stóp oblana byłam cieczą, która jeszcze kilka minut wcześniej znajdowała się w butelce.
Czyli jednak ciało ludzkie jest nieszczelne...!
środa, 1 sierpnia 2018
wbicie
Lubię wyrażać się precyzyjnie o owadach. Nie mówię "żuk" na każdego chrząszcza, odróżniam osę od pszczoły, nie mówię "stonoga" na wija i nie mylę trzmiela z bąkiem.
Lubię również właściwie nazywać atak zwierzęcia na moje powłoki cielesne: osy żądlą, chrząszcze gryzą. Ale co robią komary?
Jak fachowo nazywa się wbicie w skórę ostrego narzędzia i wypompowanie odrobiny krwi?
Lubię również właściwie nazywać atak zwierzęcia na moje powłoki cielesne: osy żądlą, chrząszcze gryzą. Ale co robią komary?
Jak fachowo nazywa się wbicie w skórę ostrego narzędzia i wypompowanie odrobiny krwi?
wtorek, 31 lipca 2018
zamkniętych
- Mamo, a co tu taki skwar? Dlaczego ty siedzisz przy zamkniętych wszystkich oknach? Dlaczego nie włączasz wentylatora? Przecież tu nie ma powietrza! - powiedziała Kalina, która pierwszy raz w życiu, po wejściu do mieszkania mamy, zlała się potem tak bardzo, że musiała wycierać krople z czoła. A przecież w ośrodku termoodczuwania w mózgu Kaliny nie ma na skali punktu "za gorąco".
- Nie otwieram, Kalinko, okien podczas upałów, bo na dworze jest cieplej niż w domu. I nie chcę żeby się tu nagrzało. A wentylatora nie włączam, bo to jest urządzenie elektryczne i ono emituje pewną ilość ciepła, pracując. I nie chcę, żeby mi się tu nagrzało.
- Mamo, ty mi nawet nie mów takich rzeczy! Natychmiast otwieramy wszystkie okna, ustawiamy wentylator tyłem do balkonu i włączamy! No i co? Prawda, że od razy lepiej?
- Tak, Kalinko. Oczywiście. Przy otwartych oknach i włączonym wentylatorze jest o wiele lepiej. Przecież to każdy wie. Dlatego ja cały czas latem mam otwarte wszystkie okna i włączony wentylator. I co chwilę sprawdzam, czy się silnik nie nagrzewa.
- Auuuuuu - zawyła w duchu Kalina.
- Nie otwieram, Kalinko, okien podczas upałów, bo na dworze jest cieplej niż w domu. I nie chcę żeby się tu nagrzało. A wentylatora nie włączam, bo to jest urządzenie elektryczne i ono emituje pewną ilość ciepła, pracując. I nie chcę, żeby mi się tu nagrzało.
- Mamo, ty mi nawet nie mów takich rzeczy! Natychmiast otwieramy wszystkie okna, ustawiamy wentylator tyłem do balkonu i włączamy! No i co? Prawda, że od razy lepiej?
- Tak, Kalinko. Oczywiście. Przy otwartych oknach i włączonym wentylatorze jest o wiele lepiej. Przecież to każdy wie. Dlatego ja cały czas latem mam otwarte wszystkie okna i włączony wentylator. I co chwilę sprawdzam, czy się silnik nie nagrzewa.
- Auuuuuu - zawyła w duchu Kalina.
niedziela, 15 lipca 2018
dobrze
- Halo, Kalinko? I jak tam u Was? Co u najstarszej córki?
- Jest już lepiej, mamo. Gorączka już jej minęła, nawet wstaje z łóżka, tylko ja się teraz pochoro…
- A jak tam u młodszej córki, Kalinko?
- Odsypia, zadowolona. Tylko ja, mamo, leżę chora, bo...
- A jak tam twój mąż, Kalinko?
- Świetnie. Szaleje jak zwykle. Tylko ja, mamo, ledwo żyję, bo...
- To wspaniale, Kalinko, że wszystko u was dobrze. To do usłyszenia. Zadzwonię jutro. Pa!
- Jest już lepiej, mamo. Gorączka już jej minęła, nawet wstaje z łóżka, tylko ja się teraz pochoro…
- A jak tam u młodszej córki, Kalinko?
- Odsypia, zadowolona. Tylko ja, mamo, leżę chora, bo...
- A jak tam twój mąż, Kalinko?
- Świetnie. Szaleje jak zwykle. Tylko ja, mamo, ledwo żyję, bo...
- To wspaniale, Kalinko, że wszystko u was dobrze. To do usłyszenia. Zadzwonię jutro. Pa!
wtorek, 3 lipca 2018
nakrętkę
Wróciłam do samochodu po kilku godzinach, zmęczona i bardzo spragniona. Samochód stał w pełnym słońcu, temperatura w środku zbliżała się do poziomu imponującego.
Usiadłam za kierownicą i zauważyłam, że na siedzeniu obok leży butelka z "napojem typu cola", którą zostawiłam, wysiadając rano.
- Hurra! - pomyślał mój ośrodek pragnienia w mózgu i zmusił obie dłonie, by odkręciły nakrętkę. Przystawiłam butelkę do ust i wypiłam kilka, no może nawet kilkanaście, potężnych łyków. Tak potężnych, że zabrakło mi tchu. I wtedy stało się najgorsze. Dotarło do mnie, jak dziwnie smakuje "napój typu cola" podgrzany do temperatury około 60 stopni, zawierający resztkę gazu...
Coś jak herbata z tabletką musującą bezsmakowego Calcium.
Jak woda po praniu końskiej derki, wymieszana z jednym bąblnięciem gejzera.
Jak ciecz z pojemnika na bioodpady, wzmocniona trzema psiknięciami spleśniałego offa w sprayu.
Jak wywar z rozkładającego się kreta, który tuż przed śmiercią nałykał się dwutlenku węgla.
Jak gorący syrop przeciwkaszlowy z mojego dzieciństwa, po którym natychmiast mijał kaszel, za to pojawiały się torsje.
Gdyby ktoś chciał spróbować, podaję domowy przepis: wlać colę do czajnika, podgrzać, wstrząsnąć, wypić, nie marudzić.
Usiadłam za kierownicą i zauważyłam, że na siedzeniu obok leży butelka z "napojem typu cola", którą zostawiłam, wysiadając rano.
- Hurra! - pomyślał mój ośrodek pragnienia w mózgu i zmusił obie dłonie, by odkręciły nakrętkę. Przystawiłam butelkę do ust i wypiłam kilka, no może nawet kilkanaście, potężnych łyków. Tak potężnych, że zabrakło mi tchu. I wtedy stało się najgorsze. Dotarło do mnie, jak dziwnie smakuje "napój typu cola" podgrzany do temperatury około 60 stopni, zawierający resztkę gazu...
Coś jak herbata z tabletką musującą bezsmakowego Calcium.
Jak woda po praniu końskiej derki, wymieszana z jednym bąblnięciem gejzera.
Jak ciecz z pojemnika na bioodpady, wzmocniona trzema psiknięciami spleśniałego offa w sprayu.
Jak wywar z rozkładającego się kreta, który tuż przed śmiercią nałykał się dwutlenku węgla.
Jak gorący syrop przeciwkaszlowy z mojego dzieciństwa, po którym natychmiast mijał kaszel, za to pojawiały się torsje.
Gdyby ktoś chciał spróbować, podaję domowy przepis: wlać colę do czajnika, podgrzać, wstrząsnąć, wypić, nie marudzić.
poniedziałek, 2 lipca 2018
składaniem
- Mamo, dziadek zadzwonił do taty, że kupił tę samą półkę co my i nie może sobie poradzić ze składaniem. Tata pojechał mu pomóc.- To super. A czym się martwisz?
- To jest ta półka, przy której tata po godzinie musiał wyjść na spacer, żeby się uspokoić. A my same dokończyłyśmy składanie, pamiętasz?
- Oj...
- No właśnie. I babcia przysłała mi smsa z pytaniem, jak to się u nas skończyło, bo tata i dziadek już ze sobą nie rozmawiają...
;-)
piątek, 29 czerwca 2018
wykryły
Satelity poruszające się bezustannie nad naszymi głowami wykryły na terytorium północno-wschodnich Indii wielkie plamy czerwonego koloru. Naprawdę wielkie.
Podejrzewano skażenie chemiczne, ale okazało się, że plamy pojawiają się w ciągu kilku dni, a po jakimś czasie stopniowo znikają, począwszy od brzegu, aż do środka.
Wnikliwe analizy wykazały, że plamy znajdują się na terenie pustynnym.
Satelity wytężyły swe oko i odkryły, że czerwone plamy obejmują ogromne połacie pustyni, na których suszy się papryczki chilli.
Świeże papryczki są rozkładane na gigantycznych powierzchniach, pokornie schną w świetle rozżarzonego pustynnego słońca i w formie bezwodnej trafiają do kuchni rozkochanych w kulinariach Hindusów.
Satelity, skażenie, analizy, naukowcy. Nie śmiejmy się.
A to już nie można dla siebie i kilku milionów sąsiadów papryczki suszyć?
;-)
Podejrzewano skażenie chemiczne, ale okazało się, że plamy pojawiają się w ciągu kilku dni, a po jakimś czasie stopniowo znikają, począwszy od brzegu, aż do środka.
Wnikliwe analizy wykazały, że plamy znajdują się na terenie pustynnym.
Satelity wytężyły swe oko i odkryły, że czerwone plamy obejmują ogromne połacie pustyni, na których suszy się papryczki chilli.
Świeże papryczki są rozkładane na gigantycznych powierzchniach, pokornie schną w świetle rozżarzonego pustynnego słońca i w formie bezwodnej trafiają do kuchni rozkochanych w kulinariach Hindusów.
Satelity, skażenie, analizy, naukowcy. Nie śmiejmy się.
A to już nie można dla siebie i kilku milionów sąsiadów papryczki suszyć?
;-)
środa, 27 czerwca 2018
pokręceniem
W każdym pomieszczeniu w domu jest inny czas. Podczas gdy w sypialni zegarek pokazuje 15.45, w kuchni na kuchence jest już 17.20, a w salonie coś około 20.20.
Niby nic. Człowiek powinien wiedzieć, że zegary wskazują różne godziny. Ale niestety, człowiek nie wie. I za każdym razem, gdy człowiek patrzy na zegar, przestawia zegar w swojej głowie na tę godzinę, którą akurat widzi.
I tak np. człowiek robi obiad, zerka na zegar na kuchence i myśli "jaciękręcę, jak już późno". Przyspiesza sytuację obiadową, wychodzi na moment do salonu, siada na fotelu z książką, czyta przez moment, spogląda na zegar i myśli "jesoo, zagapiłam się i minęły aż 3 godziny...". Zdezorientowany wchodzi do sypialni, rzuca zmęczonym okiem na zegar przy łóżku i widzi, że jest dość wczesne popołudnie...
Kompletne pomieszanie. Z pokręceniem.
I tak kolejny dzień.
A wszystko dlatego, że w poniedziałek wyłączono u nas prąd i po jego włączeniu zegarki rozpoczęły swoją działalność od różnych godzin. Nieprawdziwych.
Z utęsknieniem czekamy na powrót drugiego człowieka, który umie nastawiać zegary. Wróci w czwartek, ale za ile to będzie godzin - któż to wie...
Niby nic. Człowiek powinien wiedzieć, że zegary wskazują różne godziny. Ale niestety, człowiek nie wie. I za każdym razem, gdy człowiek patrzy na zegar, przestawia zegar w swojej głowie na tę godzinę, którą akurat widzi.
I tak np. człowiek robi obiad, zerka na zegar na kuchence i myśli "jaciękręcę, jak już późno". Przyspiesza sytuację obiadową, wychodzi na moment do salonu, siada na fotelu z książką, czyta przez moment, spogląda na zegar i myśli "jesoo, zagapiłam się i minęły aż 3 godziny...". Zdezorientowany wchodzi do sypialni, rzuca zmęczonym okiem na zegar przy łóżku i widzi, że jest dość wczesne popołudnie...
Kompletne pomieszanie. Z pokręceniem.
I tak kolejny dzień.
A wszystko dlatego, że w poniedziałek wyłączono u nas prąd i po jego włączeniu zegarki rozpoczęły swoją działalność od różnych godzin. Nieprawdziwych.
Z utęsknieniem czekamy na powrót drugiego człowieka, który umie nastawiać zegary. Wróci w czwartek, ale za ile to będzie godzin - któż to wie...
niedziela, 24 czerwca 2018
wirtualnym
Dzielenie świata na realny i wirtualny jest bezcelowe.
Poznałam w realu kolejną osobę, która przez lata istniała w moim wirtualnym świecie i, słowo honoru, jest prawdziwa! I to jak prawdziwa!
Mam nadzieję, że ta zasada działa w dwie strony,
czyli, że niektóre osoby z mojego realnego świata uda mi się przenieść do wirtualnego i wówczas okaże się, że przestaną istnieć w mojej rzeczywistości.
Mam już nawet przygotowaną specjalną listę.
;-)
Poznałam w realu kolejną osobę, która przez lata istniała w moim wirtualnym świecie i, słowo honoru, jest prawdziwa! I to jak prawdziwa!
Mam nadzieję, że ta zasada działa w dwie strony,
czyli, że niektóre osoby z mojego realnego świata uda mi się przenieść do wirtualnego i wówczas okaże się, że przestaną istnieć w mojej rzeczywistości.
Mam już nawet przygotowaną specjalną listę.
;-)
czwartek, 21 czerwca 2018
abonament
Głos donośny, ton podniosły:
- Halo, Kalinko? Czy ty wiesz, że ja dostałam właśnie informację z Timobilę, że mogę mieć abonament za 19 zł? I wszystko za darmo? I nie muszę kupować telefonu? A ja teraz płacę 49 zł! Tyle pieniędzy i za co!? Przecież ja wcale nie korzystam! To jest jakieś złodziejstwo!
- Mamo, może zadzwonisz do mojej siostry i z nią ustalisz szczegóły? Ona ci na pewno doradzi, co zrobić. Tylko bardzo cię proszę, ustal z nią, że to ona musi doprowadzić sprawę do końca.
- Do jakiego końca, Kalinko?
- Jak już ustalicie, że masz zmieniać abonament, to moja siostra pojedzie z tobą do biura, wszystko załatwi i będzie pilnować. I odbierze umowy, i z tobą je potem podpisze, i ewentualnie będzie je odsyłać. Dobrze?
- Kalinko, ale przecież ona teraz wyjeżdża!
- Oj, to nie może zmienić ci abonamentu?
- No nie.
- A, to wielka szkoda.
- Ale to nic! Przecież wszystko jest w porządku z tym abonamentem, który teraz mam. Po co zmieniać? A co u ciebie?
Melisę! Królestwo za melisę!
- Halo, Kalinko? Czy ty wiesz, że ja dostałam właśnie informację z Timobilę, że mogę mieć abonament za 19 zł? I wszystko za darmo? I nie muszę kupować telefonu? A ja teraz płacę 49 zł! Tyle pieniędzy i za co!? Przecież ja wcale nie korzystam! To jest jakieś złodziejstwo!
- Mamo, może zadzwonisz do mojej siostry i z nią ustalisz szczegóły? Ona ci na pewno doradzi, co zrobić. Tylko bardzo cię proszę, ustal z nią, że to ona musi doprowadzić sprawę do końca.
- Do jakiego końca, Kalinko?
- Jak już ustalicie, że masz zmieniać abonament, to moja siostra pojedzie z tobą do biura, wszystko załatwi i będzie pilnować. I odbierze umowy, i z tobą je potem podpisze, i ewentualnie będzie je odsyłać. Dobrze?
- Kalinko, ale przecież ona teraz wyjeżdża!
- Oj, to nie może zmienić ci abonamentu?
- No nie.
- A, to wielka szkoda.
- Ale to nic! Przecież wszystko jest w porządku z tym abonamentem, który teraz mam. Po co zmieniać? A co u ciebie?
Melisę! Królestwo za melisę!
środa, 20 czerwca 2018
polskiego
Wracałam do domu podczas meczu polskiej reprezentacji.
Jeszcze nigdy nie jechałam tak pustymi drogami. Na odcinku 30 km wyprzedziłam trzy samochody, z przeciwnej strony nie jechał nikt.
W pewnym momencie na drogach pojawiło się całkiem sporo samochodów. Wyrosły jak grzyby po deszczu, chociaż to nie był koniec meczu. Spojrzałam na zegarek. Po powrocie do domu sprawdziłam chronologię meczu. Był to moment, gdy Polacy stracili drugą bramkę. Część ludzi przestała oglądać mecz.
Niewierni Tomasze polskiego sportu zapchali mi ostatni odcinek drogi. Taka prawda.
Jeszcze nigdy nie jechałam tak pustymi drogami. Na odcinku 30 km wyprzedziłam trzy samochody, z przeciwnej strony nie jechał nikt.
W pewnym momencie na drogach pojawiło się całkiem sporo samochodów. Wyrosły jak grzyby po deszczu, chociaż to nie był koniec meczu. Spojrzałam na zegarek. Po powrocie do domu sprawdziłam chronologię meczu. Był to moment, gdy Polacy stracili drugą bramkę. Część ludzi przestała oglądać mecz.
Niewierni Tomasze polskiego sportu zapchali mi ostatni odcinek drogi. Taka prawda.
niedziela, 10 czerwca 2018
cynii
Starsza córka zorganizowała dwudniowe urodziny w cudownym,maleńkim leśnym domku.
Kąpali się w rzeczach w jeziorze, siedzieli do rana na trawie, spali (niezbyt długo...) w siedmioro na dwuosobowym łóżku, walczyli z zepsutym bojlerem, robili sobie śmieszne zdjęcia o wschodzie słońca i pilnowali, żeby nikt nie podeptał cynii, które z miłością uprawia pan dziadek.
No coś pięknego!
Kąpali się w rzeczach w jeziorze, siedzieli do rana na trawie, spali (niezbyt długo...) w siedmioro na dwuosobowym łóżku, walczyli z zepsutym bojlerem, robili sobie śmieszne zdjęcia o wschodzie słońca i pilnowali, żeby nikt nie podeptał cynii, które z miłością uprawia pan dziadek.
No coś pięknego!
czwartek, 7 czerwca 2018
pozory
Ten porządek to tylko pozory. W rzeczywistości za fasadą wszystko jest poprzestawiane i pomieszane.
Poczucie winy miesza się ze zmęczeniem i brakiem pewności siebie, a smutek plącze się z brakiem motywacji i energii.
Jeśli naturalnie brak czegoś może się mieszać lub plątać.
Może.
W końcu to moja fasada i moje poprzestawianie.
Poczucie winy miesza się ze zmęczeniem i brakiem pewności siebie, a smutek plącze się z brakiem motywacji i energii.
Jeśli naturalnie brak czegoś może się mieszać lub plątać.
Może.
W końcu to moja fasada i moje poprzestawianie.
przesyłkę
Trzeci dzień walczę z inpostem o moją przesyłkę.
Gdyby w niej była sadzonka sekwoi, wyschłaby z braku wody.
Gdyby w niej była kiełbasa śląska wyborowa, zepsułaby się w takie upały.
Gdyby w niej były najdroższe perfumy świata, wykonane z ostatniego oddechu dronta dodo, zmacerowałyby się w tej temperaturze.
Gdyby to była bomba, zdążyłaby wybuchnąć.
A tak ja zaraz wybuchnę...
Gdyby w niej była sadzonka sekwoi, wyschłaby z braku wody.
Gdyby w niej była kiełbasa śląska wyborowa, zepsułaby się w takie upały.
Gdyby w niej były najdroższe perfumy świata, wykonane z ostatniego oddechu dronta dodo, zmacerowałyby się w tej temperaturze.
Gdyby to była bomba, zdążyłaby wybuchnąć.
A tak ja zaraz wybuchnę...
środa, 6 czerwca 2018
świeci
Na podłodze widzę linię światła, rozszczepioną w tęczę. Jest wcześnie. Słońce nie zagląda teraz do moich okien, więc zaczynam obserwować drogę, jaką pokonało, wślizgując się na podłogę.
Świeci nieomal od północnej strony budynku - to ten moment w roku, gdy wschodzi najdalej. Zatem wschodzi prawie od północnej strony, przeciska się między domami, odbija od okien sąsiadów, mieszkających 200 metrów na południe od mojego domu, po odbiciu bierze rozpęd w stronę moich uchylonych, południowych drzwi balkonowych, odbija się od nich zmieniając kąt i w postaci tęczy ląduje na podłodze długą, cienką smugą. W tej formie dociera do północnego okna. Na przestrzał. Jakby chciało sprawdzić, skąd przyszło.
Woda, ogień, powietrze i ziemia. Światło jest piątym żywiołem, co udowodniono powyżej.
Świeci nieomal od północnej strony budynku - to ten moment w roku, gdy wschodzi najdalej. Zatem wschodzi prawie od północnej strony, przeciska się między domami, odbija od okien sąsiadów, mieszkających 200 metrów na południe od mojego domu, po odbiciu bierze rozpęd w stronę moich uchylonych, południowych drzwi balkonowych, odbija się od nich zmieniając kąt i w postaci tęczy ląduje na podłodze długą, cienką smugą. W tej formie dociera do północnego okna. Na przestrzał. Jakby chciało sprawdzić, skąd przyszło.
Woda, ogień, powietrze i ziemia. Światło jest piątym żywiołem, co udowodniono powyżej.
poniedziałek, 4 czerwca 2018
kolejce
Rejestracja w przychodni. Dwa okienka, tłum ludzi. Wszyscy razem, w jednej kolejce, jak za starych dobrych czasów: do pobrania krwi, do zmierzenia ciśnienia, do psychiatry, pediatry i lekarza rodzinnego. Z kleszczem w nodze, bólem głowy i wysypką na pośladku. Wszyscy czekają w stanie silnego pobudzenia emocjonalnego - poniedziałek po długim weekendzie, a każdy wie, że spieszy mu się najbardziej.
Przychodzi pani w ciąży i jest obsługiwana poza kolejnością.
Po kilku minutach pojawia się kolejna.
Przy trzeciej i czwartej pani w ciąży niektórzy kolejkowicze zaczynają się uśmiechać pod nosem. Kumulacja.
Niektórzy planują z tej okazji zagrać w Lotto, inni przypominają sobie, że nie kupili prezerwatyw.
Gdy weszła do rejestracji piąta pani w ciąży, jeden z kolejkowiczów nie wytrzymał. Złożył starannie gazetę, poprawił okulary, strzepnął pyłek z krawata i podszedł do okienka:
- Czy to jest normalne że kobiety w ciąży są obsługiwane poza kolejnością? - spytał teatralnym szeptem.
- Naturalnie. Proszę spojrzeć na tablicę ogłoszeń. Kobiety w ciąży bez kolejki.
- A czy może mi pani powiedzieć, czy to wszędzie tak jest, że one sobie przychodzą kiedy chcą i nie czekają w kolejce?
- Mam nadzieję, że tak, proszę pana. One to mają zagwarantowane w konstytucji.
Ten pan z całą pewnością nie urodził się w sposób naturalny, tylko pewnego dnia obcy zrzucili go ze swojego statku, przelatując dość nisko nad miastem.
Przychodzi pani w ciąży i jest obsługiwana poza kolejnością.
Po kilku minutach pojawia się kolejna.
Przy trzeciej i czwartej pani w ciąży niektórzy kolejkowicze zaczynają się uśmiechać pod nosem. Kumulacja.
Niektórzy planują z tej okazji zagrać w Lotto, inni przypominają sobie, że nie kupili prezerwatyw.
Gdy weszła do rejestracji piąta pani w ciąży, jeden z kolejkowiczów nie wytrzymał. Złożył starannie gazetę, poprawił okulary, strzepnął pyłek z krawata i podszedł do okienka:
- Czy to jest normalne że kobiety w ciąży są obsługiwane poza kolejnością? - spytał teatralnym szeptem.
- Naturalnie. Proszę spojrzeć na tablicę ogłoszeń. Kobiety w ciąży bez kolejki.
- A czy może mi pani powiedzieć, czy to wszędzie tak jest, że one sobie przychodzą kiedy chcą i nie czekają w kolejce?
- Mam nadzieję, że tak, proszę pana. One to mają zagwarantowane w konstytucji.
Ten pan z całą pewnością nie urodził się w sposób naturalny, tylko pewnego dnia obcy zrzucili go ze swojego statku, przelatując dość nisko nad miastem.
niedziela, 3 czerwca 2018
odhaczamy
Duch czasu powiedział do mnie: "Kalino, jestem! Skończ z niechęcią. Weź głęboko powietrze w płuca, poczuj jak wypełnia cię całą i zdobądź się wreszcie".
No i się zdobyłam. I zainstalowałam dwie aplikacje na telefon.
Jedna służy do planowania tego, co należy zrobić. Niby jest to powielanie kalendarza, notesu, kartek na lodówce, alarmów w telefonie i innych takich, ale w końcu nie dlatego piszę, że spodziewam się słów krytyki. Raczej oczekuję ła-zachwytów. Zaczęłam wpisywać w planer rzeczy do zrobienia. Największą radość mam naturalnie z odhaczania tego, co już zrobiłam. Toteż wpisuję rzeczy do zrobienia w sposób przemyślany - nie chcę mieć przecież pół kilograma zaległych spraw "do zrobienia" w telefonie. Najważniejsze jest dobre samopoczucie, a takie właśnie pojawia się podczas odhaczania.
Druga aplikacja to lista zakupów. Robię ją w domu. Udostępniam ją mężowi i córkom (już umiem!). Oni dopisują, co uważają za potrzebne. A potem to z nas, które nieopatrznie znajduje się w sklepie, kupuje wszystko co trzeba, odhaczając wszystkie produkty, które już są w koszyku. Ponieważ od jakiegoś czasu jestem wszędzie wożona przez młodego kierowcę (młodą kierowniczkę...), przeważnie lądujemy w sklepie we dwie. Wtedy każda szuka czego innego, odhaczamy niezależnie na swoich telefonach, lista topnieje i wszystko jest cudowne.
Jest tylko jedna rzecz, która mnie zastanawia.
Otóż dostałam niedawno informację od aplikacji zakupowej, że zakupy wszystkich użytkowników są uśredniane i z tego robione są listy podręczne najczęściej kupowanych produktów. Z których to list ja naturalnie nie korzystam, bo nie chcę/nie umiem. Niby nic. Wszystko na świecie jest uśredniane. Ale ja wprowadziłam pewną modyfikację mojej listy zakupowej i oprócz listy o nazwie "teraz", która jest naszym aktualnym spisem rzeczy do kupienia, stworzyłam sobie listę "praca".
Ponieważ moja praca składa się z okresów długich wyjazdów i okresów pobytów domowych, ciągle zapominałam, co należy zabrać na wyjazd, zwłaszcza że na wyjazd pakuję się zawsze będąc w domu, a to nie sprzyja wymyślaniu, co będzie potrzebne poza domem. Dlatego wszystkie rzeczy, które muszę mieć przy sobie jeżdżąc po Polsce, są wpisane jako swoista lista zakupów. Pakując się odhaczam kolejne przedmioty, które lądują w samochodzie, a potem robię tylko "klik" i cała lista pojawia się od nowa, gotowa do przygotowania kolejnego wyjazdu.
I teraz sedno sprawy: ktoś uśrednia listy zakupowe wszystkich użytkowników, a ja ciągle i ciągle od nowa, co kilka tygodni, mam w mojej liście zakupowej przedmioty, takie jak: karton książek, laptop, zakładki, skórzana teczka od Kasi, karton ołówków, suszarka, termos, śpiwór, konwerter do rzutnika, tealighty, olejek różany, ręczniki, apteczka, 3 pary okularów, kalendarz, kubek do kawy, cytryna, miód, adidasy, karty, audiobooki oraz wiele innych, o których wstydzę się nawet myśleć.
Jeśli ktoś robi z tego statystyki, musi się zastanawiać nad moim trybem robienia zakupów i trybem życia...
I nie oczekuję teraz wyjaśnień, że nikt nie robi statystyk, że bezduszna maszyna, że oprogramowanie, że software i inne brzydkie słowa. Chcę myśleć, że moja lista wyjazdowa rozbiła bank! ;-)
No i się zdobyłam. I zainstalowałam dwie aplikacje na telefon.
Jedna służy do planowania tego, co należy zrobić. Niby jest to powielanie kalendarza, notesu, kartek na lodówce, alarmów w telefonie i innych takich, ale w końcu nie dlatego piszę, że spodziewam się słów krytyki. Raczej oczekuję ła-zachwytów. Zaczęłam wpisywać w planer rzeczy do zrobienia. Największą radość mam naturalnie z odhaczania tego, co już zrobiłam. Toteż wpisuję rzeczy do zrobienia w sposób przemyślany - nie chcę mieć przecież pół kilograma zaległych spraw "do zrobienia" w telefonie. Najważniejsze jest dobre samopoczucie, a takie właśnie pojawia się podczas odhaczania.
Druga aplikacja to lista zakupów. Robię ją w domu. Udostępniam ją mężowi i córkom (już umiem!). Oni dopisują, co uważają za potrzebne. A potem to z nas, które nieopatrznie znajduje się w sklepie, kupuje wszystko co trzeba, odhaczając wszystkie produkty, które już są w koszyku. Ponieważ od jakiegoś czasu jestem wszędzie wożona przez młodego kierowcę (młodą kierowniczkę...), przeważnie lądujemy w sklepie we dwie. Wtedy każda szuka czego innego, odhaczamy niezależnie na swoich telefonach, lista topnieje i wszystko jest cudowne.
Jest tylko jedna rzecz, która mnie zastanawia.
Otóż dostałam niedawno informację od aplikacji zakupowej, że zakupy wszystkich użytkowników są uśredniane i z tego robione są listy podręczne najczęściej kupowanych produktów. Z których to list ja naturalnie nie korzystam, bo nie chcę/nie umiem. Niby nic. Wszystko na świecie jest uśredniane. Ale ja wprowadziłam pewną modyfikację mojej listy zakupowej i oprócz listy o nazwie "teraz", która jest naszym aktualnym spisem rzeczy do kupienia, stworzyłam sobie listę "praca".
Ponieważ moja praca składa się z okresów długich wyjazdów i okresów pobytów domowych, ciągle zapominałam, co należy zabrać na wyjazd, zwłaszcza że na wyjazd pakuję się zawsze będąc w domu, a to nie sprzyja wymyślaniu, co będzie potrzebne poza domem. Dlatego wszystkie rzeczy, które muszę mieć przy sobie jeżdżąc po Polsce, są wpisane jako swoista lista zakupów. Pakując się odhaczam kolejne przedmioty, które lądują w samochodzie, a potem robię tylko "klik" i cała lista pojawia się od nowa, gotowa do przygotowania kolejnego wyjazdu.
I teraz sedno sprawy: ktoś uśrednia listy zakupowe wszystkich użytkowników, a ja ciągle i ciągle od nowa, co kilka tygodni, mam w mojej liście zakupowej przedmioty, takie jak: karton książek, laptop, zakładki, skórzana teczka od Kasi, karton ołówków, suszarka, termos, śpiwór, konwerter do rzutnika, tealighty, olejek różany, ręczniki, apteczka, 3 pary okularów, kalendarz, kubek do kawy, cytryna, miód, adidasy, karty, audiobooki oraz wiele innych, o których wstydzę się nawet myśleć.
Jeśli ktoś robi z tego statystyki, musi się zastanawiać nad moim trybem robienia zakupów i trybem życia...
I nie oczekuję teraz wyjaśnień, że nikt nie robi statystyk, że bezduszna maszyna, że oprogramowanie, że software i inne brzydkie słowa. Chcę myśleć, że moja lista wyjazdowa rozbiła bank! ;-)
zmieniam
Zmieniam się. To dziwne uczucie.
Mam świadomość, że jestem inna w środku niż pięć lat temu. Niż rok temu. Niż trzy miesiące temu. Niż tydzień temu.
Więcej czasu poświęcam spokojowi. Nie spieszę się.
Myślę, zanim odpowiem na pytanie.
Ćwiczę jogę, uczę się medytacji, słucham audiobooków i nie podążam za polityką.
Lubię nosić bransoletki i zastanawiam się, czy zrobić sobie dziurki w uszach.
Chyba mniej jest we mnie ognia, a więcej ziemi. Mniej powietrza, a więcej wody. Mniej mówienia, a więcej myślenia.
Nauczyłam się milczeć.
Gorąco i zimno zmieszało się we mnie, dając nową temperaturę.
Gdy czuję, że ktoś składa mi skrzydła, odsuwam się i szukam lepszej przestrzeni.
Zmieniam się również na zewnątrz. To dziwne uczucie.
.
Mam świadomość, że jestem inna w środku niż pięć lat temu. Niż rok temu. Niż trzy miesiące temu. Niż tydzień temu.
Więcej czasu poświęcam spokojowi. Nie spieszę się.
Myślę, zanim odpowiem na pytanie.
Ćwiczę jogę, uczę się medytacji, słucham audiobooków i nie podążam za polityką.
Lubię nosić bransoletki i zastanawiam się, czy zrobić sobie dziurki w uszach.
Chyba mniej jest we mnie ognia, a więcej ziemi. Mniej powietrza, a więcej wody. Mniej mówienia, a więcej myślenia.
Nauczyłam się milczeć.
Gorąco i zimno zmieszało się we mnie, dając nową temperaturę.
Gdy czuję, że ktoś składa mi skrzydła, odsuwam się i szukam lepszej przestrzeni.
Zmieniam się również na zewnątrz. To dziwne uczucie.
.
rękoma
Całe szczęście, że to nie ja zostałam żoną któregoś z książąt. Dziękuję losowi, gdyż jest jedna sprawa, która bardzo by mnie męczyła, gdybym jednak musiała zostać księżną w jakimś eleganckim zamku.
Otóż uwielbiam jeść rękoma. Może nie wszystko, ale są potrawy, które same włażą mi w palce. Taki na przykład makaron - no muszę palcami i już. Tak samo mięso, które ma w sobie fragment kości. Albo większe fragmenty jarzyn z sałatek. Tylko rękami. Widelec może mi ostatecznie służyć do odsuwania tych elementów, których nie mam ochoty akurat wyjeść.
Kiedyś na imprezie siedziałam obok Magdy i obok wielkiej misy sałatki (pysznej!), w skład której wchodziły między innymi pieczone buraki. Początkowo wyjadałyśmy z Magdą fragmenty sałatki dyskretnie. Potem przysunęłyśmy misę bardzo blisko nas i bez żadnych ograniczeń wyjadałyśmy poszczególne składniki, zgodnie z kolejnością lubienia. Bardzo szybko sałatka się skończyła, a my oblizywałyśmy palce z sosu. Pysznego!
Także ten... Współczuję, jeśli ktoś nigdy nie jadł spaghetti, trzymając nitki makaronu palcami wysoko nad swoją głową i wciągając go od dołu. Mmmm...
Otóż uwielbiam jeść rękoma. Może nie wszystko, ale są potrawy, które same włażą mi w palce. Taki na przykład makaron - no muszę palcami i już. Tak samo mięso, które ma w sobie fragment kości. Albo większe fragmenty jarzyn z sałatek. Tylko rękami. Widelec może mi ostatecznie służyć do odsuwania tych elementów, których nie mam ochoty akurat wyjeść.
Kiedyś na imprezie siedziałam obok Magdy i obok wielkiej misy sałatki (pysznej!), w skład której wchodziły między innymi pieczone buraki. Początkowo wyjadałyśmy z Magdą fragmenty sałatki dyskretnie. Potem przysunęłyśmy misę bardzo blisko nas i bez żadnych ograniczeń wyjadałyśmy poszczególne składniki, zgodnie z kolejnością lubienia. Bardzo szybko sałatka się skończyła, a my oblizywałyśmy palce z sosu. Pysznego!
Także ten... Współczuję, jeśli ktoś nigdy nie jadł spaghetti, trzymając nitki makaronu palcami wysoko nad swoją głową i wciągając go od dołu. Mmmm...
piątek, 1 czerwca 2018
rozerwę
Mam roztrojenie wewnętrzne. Chyba się rozerwę na kawałki, bo czuję, że jako jedność nie podołam.
Po pierwsze, młodsza córka jest chora i musi dostawać krople do oczu, co okazało się najgorszą karą, jaka może spotkać nieletnią. Zakroplenie jednego oka zajmuje nam osiem lat świetlnych, siedem wiader łez, tonę pisków i inne takie. O drugim oku nawet nie wspomnę...
Po drugie - ja ledwo żyję, boli mnie, co przewidziała pani doktor w środę ("A gdyby panią zaczęło boleć, proszę brać leki przeciwbólowe..." Ale wtedy nie bolało!)
Po trzecie - starsza córka szykuje się do samodzielnej jazdy samochodem. Dla jasności dodam, że jest to moja starsza córka i mój samochód...
;-)
Po pierwsze, młodsza córka jest chora i musi dostawać krople do oczu, co okazało się najgorszą karą, jaka może spotkać nieletnią. Zakroplenie jednego oka zajmuje nam osiem lat świetlnych, siedem wiader łez, tonę pisków i inne takie. O drugim oku nawet nie wspomnę...
Po drugie - ja ledwo żyję, boli mnie, co przewidziała pani doktor w środę ("A gdyby panią zaczęło boleć, proszę brać leki przeciwbólowe..." Ale wtedy nie bolało!)
![]() |
| fifek.pl |
;-)
czwartek, 31 maja 2018
życzenia
![]() |
| załamka.pl |
- Nie, mamo. Nie mam.
- O, to szkoda, bo ja sobie właśnie przypomniałam o twoich imieninach i miałam nadzieję, że to dzisiaj.
- Moje imieniny są kiedy indziej, mamo. Jeśli chcesz, to możemy się tak umówić, że będę ci przypominać co roku o moich imieninach. Chcesz?
- O, to byłoby bardzo miłe z twojej strony. Tylko przypominaj mi rano, dobrze? Bo lubię składać życzenia imieninowe rano.
- Ja też wolę rano, mamo.
- To jesteśmy umówione. A co u ciebie?
środa, 30 maja 2018
weekendem
Dzień przed długim weekendem muszę uskutecznić dwie wizyty lekarskie. Moja młodsza córka i ja wymagamy natychmiastowej interwencji polskiej medycyny.
Moja młodsza córka - terapii, ja raczej eutanazji, bo czuję się gorzej niż źle.
Zawsze uważałam, że kolejki u lekarzy na dzień przed najdłuższym weekendem świata to przejaw głupoty pacjentów, którzy czekają do ostatniej chwili.
No i co, że czekają? I co? Jak lubią, niech sobie czekają.
Tylko potem natychmiast niech ktoś im ulży w cierpieniu, bo zwariują... ;-)
Moja młodsza córka - terapii, ja raczej eutanazji, bo czuję się gorzej niż źle.
Zawsze uważałam, że kolejki u lekarzy na dzień przed najdłuższym weekendem świata to przejaw głupoty pacjentów, którzy czekają do ostatniej chwili.
No i co, że czekają? I co? Jak lubią, niech sobie czekają.
Tylko potem natychmiast niech ktoś im ulży w cierpieniu, bo zwariują... ;-)
wtorek, 29 maja 2018
miliardów
Mam na balkonie wszystkie mrówki świata a nawet jeszcze więcej.
Najpierw wieczorem weszło kilka do salonu, przemieszczały się wzdłuż okien i nie wzbudziły większego zainteresowania.
Ale gdy rano zorientowaliśmy się, że mamy w pokoju 7 miliardów mrówek, ułożonych w zbitego kleksa, z którego już zaczynają wypełzać w różnych kierunkach nibynóżki, poszukujące terenów do eksploracji, zrobiło nam się ciasno w sercach.
Wielka plama mrówek, poruszająca się po podłodze w salonie, pozostanie na zawsze w mojej pamięci.
![]() |
| Autorstwo: Kasia B. :-) |
Najpierw wieczorem weszło kilka do salonu, przemieszczały się wzdłuż okien i nie wzbudziły większego zainteresowania.
Ale gdy rano zorientowaliśmy się, że mamy w pokoju 7 miliardów mrówek, ułożonych w zbitego kleksa, z którego już zaczynają wypełzać w różnych kierunkach nibynóżki, poszukujące terenów do eksploracji, zrobiło nam się ciasno w sercach.
Wielka plama mrówek, poruszająca się po podłodze w salonie, pozostanie na zawsze w mojej pamięci.
sobota, 26 maja 2018
prywatności
czwartek, 24 maja 2018
zwiniętą
Środek nocy. Godzina 2.30. Wracamy z córką do domu. Ulice miasta raczej puste. Nawet w naszej dzielnicy na drogach tylko kilka samochodów.
Nagle na zwykle ruchliwej ulicy, na samym środku mojego pasa widzimy zwiniętą kolczastą kulkę. Biorę ją między koła i z przerażeniem patrzę we wsteczne lusterko. Samochód jadący za nami też cudem omija biednego jeża.
Zapada natychmiastowa decyzja: na najbliższym skrzyżowaniu zawracamy, a sweter, karton i książka będą stanowiły wyposażenie techniczne akcji pod roboczym tytułem: Mamo, zgarniamy tego jeża z ulicy, bo go przejadą!
Hamujemy, zawracamy, jedziemy w stronę dzikiego zwierza. Planujemy zawrócić ponownie tuż za jeżem, stanąć na ulicy na awaryjnych, dokonać abordażu, książką wepchnąć gościa na sweter, wsadzić do kartonu i przenieść na drugą stronę ulicy. To znaczy na którąś stronę, bo naturalnie nie mamy żadnej pewności, w którą stronę on akurat zamierzał... Dojeżdżamy do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą odcinało się na asfalcie jeżowe ciałko.
Jeża nie ma.
W czasie naszego zawracania jeż najnormalniej w świecie zebrał się w sobie, wziął nogi za pas, odpalił wrotki, naoliwił koła i w te pędy uciekł z ulicy. Chciałam napisać, że spieprzył, ale uwielbiam jeże i tylko i wyłącznie z szacunku dla nich napisałam grzecznie.
Podejrzewam, że usłyszał naszą rozmowę, dotyczącą transportu na pobocze, wkurzył się, bo mama mu pierwszy raz w życiu pozwoliła wyjść samemu w nocy po żarcie do delikatesów i nie miał najmniejszego zamiaru być potem pośmiewiskiem całej rodziny. To byłby wstyd, gdyby go obcy musieli ściągać z ulicy w kartonie. I to owiniętego swetrem!
Nagle na zwykle ruchliwej ulicy, na samym środku mojego pasa widzimy zwiniętą kolczastą kulkę. Biorę ją między koła i z przerażeniem patrzę we wsteczne lusterko. Samochód jadący za nami też cudem omija biednego jeża.
Zapada natychmiastowa decyzja: na najbliższym skrzyżowaniu zawracamy, a sweter, karton i książka będą stanowiły wyposażenie techniczne akcji pod roboczym tytułem: Mamo, zgarniamy tego jeża z ulicy, bo go przejadą!Hamujemy, zawracamy, jedziemy w stronę dzikiego zwierza. Planujemy zawrócić ponownie tuż za jeżem, stanąć na ulicy na awaryjnych, dokonać abordażu, książką wepchnąć gościa na sweter, wsadzić do kartonu i przenieść na drugą stronę ulicy. To znaczy na którąś stronę, bo naturalnie nie mamy żadnej pewności, w którą stronę on akurat zamierzał... Dojeżdżamy do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą odcinało się na asfalcie jeżowe ciałko.
Jeża nie ma.
W czasie naszego zawracania jeż najnormalniej w świecie zebrał się w sobie, wziął nogi za pas, odpalił wrotki, naoliwił koła i w te pędy uciekł z ulicy. Chciałam napisać, że spieprzył, ale uwielbiam jeże i tylko i wyłącznie z szacunku dla nich napisałam grzecznie.
Podejrzewam, że usłyszał naszą rozmowę, dotyczącą transportu na pobocze, wkurzył się, bo mama mu pierwszy raz w życiu pozwoliła wyjść samemu w nocy po żarcie do delikatesów i nie miał najmniejszego zamiaru być potem pośmiewiskiem całej rodziny. To byłby wstyd, gdyby go obcy musieli ściągać z ulicy w kartonie. I to owiniętego swetrem!
sobota, 19 maja 2018
znajdują
Rozmawiam z nauczycielami. Pytam, jak widzą współczesne dzieci. Padają różne odpowiedzi: arogancja, brak zasad, niesubordynacja.
Gdy dopytuję, większość wyjaśnień sprowadza się do jednej opinii: współczesne dzieci nie potrafią dostosować swojego zachowania do okoliczności, w których się znajdują.
Ciekawe spostrzeżenie...
Gdy dopytuję, większość wyjaśnień sprowadza się do jednej opinii: współczesne dzieci nie potrafią dostosować swojego zachowania do okoliczności, w których się znajdują.
Ciekawe spostrzeżenie...
piątek, 18 maja 2018
walnie
Stoisz sobie na trawie owinięta ciepłym kocem, spoglądasz na niebo pełne gwiazd, czujesz delikatny chłodek wieczoru na twarzy, twoje ciało jest wypoczęte i zrelaksowane, i nagle jak nie huknie, jak nie walnie, i cała misternie budowana równowaga wali się w jednej sekundzie.
Tak to mnie więcej wygląda...
Tak to mnie więcej wygląda...
czwartek, 17 maja 2018
epicentrum
![]() |
| humorek |
Pan Pępek jest epicentrum wszystkiego. Obojętnie na jaki temat toczy się rozmowa, pan Pępek dba, by wróciła ona natychmiast do sedna. Bo sednem jest pan Pępek i jego znajomość rzeczy. Inni ludzie mogą uprzejmie słuchać i podziwiać. Tak cenne słowa jak: och! ach! to niezmiernie...! zawsze korzystnie wpływają na samopoczucie pana Pępka.
Pan Pępek ma doświadczenie w każdej dziedzinie i zna się na każdej rzeczy. Argumentując, powołuje się na niekwestionowane źródła informacji. Gdy ktoś wspomni, że kupił lakier do kapodastrów, pan Pępek krzyczy, że się na tym zna, gdyż stryjeczny wuj jego dziadka był żeglarzem, co daje panu Pępkowi prawo do uważania się za znawcę tematu. Gdy któraś z pań napomknie o bólach porodowych pan Pępek uprzejmie acz stanowczo mówi, że bóle porodowe to dla niego nie pierwszyzna, ponieważ jego matka mówiła mu o tym wielokrotnie i jest on światowym ekspertem w tych sprawach. Jeśli ktoś wspomni, że od jedwabnych woli nylonowe nici do przyszywania guzików, pan Pępek od razu rozstrzyga kwestię jako ekspert, gdyż jego sąsiadka pracowała przed wojną u krawcowej.
Pan Pępek zawsze się zna. Zawsze ma doświadczenie. Zawsze powołuje się na dowody nieomal naukowe, a wszystko mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Dowodzi swych racji, jakby od tego miało zależeć jego życie.
Gdy ktoś nie zgadza się z panem Pępkiem, rozpoczyna on atak z każdej strony. Wyciąga armaty i haubice. Zaczyna przeszukiwać internet (Zaraz, zaraz, gdzie to było? Wczoraj czytałem!), powołuje się na nieobecnych świadków (Krzysiu też tak uważa!), wyciąga historie z przeszłości (Ja się o tym w piątej klasie uczyłem!), kpi (No, gratuluję ci poglądów!) i podnosi głos. Coraz wyżej podnosi. Tak wysoko, że aż sam musi się wspinać na palce, żeby go dosięgnąć.
środa, 16 maja 2018
spodziewasz
![]() |
| jeja.pl |
Zastanawiam się, w jakim celu ludzie marynują mnie takimi tekstami. Chcą, żeby tak właśnie było jak prognozują? Liczą na to, że spotka mnie jeszcze trochę złego? Sami się o siebie boją i jest to przejaw ich lęków? Nie umieją wspierać, potrafią tylko dobijać? Nigdy nie usłyszeli dobrego słowa? Nie chcą, żebym miała lepiej?
O co w tym wszystkim chodzi?
wtorek, 15 maja 2018
nieciągłego
Poczytuję "Chmurdalię" Joanny Bator.
Odrzuca mnie i przyciąga jednocześnie.
Książka niezwykła.
Z jednej strony żałuję, że ją czytam, bo każdym słowem robi mi dziurę w duszy. Z drugiej strony żałuję, że nie czytałam jej wcześniej.
Omijam, przeskakuję, wracam. Powieść do nieciągłego czytania. Fenomenalna.
Odrzuca mnie i przyciąga jednocześnie.
Książka niezwykła.
Z jednej strony żałuję, że ją czytam, bo każdym słowem robi mi dziurę w duszy. Z drugiej strony żałuję, że nie czytałam jej wcześniej.
Omijam, przeskakuję, wracam. Powieść do nieciągłego czytania. Fenomenalna.
wnętrza
gdyby
Pogoda marzeń - lekki upał, który nie wyklucza siedzenia w swetrze i grubych skarpetach na balkonie.
No coś fantastycznego. Gorąca herbata, zeszyt, komputer. Można pracować.
Gdyby tylko jeszcze ktoś wyłączył prąd na pobliskiej budowie. Albo chociaż poprosił panów, żeby stuknęli wszyscy razem raz a dobrze, a nie tak dawkowali cały dzień...
Tak było wczoraj. Dzisiaj hałas mniejszy. Temperatura też...
No coś fantastycznego. Gorąca herbata, zeszyt, komputer. Można pracować.
Gdyby tylko jeszcze ktoś wyłączył prąd na pobliskiej budowie. Albo chociaż poprosił panów, żeby stuknęli wszyscy razem raz a dobrze, a nie tak dawkowali cały dzień...
Tak było wczoraj. Dzisiaj hałas mniejszy. Temperatura też...
poniedziałek, 14 maja 2018
litrze
![]() |
| fragrantica.pl |
- W litrze czego?
- No nie wiem. W litrze obojętnie czego.
- Nie wiem.
- A w jakimś konkretnym litrze wiesz?
- Wiem jak to obliczyć.
- Jak?
- Można spisać cenę perfum i sprawdzić jaka jest objętość opakowania. Na metce w sklepie podana jest cena litra. Trzeba najpierw obliczyć cenę 100 ml, potem odnieść to do ceny litra i wszystko jasne.
- Ale ty mówisz o mililitrach, a ja o decymetrach sześciennych.
- A, to spytaj tatę, co jest sprzedawane w decymetrach sześciennych i przeprowadź analogiczny proces.
niedziela, 13 maja 2018
blokadę
Mama Kaliny postanowiła, że w tym roku kończy rozdawnictwo roślin i ich elementów ze swojej działki i będzie zamykać furtkę.
Znalazła w przepastnych zakamarkach działkowej altanki blokadę do roweru, wyprodukowaną zdaje się w pracowni
średniowiecznego producenta zamknięć do zbroi, którego polecał Jurand ze Spychowa, zanim stracił język.
Mama podała Kalinie kod do tej blokady i się zaczęło...
Cyferki na blokadzie są tak małe, że Kalina, która z sokoła zmienia się w kreta, nie jest w stanie ich odczytać. Jeśli już jakimś cudem uda się ustawić odpowiedni numer na blokadzie, należy następnie metodą szarpano-ciągnioną odczepić od siebie jej oba końce. Wymaga to sprytu, zwinności, siły i rozumu - wszystkich tych cech brak Kalinie. O mamie nie wspomnę.
Gdy Kalina zamierza pobyć na działce godzinę, kwadrans spędza przed furtką w jogińskiej pozycji psa ze zwieszoną głową, gdyż blokada zakładana jest dość nisko. Drugi kwadrans doliczamy łaskawie przy wyjściu.
Dziś mama zauważyła, że ktoś podeptał jej dalie, przeskakując przez płot w celach, nazwijmy to, konsumpcyjnych.
Wniosek:
blokada jest beznadziejna, jej obsługa koszmarna, złodzieje kradną jak zawsze, przeskakując przez płot, zamiast wchodzić jak ludzie - przez furtkę. Wszyscy (mama, Kalina, złodzieje) woleli poprzedni układ, ale mama na razie jest niewzruszona.
![]() |
| wp.pl |
średniowiecznego producenta zamknięć do zbroi, którego polecał Jurand ze Spychowa, zanim stracił język.
Mama podała Kalinie kod do tej blokady i się zaczęło...
Cyferki na blokadzie są tak małe, że Kalina, która z sokoła zmienia się w kreta, nie jest w stanie ich odczytać. Jeśli już jakimś cudem uda się ustawić odpowiedni numer na blokadzie, należy następnie metodą szarpano-ciągnioną odczepić od siebie jej oba końce. Wymaga to sprytu, zwinności, siły i rozumu - wszystkich tych cech brak Kalinie. O mamie nie wspomnę.
Gdy Kalina zamierza pobyć na działce godzinę, kwadrans spędza przed furtką w jogińskiej pozycji psa ze zwieszoną głową, gdyż blokada zakładana jest dość nisko. Drugi kwadrans doliczamy łaskawie przy wyjściu.
Dziś mama zauważyła, że ktoś podeptał jej dalie, przeskakując przez płot w celach, nazwijmy to, konsumpcyjnych.
Wniosek:
blokada jest beznadziejna, jej obsługa koszmarna, złodzieje kradną jak zawsze, przeskakując przez płot, zamiast wchodzić jak ludzie - przez furtkę. Wszyscy (mama, Kalina, złodzieje) woleli poprzedni układ, ale mama na razie jest niewzruszona.
sobota, 12 maja 2018
wegan
- To jest już cała karta? Nie ma nic dla wegan?
- Ty jesteś weganką? Od kiedy?
- Od czterech tygodni.
- Żartujesz! Co się stało?
- Nie będę jeść zwierząt, ani nic co od nich pochodzi. Szanuję ich życie.
- Przecież przed chwilą pokazałaś mi torebkę. Ona nie jest skórzana?
- Jest.
- No i co? Szanujesz życie tylko tych zwierząt, z których skóry nie robi się torebek?
- To jest zupełnie inna sprawa.
- Właśnie nie jest. Albo szanujesz, albo nie. Nie można wybiórczo szanować.
- Nie powinnaś nikogo pouczać w tej kwestii. Przez ciebie zabijane są niewinne cielaczki!
- A buty z czego masz?
- Ze skóry, ale innych nie mogę nosić, bo mi się odparzają nogi. A ty z czego masz buty?
- Z bawełny i słomy...
- Ty jesteś weganką? Od kiedy?
- Od czterech tygodni.
- Żartujesz! Co się stało?
- Nie będę jeść zwierząt, ani nic co od nich pochodzi. Szanuję ich życie.
- Przecież przed chwilą pokazałaś mi torebkę. Ona nie jest skórzana?
- Jest.
- No i co? Szanujesz życie tylko tych zwierząt, z których skóry nie robi się torebek?
- To jest zupełnie inna sprawa.
- Właśnie nie jest. Albo szanujesz, albo nie. Nie można wybiórczo szanować.
- Nie powinnaś nikogo pouczać w tej kwestii. Przez ciebie zabijane są niewinne cielaczki!
- A buty z czego masz?
- Ze skóry, ale innych nie mogę nosić, bo mi się odparzają nogi. A ty z czego masz buty?
- Z bawełny i słomy...
piątek, 11 maja 2018
zwracać
- Czy w klasie są dzieci o nietypowych imionach? Pytam, bo będę się zwracać do nich po imieniu i może się zdarzyć, że sprawiłabym komuś przykrość, niewłaściwie wymawiając jego imię.
- O, tak. Dobrze, że pani pyta. W klasie jest Janinka.
- Janinka? Jakie piękne imię!
- Tak, ale wszyscy mówią na nią Jasia.
Okazało się, że w klasie byli jeszcze David, Ivo, Noemi, Inez i Gracjan.
Definicja słowa "nietypowy" wymaga reformy...
- O, tak. Dobrze, że pani pyta. W klasie jest Janinka.
- Janinka? Jakie piękne imię!
- Tak, ale wszyscy mówią na nią Jasia.
Okazało się, że w klasie byli jeszcze David, Ivo, Noemi, Inez i Gracjan.
Definicja słowa "nietypowy" wymaga reformy...
czwartek, 10 maja 2018
przypomnieć
Poprosiłam dzieci, żeby napisały imiona swoje i swojego rodzeństwa. Poniżej imiona i nazwiska swoich rodziców. Wyśmiali mnie. Po chwili część zaczęła poprawiać nazwiska swoich mam. Przestali się śmiać. Dzieci, poproszone o napisanie i mion i nazwisk swoich dziadków, były dość skrępowane. Kim byli ich pradziadkowie - nie wiedział prawie nikt. Nawet imion nie można sobie było przypomnieć. Nazwiska to już kosmos.
Cztery pokolenia.
Wyciągnęłam oczywisty wniosek:
Za niecałe 100 lat nikt z twojej rodziny nie będzie pamiętał, jak miałeś na imię.
Masz władzę nad czasem. Przeszłość i przyszłość twojej rodziny leży w twoich rękach. Dowiedz się jak najwięcej o swoich przodkach i przekaż tę wiedzę dalej.
Zapadła cisza.
Po spotkaniu podszedł do mnie Leon.
"Proszę pani, a moi dziadkowie pochodzą z Ukrainy".
Poczułam dumę. Zaczęło działać.
Cztery pokolenia.
Wyciągnęłam oczywisty wniosek:
Za niecałe 100 lat nikt z twojej rodziny nie będzie pamiętał, jak miałeś na imię.
Masz władzę nad czasem. Przeszłość i przyszłość twojej rodziny leży w twoich rękach. Dowiedz się jak najwięcej o swoich przodkach i przekaż tę wiedzę dalej.
Zapadła cisza.
Po spotkaniu podszedł do mnie Leon.
"Proszę pani, a moi dziadkowie pochodzą z Ukrainy".
Poczułam dumę. Zaczęło działać.
środa, 9 maja 2018
niepotrzebną
Zainspirowana wpisem Diabła w buraczkach (http://diabel-w-buraczkach.blogspot.com/ podaję linkę, ale i tak chyba wszyscy znają) zaczęłam myśleć o tytułach książek.
No bo skoro "Sekretne życie pszczół" nie jest o pszczołach, to może znajdą się i inne takie kwiatki.
Pierwsza myśl to "Kamienie na szaniec". Powinny być podręcznikiem dla zasadniczych szkół budowlanych.
Moja ukochana "Czarodziejska Góra" to oczywiście powieść fantasy o wróżkach.
"Bieguni" - naukowa rozprawa o polu magnetycznym (pomijam mały błąd językowy...).
"Życie w słoiku" - o larwach, gnieżdżących się w przetworach domowych.
"Moje drzewko pomarańczowe" - uprawa roślin tropikalnych w warunkach domowych.
"Zabić drozda" - poradnik dla początkujących myśliwych.
"Piaskowa Góra" - podręcznik dla studentów I roku geologii.
"Tysiąc wspaniałych słońc" - podstawy astronomii w weekend.
"Dzienniki gwiazdowe" - plotki z życia celebrytów.
"Wizyta starszej pani" - poradnik dobrych manier dla pań w wieku emerytalnym.
"Wiele hałasu o nic" - podstawy pracy dźwiękowców.
Autorzy mają jednak pokręcone umysły. Nie mogą nadawać książkom jakichś normalnych tytułów? Na przykład:
"Sztuka o miłości z balkonem w tle"
"Kłótliwi dranie na Litwie"
"Karły idą, idą i idą".
Autorzy powinni brać przykład z Astrid Lindgren. Jak pisała o dzieciach z Bullerbyn, to napisała "Dzieci z Bullerbyn", a jak pisała o Madice z Czerwcowego Wzgórza, to napisała "Madikę z Czerwcowego Wzgórza". Jasne i proste. Nie siliła się na niepotrzebną oryginalność.
;-)
No bo skoro "Sekretne życie pszczół" nie jest o pszczołach, to może znajdą się i inne takie kwiatki.
![]() |
| worldlux |
Moja ukochana "Czarodziejska Góra" to oczywiście powieść fantasy o wróżkach.
"Bieguni" - naukowa rozprawa o polu magnetycznym (pomijam mały błąd językowy...).
"Życie w słoiku" - o larwach, gnieżdżących się w przetworach domowych.
"Moje drzewko pomarańczowe" - uprawa roślin tropikalnych w warunkach domowych.
"Zabić drozda" - poradnik dla początkujących myśliwych.
"Piaskowa Góra" - podręcznik dla studentów I roku geologii.
"Tysiąc wspaniałych słońc" - podstawy astronomii w weekend.
"Dzienniki gwiazdowe" - plotki z życia celebrytów.
"Wizyta starszej pani" - poradnik dobrych manier dla pań w wieku emerytalnym.
"Wiele hałasu o nic" - podstawy pracy dźwiękowców.
Autorzy mają jednak pokręcone umysły. Nie mogą nadawać książkom jakichś normalnych tytułów? Na przykład:
"Sztuka o miłości z balkonem w tle"
"Kłótliwi dranie na Litwie"
"Karły idą, idą i idą".
Autorzy powinni brać przykład z Astrid Lindgren. Jak pisała o dzieciach z Bullerbyn, to napisała "Dzieci z Bullerbyn", a jak pisała o Madice z Czerwcowego Wzgórza, to napisała "Madikę z Czerwcowego Wzgórza". Jasne i proste. Nie siliła się na niepotrzebną oryginalność.
;-)
wtorek, 8 maja 2018
zjadam
![]() |
| smaker.pl |
Zjadam jedną porcję i odczuwam coś na granicy uniesienia. Niestety, chłodnik mi "nie służy", bo zawiera w sobie mnóstwo mleka. Po zjedzeniu jednej porcji zaczynam się czuć średnio dobrze. Jedynym rozwiązaniem tego problemu jest zjedzenie kolejnej porcji, która znowu smakuje rewelacyjnie. Odczuwane podczas jedzenia drugiej porcji uniesienia zabijają średnio dobre samopoczucie wynikające z wypełnienia przewodu pokarmowego laktozą z pierwszej porcji. Niestety, jak wspomniałam wcześniej, chłodnik mi "nie służy" i po zjedzeniu drugiej porcji czuję się jeszcze bardziej nieszczególnie niż po pierwszej.
Rozwiązaniem tego problemu jest zjedzenie trzeciej porcji, która na pewno swym smakiem i aromatem zabije złe samopoczucie, wynikające ze zjedzenia pierwszej i drugiej...
Jestem teraz po dwóch porcjach.
Czuję nadchodzący koniec. Koniec chłodnika, albo mnie.
niedziela, 6 maja 2018
żartów
Tydzień temu poszłam na spacer. Długi. Samotny. Na ramionach niosłam wszystkie problemy tego świata, a nawet jeszcze więcej.
Na pustej łące, wielkiej i płaskiej, podeszła do mnie nieznajoma śliczna młoda kobieta. Przywitała się grzecznie i zaczęła rozmowę. Rozmowa, jak to rozmowa, poszybowała w przestrzeń ponad łąką. Po półgodzinnym staniu w miejscu zaproponowałam mojej uroczej rozmówczyni, że odprowadzę ją w stronę jej domu, bo jest mi wszystko jedno, gdzie spaceruję, a żal byłoby mi się z nią rozstawać. Poszłyśmy w kierunku jej domu, cały czas rozmawiając.
Dwie godziny spędzone na rozmowie o wszystkim sprawiły, że rozstawałyśmy się jak bliskie sobie osoby. Gdy powiedziałam jej na odchodne "do zobaczenia" dziwnie się zaśmiała. Wróciłam do domu bez ciężarów na ramionach, z którymi wyszłam na spacer. Same spadły, nawet nie wiem kiedy.
Po kilku dniach zobaczyłam ją znowu, tym razem w zupełnie innym miejscu. Okazało się, że trafiłam do jej pracy. Początkowo nie mogłam jej poznać. Miała makijaż, dosztukowane włosy, dziwny strój, a jej twarz zasłaniał mikrofon.
Jest wspaniałą artystką. Rozpoznawalną osobą. Występuje na scenie. Jest piękna, młoda i utalentowana.
Dobry Losie, jak cudownie jest padać ofiarą Twoich żartów!
Na pustej łące, wielkiej i płaskiej, podeszła do mnie nieznajoma śliczna młoda kobieta. Przywitała się grzecznie i zaczęła rozmowę. Rozmowa, jak to rozmowa, poszybowała w przestrzeń ponad łąką. Po półgodzinnym staniu w miejscu zaproponowałam mojej uroczej rozmówczyni, że odprowadzę ją w stronę jej domu, bo jest mi wszystko jedno, gdzie spaceruję, a żal byłoby mi się z nią rozstawać. Poszłyśmy w kierunku jej domu, cały czas rozmawiając.
Dwie godziny spędzone na rozmowie o wszystkim sprawiły, że rozstawałyśmy się jak bliskie sobie osoby. Gdy powiedziałam jej na odchodne "do zobaczenia" dziwnie się zaśmiała. Wróciłam do domu bez ciężarów na ramionach, z którymi wyszłam na spacer. Same spadły, nawet nie wiem kiedy.
Po kilku dniach zobaczyłam ją znowu, tym razem w zupełnie innym miejscu. Okazało się, że trafiłam do jej pracy. Początkowo nie mogłam jej poznać. Miała makijaż, dosztukowane włosy, dziwny strój, a jej twarz zasłaniał mikrofon.
Jest wspaniałą artystką. Rozpoznawalną osobą. Występuje na scenie. Jest piękna, młoda i utalentowana.
Dobry Losie, jak cudownie jest padać ofiarą Twoich żartów!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















