poniedziałek, 15 października 2018

powyżej

Pierwszego dnia, gdy temperatura spadła do kilku stopni powyżej zera, zaczęłam dokarmiać sikorki. Teraz temperatura dochodzi do 25 stopni, a ja nie wiem, co zrobić. Sikorki przylatują do mnie jak szalone, nie mam sumienia powiedzieć im, że dokarmianie ptaków w takich warunkach jest niewychowawcze...

Nie bez znaczenia jest również fakt, że uwielbiam patrzeć, jak ptaki wydziobują ziarno i kłócą się o miejsce na drążku. Przylatują rano, gdy robi się widno, a odlatują późnym popołudniem.

Jeśli zauważycie gdzieś wielką, pękatą sikorkę ze sporą otyłością brzuszną, pomyślcie, ile radości dało mi patrzenie, jak przesiaduje przy moim oknie...

14 komentarzy:

  1. nie jest to ani wychowawcze ani dobre dla ptactwa!!nie przekarmiaj mają żarcia pod dostatkiem, wiem, bo widziałam na polach i w lesie.
    Nie rozpuszczaj towarzystwa na zgubę jego.
    Apeluję o rozsądek Kalino.
    cmok ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo powiedzieć... A gdy siedzi jedna z drugą na patyku i patrzą mi prosto w oczy tymi swoimi czarnymi guziczkami, to ziarna się same wsypują do karmnika. No same 😉

      Usuń
  2. jestem przeciwnikiem dokarmiania jakiejkolwiek wolno żyjącej gadziny. Natura tak to wymyśliła, że mają co jeść a dokarmianie tylko rozleniwia. Dokarmiać można papugę w domu bo ona jedzenia sama sobie nie znajdzie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejskie ptaki nie mają co jeść. Wybetonowana okolica nie sprzyja pełnym brzuszkom...

      Usuń
    2. Zbiorczo do v i Polly - od kiedy miasta zajmują coraz większe przestrzenie, a człowiek zmienił środowisko życia ptactwa (i nie tylko ptactwa) pożywienie od człowieka i po człowieku jest w zakresie naturalnego spektrum pokarmowego gatunków, które uległy synantropizacji. Ma to swoje odzwierciedlenia w ewolucji - czyli siedzenie przy karmniku jest przystosowawcze. Poczytajta sobie, bo tomy o tym napisali.

      Usuń
    3. Jak biolog coś napisze, to klękajcie narody... ;-)

      Poniżej tłumaczenie na polski:
      trzeba dokarmiać.

      Usuń
  3. tuczniki z sikorek? gęsi,to rozumiem, ale pierzasty plankton futrować? bila z dziobem i ogonem na dwóch łamiących się łapkach musi wyglądać karykaturalnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tiaaaa... i tu Cię mam! Z zakamarków pamięci wygrzebuję Twój wpis, jak to rano zjechawszy do mamusi, odmawiałaś jakiegokolwiek śniadania czy innego poczęstunku. A tu proszę. Ten sam mamusiny imperatyw pcha Cię do tuczu sikorek. To przecież takie proste - kochamy karmić tych, których kochamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak doleci do mnie, to schudnie... relaks :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przywiążę jednej do nogi różową wstążeczkę. Szukaj u siebie, wśród tych lepiej wyglądających ;-)

      Usuń
  6. Nie za szybko? Jeszcze owoce różne są (potem się znajdują na mojej przednej szybie). Ale faktycznie sikorki już się pokazały. Masz widocznie jakieś leniwe okazy, bo u mnie od wiosny nikt do karmnika nie zagląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sikorki się u nas nie pokazały. One dość brutalnie zaanektowały nasz balkon pewnego dnia, z wyraźną pretensją w oczach. I dziobach. Latem ich nie było, prawdopodobnie wiedzą, że latem dużo wyjeżdżam i byłby problem z prowadzeniem restauracji... ;-)

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":