środa, 5 września 2018

tramwajem

- Kalinko, a jak się umówimy ze Stefą?
- Pani Stefa ma do nas bezpośredni tramwaj, mamo. Niech wsiądzie u siebie pod domem w tramwaj numer 1 i jedzie nim aż do końca. My podjedziemy na ten ostatni przystanek samochodem. Tam będziemy na nią czekać.
- Ale gdzie, Kalinko?
- Na ostatnim przystanku.
- Ja nie wiem, Kalinko, gdzie jest ten przystanek.
- Ty, mamo, nie musisz wiedzieć, gdzie on jest, bo ja cię tam dowiozę. Ważne, żeby pani Stefa wysiadła z jedynki na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie to jest? Ja tam nigdy nie byłam.
- To jest, mamo, przystanek najbliższy Twojego domu. Tam odbierzemy panią Stefę.
- A jak on się nazywa?
- On się, mamo, nazywa "ostatni przystanek jedynki". Pani Stefa musi jechać tramwajem przez całe miasto i wysiąść u nas na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie jest ten przystanek, Kalinko? Ja to przecież muszę wiedzieć, jeśli mam tam jechać tramwajem!
- Ty, mamo, nie pojedziesz tam tramwajem, tylko samochodem. Ze mną. To pani Stefa przyjedzie tam tramwajem.
- Kalinko, jak ty to sobie wyobrażasz, że ja dojadę tramwajem na spotkanie ze Stefą, a ty mi nie chcesz powiedzieć, dokąd mam jechać?
(Tu spłynął na Kalinę cud boski, duch święty, budda, jahwe, i święty bóg spaghetti)
- Mamo, znasz adres pani Stefy?
- Naturalnie.
- Powiedz jej, że przyjedziemy po nią do domu.
- Dobrze, Kalinko, już do niej dzwonię.

25 komentarzy:

  1. Zaiste podziwiam! Gdyż każdy taki dialog popychałby mnie niechybnie w kierunku zbrodni, a Ty się zawsze zatrzymujesz w ostatniej chwili ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dotarło do mnie, że po wychowaniu dwóch córek, dostałam od losu jeszcze trzecią. Starszą i trudniejszą w obsłudze 😉

      Usuń
  2. Takie rozmowy musza byc nie tylko ciezkie ale i smutne. Podziwiam Twoja cierpliowosc i jednoczesnie wiem, ze kazdego moze to spotkac. Takie niekojarzenie drobnych faktow rzeczywistosci jest chyba jednym z najbardziej przykrych objawow starosci.
    Pamietam ostatnie spotkanie z ciotka Wspanialego, ktora wlasnie tak sie gubila w nadazaniu za mowiacymi, szczegolnie jak mowiacych bylo wiecej niz jedna osoba. Pamietam tez jak sie staralam mowic do niej spokojnie i wyraznie, powoli bo tylko wtedy nadazala, z opoznieniem ale jakos mozna sie bylo dogadac.
    Ukochaj Mame ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi pomaga rozmawianie o tej sytuacji z moją córką. Ona umie spojrzeć na to z boku. Bo często potrzebuję, żeby mnie ktoś wziął za szmaty i odciągnął na bok tych rozmów.
      Uczę się też, że ważna jest sama rozmowa, a nie rozmowa o czymś. Można przez godzinę rozmawiać o różnych sprawach, albo w kółko o jednej. I to ja muszę sobie umieć radzić z własnym buntem przeciwko odpowiadaniu czwarty raz na te same pytania. Bo z mamy strony nie ma żadnej agresji. Czysta miłość.

      Usuń
    2. Po tym komentarzu jeszcze bardziej Cie podziwiam, widze, ze doskonale rozumiesz o co w tym chodzi i podchodzisz do tego z ogromnym sercem, a to bardzo wazne. Twoja Mama ma szczescie, ze ma Ciebie, a Ty ze masz Corke. Slowem najlepsze geny sa przekazywane z pokolenia na pokolenie.
      buziam:*** i zycze nieustajacej cierpliowsci i milosci.

      Usuń
  3. życzę Ci, żeby życie potraktowało Cię równie wyrozumiale. jestem pod wrażeniem odporności. może jestem tak dziwnie zbudowany, ale nie mogłaś sama dogadać się z gościem? może byłoby łatwiej niż z mamą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oko, przepraszam, ze sie wtrace, ale z doswiadczenia z ciotka mojego meza wiem, ze te rozmowy sa potrzebne. Nawet jesli trudne i nic nie da sie w nich ustalic. Domyslam sie, ze Mama Kaliny podobnie jak ciotka mojego meza mieszka sama, ludzie samotni nie maja z kim rozmawiac a to poglebia demencje. W sumie, ja wiem, ze to nielogiczne, ale trzeba mowic nawet jak rozmowa do niczego nie prowadzi. Mam 91 letniego Tescia, tez mieszka sam, ma duzo przyjaciol i w sumie to czesto prowadzi bardziej aktywne zycie towarzyskie niz ja, ale jednak w domu jest sam. Rok temu przyznal mi sie, ze ma "Mr. Kiwi" z ktorym rozmawia, a na czas naszej wizyty schowal go do szafy, bo sie obawial, ze bedziemy sie z niego smiali. Wiesz o malo sie nie rozbeczalam z emocji, ale wytlumaczylam mu, ze absolutnie nikt sie smial nie bedzie i to bardzo dobrze, ze moze z Mr. Kiwi rozmawiac jak jest sam. Mister Kiwi to pluszowy misiek, ktory zostal przyslany przez Idnian w podziekowaniu za wsparcie jakie Tesc wysyla systematycznie.
      Ja sie naprawde bardzo ciesze, ze on rozmawia do tego miska, iformuje go gdzie jedzie, kiedy wroci, opowiada mu jak bylo u kogos na urodzinach. Pomimo wieku, Tesc jest bardzo sprawny psychicznie i wrecz blyskotliwy jak na ten wiek.
      Jeszcze raz przepraszam, ze sie tak "wcisnelam" z moja opinia.

      Usuń
    2. To ja tez przeprosze, ale musze sie wciac: Star, teraz to Tatka jeszcze bardziej lubie!!!!

      Usuń
    3. Wzruszyłam się. Do łez.

      Mama rozmawia z Jadwigą. Jadwiga jest kotką, ale zna się na wszystkim. Wiem, bo gdy jestem u mamy, automatycznie zaczynam Jadwidze wszystko wyjaśniać (chociaż ona i tak rozumie...). Ciekawe, z kim ja będę kiedyś rozmawiać...

      Usuń
    4. a ja powiem, że jak przepraszać, to nie mnie, a Kalinę - w końcu to u Niej jesteśmy w gościnie.

      Usuń
    5. Jako Gościnowa zarządzam: nie przepraszać.
      Wasza obecność jest bardzo ważna.

      Usuń
  4. Mieszkałam kiedyś przez pewien czas z babką Demencją (obcą dla mnie osobą) Jej syn dzwonił, rozmawiał z matką przez telefon i zapraszał ją na obiad w niedzielę, jego żona miała po nią przyjechać. Mój dialog z babką wyglądał następująco:
    - czy ja gdzieś dzisiaj wychodzę?
    - tak idziesz na obiad do Marka
    - ktoś po mnie przyjeżdża?
    - tak, Jola.
    - o której?
    - o 14.00
    Po trzech minutach:
    - czy ja idę dzisiaj na obiad?
    - tak, idziesz do Marka.
    - ktoś po mnie przyjeżdża?
    - tak, Jola o 14.00
    Po chwili:
    - czy ty nie mówiłaś, że ja gdzieś wychodzę dzisiaj?
    - tak, idziesz na obiad do Marka.
    - on po mnie przyjedzie?
    - nie, Jola
    - o której?
    - o 14.00
    Po dwóch minutach:
    - to o której ja wychodzę?
    - o 14.00
    - ktoś po mnie przyjeżdża? itd. itd. itd
    Trwało to do momentu aż Jola przyjechała i ją zabrała. :)
    Ale powiem wam, że łatwiej jest z osobą obcą, bo nie ma tych emocji, które nam towarzyszą jeśli to nasza mama, tata czy babcia.
    One - życzę dużo wyrozumiałości, ale pamiętaj również o sobie. Często się zdarza, że ludzie opiekujący się starymi rodzicami zapominają o sobie i źle to się kończy dla obu stron. Trzeba zrobić sobie przerwę i odpocząć od czasu do czasu. To jest absolutnie niezbędne, żeby nie zwariować. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama gubi się w nowych sytuacjach. W takich, które zmieniają się szybko. W codziennych sprawach radzi sobie bardzo dobrze.

      Usuń
  5. Wiem, o czym piszesz. I zazdroszczę, ze Twoja Mama mieszka w tym samym mieście i możesz do niej pojechać prawie w każdej chwili. Bo o zamieszkaniu u corki pewnie nawet nie chce słyszeć, tak jak moja Mama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama może mieszkać sama. Robi zakupy, gotuje, czyta, opiekuje się kotką, dba o ogród. Tylko nie pamięta...

      Usuń
  6. Kalina ... jestem zdruzgotana...gdy pomyślę...że ....jeszcze ....
    oraz trzymaj się Kalina. Twoja mama ma farta )

    OdpowiedzUsuń
  7. starość jednak jest straszna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starość jest jedynym sposobem na to, żeby długo żyć...

      Usuń
    2. tak i jak ma się rodzinę która się Tobą opiekuje to nawet chyba nie jest to straszne ani przykre gorzej jak zajmują się Tobą obcy ludzie lub nikt. To takie długie życie jest przykre. Mnie przeraża bo nie mam dzieci więc nie bardzo się mną ktoś zajmie.

      Usuń
    3. Nikt nie wie, co się wydarzy... Rodzina to nie zawsze są krewni...

      Usuń
  8. Podziwiam cierpliwość, a sama uchodzę za osobę cierpliwą. Tu jednak chylę czoła, przed lepszym.

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":