niedziela, 19 sierpnia 2018

umów

Dostaję do podpisu sporo umów o dzieło. Różnych. Czytam je.
Wszystkie umowy skonstruowane są tak, że chronią wyłącznie prawa zamawiającego, czyli nie moje.

Dziś przeczytałam w propozycji umowy, że jestem zobowiązana przekazać zamawiającemu na własność wszelkie materiały, z których będę korzystać przy tworzeniu dzieła. Ale że długopis? Mój umysł? Brudnopis? Wielką Encyklopedię Powszechną? A co z kawą???

37 komentarzy:

  1. strach porządniejszą kieckę założyć i na fotelu usiąść.
    że nie wspomnę o jakimś towarzystwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno zdecydować czy kanapka zjedzona podczas pracy jest już materialem wyorzystanym, czy raczej sprawą prywatną... 😉

      Usuń
    2. a fizjologia? kanapka lubi przebrnąć cały szlak, a realizacja umowy może zwielokrotnić potrzeby. pomyśl o jakiejś gustownej obróżce, względnie kagańcu.

      Usuń
    3. Kaganiec, żeby nie jeść?
      To będzie bardzo trudno.
      Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że jem bez przerwy... ;-)

      Usuń
    4. żeby nie pogryźć nowego właściciela.
      jedz sobie na zdrowie.

      Usuń
    5. Nowy właściciel... Jak to strasznoe brzmi. Zaczynam rozumieć ludzi, którzy sprzedają wychuchane i wypieszczone szczeniaczki... 😉

      Usuń
  2. Kawy i długopisu nie oddałabym za nic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ła! Ale ja przecież piszę piórem! Najtańszym chińskim piórem! Mam 4 i używam w zależności od zależnosci 😉. Chińskich piór za 4,20 zł nie wydam za żadne skarby świata! Chociaż... No, może za koszyk wiśni mogłabym się zastanowić... Wiśnie w tym roku mnie powalają degustacyjnie. Codziennie. 😉😉

      Usuń
  3. To ja bym im smakowała do worka wszystkie śmieci (segregowane i niesegregowane), które powstały w tym akcie twórczym. W końcu by tworzyć trzeba żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę pamiętać o świeczkach. Spalam ogromne ilości świeczek... 😉

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. no to mój wydawca jest łaskawy, mogę swoje dzieła publikować, gdzie chcę :) i nic mi nie odbiera :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest umowa z wydawcą. 😉

      Usuń
    2. Ale to jakieś tajne miejsce i nie możesz swojej pracy w danym temacie powtórzyć w innym miejscu? Czy płacą tak dużo, że mają ochotę na wyłączność Twoich rąk?

      Usuń
    3. Wszystko jest postawione na głowie...
      Tfurczość też...

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Dla niektórych słowo "umowa" oznacza: ja się umawiam, a ty się zgadzasz. 😉

      Usuń
  7. O rany! A ja dojeżdzałam do klienta wykonując dzieło. To autko też by trzeba mu oddać? I te wszystkie fajeczki wykopcone ze stresu? Hmmm...trzeba dobrze przekalkulować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autko - pół biedy. Ale popiół z papierosów?! Zbierałaś? 😉

      Usuń
  8. I caly internet tez?! Ale to jak: nagrac go na sticka czy zzipowac?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdyby tak mieć prawo własności do internetu...? Ojacie... Wtedy nawet wiersze Kochanowskiego byłyby moje 😉

      Usuń
    2. Cóz, jak widzimy, to tylko kwestia odpowiedniej umowy chyba :)
      Przynajmniej tak sie niektórym wydaje.

      Usuń
    3. Nie myślą głową, tylko portfelem...

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Tak. Jeszcze niedawno mnie to krępowało. Teraz wiem, że krępować powinna się osoba/instytucja której się wydaje, że kupuje efekt czyjejś pracy razem z jej wykonawcą...

      Usuń
    2. Tak! Właśnie moje serce żywiej zabiło w Twoją stronę. Ja też negocjuję od niedawna, ale jak mi z tym dobrze!

      Usuń
  10. Pan i wladca i niewolnica, cholera, ze tez nie mozna nigdy normalnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdy ciągnie w swoją stronę, uśmiechając się przy tym dyskretnie...

      Usuń
  11. ja mam ostatnio do czynienia z ludźmi którzy bez czytania podpisali umowy nie patrząc co pisze małym druczkiem a tam wypisane kary pieniężne za różne przewinienia (bzdety) i to nie małe kary. Koniec końców za zerwanie tych umów też kara i w efekcie osoby które zerwały umowy zarobiły 400 zł a jeszcze muszą 1200 zł oddać pracodawcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wykorzystywanie naiwności...

      Usuń
    2. zapomniałam dodać, że to umowy o pracę rzecz jasna. Chwyty totalnie poniżej pasa

      Usuń
    3. nie mam pojęcia. Odesłałam do prawnika ale czy oni tam dotrą to nie wiem

      Usuń
  12. Ech... tworzyć dzieła. Zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech... Gdyby tak wyrzeźbić drugi ołtarz Wita Stwosza. To dopiero byłaby umowa 😉

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":