Dostaję do podpisu sporo umów o dzieło. Różnych. Czytam je.Wszystkie umowy skonstruowane są tak, że chronią wyłącznie prawa zamawiającego, czyli nie moje.
Dziś przeczytałam w propozycji umowy, że jestem zobowiązana przekazać zamawiającemu na własność wszelkie materiały, z których będę korzystać przy tworzeniu dzieła. Ale że długopis? Mój umysł? Brudnopis? Wielką Encyklopedię Powszechną? A co z kawą???
strach porządniejszą kieckę założyć i na fotelu usiąść.
OdpowiedzUsuńże nie wspomnę o jakimś towarzystwie.
Trudno zdecydować czy kanapka zjedzona podczas pracy jest już materialem wyorzystanym, czy raczej sprawą prywatną... 😉
Usuńa fizjologia? kanapka lubi przebrnąć cały szlak, a realizacja umowy może zwielokrotnić potrzeby. pomyśl o jakiejś gustownej obróżce, względnie kagańcu.
UsuńKaganiec, żeby nie jeść?
UsuńTo będzie bardzo trudno.
Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że jem bez przerwy... ;-)
żeby nie pogryźć nowego właściciela.
Usuńjedz sobie na zdrowie.
Nowy właściciel... Jak to strasznoe brzmi. Zaczynam rozumieć ludzi, którzy sprzedają wychuchane i wypieszczone szczeniaczki... 😉
UsuńKawy i długopisu nie oddałabym za nic!
OdpowiedzUsuńŁa! Ale ja przecież piszę piórem! Najtańszym chińskim piórem! Mam 4 i używam w zależności od zależnosci 😉. Chińskich piór za 4,20 zł nie wydam za żadne skarby świata! Chociaż... No, może za koszyk wiśni mogłabym się zastanowić... Wiśnie w tym roku mnie powalają degustacyjnie. Codziennie. 😉😉
UsuńTo ja bym im smakowała do worka wszystkie śmieci (segregowane i niesegregowane), które powstały w tym akcie twórczym. W końcu by tworzyć trzeba żyć.
OdpowiedzUsuńMuszę pamiętać o świeczkach. Spalam ogromne ilości świeczek... 😉
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńno to mój wydawca jest łaskawy, mogę swoje dzieła publikować, gdzie chcę :) i nic mi nie odbiera :P
OdpowiedzUsuńTo nie jest umowa z wydawcą. 😉
UsuńAle to jakieś tajne miejsce i nie możesz swojej pracy w danym temacie powtórzyć w innym miejscu? Czy płacą tak dużo, że mają ochotę na wyłączność Twoich rąk?
UsuńWszystko jest postawione na głowie...
UsuńTfurczość też...
Szaleństwo...
UsuńStrach sie bac.
OdpowiedzUsuńDla niektórych słowo "umowa" oznacza: ja się umawiam, a ty się zgadzasz. 😉
UsuńO rany! A ja dojeżdzałam do klienta wykonując dzieło. To autko też by trzeba mu oddać? I te wszystkie fajeczki wykopcone ze stresu? Hmmm...trzeba dobrze przekalkulować...
OdpowiedzUsuńAutko - pół biedy. Ale popiół z papierosów?! Zbierałaś? 😉
UsuńI caly internet tez?! Ale to jak: nagrac go na sticka czy zzipowac?
OdpowiedzUsuńA gdyby tak mieć prawo własności do internetu...? Ojacie... Wtedy nawet wiersze Kochanowskiego byłyby moje 😉
UsuńCóz, jak widzimy, to tylko kwestia odpowiedniej umowy chyba :)
UsuńPrzynajmniej tak sie niektórym wydaje.
Nie myślą głową, tylko portfelem...
UsuńNegocjujesz?
OdpowiedzUsuńTak. Jeszcze niedawno mnie to krępowało. Teraz wiem, że krępować powinna się osoba/instytucja której się wydaje, że kupuje efekt czyjejś pracy razem z jej wykonawcą...
UsuńTak! Właśnie moje serce żywiej zabiło w Twoją stronę. Ja też negocjuję od niedawna, ale jak mi z tym dobrze!
UsuńSiostro! 😉
UsuńPan i wladca i niewolnica, cholera, ze tez nie mozna nigdy normalnie?
OdpowiedzUsuńkażdy ciągnie w swoją stronę, uśmiechając się przy tym dyskretnie...
Usuńja mam ostatnio do czynienia z ludźmi którzy bez czytania podpisali umowy nie patrząc co pisze małym druczkiem a tam wypisane kary pieniężne za różne przewinienia (bzdety) i to nie małe kary. Koniec końców za zerwanie tych umów też kara i w efekcie osoby które zerwały umowy zarobiły 400 zł a jeszcze muszą 1200 zł oddać pracodawcy.
OdpowiedzUsuńWykorzystywanie naiwności...
Usuńzapomniałam dodać, że to umowy o pracę rzecz jasna. Chwyty totalnie poniżej pasa
UsuńA to jest legalne?
Usuńnie mam pojęcia. Odesłałam do prawnika ale czy oni tam dotrą to nie wiem
UsuńEch... tworzyć dzieła. Zazdroszczę ;)
OdpowiedzUsuńEch... Gdyby tak wyrzeźbić drugi ołtarz Wita Stwosza. To dopiero byłaby umowa 😉
Usuń