 |
| H.M. |
Jestem zdruzgotana tym, że najprawdopodobniej nie mam wnętrza. Wszystko, co dzieje się w moim środku, natychmiast widać na zewnątrz. Zwłaszcza na twarzy. Rozumiem, że przez to w środku nie ma nic. Pusto. Wszystko wyłazi na zewnątrz jak kisiel przez sitko. Radość, ból, smutek, duma, złość.
A w czym Ci to przeszkadza?
OdpowiedzUsuńW liczeniu zmarszczek 😊
UsuńEeee, każdy tak myśli o sobie :) Jest ok.
OdpowiedzUsuńTo nie pociesza...
UsuńEeee, tu myślę podobnie jak Monia. Ale co, chcesz kłamać?
OdpowiedzUsuń;-)
Kłamać to trzeba umieć 😉
UsuńOtóż to!
Usuńczyli dobrze z Tobą grać w pokera :D
OdpowiedzUsuńPewnie dlatego nie gram 😉
UsuńA może tam środku jest już za dużo i wyłazi to, co się zwyczajnie nie mieści?
OdpowiedzUsuń... myślę i myślę...
UsuńTo bardzo słuszna uwaga.
Wyłazi nowe, które się już nie mieści. Stare czuje się doskonale i nie robi nowemu miejsca. Czyli to nie pustka. Zatem co?
Stabilizacja...?
UsuńJa tam lubię jak widać, przynajmniej wiem, co człowiek czuje. No i masz wnętrze, przecież o to chodzi, by emocje były do rozszyfrowania, a nie działanie w brew, na siłę. To dobrze, że dajesz upust i wydostaje się nadmiar. To zdrowe Kalina. Kisses
OdpowiedzUsuń