Poprosiłam dzieci, żeby napisały imiona swoje i swojego rodzeństwa. Poniżej imiona i nazwiska swoich rodziców. Wyśmiali mnie. Po chwili część zaczęła poprawiać nazwiska swoich mam. Przestali się śmiać. Dzieci, poproszone o napisanie i mion i nazwisk swoich dziadków, były dość skrępowane. Kim byli ich pradziadkowie - nie wiedział prawie nikt. Nawet imion nie można sobie było przypomnieć. Nazwiska to już kosmos.
Cztery pokolenia.
Wyciągnęłam oczywisty wniosek:
Za niecałe 100 lat nikt z twojej rodziny nie będzie pamiętał, jak miałeś na imię.
Masz władzę nad czasem. Przeszłość i przyszłość twojej rodziny leży w twoich rękach. Dowiedz się jak najwięcej o swoich przodkach i przekaż tę wiedzę dalej.
Zapadła cisza.
Po spotkaniu podszedł do mnie Leon.
"Proszę pani, a moi dziadkowie pochodzą z Ukrainy".
Poczułam dumę. Zaczęło działać.
ja znam nazwiska i imiona do dziadków. Pradziadków już niestety nie wiem. Moja mama jest najmłodsza z rodzeństwa i swoich dziadków nie znała bo zmarli lata przed jej narodzeniem. A jak ich nie znała to i z opowieści niewiele o nich wie poza tym, że jedna babcia była tak koszmarna, że cały rok pomieszkiwała co chwila u innego syna z rodziną bo nie dało się jej zdzierżyć.
OdpowiedzUsuńz kolei mój mąż potrafi pokazać drzewo genealogiczne swojej rodziny do 1856 roku wstecz. Wszystkich mają online na drzewie ze zdjęciami i datami urodzin i zgonów. Ale oni mają tytuły szlacheckie więc bardziej swoją przeszłość pielęgnują. Mają zdjęcia odebranych dworów, majątków, nawet jakieś pojedyncze przedmioty sprzed wojny. Jak zrobili rok temu zjazd rodzinny to trwał 3 dni zjechało się pół świata i setki luda. Nie wiem czy już mnie wtedy czytałaś ;)
UsuńFantastyczne! Arystokratyczne rody cenią swoją historię
Usuńo tak, przyznaję, że to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Głównie ten zjazd bo każda gałąź rodziny przygotowała mowę i prezentację multimedialną. Kilka godzin żeśmy słuchali i omawiali. Poza tym mamy każdy z rodziny wiele obrazów rodzinnych malarzy no i przedmioty z początków XIX wieku. Ja po moich przodkach nie mam nic
UsuńTo ciekawe, że udało im się te przedmioty jakoś zachować... Pochodzą z Polski?
Usuńsą przekazywane z pokolenia na pokolenie. Mój teść ma lampę oliwną z bawialni z pałacyku w którym się urodził. To lampa z 1900 roku coś koło tego a jacyś jego dalsi kuzyni mają przedmioty codzienne (grzebienie, jakieś damskie spinki do włosów) z Kresów wschodnich bo stamtąd pochodzą. Mają książki ręcznie przepisywane przez zakonników i masę innych rzeczy. Widziałam zdjęcia tego na zjeździe. Fantastyczna sprawa :)
Usuńzerknij u mnie na datę 1 lipca 2017 tam masz kilka zdjęć z tego zjazdu i są na nich pamiątki :)
UsuńSmutne to.
OdpowiedzUsuńNa nic mie mamy czasu...
UsuńUsprawiedliwienie - wytrych.
Jestem obcykana z pokoleniem pra-pradziadkow wlacznie, po stronie ojca. Po stronie matki tylko do pradziadkow udalo mi sie dotrzec. Ale mnie to akurat interesowalo. Cala reszta rodziny pewnie konczy swoja wiedze na dziadkach.
OdpowiedzUsuńZachowaj informacje na piśmie. Znajdzie się za jakiś czas wariat, który zacznie w tym grzebać. I doceni ciotkę za Stanów 😉
Usuńech Kalina, na historii w 4 klasie i na edukacji regionalnej, która mi zlikwidowano, dzieciaki robiły drzewa genealogiczne ze zdjęciami, zmuszałam ich do tego !!!
OdpowiedzUsuńrobiły razem z rodzicami na dużych brystolach ze zdjęciami ... rodzice byli wkurzeni ale, gdy już zrobili, to potem dzieciaki z duma prezentowały te swoje rody, opowiadały niesamowite historie rodzinne...bo ja uważam, że należy uczyć przez pryzmat własnej rodziny !!!i w końcu napisze ten program ;-)
tylko mam obawy, bo napisałam dwa autorskie(regionalna i teatralna) i oba dziś nie funkcjonują...
Teatralna, czasem ktoś musi popchnać pierwszy klocek domino, żeby w innym człowieku (rodzinie) ruszyła lawina. Pisz, pisz proszę!
UsuńZnam nazwisko jednej prababci i jednego pradziadka, są różne. Ich imion nie znam, ale jeszcze mogę się dowiedzieć. Kiedyś coś mnie napadło i kopiowałem stare zdjęcia z albumu babci. Powinienem do tego wrócić i opisać je, póki ciotki jeszcze żyją. Pewnie tego nie zrobię i pamięć o mojej rodzinie przepadnie, jak pamięć o innych rodzinach. Nikogo to nie obejdzie. I nie ma się co dziwić.
OdpowiedzUsuńCiekawe, co Leon myślał, kiedy mówił o dziadkach z Ukrainy? Może wcale nie był z tego dumny? Spróbujmy wyobrazić sobie niemieckie albo amerykańskie dziecko, które mówi: moi dziadkowie byli z Polski...
Leon był dumny.
UsuńSą chwile, gdy w myślach odwołuję się do historii mojej rodziny. Uważam, że człowiek powimiem mieć świadomość, że ufo nie zrzuciło go w "te" okolice przedwczoraj. 😉
Po zastanowieniu dopisuję: odnośnie do nietórych - podejrzewam, że jednak ufo przedwczoraj 😉
a ja nietypowo - wolę ciche rodzinne tradycje, niż rozbuchane drzewa i epatowanie. Matka na emeryturze miała czas i ochotę, więc się bawiła drzewkiem rodowym. chyba z pięć lat, aż dobrnęła do kart już opisanych w innych opowieściach. Nie dam rady zapoznać się z przodkami, z którymi łączy mnie wyłącznie historia. Poza tym - snobistyczne zapędy, duma i raj utracony - nie jestem takim egocentrykiem - to coś zmienia? że pra pra dziadek Był Adamem, a Babcia - Ewą - nie sądzę.
OdpowiedzUsuńNie czuję, że to snobizm. Raczej szacunek.
UsuńDla mnie ma wartość, skąd "moi" przyszli. Cieszę się z tego. I z podziwem patrzę, jak zadbali o mieszanie genów ;-)
Świetne ćwiczenie :) moi pradziadkowie, czyli dziadkowie mamy urodzili się Budapeszcie, także wiesz, nie tylko na dzieci, to działa.
OdpowiedzUsuń