wtorek, 3 lipca 2018

nakrętkę

Wróciłam do samochodu po kilku godzinach, zmęczona i bardzo spragniona. Samochód stał w pełnym słońcu, temperatura w środku zbliżała się do poziomu imponującego.
Usiadłam za kierownicą i zauważyłam, że na siedzeniu obok leży butelka z "napojem typu cola", którą zostawiłam, wysiadając rano.
 - Hurra! - pomyślał mój ośrodek pragnienia w mózgu i zmusił obie dłonie, by odkręciły nakrętkę. Przystawiłam butelkę do ust i wypiłam kilka, no może nawet kilkanaście, potężnych łyków. Tak potężnych, że zabrakło mi tchu. I wtedy stało się najgorsze. Dotarło do mnie, jak dziwnie smakuje "napój typu cola" podgrzany do temperatury około 60 stopni, zawierający resztkę gazu...
Coś jak herbata z tabletką musującą bezsmakowego Calcium.
Jak woda po praniu końskiej derki, wymieszana z jednym bąblnięciem gejzera.
Jak ciecz z pojemnika na bioodpady, wzmocniona trzema psiknięciami spleśniałego offa w sprayu.
Jak wywar z rozkładającego się kreta, który tuż przed śmiercią nałykał się dwutlenku węgla.
Jak gorący syrop przeciwkaszlowy z mojego dzieciństwa, po którym natychmiast mijał kaszel, za to pojawiały się torsje.

Gdyby ktoś chciał spróbować, podaję domowy przepis: wlać colę do czajnika, podgrzać, wstrząsnąć, wypić, nie marudzić.

18 komentarzy:

  1. uzupełniłaś płyny i elektrolity, to nie marudź!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, elektrolity! Elektrolity w takiej temperaturze miały taki ładunek, że szykowały się do wojny z torebką po drożdżówce!!!

      Usuń
    2. Wzrost temperatury ma wpływ na szybkość reakcji. Uzupełniłaś je skuteczniej, może nawet przedawkowałaś...

      Usuń
    3. Tak czuję. Przedawkowałam zwłaszcza CaFe BiBa (Kingsajz dla każdego!) ;-)

      Usuń
  2. A ja myślałam, że ciśnienie i temperatura spowodowały wybuch colowego gejzera. W sumie miałaś dużo szczęścia! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, przypomniałaś mi! Cudowne wspomnienie! 4 bohaterów: mój narzeczony, ja, wnętrze fiata 126p i butelka z polonijnym napojem gazowanym! Jaciekręcę jak to siknęło! Cały maluch był doszczędnie oklajstrowany przesłodzonym paskudztwem! A my wycieraliśmy breję z włosów!!! To były czasy! Teraz nikt już nie produkuje takich sztuczności! 😉

      Usuń
  3. Raju, Twoje porównania mam przed oczami, nosem dotykam i czuję, o fuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmysł smaku działa zbyt opieszale w pewnych sytuacjach 😉

      Usuń
  4. oszzzzzzzzzzzzz fuj !!! trza było już lepiej umrzeć z pragnienia :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziekuje za przepis, NIE wyprobuje!!!! :)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sytuacji ostatecznej - umożliwia przeżycie. To jedyna zaleta. Ach, przepraszam - jest jeszcze druga: może leżeć w takim upale tydzień, a i tak się nie zepsuje 😉

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. HHehehe! Wyobraziłam sobie taką scenę: ktoś stawia przede mną kubek z napojem. Paskudnym. A ja chwalę: O, wspaniałe! I jakie mokre! 😉

      Usuń
  7. Woda podgrzana za to smakuje jak woda. Polecam. Mało cukru, dużo wodoru i tlenu. Smakuje szmatą tylko jeśli włożysz do niej szmatę. Jest przewidywalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciepła woda z plastikowej butelki smakuje trochę jak wywar ze spalin... 😉

      Usuń
  8. ciepła cola, ciepła woda, ciepłe cośtam cośatam aaaaaa FUJ,
    ale cierpię na chorobę wożenia w aucie butelek z wodą i niestety czasami się zagotuje, a czasami wybuchnie...zimą

    OdpowiedzUsuń
  9. jeeeeeezu, Ty to masz pomysly! to musialo byc okropne, bllleee!!!!!

    OdpowiedzUsuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":