Duch czasu powiedział do mnie: "Kalino, jestem! Skończ z niechęcią. Weź głęboko powietrze w płuca, poczuj jak wypełnia cię całą i zdobądź się wreszcie".
No i się zdobyłam. I zainstalowałam dwie aplikacje na telefon.
Jedna służy do planowania tego, co należy zrobić. Niby jest to powielanie kalendarza, notesu, kartek na lodówce, alarmów w telefonie i innych takich, ale w końcu nie dlatego piszę, że spodziewam się słów krytyki. Raczej oczekuję ła-zachwytów. Zaczęłam wpisywać w planer rzeczy do zrobienia. Największą radość mam naturalnie z odhaczania tego, co już zrobiłam. Toteż wpisuję rzeczy do zrobienia w sposób przemyślany - nie chcę mieć przecież pół kilograma zaległych spraw "do zrobienia" w telefonie. Najważniejsze jest dobre samopoczucie, a takie właśnie pojawia się podczas odhaczania.
Druga aplikacja to lista zakupów. Robię ją w domu. Udostępniam ją mężowi i córkom (już umiem!). Oni dopisują, co uważają za potrzebne. A potem to z nas, które nieopatrznie znajduje się w sklepie, kupuje wszystko co trzeba, odhaczając wszystkie produkty, które już są w koszyku. Ponieważ od jakiegoś czasu jestem wszędzie wożona przez młodego kierowcę (młodą kierowniczkę...), przeważnie lądujemy w sklepie we dwie. Wtedy każda szuka czego innego, odhaczamy niezależnie na swoich telefonach, lista topnieje i wszystko jest cudowne.
Jest tylko jedna rzecz, która mnie zastanawia.
Otóż dostałam niedawno informację od aplikacji zakupowej, że zakupy wszystkich użytkowników są uśredniane i z tego robione są listy podręczne najczęściej kupowanych produktów. Z których to list ja naturalnie nie korzystam, bo nie chcę/nie umiem. Niby nic. Wszystko na świecie jest uśredniane. Ale ja wprowadziłam pewną modyfikację mojej listy zakupowej i oprócz listy o nazwie "teraz", która jest naszym aktualnym spisem rzeczy do kupienia, stworzyłam sobie listę "praca".
Ponieważ moja praca składa się z okresów długich wyjazdów i okresów pobytów domowych, ciągle zapominałam, co należy zabrać na wyjazd, zwłaszcza że na wyjazd pakuję się zawsze będąc w domu, a to nie sprzyja wymyślaniu, co będzie potrzebne poza domem. Dlatego wszystkie rzeczy, które muszę mieć przy sobie jeżdżąc po Polsce, są wpisane jako swoista lista zakupów. Pakując się odhaczam kolejne przedmioty, które lądują w samochodzie, a potem robię tylko "klik" i cała lista pojawia się od nowa, gotowa do przygotowania kolejnego wyjazdu.
I teraz sedno sprawy: ktoś uśrednia listy zakupowe wszystkich użytkowników, a ja ciągle i ciągle od nowa, co kilka tygodni, mam w mojej liście zakupowej przedmioty, takie jak: karton książek, laptop, zakładki, skórzana teczka od Kasi, karton ołówków, suszarka, termos, śpiwór, konwerter do rzutnika, tealighty, olejek różany, ręczniki, apteczka, 3 pary okularów, kalendarz, kubek do kawy, cytryna, miód, adidasy, karty, audiobooki oraz wiele innych, o których wstydzę się nawet myśleć.
Jeśli ktoś robi z tego statystyki, musi się zastanawiać nad moim trybem robienia zakupów i trybem życia...
I nie oczekuję teraz wyjaśnień, że nikt nie robi statystyk, że bezduszna maszyna, że oprogramowanie, że software i inne brzydkie słowa. Chcę myśleć, że moja lista wyjazdowa rozbiła bank! ;-)