wtorek, 27 marca 2018

espadryle, espadryle

Weszłyśmy z córką do Oszą, żeby sprawdzić, czy są już espadryle. W zeszłym roku zorientowałyśmy się w połowie lata i żałowałyśmy, że w lipcu nie mogłyśmy pomykać w tym szczycie osiągnięć obuwniczych. Sprawdziłyśmy na regałach z plastikowymi sandałami. Były. Cztery pary dla mnie, trzy dla córki - w ten sposób obstawiamy całe lato i zyskujemy pełnię szczęścia i radości.
W podskokach udałyśmy się do kasy, położyłyśmy nasze espadryle (uwielbiam to słowo i będę go nadużywać) na taśmie. Przed espadrylami spoczywał na taśmie Mont Everest poprzednich klientów. No jasna pogoda - tyle żarcia, że od razu widać, iż ludzie organizują zawodowo wesela i kupili zapasy żywności na rok. Nagle taśma się poruszyła i gdzieś z północnego stoku Czomolungmy* spadło plastikowe przezroczyste pudełko. Podniosłam i ułożyłam w stabilniejszej okolicy. Bezmyślnie i odruchowo. Ot - coś spada, a człowiek się schyla i podnosi.
- O, dziękuję - powiedziała pani. - To baranek.
- Baranek? - zdziwiłam się.
- Baranek z masła. Na Wielkanoc. No wie pani, robimy zakupy na święta.

Spojrzałam na espadryle i poczułam niewiarygodną lekkość bytu.

* sprawdziłam w Wikipedii, że Czomolungma w uproszczonej wersji chińskiego to  珠穆朗玛峰.
No czyż można nie kochać Chińczyków? Jak coś robią, to już porządnie. Jak upraszczają, to z sercem. ;-)

27 komentarzy:

  1. Baranek, mowisz? z masla?
    To ja wole espadryle:))

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie to juz beda chyba 3 swieta ktore totalnie ignoruje.

    OdpowiedzUsuń
  3. To już? A w miarę trwałe są?

    Bo ja się zniechęciłam po zakupie w Bp jak mi sznurki od podeszwy zaczęły odstawać. Ale chętnie przytulę jakąś parkę w moim rozmiarze :-) Daj znać proszę to jeszcze dziś nawiedzę Oszołoma w drodze dodom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izabelko, 15 zł za parę, w Twoim Oszą. Za tę kwotę wybaczam siano wystające z podeszwy po dwóch tygodniach ;-)

      Usuń
    2. No wiesz, preferuję jakość, nie jakoś, ale najwyżej po dokładnej "wiwisekcji" dokupię tubkę kleju ;-)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z roku na rok zakupy świąteczne u mnie coraz skromniejsze, ale espadryle dobrze jest wpisać na listę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też coraz skromniejsze.
      W końcu to są święta, a nie mordowanie własnej wątroby ;-)

      Usuń
    2. I patrząc na zakupy innych zawsze się zastanawiam ile przeciętny Polak jest w stanie zeżreć przez 2 - słownie dwa - dni? Wychodzi mi, że tyle co przeciętna ptaszyna, sikoreczka, wróbelek czy cóś - czyli tyle ile sam waży :)

      Usuń
    3. Tyle ile waży zjada na śniadanie wielkanocne. A to jest dopiero początek...😉

      Usuń
  6. podziwiam chińską lakoniczność, ale obawiam się zerknąć jak wygląda to słowo w pełnej (nieuproszczonej) wersji - serce gotowe nie wytrzymać kultury tak starożytnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mnie zastanawia, jak się podróżuje samochodem po Chinach. Wyobrażam sobie zjazd z ośmiopasmowej autostrady i usilne starania wszystkich pasażerów, żeby odszyfrować, czy to "nasz" pas, czy nie. ;-)

      Usuń
    2. niektórzy tatuują sobie gdzieś na karku, czy ramieniu przepis na chińską zupkę, myśląc, że to szamańskie zaklęcie gwarantujące pośmiertną wartość niczym wazy z dynastii sing, ping, ming, czy innego odgłosu rykoszetujących pocisków w zamkniętej przestrzeni. a zupki produkuje się gdzieś koło Warszawy podobnież, bo to już przedmieście Pekinu się staje.

      Usuń
    3. W pełnej wersji jest prawdopodobnie nieco bardziej "flexible" wizualnie 😉

      Usuń
    4. Przedmieścia Pekinu... Patrząc na ilość sprzedawanych produktów z Chin jest centrum!

      Usuń
  7. Wczoraj zrobilam swiateczne zakupy: 15 kg ziemniakow, 2 kg cebuli i 5kg glowe kapusty!!! :) :) :) Jedziemy do dziecka, musialam im podstawowe srodki zywnosci kupic, zeby tam nie glodowac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lecicie samolotem? Już widzę tych ludzi, którzy prześwietlają bagaże: "O, patrz, George, Polacy do dziecka jadą na święta!" ;-)

      Usuń
  8. ha ha ha ... no bo oni organizują święta a Ty już organizujesz sobie wakacje. Dla każdego coś miłego :D

    PS. tjaaaa moja mama kiedyś kupiła tego barana z masła. Chociaż czekaj ... baran to i był ale masła w tym było niewiele ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baranek z masła bez masła? Też pomysłowe... 😉

      Usuń
  9. Po nepalsku też ładnie माउन्ट एवरेस्ट

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pranie na sznurze... Albo jak dwie grupy niosące drzwi od szafy...

      Usuń
    2. Ogonki małpek wiszących wysoko i huśtających się radośnie 8848 m n.p.m.
      Albo podeszwy dwutygodniowych espadryli 😊

      Usuń
    3. Podeszwy wygrywają! Izabelko, jestes tu? Sama widzisz - Nepalczycy podają, że tak musi być. 😊😊

      Usuń
    4. Mam i ja!
      Wzięłam 2 pary - podeszwy zwyciężyły - wyglądały nad wyraz solidnie :-))
      Miałam tylko problem z identyfikacją prawy-lewy, ale to się ustali w trakcie chodzenia ;-)

      Usuń
    5. Espadryle są niezdefiniowane stronniczo w chwili zakupu. Ma to swój urok - kupić parę butów a oba prawe. Albo lewe... 😉

      Usuń

Miejsce na "myśli nieuczesane":