poniedziałek, 24 września 2018

frajda

Sroka wyjmuje ze świeczników na naszym balkonie wypalone tealighty i, krótko mówiąc, kradnie je. Zaczęłam wystawiać na stół balkonowy więcej wypalonych tealightów, żeby ptaszysko zachęcić, a sroka zaczęła przylatywać częściej. Byliśmy zachwyceni. Patrzenie na nią to prawdziwa frajda.

Młodsza córka zauważyła, że sroka zabrała nam ze stołu tealighta wraz ze świecznikiem. Małym, ale jednak...
A potem okazało się, że zabiera z naszego balkonu również nowe, niewypalone tealighty.

Niezła się impreza u sroczek szykuje, proszę Państwa!

Czy powinnam wystawić jeszcze zapalniczkę? ;-)

niedziela, 23 września 2018

sobota, 22 września 2018

koafiurę

Dzięki M. znalazłam fryzjera.
Fryzjera, który potrafi okiełznać.
Okiełznać nie moją koafiurę, tylko mnie.

Wczoraj zapytał mnie, czego się spodziewam.
Powiedziałam.
Zaśmiał się i szepnął mi na ucho "nie".
W pierwszej chwili myślałam, że żartuje. Ale to nie był żart. Powiedział, że odmawia, bo to nie dla mnie.
Po jego poprzedniej działalności na mojej głowie mogłam ocenić, że wie co robi.
Zgodziłam się, żeby czynił swoją powinność i zmajstrował, co chce.

I teraz mam piękny kolor włosów i ładną fryzurę.

O, dzięki ci, Losie, że są ludzie, którzy wiedzą lepiej :-)

środa, 19 września 2018

dumy

Powód do dumy mam wielki, więc się pochwalę:

pierwszy raz w życiu wykazałam się niebywałą asertywnością.

Podczas półtoragodzinnej rozmowy ani razu nie dałam się zbić z tropu.
No, może nie była to wyłącznie asertywność, bo też sporo "mam rację, a ty nie masz racji", a także obfita ilość "prosisz o szczerość - to nie marudź gdy ją dostajesz", ale mimo to czuję się dumna.
Nie dałam się zaszczuć, broniłam swego, zdawałam sobie sprawę z własnego stresu, potrafiłam go zlokalizować w swoim ciele i udało mi się opanować niewiarygodny ucisk gdzieś pomiędzy piętami a trzewioczaszką.
Usta mi wysychały, co świadczy o tym, że adrenalinę miałam w każdym zakątku ciała.

Moje córki, które słyszały tę rozmowę, pierwszy raz miały okazję podziwiać swoją mamę jako walczącą harpię, kobietę-wojownika i tytułową bohaterkę filmu "Lwica Elza". Po wszystkim uznały, że byłam wspaniała. Szykuję miejsce dla Oscara za pierwszoplanową rolę żeńską.

Przy rozstaniu usłyszałam, że rozmowa ze mną nie ma sensu, bo stoję twardo na swoim stanowisku. I to był najpiękniejszy komplement, jaki usłyszałam w życiu.

Czuję, że dzisiaj mogłabym wszystko!
A to, co powiewa za moimi plecami, to nie wiatr. To efekt ruchu moich skrzydeł. U ramion.

poniedziałek, 17 września 2018

pewne

Dwa tygodnie po powrocie starszej córki z wakacji przyszła pocztówka od niej do młodszej siostry.

Wszystko w świecie się zmienia: samoloty z darmowymi drinkami dla pasażerów latają często i gęsto, statki kursują jeden za drugim, przepychając się w cieśninach, autokary mkną po unijnych autostradach w każdą stronę, wypuszczając pasażerów na krótkie siku przy darmowych toaletach, łodzie podwodne nurkują przy dnach morskich, aż można je ze śledziami pomylić, ale jedno jest pewne i niezmienne:
poczta jak działała, tak działa.

niedziela, 16 września 2018

atrybuty

Podziwiam kobiety, które akceptują swój wiek i jego atrybuty: siwe włosy, zmarszczki.
Jednocześnie podziwiam kobiety, które potrafią zadbać o swój wygląd: chodzą do kosmetyczki, na masaże, mają jędrną, gładką skórę, pięknie ufarbowane włosy, zadbane włosy - pomimo swego wieku.

Z jednej strony chciałabym należeć do pierwszej grupy, z drugiej strony bardzo chciałabym patrzeć w lustro i widzieć młodą twarz.


wtorek, 11 września 2018

nowego

- Kalinko, zadzwoniłam do przychodni. Powiedziałam, że sprawa jest pilna, bo oko bardzo mnie boli. Pani powiedziała mi, że pilna wizyta może być ustalona już na początku nowego roku.
- Czego, mamo?
- Nowego roku. No w styczniu.
- Mamo, jestem trochę zaskoczona, bo jeszcze się jesień nie zaczęła i zupełnie nie myślałam o tym, że w ogóle będzie nowy rok...
- No widzisz, jaka jesteś nieprzyszłościowa…

poniedziałek, 10 września 2018

problemu

Znałam kiedyś osobę, która cierpiała na alkoholizm.
Prawdopodobnie bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że to wszyscy znajomi tej osoby cierpieli z powodu jej alkoholizmu. Ona czuła się doskonale. Aż do pewnego momentu. Potem sytuacja się zmieniła.
Żeby zrozumieć, o co chodzi, dużo czytałam na ten temat i rozmawiałam z terapeutami, ponieważ zaczynałam coraz bardziej podejrzewać, że zaczynam wariować. Życie w plątaninie kłamstw, manipulacji, oskarżeń, wymieszanych z napadami czułości i zapewnieniami o lojalności i wiecznej przyjaźni spowodowało, że musiałam odnaleźć w tym wszystkim jakiś sens i zrozumieć sedno problemu. Zrozumieć, na czym polega alkoholizm. Dlaczego choruje razem z alkoholikiem całe jego otoczenie. Z jakiego powodu wszyscy alkoholika usprawiedliwiają i "nie widzą" jego wybryków. Dlaczego schemat tak łatwo się powiela. Co sprawia, że wszystkie osoby, mające kontakt z alkoholikiem, wpadają w identyczne współuzależnienie. Na czym ono polega. Jakie są mechanizmy i jak można je zerwać, żeby się uratować. I jak sobie poradzić ze świadomością, że alkoholikowi pomóc się nie da w żaden sposób.

Nie było mi aż tak ciężko, jak członkom najbliższej rodziny alkoholika. Byłam na tyle daleko, że mogłam, po udzieleniu sobie pierwszej pomocy, odciąć się od tego. Ale emocje pozostały. I specyficzna czujność.

Niedawno moja znajoma, podczas zupełnie neutralnej rozmowy, powiedziała mi, jak bardzo poczuła się dotknięta. Otóż ktoś powiedział jej, że jej mąż jest chyba alkoholikiem. A ona przecież zna go najlepiej. Jest przy nim i wie, że on pije tyle co wszyscy. I mógłby przecież przestać, gdyby tylko chciał. I ona zna alkoholików, wie, na czym to polega, i ma pewność, że jej mąż nigdy przenigdy...


na głos

Muszę zrobić sobie badania krwi. Dość szczegółowe. Osobom nawet tylko pobieżnie znającym się na rzeczy jednoznacznie mogą one zasugerować, co mi dolega.
Podchodzę do okienka w rejestracji. Wyciągam dowód osobisty, bo nie wolno mi wypowiedzieć mojego nazwiska. Na skierowaniu od lekarza mam wypisaną listę badań.
Pani w rejestracji przygląda się skierowaniu uważnie, po czym na cały głos informuje mnie i wszystkich obecnych w poczekalni, których badań nie może mi zrobić.
Dostaję dreszczy.
Proszę, aby nie mówiła mi, których nie może mi zrobić, tylko żeby zaznaczyła je na skierowaniu.
Pani czyta na głos listę wszystkich badań, które są wypisane na moim skierowaniu, i przy dwóch wspomina, że "tu nie zrobimy".

Ustawa nie zapełni pustego miejsca w mózgu.

niedziela, 9 września 2018

oddaliła

Zauważyłam niedawno, że głowa mojej młodszej córki w zatrważający sposób oddaliła się od jej stóp. Zwłaszcza w pozycji wyprostowanej. Widać to szczególnie, gdy leży w łóżku. Stopy ma na jednym jego końcu, a głowę na drugim.

Dziś założyła spodnie, których nie nosiła latem.
Jakże cudowna jest współczesna moda, że toleruje nogawki 8/9. Albo raczej 7/8. A może nawet to są już 4/5...?

dostawą

Czy można przez internet zamówić kawę z dostawą do łóżka?

sobota, 8 września 2018

zupełnie

nie pamiętam, czy to zdjęcie już zamieszczałam, ale teraz muszę...
- Mamo, dzwoniłaś do mnie dzisiaj rano, bo chciałaś, żebym coś ci zrobiła, pamiętasz?
- Nie, nie pamiętam. Dzwoniłam do ciebie?
- Tak. Pamiętam, że rano rozmawiałyśmy i prosiłaś mnie, żebym coś ci zrobiła. Ale ja wtedy pracowałam i nie do końca wyszłam z myślenia o pracy. No i zupełnie nie pamiętam, co to było.
- Ja też, Kalinko. Ale ja nie pracowałam i nie mam się czym usprawiedliwić.
- To co teraz?
- Poczekajmy, może się którejś z nas przypomni. Mam nadzieję, że mnie.
- Ja też mam nadzieję, że mnie, mamo.

piątek, 7 września 2018

mandat

Muszę zapłacić mandat.
Wyznaczono mi 14 dni, minęło 5.

Jest to najbardziej niesprawiedliwy mandat, jaki dostałam w życiu.
Zwykle rozumiem, za co mnie ukarano i przyjmuję z godnością, dostrzegając swoją winę.
Ten mandat był skrajnie niesprawiedliwy.
Wystawiła mi go niemiecka drogówka, więc jego kwota jest przykra, nawet na papierze.
Jeszcze bardziej przykra będzie, gdy już odpłynie z mojego konta.

Zatem, jak napisano powyżej:
muszę zapłacić mandat.

I tak już muszę od 5 dni...

Żeby poczucie mojego smutku nie było aż tak duże, opłaciłam wczoraj kilka obiadów w jadłodajni dla ludzi, którzy potrzebują darmowego posiłku. Niech chociaż coś dobrego będzie z tego mandatu.

- Smacznego, proszę Pana, niech Panu smakuje żurek z jajkiem czy też krupnik z wędzonką. Jest mi lżej, że nie będzie Pan dzisiaj głodny.

przykrywek

Na targu staroci można kupić wszystko. Wiedziałam. Ale i tak zaskoczyło mnie, jak dużo jest porcelanowych dzbanuszków bez przykrywek.
Zwłaszcza, że właśnie takie dwa dzbanuszki bez przykrywek chciałam kupić.

czwartek, 6 września 2018

obojętnie

Zrozumiałam, że gdy pytasz mnie, czego się napiję, to nie oczekujesz, że powiem "obojętnie".
Chcesz, żebym dokładnie ustaliła ile, czego i jak.
Myślałam, że gdy pozostawiam ci możliwość zdecydowania o mnie, robię ci przysługę.
Teraz wiem, że pokazuję ci, że jest mi wszystko jedno. Obojętnie.
A nie jest.
Nie jest obojętnie.
To straszne słowo.
Postanawiam nie używać go więcej, gdy pytasz.

Obojętnie to można patrzeć jak trawa rośnie u sąsiada. Bardziej zielona.
I wtedy to jest zaleta.
Tylko wtedy.

różnic

Młodsza córka trafiła do zaawansowanej grupy na angielskim.
- Jak się czujesz na angielskim?
- Dobrze.
- Wszystkie dzieci są na podobnym poziomie?
- Tak. Może ci pozostali znają więcej słów niż ja, ale oprócz tego - żadnych różnic.

Żadnych różnic!
Ależ kocham!


środa, 5 września 2018

tramwajem

- Kalinko, a jak się umówimy ze Stefą?
- Pani Stefa ma do nas bezpośredni tramwaj, mamo. Niech wsiądzie u siebie pod domem w tramwaj numer 1 i jedzie nim aż do końca. My podjedziemy na ten ostatni przystanek samochodem. Tam będziemy na nią czekać.
- Ale gdzie, Kalinko?
- Na ostatnim przystanku.
- Ja nie wiem, Kalinko, gdzie jest ten przystanek.
- Ty, mamo, nie musisz wiedzieć, gdzie on jest, bo ja cię tam dowiozę. Ważne, żeby pani Stefa wysiadła z jedynki na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie to jest? Ja tam nigdy nie byłam.
- To jest, mamo, przystanek najbliższy Twojego domu. Tam odbierzemy panią Stefę.
- A jak on się nazywa?
- On się, mamo, nazywa "ostatni przystanek jedynki". Pani Stefa musi jechać tramwajem przez całe miasto i wysiąść u nas na ostatnim przystanku.
- Ale gdzie jest ten przystanek, Kalinko? Ja to przecież muszę wiedzieć, jeśli mam tam jechać tramwajem!
- Ty, mamo, nie pojedziesz tam tramwajem, tylko samochodem. Ze mną. To pani Stefa przyjedzie tam tramwajem.
- Kalinko, jak ty to sobie wyobrażasz, że ja dojadę tramwajem na spotkanie ze Stefą, a ty mi nie chcesz powiedzieć, dokąd mam jechać?
(Tu spłynął na Kalinę cud boski, duch święty, budda, jahwe, i święty bóg spaghetti)
- Mamo, znasz adres pani Stefy?
- Naturalnie.
- Powiedz jej, że przyjedziemy po nią do domu.
- Dobrze, Kalinko, już do niej dzwonię.

wtorek, 4 września 2018

zamula

Mam telefon dla niecierpliwych. A dokładniej mówiąc: dla takich, którzy czują, że są niecierpliwi,  a chcieliby rozwinąć cierpliwość.
Moja córka nazywa to "zamulaniem" i brzmi to bardzo stosownie.
Mój telefon istotnie zamula.
Działa jak zardzewiały młynek do pieprzu, który zanim zacznie mielić, musi się trochę poobracać w celach nie wiadomo jakich.

Przestałam korzystać z telefonu przy kimś. Nie mówię na przykład: zaraz ci to wyślę. Bo "zaraz" dla mojego telefonu oznacza coś całkiem innego niż dla innych telefonów.
On się musi zastanowić, wygasić na moment, przeanalizować i rozważyć. Nic pospiesznie. Nic pochopnie. Właściwie: jedno wielkie nic.

Powiedziałam dzisiaj mężowi, że chyba powinnam mieć nowy telefon. Wiedział. Kilka dni temu szukał w moim telefonie trasy dojazdowej do jakiegoś miejsca, gdy ja prowadziłam samochód. Zdążyliśmy osiem razy okrążyć kulę ziemską, zanim się doszukał. A ja jeżdżę naprawdę wolno...

dzwonki

Kupiłam dzwonki koshi.
Do wyboru cztery tonacje: ogień, woda, ziemia i powietrze.
Natychmiast uznałam, że chcę mieć ogień, ponieważ obserwowanie ognia działa na mnie kojąco (prawdopodobnie w poprzednim wcieleniu byłam podpalaczem), co daje nadzieję, że również słuchanie ognia będzie koiło część mnie, wymagającą ukojenia.

Włączyłam sobie przykładowe dźwięki, wydawane przez koshi. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty fragment. Trzeci był najpiękniejszy. Sprawdziłam - to melodia wygrywana przez wersję ognia. Ha! Jednak!
Kupiłam.

Mam nadzieję, że takie dzwonki nie są przewidziane na określoną liczbę zadźwięczeń. Obawiam się, że wyczerpałabym limit w tydzień...

poniedziałek, 3 września 2018

pejsami

Chciałam zrozumieć, o co chodzi z pejsami.
Gdy dowiedziałam się, że numerologiczna wartość hebrajskiego słowa określającego pejsy odpowiada numerologicznej wartości słowa określającego bóstwo, zaniemówiłam.
Gdy dowiedziałam się, że w każdym pejsie musi być minimum 40 włosów, bo to oznacza 40 czegoś równie dziwnego co ta numerologia, przestałam czytać.
Miałam nadzieję, że to jakiś zwykły symbol. Że na przykład jakiś prorok spadał w przepaść i zahaczył się pejsem o wystającą gałąź i dzięki temu nie zginął w morskiej otchłani i na pamiątkę tego wydarzenia żydowscy mężczyźni noszą dzisiaj pejsy.

Jak żyć?
;-)


niedziela, 2 września 2018

zawsze

Utknęliśmy w korku na autostradzie.
Dzięki temu mogliśmy się przekonać, że zawsze, ale to zawsze należy mieć w bagażniku papierową torbę z jabłkami, którą zapomniało się wyjąć z samochodu przed wyjazdem.

normalne

Pani w tramwaju sprzedaje nam bilety. Cztery normalne. Patrzy na mojego męża i na mnie, po czym przygląda się innym pasażerom.
- Państwo wsiadaliście z dziećmi, prawda?
- Tak.
- A gdzie są te dzieci?
- Zniknęły gdzieś w głębi tramwaju. Czy powinny do pani podejść?
- Nie. Zastanawiam się tylko, dlaczego kupujecie cztery normalne bilety, skoro podróżujecie z dwójką dzieci.
- Bo nasze dzieci przekroczyły już wiek, w którym człowiekowi przysługuje bilet ulgowy. Są za stare.
- A ile mają lat?
Padła odpowiedź.
- A, to przepraszam. Faktycznie, za stare. Cztery normalne dla państwa.
Odebraliśmy bilety. Wielki uśmiech dostaliśmy gratis.


sobota, 1 września 2018

świat

Podobno ZUS ściga osoby, posługujące się lewymi zwolnieniami lekarskimi. Śledztwa prowadzone są na facebooku i instagramie. Sprawdzają, czy podczas trwania zwolnienia chory nie zamieścił zdjęć z Cypru, Wysp Kanaryjskich albo Antyli, dodatkowo okraszając je tzw lokalizacją.
Kurcze blade, jaki ten świat jest skomplikowany...

niedziela, 19 sierpnia 2018

umów

Dostaję do podpisu sporo umów o dzieło. Różnych. Czytam je.
Wszystkie umowy skonstruowane są tak, że chronią wyłącznie prawa zamawiającego, czyli nie moje.

Dziś przeczytałam w propozycji umowy, że jestem zobowiązana przekazać zamawiającemu na własność wszelkie materiały, z których będę korzystać przy tworzeniu dzieła. Ale że długopis? Mój umysł? Brudnopis? Wielką Encyklopedię Powszechną? A co z kawą???

piątek, 17 sierpnia 2018

kobietą

Jestem najważniejszą kobietą w moim życiu - powiedziała pewna kobieta.

A ja myślę i myślę...

myśli

Pismo obrazkowe w zasadzie powinno upraszczać nam życie, ale co ten autor miał na myśli...?

Być może jest to przypomnienie: gdy urwie się rączka od parasola, należy użyć jej jako kijka...

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

zsynchronizowany

Reklamy w radio samochodowym powinny być zakazane. Gdy tylko się pojawiają, zaczynam przełączać stacje, a przecież każdy wie, że gdy kierowca skupiony jest na przełączaniu stacji, to nie skupia się na innych sprawach. Czyli uważność kierowców spada co kilkanaście minut, podejrzewam, że w sposób zsynchronizowany, ponieważ zauważyłam, że gdy przełączam się z jakiejś stacji z powodu reklamy, na innych stacjach też są wtedy reklamy. Czyli to nie ma znaczenia, jakiej stacji słucha kierowca, co kilkanaście minut, w tym samym czasie co wszyscy inni kierowcy, staje się niebezpieczny dla otoczenia.

To był wstęp, a teraz sens:
Dzisiejsza przygoda radiowa:
Muzyczka śliczna kończy się i zaczyna się reklama:
Skuteczny syrop (Kalina wyciąga palec i pstryk, przełącza się na inną stację) na suchość pochwy (dokończyła inna reklama).
Nosz kurna chata, jestem kobietą i dostaję od tego gęsiej skórki, ale gdybym była mężczyzną, to bym chyba dostała jeszcze większej...

siuup!

Obserwuję, które rzeczy mnie unieszczęśliwiają i te wyrzucam.
Wielki worek na śmieci i fiuuu!
Co za radość! Sprzęty kuchenne, których nigdy nie używam, bo kuchnia nie jest moim żywiołem. Prostownica do włosów, suszarka robiąca loki - siuup! Nie ma! I tak nie używam, a tylko patrzenie na nie powiększało mi szparę w duszy.
Eleganckie buty na wysokich obcasach - hej hop! i nie ma. Nie ma też myślenia, że czasem wypada. Już nie wypada. Nie ma.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie unieszczęśliwia. To facebook. Starsza córka mówi, że mogę założyć coś, co jest stroną zawodową, a zlikwidować prywatną i wtedy będzie więcej szczęścia. Dojrzewam. Wielki worek już czeka, żeby tego całego facebooka siuuu! wyrzucić ze mnie i zostawić miejsce, które natychmiast zarośnie lepszymi sprawami.

niedziela, 12 sierpnia 2018

grób

Znalazłam w telefonie zdjęcie zrobione na cmentarzu krótko po Wielkanocy. To grób sąsiadujący z grobem mojego taty i brata.
Nie mam słów, by opisać to, co myślę...

sobota, 11 sierpnia 2018

piątek, 10 sierpnia 2018

ulewa

A co, jeśli ulewa omija działkę mamy Kaliny?
Jeśli leje wszędzie dookoła, a u mamy nic? Zero?
A przecież mama stoi w oknie i słyszy w okolicy burze i czeka na te krople jak nie wiem co!
Ładnie to tak?! Gdzie honor?! Gdzie odpowiedzialność?!
I wreszcie gdzie zrozumienie dla Kaliny, która od miesiąca bierze na klatę odpowiedzialność za brak deszczu na działce...?
No bo ktoś musi być winny, c'nie?

wybryk

Pierwszy uznałam za wybryk natury. Drugi mnie zachwycił, zrobiłam mu zdjęcie i zmusiłam rodzinę do podziwiania.
A teraz są jeszcze dwa kolejne, malutkie.
Jest im u mnie wygodnie. Zwołują się. Zapraszają krewnych i znajomych (raczej krewnych...).
Mam tylko nadzieję, że zachowają należny umiar.

czwartek, 9 sierpnia 2018

płynów

Musiałam wykonać pewną pracę w pełnym słońcu.
Nie sądziłam, że będę musiała i wcale nie spodziewałam się pełnego słońca.
Pracowałam około pół godziny.
Po tym czasie dokonałam zakupu płynów w sklepie, wróciłam do domu i już wspinając się po schodach poczułam coś. Dziwne, miękkie, rozdygotane coś. Umiejscowione wyraźnie pomiędzy uszami a palcami u stóp. Czyli wszędzie, gdzie tylko można poczuć drżenie, lekkie wstrząsy i zawirowania. Weszłam do domu, ostatkiem sił odkręciłam butelkę i wypiłam cały litr. Przez chwilę stałam oparta plecami o chłodne lustro, a moje ciało nie wiedziało, co począć z tak gwałtownie dostarczoną spora dawką wody pitnej. Tylko przez chwilę. Zanim odlepiłam plecy od lustra, zorientowałam się, że cały litr wypłynął ze mnie przez skórę. Byłam mokrusieńka. Od wspomnianych wcześniej uszu aż po palce u stóp oblana byłam cieczą, która jeszcze kilka minut wcześniej znajdowała się w butelce.

Czyli jednak ciało ludzkie jest nieszczelne...!

środa, 1 sierpnia 2018

wbicie

Lubię wyrażać się precyzyjnie o owadach. Nie mówię "żuk" na każdego chrząszcza, odróżniam osę od pszczoły, nie mówię "stonoga" na wija i nie mylę trzmiela z bąkiem.
Lubię również właściwie nazywać atak zwierzęcia na moje powłoki cielesne: osy żądlą, chrząszcze gryzą. Ale co robią komary?
Jak fachowo nazywa się wbicie w skórę ostrego narzędzia i wypompowanie odrobiny krwi?

wtorek, 31 lipca 2018

zamkniętych

- Mamo, a co tu taki skwar? Dlaczego ty siedzisz przy zamkniętych wszystkich oknach? Dlaczego nie włączasz wentylatora? Przecież tu nie ma powietrza! - powiedziała Kalina, która pierwszy raz w życiu, po wejściu do mieszkania mamy, zlała się potem tak bardzo, że musiała wycierać krople z czoła. A przecież w ośrodku termoodczuwania w mózgu Kaliny nie ma na skali punktu "za gorąco".
- Nie otwieram, Kalinko, okien podczas upałów, bo na dworze jest cieplej niż w domu. I nie chcę żeby się tu nagrzało. A wentylatora nie włączam, bo to jest urządzenie elektryczne i ono emituje pewną ilość ciepła, pracując. I nie chcę, żeby mi się tu nagrzało.
- Mamo, ty mi nawet nie mów takich rzeczy! Natychmiast otwieramy wszystkie okna, ustawiamy wentylator tyłem do balkonu i włączamy! No i co? Prawda, że od razy lepiej?
- Tak, Kalinko. Oczywiście. Przy otwartych oknach i włączonym wentylatorze jest o wiele lepiej. Przecież to każdy wie. Dlatego ja cały czas latem mam otwarte wszystkie okna i włączony wentylator. I co chwilę sprawdzam, czy się silnik nie nagrzewa.

- Auuuuuu - zawyła w duchu Kalina.

niedziela, 15 lipca 2018

dobrze

- Halo, Kalinko? I jak tam u Was? Co u najstarszej córki?
- Jest już lepiej, mamo. Gorączka już jej minęła, nawet wstaje z łóżka, tylko ja się teraz pochoro…
- A jak tam u młodszej córki, Kalinko?
- Odsypia, zadowolona. Tylko ja, mamo, leżę chora, bo...
- A jak tam twój mąż, Kalinko?
- Świetnie. Szaleje jak zwykle. Tylko ja, mamo, ledwo żyję, bo...
- To wspaniale, Kalinko, że wszystko u was dobrze. To do usłyszenia. Zadzwonię jutro. Pa!

wtorek, 3 lipca 2018

nakrętkę

Wróciłam do samochodu po kilku godzinach, zmęczona i bardzo spragniona. Samochód stał w pełnym słońcu, temperatura w środku zbliżała się do poziomu imponującego.
Usiadłam za kierownicą i zauważyłam, że na siedzeniu obok leży butelka z "napojem typu cola", którą zostawiłam, wysiadając rano.
 - Hurra! - pomyślał mój ośrodek pragnienia w mózgu i zmusił obie dłonie, by odkręciły nakrętkę. Przystawiłam butelkę do ust i wypiłam kilka, no może nawet kilkanaście, potężnych łyków. Tak potężnych, że zabrakło mi tchu. I wtedy stało się najgorsze. Dotarło do mnie, jak dziwnie smakuje "napój typu cola" podgrzany do temperatury około 60 stopni, zawierający resztkę gazu...
Coś jak herbata z tabletką musującą bezsmakowego Calcium.
Jak woda po praniu końskiej derki, wymieszana z jednym bąblnięciem gejzera.
Jak ciecz z pojemnika na bioodpady, wzmocniona trzema psiknięciami spleśniałego offa w sprayu.
Jak wywar z rozkładającego się kreta, który tuż przed śmiercią nałykał się dwutlenku węgla.
Jak gorący syrop przeciwkaszlowy z mojego dzieciństwa, po którym natychmiast mijał kaszel, za to pojawiały się torsje.

Gdyby ktoś chciał spróbować, podaję domowy przepis: wlać colę do czajnika, podgrzać, wstrząsnąć, wypić, nie marudzić.

poniedziałek, 2 lipca 2018

składaniem

- Mamo, dziadek zadzwonił do taty, że kupił tę samą półkę co my i nie może sobie poradzić ze składaniem. Tata pojechał mu pomóc.
- To super. A czym się martwisz?
- To jest ta półka, przy której tata po godzinie musiał wyjść na spacer, żeby się uspokoić. A my same dokończyłyśmy składanie, pamiętasz?
- Oj...
- No właśnie. I babcia przysłała mi smsa z pytaniem, jak to się u nas skończyło, bo tata i dziadek już ze sobą nie rozmawiają...
;-)

piątek, 29 czerwca 2018

wykryły

Satelity poruszające się bezustannie nad naszymi głowami wykryły na terytorium północno-wschodnich Indii wielkie plamy czerwonego koloru. Naprawdę wielkie.
Podejrzewano skażenie chemiczne, ale okazało się, że plamy pojawiają się w ciągu kilku dni, a po jakimś czasie stopniowo znikają, począwszy od brzegu, aż do środka.
Wnikliwe analizy wykazały, że plamy znajdują się na terenie pustynnym.
Satelity wytężyły swe oko i odkryły, że czerwone plamy obejmują ogromne połacie pustyni, na których suszy się papryczki chilli.
Świeże papryczki są rozkładane na gigantycznych powierzchniach, pokornie schną w świetle rozżarzonego pustynnego słońca i w formie bezwodnej trafiają do kuchni rozkochanych w kulinariach Hindusów.
Satelity, skażenie, analizy, naukowcy. Nie śmiejmy się.
A to już nie można dla siebie i kilku milionów sąsiadów papryczki suszyć?
;-)

środa, 27 czerwca 2018

pokręceniem

W każdym pomieszczeniu w domu jest inny czas. Podczas gdy w sypialni zegarek pokazuje 15.45, w kuchni na kuchence jest już 17.20, a w salonie coś około 20.20.
Niby nic. Człowiek powinien wiedzieć, że zegary wskazują różne godziny. Ale niestety, człowiek nie wie. I za każdym razem, gdy człowiek patrzy na zegar, przestawia zegar w swojej głowie na tę godzinę, którą akurat widzi.
I tak np. człowiek robi obiad, zerka na zegar na kuchence i myśli "jaciękręcę, jak już późno". Przyspiesza sytuację obiadową, wychodzi na moment do salonu, siada na fotelu z książką, czyta przez moment, spogląda na zegar i myśli "jesoo, zagapiłam się i minęły aż 3 godziny...". Zdezorientowany wchodzi do sypialni, rzuca zmęczonym okiem na zegar przy łóżku i widzi, że jest dość wczesne popołudnie...
Kompletne pomieszanie. Z pokręceniem.
I tak kolejny dzień.
A wszystko dlatego, że w poniedziałek wyłączono u nas prąd i po jego włączeniu zegarki rozpoczęły swoją działalność od różnych godzin. Nieprawdziwych.

Z utęsknieniem czekamy na powrót drugiego człowieka, który umie nastawiać zegary. Wróci w czwartek, ale za ile to będzie godzin - któż to wie...

niedziela, 24 czerwca 2018

wirtualnym

Dzielenie świata na realny i wirtualny jest bezcelowe.
Poznałam w realu kolejną osobę, która przez lata istniała w moim wirtualnym świecie i, słowo honoru, jest prawdziwa! I to jak prawdziwa!

Mam nadzieję, że ta zasada działa w dwie strony,

czyli, że niektóre osoby z mojego realnego świata uda mi się przenieść do wirtualnego i wówczas okaże się, że przestaną istnieć w mojej rzeczywistości.
Mam już nawet przygotowaną specjalną listę.
;-)

czwartek, 21 czerwca 2018

abonament

Głos donośny, ton podniosły:

- Halo, Kalinko? Czy ty wiesz, że ja dostałam właśnie informację z Timobilę, że mogę mieć abonament za 19 zł? I wszystko za darmo? I nie muszę kupować telefonu? A ja teraz płacę 49 zł! Tyle pieniędzy i za co!? Przecież ja wcale nie korzystam! To jest jakieś złodziejstwo!
- Mamo, może zadzwonisz do mojej siostry i z nią ustalisz szczegóły? Ona ci na pewno doradzi, co zrobić. Tylko bardzo cię proszę, ustal z nią, że to ona musi doprowadzić sprawę do końca.
- Do jakiego końca, Kalinko?
- Jak już ustalicie, że masz zmieniać abonament, to moja siostra pojedzie z tobą do biura, wszystko załatwi i będzie pilnować. I odbierze umowy, i z tobą je potem podpisze, i ewentualnie będzie je odsyłać. Dobrze?
- Kalinko, ale przecież ona teraz wyjeżdża!
- Oj, to nie może zmienić ci abonamentu?
- No nie.
- A, to wielka szkoda.
- Ale to nic! Przecież wszystko jest w porządku z tym abonamentem, który teraz mam. Po co zmieniać? A co u ciebie?

Melisę! Królestwo za melisę!

środa, 20 czerwca 2018

polskiego

Wracałam do domu podczas meczu polskiej reprezentacji.
Jeszcze nigdy nie jechałam tak pustymi drogami. Na odcinku 30 km wyprzedziłam trzy samochody, z przeciwnej strony nie jechał nikt.
W pewnym momencie na drogach pojawiło się całkiem sporo samochodów. Wyrosły jak grzyby po deszczu, chociaż to nie był koniec meczu. Spojrzałam na zegarek. Po powrocie do domu sprawdziłam chronologię meczu. Był to moment, gdy Polacy stracili drugą bramkę. Część ludzi przestała oglądać mecz.
Niewierni Tomasze polskiego sportu zapchali mi ostatni odcinek drogi. Taka prawda.

niedziela, 10 czerwca 2018

cynii

Starsza córka zorganizowała dwudniowe urodziny w cudownym,maleńkim leśnym domku.

Kąpali się w rzeczach w jeziorze, siedzieli do rana na trawie, spali (niezbyt długo...) w siedmioro na dwuosobowym łóżku, walczyli z zepsutym bojlerem, robili sobie śmieszne zdjęcia o wschodzie słońca i pilnowali, żeby nikt nie podeptał cynii, które z miłością uprawia pan dziadek.
No coś pięknego!

czwartek, 7 czerwca 2018

pozory

Ten porządek to tylko pozory. W rzeczywistości za fasadą wszystko jest poprzestawiane i pomieszane.
Poczucie winy miesza się ze zmęczeniem i brakiem pewności siebie, a smutek plącze się z brakiem motywacji i energii.
Jeśli naturalnie brak czegoś może się mieszać lub plątać.
Może.
W końcu to moja fasada i moje poprzestawianie.

przesyłkę

Trzeci dzień walczę z inpostem o moją przesyłkę.
Gdyby w niej była sadzonka sekwoi, wyschłaby z braku wody.
Gdyby w niej była kiełbasa śląska wyborowa, zepsułaby się w takie upały.
Gdyby w niej były najdroższe perfumy świata, wykonane z ostatniego oddechu dronta dodo, zmacerowałyby się w tej temperaturze.
Gdyby to była bomba, zdążyłaby wybuchnąć.
A tak ja zaraz wybuchnę...

środa, 6 czerwca 2018

świeci

Na podłodze widzę linię światła, rozszczepioną w tęczę. Jest wcześnie. Słońce nie zagląda teraz do moich okien, więc zaczynam obserwować drogę, jaką pokonało, wślizgując się na podłogę.
Świeci nieomal od północnej strony budynku - to ten moment w roku, gdy wschodzi najdalej. Zatem wschodzi prawie od północnej strony, przeciska się między domami, odbija od okien sąsiadów, mieszkających 200 metrów na południe od mojego domu, po odbiciu bierze rozpęd w stronę moich uchylonych, południowych drzwi balkonowych, odbija się od nich zmieniając kąt i w postaci tęczy ląduje na podłodze długą, cienką smugą. W tej formie dociera do północnego okna. Na przestrzał. Jakby chciało sprawdzić, skąd przyszło.

Woda, ogień, powietrze i ziemia. Światło jest piątym żywiołem, co udowodniono powyżej.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

bo

Muszę to przemyśleć: ;-)

kolejce

Rejestracja w przychodni. Dwa okienka, tłum ludzi. Wszyscy razem, w jednej kolejce, jak za starych dobrych czasów: do pobrania krwi, do zmierzenia ciśnienia, do psychiatry, pediatry i lekarza rodzinnego. Z kleszczem w nodze, bólem głowy i wysypką na pośladku. Wszyscy czekają w stanie silnego pobudzenia emocjonalnego - poniedziałek po długim weekendzie, a każdy wie, że spieszy mu się najbardziej.
Przychodzi pani w ciąży i jest obsługiwana poza kolejnością.
Po kilku minutach pojawia się kolejna.
Przy trzeciej i czwartej pani w ciąży niektórzy kolejkowicze zaczynają się uśmiechać pod nosem. Kumulacja.
Niektórzy planują z tej okazji zagrać w Lotto, inni przypominają sobie, że nie kupili prezerwatyw.
Gdy weszła do rejestracji piąta pani w ciąży, jeden z kolejkowiczów nie wytrzymał. Złożył starannie gazetę, poprawił okulary, strzepnął pyłek z krawata i podszedł do okienka:
- Czy to jest normalne że kobiety w ciąży są obsługiwane poza kolejnością? - spytał teatralnym szeptem.
- Naturalnie. Proszę spojrzeć na tablicę ogłoszeń. Kobiety w ciąży bez kolejki.
- A czy może mi pani powiedzieć, czy to wszędzie tak jest, że one sobie przychodzą kiedy chcą i nie czekają w kolejce?
- Mam nadzieję, że tak, proszę pana. One to mają zagwarantowane w konstytucji.

Ten pan z całą pewnością nie urodził się w sposób naturalny, tylko pewnego dnia obcy zrzucili go ze swojego statku, przelatując dość nisko nad miastem.

niedziela, 3 czerwca 2018

odhaczamy

Duch czasu powiedział do mnie: "Kalino, jestem! Skończ z niechęcią. Weź głęboko powietrze w płuca, poczuj jak wypełnia cię całą i zdobądź się wreszcie".
No i się zdobyłam. I zainstalowałam dwie aplikacje na telefon.

Jedna służy do planowania tego, co należy zrobić. Niby jest to powielanie kalendarza, notesu, kartek na lodówce, alarmów w telefonie i innych takich, ale w końcu nie dlatego piszę, że spodziewam się słów krytyki. Raczej oczekuję ła-zachwytów. Zaczęłam wpisywać w planer rzeczy do zrobienia. Największą radość mam naturalnie z odhaczania tego, co już zrobiłam. Toteż wpisuję rzeczy do zrobienia w sposób przemyślany - nie chcę mieć przecież pół kilograma zaległych spraw "do zrobienia" w telefonie. Najważniejsze jest dobre samopoczucie, a takie właśnie pojawia się podczas odhaczania.

Druga aplikacja to lista zakupów. Robię ją w domu. Udostępniam ją mężowi i córkom (już umiem!). Oni dopisują, co uważają za potrzebne. A potem to z nas, które nieopatrznie znajduje się w sklepie, kupuje wszystko co trzeba, odhaczając wszystkie produkty, które już są w koszyku. Ponieważ od jakiegoś czasu jestem wszędzie wożona przez młodego kierowcę (młodą kierowniczkę...), przeważnie lądujemy w sklepie we dwie. Wtedy każda szuka czego innego, odhaczamy niezależnie na swoich telefonach, lista topnieje i wszystko jest cudowne.

Jest tylko jedna rzecz, która mnie zastanawia.
Otóż dostałam niedawno informację od aplikacji zakupowej, że zakupy wszystkich użytkowników są uśredniane i z tego robione są listy podręczne najczęściej kupowanych produktów. Z których to list ja naturalnie nie korzystam, bo nie chcę/nie umiem. Niby nic. Wszystko na świecie jest uśredniane. Ale ja wprowadziłam pewną modyfikację mojej listy zakupowej i oprócz listy o nazwie "teraz", która jest naszym aktualnym spisem rzeczy do kupienia, stworzyłam sobie listę "praca".

Ponieważ moja praca składa się z okresów długich wyjazdów i okresów pobytów domowych, ciągle zapominałam, co należy zabrać na wyjazd, zwłaszcza że na wyjazd pakuję się zawsze będąc w domu, a to nie sprzyja wymyślaniu, co będzie potrzebne poza domem. Dlatego wszystkie rzeczy, które muszę mieć przy sobie jeżdżąc po Polsce, są wpisane jako swoista lista zakupów. Pakując się odhaczam kolejne przedmioty, które lądują w samochodzie, a potem robię tylko "klik" i cała lista pojawia się od nowa, gotowa do przygotowania kolejnego wyjazdu.

I teraz sedno sprawy: ktoś uśrednia listy zakupowe wszystkich użytkowników, a ja ciągle i ciągle od nowa, co kilka tygodni, mam w mojej liście zakupowej przedmioty, takie jak: karton książek, laptop, zakładki, skórzana teczka od Kasi, karton ołówków, suszarka, termos, śpiwór, konwerter do rzutnika, tealighty, olejek różany, ręczniki, apteczka, 3 pary okularów, kalendarz, kubek do kawy, cytryna, miód, adidasy, karty, audiobooki oraz wiele innych, o których wstydzę się nawet myśleć.
Jeśli ktoś robi z tego statystyki, musi się zastanawiać nad moim trybem robienia zakupów i trybem życia...

I nie oczekuję teraz wyjaśnień, że nikt nie robi statystyk, że bezduszna maszyna, że oprogramowanie, że software i inne brzydkie słowa. Chcę myśleć, że moja lista wyjazdowa rozbiła bank! ;-)

zmieniam

Zmieniam się. To dziwne uczucie.
Mam świadomość, że jestem inna w środku niż pięć lat temu. Niż rok temu. Niż trzy miesiące temu. Niż tydzień temu.
Więcej czasu poświęcam spokojowi. Nie spieszę się.
Myślę, zanim odpowiem na pytanie.
Ćwiczę jogę, uczę się medytacji, słucham audiobooków i nie podążam za polityką.
Lubię nosić bransoletki i zastanawiam się, czy zrobić sobie dziurki w uszach.
Chyba mniej jest we mnie ognia, a więcej ziemi. Mniej powietrza, a więcej wody. Mniej mówienia, a więcej myślenia.
Nauczyłam się milczeć.
Gorąco i zimno zmieszało się we mnie, dając nową temperaturę.
Gdy czuję, że ktoś składa mi skrzydła, odsuwam się i szukam lepszej przestrzeni.

Zmieniam się również na zewnątrz. To dziwne uczucie.
.


rękoma

Całe szczęście, że to nie ja zostałam żoną któregoś z książąt. Dziękuję losowi, gdyż jest jedna sprawa, która bardzo by mnie męczyła, gdybym jednak musiała zostać księżną w jakimś eleganckim zamku.
Otóż uwielbiam jeść rękoma. Może nie wszystko, ale są potrawy, które same włażą mi w palce. Taki na przykład makaron - no muszę palcami i już. Tak samo mięso, które ma w sobie fragment kości. Albo większe fragmenty jarzyn z sałatek. Tylko rękami. Widelec może mi ostatecznie służyć do odsuwania tych elementów, których nie mam ochoty akurat wyjeść.

Kiedyś na imprezie siedziałam obok Magdy i obok wielkiej misy sałatki (pysznej!), w skład której wchodziły między innymi pieczone buraki. Początkowo wyjadałyśmy z Magdą fragmenty sałatki dyskretnie. Potem przysunęłyśmy misę bardzo blisko nas i bez żadnych ograniczeń wyjadałyśmy poszczególne składniki, zgodnie z kolejnością lubienia. Bardzo szybko sałatka się skończyła, a my oblizywałyśmy palce z sosu. Pysznego!

Także ten... Współczuję, jeśli ktoś nigdy nie jadł spaghetti, trzymając nitki makaronu palcami wysoko nad swoją głową i wciągając go od dołu. Mmmm...

piątek, 1 czerwca 2018

rozerwę

Mam roztrojenie wewnętrzne. Chyba się rozerwę na kawałki, bo czuję, że jako jedność nie podołam.

Po pierwsze, młodsza córka jest chora i musi dostawać krople do oczu, co okazało się najgorszą karą, jaka może spotkać nieletnią. Zakroplenie jednego oka zajmuje nam osiem lat świetlnych, siedem wiader łez, tonę pisków i inne takie. O drugim oku nawet nie wspomnę...

Po drugie - ja ledwo żyję, boli mnie, co przewidziała pani doktor w środę ("A gdyby panią zaczęło boleć, proszę brać leki przeciwbólowe..." Ale wtedy nie bolało!)

fifek.pl
Po trzecie - starsza córka szykuje się do samodzielnej jazdy samochodem. Dla jasności dodam, że jest to moja starsza córka i mój samochód...

;-)

czwartek, 31 maja 2018

życzenia

załamka.pl
- Halo, Kalinko, tu mama. Chciałam ci złożyć życzenia, ale  nie jestem pewna, czy ty masz dzisiaj imieniny.
- Nie, mamo. Nie mam.
- O, to szkoda, bo ja sobie właśnie przypomniałam o twoich imieninach i miałam nadzieję, że to dzisiaj.
- Moje imieniny są kiedy indziej, mamo. Jeśli chcesz, to możemy się tak umówić, że będę ci przypominać co roku o moich imieninach. Chcesz?
- O, to byłoby bardzo miłe z twojej strony. Tylko przypominaj mi rano, dobrze? Bo lubię składać życzenia imieninowe rano.
- Ja też wolę rano, mamo.
- To jesteśmy umówione. A co u ciebie?

środa, 30 maja 2018

weekendem

Dzień przed długim weekendem muszę uskutecznić dwie wizyty lekarskie. Moja młodsza córka i ja wymagamy natychmiastowej interwencji polskiej medycyny.
Moja młodsza córka - terapii, ja raczej eutanazji, bo czuję się gorzej niż źle.

Zawsze uważałam, że kolejki u lekarzy na dzień przed najdłuższym weekendem świata to przejaw głupoty pacjentów, którzy czekają do ostatniej chwili.

No i co, że czekają? I co? Jak lubią, niech sobie czekają.
Tylko potem natychmiast niech ktoś im ulży w cierpieniu, bo zwariują... ;-)

wtorek, 29 maja 2018

miliardów

Mam na balkonie wszystkie mrówki świata a nawet jeszcze więcej.
Autorstwo: Kasia B. :-)

Najpierw wieczorem weszło kilka do salonu, przemieszczały się wzdłuż okien i nie wzbudziły większego zainteresowania.
Ale gdy rano zorientowaliśmy się, że mamy w pokoju 7 miliardów mrówek, ułożonych w zbitego kleksa, z którego już zaczynają wypełzać w różnych kierunkach nibynóżki,  poszukujące terenów do eksploracji, zrobiło nam się ciasno w sercach.
Wielka plama mrówek, poruszająca się po podłodze w salonie, pozostanie na zawsze w mojej pamięci.

sobota, 26 maja 2018

prywatności

na metce napis: pluszowy hipopotam...
W związku ze zmianą polityki prywatności uprzejmie informuję, że u mnie nie można samemu decydować o tym, jakie dane o kim przechowuję w mojej prywatnej pamięci.
;-)

czwartek, 24 maja 2018

zwiniętą

Środek nocy. Godzina 2.30. Wracamy z córką do domu. Ulice miasta raczej puste. Nawet w naszej dzielnicy na drogach tylko kilka samochodów.
Nagle na zwykle ruchliwej ulicy, na samym środku mojego pasa widzimy zwiniętą kolczastą kulkę. Biorę ją między koła i z przerażeniem patrzę we wsteczne lusterko. Samochód jadący za nami też cudem omija biednego jeża.
Zapada natychmiastowa decyzja: na najbliższym skrzyżowaniu zawracamy, a sweter, karton i książka będą stanowiły wyposażenie techniczne akcji pod roboczym tytułem: Mamo, zgarniamy tego jeża z ulicy, bo go przejadą!
Hamujemy, zawracamy, jedziemy w stronę dzikiego zwierza. Planujemy zawrócić ponownie tuż za jeżem, stanąć na ulicy na awaryjnych, dokonać abordażu, książką wepchnąć gościa na sweter, wsadzić do kartonu i przenieść na drugą stronę ulicy. To znaczy na którąś stronę, bo naturalnie nie mamy żadnej pewności, w którą stronę on akurat zamierzał... Dojeżdżamy do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą odcinało się na asfalcie jeżowe ciałko.
Jeża nie ma.
W czasie naszego zawracania jeż najnormalniej w świecie zebrał się w sobie, wziął nogi za pas, odpalił wrotki, naoliwił koła i w te pędy uciekł z ulicy. Chciałam napisać, że spieprzył, ale uwielbiam jeże i tylko i wyłącznie z szacunku dla nich napisałam grzecznie.
Podejrzewam, że usłyszał naszą rozmowę, dotyczącą transportu na pobocze, wkurzył się, bo mama mu pierwszy raz w życiu pozwoliła wyjść samemu w nocy po żarcie do delikatesów i nie miał najmniejszego zamiaru być potem pośmiewiskiem całej rodziny. To byłby wstyd, gdyby go obcy musieli ściągać z ulicy w kartonie. I to owiniętego swetrem!

sobota, 19 maja 2018

znajdują

Rozmawiam z nauczycielami. Pytam, jak widzą współczesne dzieci. Padają różne odpowiedzi: arogancja, brak zasad, niesubordynacja.
Gdy dopytuję, większość wyjaśnień sprowadza się do jednej opinii: współczesne dzieci nie potrafią dostosować swojego zachowania do okoliczności, w których się znajdują.
Ciekawe spostrzeżenie...





piątek, 18 maja 2018

walnie

Stoisz sobie na trawie owinięta ciepłym kocem, spoglądasz na niebo pełne gwiazd, czujesz delikatny chłodek wieczoru na twarzy, twoje ciało jest wypoczęte i zrelaksowane, i nagle jak nie huknie, jak nie walnie, i cała misternie budowana równowaga wali się w jednej sekundzie.

Tak to mnie więcej wygląda...

czwartek, 17 maja 2018

epicentrum

humorek
Państwo się nie znają? To pan Pępek, mój dobry znajomy.
Pan Pępek jest epicentrum wszystkiego. Obojętnie na jaki temat toczy się rozmowa, pan Pępek dba, by wróciła ona natychmiast do sedna. Bo sednem jest pan Pępek i jego znajomość rzeczy. Inni ludzie mogą uprzejmie słuchać i podziwiać. Tak cenne słowa jak: och! ach! to niezmiernie...!  zawsze korzystnie wpływają na samopoczucie pana Pępka.
Pan Pępek ma doświadczenie w każdej dziedzinie i zna się na każdej rzeczy. Argumentując, powołuje się na niekwestionowane źródła informacji. Gdy ktoś wspomni, że kupił lakier do kapodastrów, pan Pępek krzyczy, że się na tym zna, gdyż stryjeczny wuj jego dziadka był żeglarzem, co daje panu Pępkowi prawo do uważania się za znawcę tematu. Gdy któraś z pań napomknie o bólach porodowych pan Pępek uprzejmie acz stanowczo mówi, że bóle porodowe to dla niego nie pierwszyzna, ponieważ jego matka mówiła mu o tym wielokrotnie i jest on światowym ekspertem w tych sprawach. Jeśli ktoś wspomni, że od jedwabnych woli nylonowe nici do przyszywania guzików, pan Pępek od razu rozstrzyga kwestię jako ekspert, gdyż jego sąsiadka pracowała przed wojną u krawcowej.
Pan Pępek zawsze się zna. Zawsze ma doświadczenie. Zawsze powołuje się na dowody nieomal naukowe, a wszystko mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Dowodzi swych racji, jakby od tego miało zależeć jego życie.
Gdy ktoś nie zgadza się z panem Pępkiem, rozpoczyna on atak z każdej strony. Wyciąga armaty i haubice. Zaczyna przeszukiwać internet (Zaraz, zaraz, gdzie to było? Wczoraj czytałem!), powołuje się na nieobecnych świadków (Krzysiu też tak uważa!), wyciąga historie z przeszłości (Ja się o tym w piątej klasie uczyłem!), kpi (No, gratuluję ci poglądów!) i podnosi głos. Coraz wyżej podnosi. Tak wysoko, że aż sam musi się wspinać na palce, żeby go dosięgnąć.

środa, 16 maja 2018

spodziewasz

jeja.pl
- Teraz narzekasz? Teraz? Teraz to jeszcze nic! Zobaczysz, jak to będzie! Po takim stresie twoje ciało musi jakoś odreagować! Nawet się nie spodziewasz, co cię spotka w najbliższym czasie! Nigdy tak nie jest, że stresy przechodzą bez echa! Nigdy! Jutro, pojutrze, albo za kilka lat zaczniesz odczuwać skutki tego wszystkiego! Ja coś o tym wiem!

Zastanawiam się, w jakim celu ludzie marynują mnie takimi tekstami. Chcą, żeby tak właśnie było jak prognozują? Liczą na to, że spotka mnie jeszcze trochę złego? Sami się o siebie boją i jest to przejaw ich lęków? Nie umieją wspierać, potrafią tylko dobijać? Nigdy nie usłyszeli dobrego słowa? Nie chcą, żebym miała lepiej?
O co w tym wszystkim chodzi?



wtorek, 15 maja 2018

nieciągłego

Poczytuję "Chmurdalię" Joanny Bator.
Odrzuca mnie i przyciąga jednocześnie.
Książka niezwykła.
Z jednej strony żałuję, że ją czytam, bo każdym słowem robi mi dziurę w duszy. Z drugiej strony żałuję, że nie czytałam jej wcześniej.
Omijam, przeskakuję, wracam. Powieść do nieciągłego czytania. Fenomenalna.

wnętrza

H.M.
Jestem zdruzgotana tym, że najprawdopodobniej nie mam wnętrza. Wszystko, co dzieje się w moim środku, natychmiast widać na zewnątrz. Zwłaszcza na twarzy. Rozumiem, że przez to w środku nie ma nic. Pusto. Wszystko wyłazi na zewnątrz jak kisiel przez sitko. Radość, ból, smutek, duma, złość.

gdyby

Pogoda marzeń - lekki upał, który nie wyklucza siedzenia w swetrze i grubych skarpetach na balkonie.
No coś fantastycznego. Gorąca herbata, zeszyt, komputer. Można pracować.
Gdyby tylko jeszcze ktoś wyłączył prąd na pobliskiej budowie. Albo chociaż poprosił panów, żeby stuknęli wszyscy razem raz a dobrze, a nie tak dawkowali cały dzień...

Tak było wczoraj. Dzisiaj hałas mniejszy. Temperatura też...


poniedziałek, 14 maja 2018

litrze

fragrantica.pl
- Ile decymetrów sześciennych jest w litrze?
- W litrze czego?
- No nie wiem. W litrze obojętnie czego.
- Nie wiem.
- A w jakimś konkretnym litrze wiesz?
- Wiem jak to obliczyć.
- Jak?
- Można spisać cenę perfum i sprawdzić jaka jest objętość opakowania. Na metce w sklepie podana jest cena litra. Trzeba najpierw obliczyć cenę 100 ml, potem odnieść to do ceny litra i wszystko jasne.
- Ale ty mówisz o mililitrach, a ja o decymetrach sześciennych.
- A, to spytaj tatę, co jest sprzedawane w decymetrach sześciennych i przeprowadź analogiczny proces.


niedziela, 13 maja 2018

blokadę

Mama Kaliny postanowiła, że w tym roku kończy rozdawnictwo roślin i ich elementów ze swojej działki i będzie zamykać furtkę.
wp.pl
Znalazła w przepastnych zakamarkach działkowej altanki blokadę do roweru, wyprodukowaną zdaje się w pracowni
średniowiecznego producenta zamknięć do zbroi, którego polecał Jurand ze Spychowa, zanim stracił język.
Mama podała Kalinie kod do tej blokady i się zaczęło...

Cyferki na blokadzie są tak małe, że Kalina, która z sokoła zmienia się w kreta, nie jest w stanie ich odczytać. Jeśli już jakimś cudem uda się ustawić odpowiedni numer na blokadzie, należy następnie metodą szarpano-ciągnioną odczepić od siebie jej oba końce. Wymaga to sprytu, zwinności, siły i rozumu - wszystkich tych cech brak Kalinie. O mamie nie wspomnę.
Gdy Kalina zamierza pobyć na działce godzinę, kwadrans spędza przed furtką w jogińskiej pozycji psa ze zwieszoną głową, gdyż blokada zakładana jest dość nisko. Drugi kwadrans doliczamy łaskawie przy wyjściu.

Dziś mama zauważyła, że ktoś podeptał jej dalie, przeskakując przez płot w celach, nazwijmy to, konsumpcyjnych.

Wniosek:
blokada jest beznadziejna, jej obsługa koszmarna, złodzieje kradną jak zawsze, przeskakując przez płot, zamiast wchodzić jak ludzie - przez furtkę. Wszyscy (mama, Kalina, złodzieje) woleli poprzedni układ, ale mama na razie jest niewzruszona.

sobota, 12 maja 2018

wegan

- To jest już cała karta? Nie ma nic dla wegan?
- Ty jesteś weganką? Od kiedy?
- Od czterech tygodni.
- Żartujesz! Co się stało?
- Nie będę jeść zwierząt, ani nic co od nich pochodzi. Szanuję ich życie.
- Przecież przed chwilą pokazałaś mi torebkę. Ona nie jest skórzana?
- Jest.
- No i co? Szanujesz życie tylko tych zwierząt, z których skóry nie robi się torebek?
- To jest zupełnie inna sprawa.
- Właśnie nie jest. Albo szanujesz, albo nie. Nie można wybiórczo szanować.
- Nie powinnaś nikogo pouczać w tej kwestii. Przez ciebie zabijane są niewinne cielaczki!
- A buty z czego masz?
- Ze skóry, ale innych nie mogę nosić, bo mi się odparzają nogi. A ty z czego masz buty?
- Z bawełny i słomy...

piątek, 11 maja 2018

zwracać

- Czy w klasie są dzieci o nietypowych imionach? Pytam, bo będę się zwracać do nich po imieniu i może się zdarzyć, że sprawiłabym komuś przykrość, niewłaściwie wymawiając jego imię.
- O, tak. Dobrze, że pani pyta. W klasie jest Janinka.
- Janinka? Jakie piękne imię!
- Tak, ale wszyscy mówią na nią Jasia.


Okazało się, że w klasie byli jeszcze David, Ivo, Noemi, Inez i Gracjan.
Definicja słowa "nietypowy" wymaga reformy...

czwartek, 10 maja 2018

przypomnieć

Poprosiłam dzieci, żeby napisały imiona swoje i swojego rodzeństwa. Poniżej imiona i nazwiska swoich rodziców. Wyśmiali mnie. Po chwili część zaczęła poprawiać nazwiska swoich mam. Przestali się śmiać. Dzieci, poproszone o napisanie i mion i nazwisk swoich dziadków, były dość skrępowane. Kim byli ich pradziadkowie - nie wiedział prawie nikt. Nawet imion nie można sobie było przypomnieć. Nazwiska to już kosmos.
Cztery pokolenia.

Wyciągnęłam oczywisty wniosek:
Za niecałe 100 lat nikt z twojej rodziny nie będzie pamiętał, jak miałeś na imię.
Masz władzę nad czasem. Przeszłość i przyszłość twojej rodziny leży w twoich rękach. Dowiedz się jak najwięcej o swoich przodkach i przekaż tę wiedzę dalej.

Zapadła cisza.
Po spotkaniu podszedł do mnie Leon.
"Proszę pani, a moi dziadkowie pochodzą z Ukrainy".
Poczułam dumę. Zaczęło działać.

środa, 9 maja 2018

niepotrzebną

Zainspirowana wpisem Diabła w buraczkach (http://diabel-w-buraczkach.blogspot.com/ podaję linkę, ale i tak chyba wszyscy znają) zaczęłam myśleć o tytułach książek.
No bo skoro "Sekretne życie pszczół" nie jest o pszczołach, to może znajdą się i inne takie kwiatki.


worldlux
Pierwsza myśl to "Kamienie na szaniec". Powinny być podręcznikiem dla zasadniczych szkół budowlanych.
Moja ukochana "Czarodziejska Góra" to oczywiście powieść fantasy o wróżkach.

"Bieguni" - naukowa rozprawa o polu magnetycznym (pomijam mały błąd językowy...).

"Życie w słoiku" - o larwach, gnieżdżących się w przetworach domowych.

"Moje drzewko pomarańczowe" - uprawa roślin tropikalnych w warunkach domowych.

"Zabić drozda" - poradnik dla początkujących myśliwych.

"Piaskowa Góra" - podręcznik dla studentów I roku geologii.

"Tysiąc wspaniałych słońc" - podstawy astronomii w weekend.

"Dzienniki gwiazdowe" - plotki z życia celebrytów.

"Wizyta starszej pani" - poradnik dobrych manier dla pań w wieku emerytalnym.

"Wiele hałasu o nic" - podstawy pracy dźwiękowców.

Autorzy mają jednak pokręcone umysły. Nie mogą nadawać książkom jakichś normalnych tytułów? Na przykład:
"Sztuka o miłości z balkonem w tle"
"Kłótliwi dranie na Litwie"
"Karły idą, idą i idą".

Autorzy powinni brać przykład z Astrid Lindgren. Jak pisała o dzieciach z Bullerbyn, to napisała "Dzieci z Bullerbyn", a jak pisała o Madice z Czerwcowego Wzgórza, to napisała "Madikę z Czerwcowego Wzgórza". Jasne i proste. Nie siliła się na niepotrzebną oryginalność.

;-)



wtorek, 8 maja 2018

zjadam

smaker.pl
Największy problem z jedzeniem chłodnika jest taki, że za bardzo go lubię.
Zjadam jedną porcję i odczuwam coś na granicy uniesienia. Niestety, chłodnik mi "nie służy", bo zawiera w sobie mnóstwo mleka. Po zjedzeniu jednej porcji zaczynam się czuć średnio dobrze. Jedynym rozwiązaniem tego problemu jest zjedzenie kolejnej porcji, która znowu smakuje rewelacyjnie. Odczuwane podczas jedzenia drugiej porcji uniesienia zabijają średnio dobre samopoczucie wynikające z wypełnienia przewodu pokarmowego laktozą z pierwszej porcji. Niestety, jak wspomniałam wcześniej, chłodnik mi "nie służy" i po zjedzeniu drugiej porcji czuję się jeszcze bardziej nieszczególnie niż po pierwszej.
Rozwiązaniem tego problemu jest zjedzenie trzeciej porcji, która na pewno swym smakiem i aromatem zabije złe samopoczucie, wynikające ze zjedzenia pierwszej i drugiej...

Jestem teraz po dwóch porcjach.
Czuję nadchodzący koniec. Koniec chłodnika, albo mnie.

niedziela, 6 maja 2018

żartów

Tydzień temu poszłam na spacer. Długi. Samotny. Na ramionach niosłam wszystkie problemy tego świata, a nawet jeszcze więcej.

Na pustej łące, wielkiej i płaskiej, podeszła do mnie nieznajoma śliczna młoda kobieta. Przywitała się grzecznie i zaczęła rozmowę. Rozmowa, jak to rozmowa, poszybowała w przestrzeń ponad łąką. Po półgodzinnym staniu w miejscu zaproponowałam mojej uroczej rozmówczyni, że odprowadzę ją w stronę jej domu, bo jest mi wszystko jedno, gdzie spaceruję, a żal byłoby mi się z nią rozstawać. Poszłyśmy w kierunku jej domu, cały czas rozmawiając.

Dwie godziny spędzone na rozmowie o wszystkim sprawiły, że rozstawałyśmy się jak bliskie sobie osoby. Gdy powiedziałam jej na odchodne "do zobaczenia" dziwnie się zaśmiała. Wróciłam do domu bez ciężarów na ramionach, z którymi wyszłam na spacer. Same spadły, nawet nie wiem kiedy.

Po kilku dniach zobaczyłam ją znowu, tym razem w zupełnie innym miejscu. Okazało się, że trafiłam do jej pracy. Początkowo nie mogłam jej poznać. Miała makijaż, dosztukowane włosy, dziwny strój, a jej twarz zasłaniał mikrofon.
Jest wspaniałą artystką. Rozpoznawalną osobą. Występuje na scenie. Jest piękna, młoda i utalentowana.

Dobry Losie, jak cudownie jest padać ofiarą Twoich żartów!

piątek, 4 maja 2018

wyjazd

     Wyjeżdżam na skrzyżowaniu z ulicy podporządkowanej. Sznur samochodów uniemożliwia mi dalszą jazdę. Stoję. Czekam. Stoję. Patrzę, patrzę, czekam. Stoję. Usiłuję mentalnie sprowokować szczęśliwców, jadących główną ulicą, żeby zechcieli mnie wpuścić. Czekam. Muszę poćwiczyć przesyłanie myśli na odległość. Stoję. Obok siedzi mój mąż, który razem ze mną usiłuje zahipnotyzować pędzących ulicą w swych lśniących maszynach kierowców.
Abrakadabra, hokus pokus, hejkum kejkum i te sprawy.
     Jing i jang kierownicy. Oni się spieszą, ja się nie spieszę, bo nie mogę. Oni jadą, ja stoję. Czekam. Mija sekunda za sekundą. Prawdopodobnie przed skrzyżowaniem ktoś umieścił znak: Zakaz wpuszczania samochodów, wyjeżdżających z prawej strony. Ci, którzy stoją po przeciwnej stronie skrzyżowania i chcą skręcić w lewo, zaczynają kopać pod swoimi samochodami studnie głębinowe, żeby mieć w  razie czego dostęp do wody.
     Nagle słyszę dźwięk klaksonu. Rozglądam się na boki, potem zerkam we wszystkie możliwe lusterka. Okazuje się, że klaksoniarzem jest pani w samochodzie za mną. Macha do mnie niezbyt serdecznie i kiwa mi, że mam już ruszać. Klakson ma chyba nowy, bo używa go kilka razy. Musi jej się bardzo spieszyć, skoro zachęca mnie do wyjazdu prosto pod koła pędzących samochodów. Ma pecha, bo za długo jestem kierowcą, żeby można mnie było zdenerwować klaksonem. Nie w takich sytuacjach się na mnie klaksoniło! Ha! W takich momentach cieszę się, że mam nerwy ze stali i nie daję się sprowokować. Czekam. Patrzę, patrzę i czekam. Nagle jing i jang zmienia położenie o 90 stopni Celsjusza, robi się korytarz sejsmiczny i jakimś cudem znajduję przestrzeń hipokampa między jadącymi samochodami. Pojawia się odpowiedni moment pędu i wyjeżdżam; pani za mną. Cały czas macha do mnie, wyraźnie ruszając ustami.
     Mogłabym zrozumieć jej zdenerwowanie, gdyby była pracownicą służb drogowych i jechała naprawić zepsutą sygnalizację świetlną, która ułatwiłaby nam wyjazd. Chcę wierzyć, że tak właśnie było. I to był jej samochód służbowy. Mercedes wielki jak lotniskowiec. I to są te oszczędności w budżetówce? ;-)

niedziela, 29 kwietnia 2018

opakowanie

Na każdym palcu sygnet wielkości orzecha. Srebra bransoleta gruba jak łańcuch niewolnika. Zegarek z ogromną tarczą. Biała, półprzezroczysta obcisła koszulka opina ciało, skatowane odżywkogodzinami na siłowni. Opalenizna w kolorze usychającej mandarynki nie jest efektem działania sił natury.
To opakowanie.

W środku spokojny, zrównoważony, miły Człowiek. Inteligentny, zdystansowany, bezpośredni.

Może nie było innych opakowań, więc wziął, jakie zostało, może zabrał takie celowo. Wszystko jedno. Warto zajrzeć do środka.

piątek, 27 kwietnia 2018

próżni

px.here
Mamy dziś dzień bez dzieci - jedno wyszło, drugie wyjechało. Wstąpiliśmy na obiad do pobliskiej knajpki, żeby ograniczyć wszelkie czynności domowe. Jak wolne, to wolne!

Niestety Natura nie znosi próżni.
Spojrzała na puste pokoje dzieci i postanowiła zesłać mi coś w prezencie.
Do wyboru była kąpiel w kozim mleku z płatkami róż, wyjście do kina albo ból głowy wielki jak pancernik Potiomkin.

No żesz, cholera jasna...

spamem

jeja.pl
Przejrzałam folder ze spamem na blogu.
Wpadł tam jeden komentarz lisa p.
(Ale że dlaczego akurat jeden i dlaczego od lisa??)
a poza nim wszystkie inne uznane za spam komentarze napisane są po angielsku.
Niektóre zaczęłam nawet czytać.
Zastanawiające jest, że komuś nie szkoda czasu na pisanie takich rzeczy.
Rozumiem, że rozsyła je automat, ale przecież ktoś to musi wymyślać
Nie wyobrażam sobie takiego spędzania życia.

Biedni ludzie, jeśli nie mają lepszych pomysłów na wolne popołudnia...



wtorek, 24 kwietnia 2018

wieloetapowo

Uwielbiam przyglądać się maszynom, które działają wieloetapowo. Jeden element nastrzykuje jakąś paćkę, w tym samym momencie inny rozszerza tubkę, wtedy trzeci przesuwa kartonik, a czwarty już podąża z zakrętką i gdy piąty wpycha paćkę do tubki, pierwszy natychmiast nakleja kartkę z datą produkcji i jednocześnie przekazuje szóstemu kijek do rozszerzania tubki. Taka niby robota taśmowa, ale w przestrzeni. Wszystkie elementy wykonują swoją pracę zawsze tak samo długo (albo tak samo krótko) i wygląda to na idealną maszynerię. Bo takie jest.
www.marta2.pl

Wczoraj miałam okazję oglądać takie urządzenie na żywo.
"Na żywo" ma tu dwa znaczenia - widziałam taką pracę własnymi oczami, stojąc w hali produkcyjnej, ale "na żywo" oznacza też, że poszczególne części tej maszynerii były żywe. Bardzo żywe. Najmłodsza miała jakieś 21 lat, a najstarsza około 64,5. Sześciu mężczyzn dmuchało szkło w hucie. Wszyscy robili tę pracę w idealnej harmonii, każdy z zamkniętymi oczami mógł przekazywać dalej kij z wiszącą banieczką szkła, a jednocześnie odbierać drugą ręką kulę gotową do wstępnego nadmuchania. Ich szlaki krzyżowały się, ale nigdy nie wpadali na siebie, bo ich ruchy były precyzyjnie wyliczone w czasie. Początkowo nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe. Żadnych zbędnych gestów, jeden wyciąga do drugiego rękę i za sekundę ma w tej ręce to, co powinien mieć. I tak za każdym razem. Bez przerwy. Bez żadnych rozmów.

I wreszcie zrozumiałam, dlaczego kobiety nie są hutnikami.
Gdyby mnie tam ktoś postawił, sto razy bym kogoś poszturchnęła, gestykulując podczas gadania, za każdym razem usiłowałabym coś zmienić, żeby było mi wygodniej, co kilka chwil mówiłabym do kogoś "proszę, Heniu", a on, chcąc mi odpowiedzieć, wyjmowałby z ust dmuchawkę i cały cykl zaczynalibyśmy od początku.

Szkołę hutniczą wykreślam z mojej listy "Tego się będę kiedyś uczyć" ;-)

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

gęstościowym

Dowiedziałam się niedawno o zmyśle gęstościowym bakterii.
Polega on na tym, że zupełnie nie mogę tego zrozumieć, ale wcale mi to nie przeszkadza w fascynowaniu się tym zjawiskiem.
losyziemi
Uważam, że też mam zmysł gęstościowy. Mój działa w ten sposób, że gdy atmosfera robi się zbyt gęsta, uciekam. Najchętniej po cichu. Czasami przypomina mi się wtedy, że muszę zrobić coś ważnego, a czasami "dostaję" sms-a z ważną sprawą.
Można z tego wywnioskować, że zmysł gęstościowy działa w moim przypadku poprzez mózg (pamięć) i poprzez moją komórkę.
Łącząc powyższe informacje, mogę stwierdzić, że zmysł gęstościowy działa na moją jedną (oby nie jedyną) komórkę w mózgu.
Czyli zmysł gęstościowy jest zmysłem mononeuronalnym, podlegającym wahaniom elektroinformatycznym.

Gdyby ktoś kiedyś usiłował wmówić Wam jakieś bzdury na temat zmysłu gęstościowego, nie dajcie się zmanipulować! Powołajcie się na mnie i moje wnikliwe spojrzenie na sprawę.


niedziela, 22 kwietnia 2018

kurorcie

Słowo "kurort" kojarzy mi się z przyrodą, ciszą, spokojem, zrelaksowanymi ludźmi w wygodnych butach, którzy w celach terapeutycznych przemierzają alejki parkowe, rozkoszując się wolnością i powolnością.

Od wczoraj jestem w kurorcie. Z przyczyn zawodowych.
Przyjechałam wieczorem. Zapytałam właścicieli pensjonatu, gdzie mogę iść na szybki, męczący, przedsenny spacer bez tłumów. Usłyszałam: na bieżni w siłowni.
Gdy wyszłam na zewnątrz w legginsach, koszulce i bluzie przewiązanej w pasie, zrozumiałam, że wieczorem nie znajdę ciszy i spokoju. Wieczorem przecież zaczynają się dancingi!

Dziś rano wyjrzałam przez okno i oniemiałam: deptakiem przesuwają się tłumy ludzi ubranych, jakby szli na chrzciny do bratanka. Panie, odziane w kościołowe buty, eleganckie, nieco zbyt obcisłe spodnie lub przykrótkie spódniczki oraz różowe bluzeczki z cekinami, trzymają pod pachami białe torebusie. Panowie posuwistym krokiem przechadzają się w ciemnych spodniach na kant, pełnych beżowych butach, koszulach, z nieodłącznymi saszetkami na pętelce.
Troszkę wygląda to jak prezentacja zwierzyny na końskim targu.

mówiąnamieście
Z niektórych straganów słychać muzykę z czasów gdy byłam bardzo młoda, albo nawet jeszcze bardziejszą.
W sklepie z pamiątkami można kupić deseczkę w kształcie penisa, z wyciętymi otworami o różnej średnicy. Największy otwór, o średnicy około 4 cm to kategoria "mistrz".

Sprawdziłam w Wikipedii, jaka jest definicja "kurortu". Kurort to miejscowość dysponująca czynnikami leczniczymi. Spokój i cisza nie mieszczą się w definicji. Żyłam w błędzie.

sobota, 21 kwietnia 2018

faraon

wikipedia
Tutanchamon ożył!
I to w kobiecej postaci!
Widziałam wczoraj! Siedział niedaleko mojego stolika i pił piwo z dużego kufla. Miał czerwoną sukienkę, czarne sandały, długie, czarne, proste włosy, czarne oczy, rzęsy długie na około 3,5 cm i całą złotą twarz! Całą!
Wnikliwa analiza pomogła mi wyciągnąć następujące wnioski:
1. albo jakaś brunetka pomyliła puder ze złotym cieniem;
2. albo niesforny faraon wylazł z sarkofagu a zapomniał zdjąć maskę;
3. albo teraz jest taka moda, a ja się nie znam.

Numer 2, dobra?

czwartek, 19 kwietnia 2018

rozmiary


Miejsce akcji: sklep obuwniczy.


stylowi.pl
- Niech pani popatrzy: tu są karteczki przy butach. Na każdej jest napisane, jakie rozmiary są dostępne. Nie musi pani o każdy pytać. A z tych mamy akurat wszystkie rozmiary, bo to nowość jest. Poprzedni fason był mocno nieudany. Niech pani sama spojrzy. Podeszwa za gruba, zupełnie nietrafiona. Oczywiście wszystko jest kwestią gustu i jedna pani nawet je kupiła, ale ja uważam, że nieudane. A te nowe - o! Bardzo ładne! I jaka skóra mięciutka! Polski producent! Kolor może nie najlepszy, ale do jasnej sukienki może być. Chociaż ja wolę trochę jaśniejsze. Ale to oczywiście rzecz gustu. No i to zapięcie nieszczególnie mi się podoba. Bo ja, droga pani, wolę takie trochę niższe. Nóżka wtedy nabiera pięknego kształtu.

Podziękowałam i wyszłam. Nie zdążyłam nawet pomyśleć, czy chcę coś kupić. Pan z którym "rozmawiałam" pełnił w tym sklepie rolę sprzedawcy, kupującego i wyrzutów sumienia.

środa, 18 kwietnia 2018

spojrzenie

Na parkingu przed sklepem krąży mocno zniszczony życiem satelita. Twarz w kolorze wyschniętego ziemniaka, matowe spojrzenie głęboko osadzonych oczu, chód trochę jakby wieża w Pizie przechodziła nieco bardziej w lewo, a trochę jakby ktoś przesuwał stary fortepian.
W skali uzależnień: 10/10.

wiadomości-gazeta.pl
Przygląda się wysiadającym z samochodów gwiazdom i próbuje ugrać swoje "chociaż bułeczkę".
Ma swój honor ("nie jestem żebrakiem!").
Ma swoje zwyczaje ("jutro też tu będę, szefowo!").
Ma swoją dumę ("a gdyby tak chociaż 50 groszy?").

Kiedyś  bałam się tych satelitów. Krążących między życiem a śmiercią. Między nieznaczną świadomością umysłu a zupełnym odlotem. Pojawiających się znikąd. Znikających nigdzie.

Teraz kupuję im coś, co nie rozsadzi resztek wątroby, dziękuję za życzenia "zdrowia, piękna pani!" i tylko trzymam kciuki, żeby miłosierna elipsa pozwoliła ich dzieciom nie wpaść w te same tory...

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

jakiś

demotywatory
     Siedzę na tarasie domu w obcym mieście. Owinięta kołdrą, z komputerem na kolanach i kubkiem gorącej herbaty w ręce. Dookoła ciemności, takie jak mogą być tylko w obcym mieście. Nagle słyszę dziwny hałas. Na tle czarnego nieba widzę jeszcze czarniejszą sylwetkę, schodzącą po rynnie z dachu na mój taras. Zastanawiam się, czy lepiej uciekać, czy udawać, że jestem niewidzialna. Strach paraliżuje mnie tak bardzo, że okulary zsuwają mi się z nosa, co delikatnie poprawia ostrość widzenia na odległość.
     I wtedy czarna sylwetka ląduje na moim tarasie. Na czterech łapach. Nawet nie odwraca swojego ogromnego cielska w moją stronę. Nie zaszczyca mnie spojrzeniem kocich oczu. Idzie dalej. Prawdopodobnie wykonuje swój cowieczorny obchód okolicy.
     Teraz czekam na hałas, który zrobi wracając z polowania. Sądząc po rozmiarach, był to tygrys szablozębny. Lub inny jakiś. Z kotowatych.

piątek, 6 kwietnia 2018

żal

claudia.pl
Zasłyszane:

podaję ludziom wszystko na wyciągniętej dłoni, a potem mam żal, że się poczęstowali.

Obserwacja na medal.

środa, 4 kwietnia 2018

biegnie

Zadzwoniła J. po prawie 30 latach.
Cudowna okoliczność, w której czas biegnie w drugą stronę.

Po to człowiek chodzi do liceum, żeby po stuleciach odebrać taki telefon. Jakaś korzyść z chodzenia do szkół. Mimo że z opóźnieniem.





poniedziałek, 2 kwietnia 2018

wożona

xdpedia.pl
Starsza córka Kaliny odebrała tydzień temu prawo jazdy i teraz bezustannie zachęca Kalinę do wychodzenia z domu, byle daleko. Kalina robi obecnie zakupy w najdalszych sklepach, zwiedza bliższe i zwłaszcza dalsze okolice miasta w którym mieszka, wożona jest największymi możliwymi objazdami i po wielokroć przejeżdża po największych rondach i najtrudniejszych skrzyżowaniach.
"Mamo, może byś gdzieś chciała pojechać?" - tak brzmi pytanie, dające matce tyle szczęścia ;-)