Kalina pojechała dziś do schroniska, żeby wyjść na spacer z psem i okazało się że przyjechała 20 minut za późno. Cały misterny plan spędzenia niedzieli z futrzastym stworzeniem wziął w łeb.
Kalina coraz bardziej poszukuje psa. I postanowiła sobie, że jeśli wyniki badań będą "takie se", a w perspektywie długie leczenie, to najbliższa przyszłość będzie idealnym czasem na przyzwyczajenie nowego psa do Kaliny i nauczenie go, że jak spać to tylko w łóżku, a jak się wylegiwać, to tylko na sofie. A przy okazji pies będzie najlepszym na świecie motywatorem dla Kaliny, żeby wychodzić na spacery. Co może się okazać niezwykle ważne.
Kalina obserwuje siebie, myślącą o swojej chorobie.
- Chcesz teraz namiary na kobietę, która dwa lata temu chorowała podobnie do Ciebie? Czy mam trzymać namiary i sama powiesz, kiedy? - spytała dziś na wieczornym spacerze przyjaciółka Kaliny.
- Teraz za wcześnie. Na razie nie chcę myśleć o innych chorych. Jestem tylko ja i kolejne rzeczy do zrobienia. Myślę, że będę chciała coś wiedzieć, gdy zaczną się procedury medyczne.
- Planujesz iść do różnych lekarzy, żeby skonfrontować diagnozę?
- Nie. Jeśli pierwsza pani doktor wzbudzi moje zaufanie, będę jej wierna. A wzbudzi. To moja przyjaciółka z liceum. Siedziałam z nią 4 lata w jednej ławce. Nie mamy od lat kontaktu ze sobą, ale wiem, że jest wspaniałą lekarką.
- Idealnie. Gdybyś jednak chciała kogoś innego, daj znać. Znajdę. Już mam namiary.
Przyjaciółka Kaliny dostanie Pokojową Nagrodę Nobla. Z uzasadnieniem: za przechodzenie z Kaliną kolejnych cholernych chorób.





