Uwielbiam sobotnie lekcje angielskiego. Dojrzałe, wesołe kobiety są uczone przez dojrzałego, wesołego pana.
Pan wymyśla takie zdania do tłumaczenia, że czasem trudno zachować powagę.
I jedna z nas męczy się z gramatycznymi zawiłościami, podczas gdy pozostałe kwiczą ze śmiechu.
Na przykład dzisiaj:
- Jakiś czas temu przebiegłam boso maraton.
- Och, doprawdy? Ile czasu spędziłaś potem u pedikiurzystki?
Albo:
- W zeszłym roku pracowałam jako kaskaderka w filmie.
- Podejrzewam, że raczej nie grał w nim Tom Cruise. Gdyby to był film z Tomem Cruisem, nie byliby potrzebni kaskaderzy.
moje lekcje angielskiego robię sama w domu i właśnie Teraz mam swoje 30 minut, dziennie czasem 45, wszystko jest ok ale brakuje mi bardzo lekcji w grupie, a czasu nie mam i siły jeszcze i na kolejna grupę...więc na razie muszę tak. Zazdro Kalino. cudownej soboty.
OdpowiedzUsuńNauka w grupie to zupełnie inna sprawa. Nigdy wcześniej tak się nie uczyłam i teraz jestem zachwycona. O wiele łatwiej niż samemu...
UsuńI taka nauka przynosi wieją efekt, bo takie zdania się łatwiej zapamiętuje!
OdpowiedzUsuńOj tak. A przy tym miło spędzamy czas.
Usuń